Zabijały mężów, by odzyskać wolność. Mroczna historia Fanny Lambert z Marsylii

Fot. Canva AI

Marsylia to najsłoneczniejsze miasto we Francji. Jej mieszkańców rozpoznaje się po wyjątkowo uroczym, melodyjnym akcencie. Słyną z tego, że radośnie wszystko wyolbrzymiają, sami nie wierząc w to, co mówią. Dlatego też wydaje się, że życie w Marsylii jest radośniejsze niż gdzie indziej.

Fanny Lambert, kobieta, która stoi u początku fali małżeńskich zatruć, urodziła się nie w Marsylii, ale w Saint­-Raphaël w 1835 roku, w biednej rodzinie. Miała dziesięć lat, gdy jej rodzice zdecydowali się na przeprowadzkę do Marsylii w nadziei, że w dużym mieście będzie im łatwiej znaleźć pracę. Cała rodzina tłoczyła się w maleńkim mieszkaniu, bez najmniejszych udogodnień, w sercu robotniczej dzielnicy Panier (...).

DEON.PL POLECA

 

 

Nie było mowy, aby mała Françoise chodziła do szkoły. Jak większość dzieci z ubogich rodzin musiała pracować, aby przynosić trochę pieniędzy rodzicom. (...) Françoise postanowiła zostać krawcową, aby pomóc rodzinie, ale obiecała sobie, że to tylko tymczasowe zajęcie. Rzeczywiście, jako siedemnastolatka mogła się już po raz pierwszy wyrwać z tej sytuacji, wychodząc za mąż za mężczyznę nazywanego Copello, jednak po urodzeniu dwojga dzieci uciekła z domu – nie mogła już znieść męża bijącego ją za każdym razem, gdy wracał pijany. (...) czasami w zamian za mały posiłek lub filiżankę kawy zajmowała się wróżeniem z kart, sama w to nie wierząc, jedynie w celu uspokojenia sąsiadów co do ich przyszłości.

Któregoś wieczoru jedna z kobiet szukających u niej rady przyprowadza do niej Rosine Salvago, kobietę piękną i o obfitych kształtach, która niepokoi się o przyszłość swojej historii miłosnej. (...) Byłaby zadowolona ze swojego losu, gdyby tylko nie wyszła za mąż, „na dobre i złe” – w tym przypadku głównie „na złe” – za Jeana Salvago: pijaka, który nie potrafi utrzymać żadnej pracy z powodu wybuchowego charakteru i który nawet nie szuka zatrudnienia, odkąd miał szczęście spotkać Rosine i się z nią ożenić.*

Poza tym Salvago od trzech lat jest chory, więc ona musi się nim zajmować. Pogodziłaby się jednak z tym związkiem, gdyby w pracy nie poznała Charles’a Pellegrina: eleganckiego i bogatego armatora, który zalecał się do niej i w którym się zakochała. Niestety, jest on żonaty i ma troje dzieci. Rosine prosi Fanny o zapytanie kart tarota, czy Charles pokocha ją na tyle, aby porzucić rodzinę i dać jej wygodne życie, na które, jak uważa, zasługuje.

Tarocistka (...) wyjawia Rosine, że jej armator nigdy się nie rozwiedzie. (...) Aby pocieszyć Rosine, dodaje, że jej armator będzie ją kochał na tyle, że ich romans będzie trwał, a nawet pewnego dnia pozwoli jej zamieszkać w jednym ze swoich mieszkań. (...) „Zrobi to, gdy zostaniesz wdową” – podsumowuje tarocistka, nie podejrzewając konsekwencji tej przepowiedni.

DEON.PL POLECA


Rosine jest tak pewna siebie... lub tak bardzo pragnie się pozbyć Salvago, że od tej pory wraca regularnie do Fanny, aby błagać ją o wyczytanie z kart ostatecznej daty śmierci męża. (...) Sugeruje, aby ta modliła się o przedwczesną śmierć męża. (...) Rosine się nie zatrzymuje. Natychmiast oferuje Fanny sporą sumę pieniędzy, aby ta rzuciła klątwę na jej męża, który jedynie ją bije i przynosi kłopoty. (...) Fanny przyjmuje pieniądze (...) obiecuje przekląć Salvago i sprowadzić na niego zemstę „Dobrej Matki” (...).

Pomysł jest sprytny i rozwinie się dzięki okoliczności, której nie przewidziała nawet tarocistka – to interwencja pewnego zielarza, równie cynicznego jak ona.

Rok wcześniej, w lutym 1867, do Marsylii przybył i w tym mieście zamieszkał François Joye. (...) przybył z Tulonu, gdzie pracował jako piekarz, dopóki nie został dwukrotnie skazany: pierwszy raz za nielegalne wykonywanie zawodu lekarza, a drugi – za oszustwo. (...) zaczął oferować przechodniom różne rośliny, które miały leczyć lub przynosić ukojenie. Przy tej okazji odkrył ludzką łatwowierność: desperaci byli gotowi kupować zioła na wszystkie swoje problemy. (...) Szybko zaczął zarabiać na tyle dużo pieniędzy, aby kupić sklep zielarski, w którym wysłuchiwał skarg klientów, a następnie proponował im mniej lub bardziej magiczne, a nawet niekoniecznie legalne rozwiązania...

Najlepszym dowodem jego olśniewającego sukcesu jest to, że w grudniu 1867 roku przychodzi do niego koleżanka po fachu, Fanny Lambert, aby to on odczytał dla niej karty tarota. (...) Spontanicznie nawiązuje się między nimi nić porozumienia: rozpoznali w sobie nawzajem odbicie własnej chciwości. Fanny śmieje się, zwierzając się François, że obiecała jednej ze swoich klientek przyspieszyć zgon męża modlitwami, a on uznał ten pomysł za doskonały i ujawnił jej, że dysponuje czymś o wiele skuteczniejszym niż zaklęcia: i rzeczywiście, w zapasach osoby wcześniej prowadzącej sklep znajduje dużą ilość nigdzie niezgłoszonego arszeniku...

Następnego dnia Fanny zatrzymuje Rosine na ulicy Refuge i wręcza jej woreczek z proszkiem, który ma ona dodać do posiłku męża, czyniąc go w ten sposób podatniejszym na czary. Rosine skrupulatnie przestrzega zaleceń (...) 3 lutego 1868 roku Jean Salvago w końcu wydaje ostatnie tchnienie. Została wdową! I odczuła ulgę. Nigdy nie żałowała męża...

Widząc zadowolenie Rosine... i wynagrodzenie, która ta z radością wypłaciła Fanny, tarocistka i zielarz postanawiają nawiązać współpracę. Fanny nadal będzie obiecywać klientkom rychły zgon ich mężów, ale od teraz ma zwracać się do François, aby ich otruć. Ten zaś udoskonala swój przepis, mieszając arszenik z wilczą jagodą (belladonną).

(...) Marie czuje pokusę, ale jeszcze się nieco waha. Wyznaje Fanny, że przyjmie ofertę tylko pod warunkiem, że Barthélémy zamieszka z nią, gdy ona już zostanie wdową. Fanny uspokaja klientkę (...) To wystarcza, aby Marie się zgodziła.

Jest przekonana, że tarocistka sprowadzi śmierć na Antoine’a za pomocą jednego z tych pradawnych zaklęć, wymykających się zarówno nauce, jak i prawu, dlatego z czystym sumieniem dodaje do herbat ziołowych lub do kawy męża mieszankę arszeniku i wilczej jagody, którą opracował François Joye, a którą sprzedaje jej Fanny. Klątwa wydaje się skuteczna, gdyż Antoine szybko zapada na zdrowiu. Cierpi na nudności i na biegunkę ale... nie umiera!

(...) doktor Martin postanowił przyjść i pobrać do analizy próbki jego wymiocin. Marie jest niespokojna (...) Pędzi do Fanny, a ta z kolei wpada w panikę (...) W desperacji zabiera Marie do François. Ten dochodzi do wniosku, że mąż musi umrzeć, zanim uda się zbadać jego wymiociny, aby można było przypisać jego śmierć cholerze lub jakiejś nieznanej gorączce. Proponuje znaczne zwiększenie dawki arszeniku i wilczej jagody.

Marie uświadamia sobie, że w zasadzie nakłoniono ją do otrucia męża. Odmówiłaby, gdyby wiedziała o tym wcześniej, ale teraz nie ma już wyboru. (...) 19 maja 1868 roku jej mąż umiera (...) Teraz jest wdową, odziedziczyła bogactwo i może bezkarnie kochać Barthélémy’ego. Jednym słowem – wygrała... na razie.

Teraz, gdy jest bogatą wdową, wymaga, aby jej kochanek z nią zamieszkał. Jednak Barthélémy odmawia, przypominając jej, że jest mężem Miette (...) Marie nie chce uwierzyć, że Barthélémy może szczerze kochać żonę, skoro zdradza ją od dwóch lat. Jest przekonana, że trwa przy tej kobiecie (...) z litości... i bez jego wiedzy postanawia pomóc mu zostać wdowcem.

Ponownie zwraca się z prośbą o pomoc do Fanny, ale ta zdecydowanie odmawia. Ma bowiem pewne zasady: z pewnością jest gotowa dla pieniędzy otruć każdego wskazanego jej męża, ale wstydziłaby się mieć udział w zamordowaniu kobiety, która nikomu nie wyrządziła krzywdy (...).

Marie (...) idzie prosto do François Joye, zielarza. Fanny wie, że ten nie ma żadnych skrupułów (...) Czuje się więc zobowiązana, aby przestrzec żonę Barthélémy’ego. (...) mówi jej, że mąż Miette ma kochankę, która zabiła już własnego męża, a teraz zamierza otruć Miette, aby móc poślubić Barthélémy’ego.

(...) Barthélémy wszystkiemu zaprzecza (...) On jednak niepokoi się ostrzeżeniem przekazanym przez Fanny...

Nazajutrz szybko stara się znaleźć Marie i zapytać ją, czy zaplanowała otruć jego żonę. Kochanka wszystkiemu zaprzecza, ale w jej tonie pobrzmiewa zbyt duże oburzenie, aby jej zaprzeczenia były wiarygodne. Przekonany, że jest winna, ale nigdy się nie przyzna, Barthélémy już nie naciska, tylko udaje się do sklepu zielarza.

(...) sprytnie udaje, że wie o otruciu Antoine’a, męża Marie, i o roli, jaką w tym przedsięwzięciu odegrał François Joye; dlatego mówi, że on z kolei życzy sobie śmierci żony, aby móc swobodnie poślubić kochankę. W ten sposób zdobywa zaufanie zielarza, który chwali się, że potrafi dyskretnie otruć każdego. (...) Za dużą sumę zgadza się powtórzyć to z Miette, która zniknie szybko i bez większego cierpienia.

Barthélémy udaje, że się zgadza (...) Marie jest zmuszona do przyznania się: tak, z miłości do niego zaplanowała śmierć męża. (...) Przyznaje też, że planowała uśmiercenie Miette, również z miłości do niego. Jest szczera do tego stopnia, że robi ostateczne wyznanie: jeśli Barthélémy, już będąc wdowcem, nie poślubi jej, ona otruje także i jego, aby nie należał do nikogo poza nią.

27 sierpnia 1868 roku François Joye spotyka Barthélémy’ego w domu jego kochanki i dostarcza mu arszenik do otrucia żony. (...) Gdy Barthélémy wychodzi z jej domu, nie wyobraża sobie, aby nie iść prosto na komisariat, nie zgłosić tej serii zbrodni i nie przekazać arszeniku jako dowodu. Dwa dni później funkcjonariusze wzbudzają plotki w dzielnicy Panier, aresztując zielarza François, Fanny, a także Rosine, Joséphine i Marie.

Proces Fanny Lambert, François Joye i ich owdowiałych klientek odbywał się od 5 do 8 grudnia 1868 roku. (...) Po czterech dniach ogłoszono wyrok. (...) Fanny Lambert i François Joye zostali skazani na dożywotnie ciężkie roboty, podobnie jak Joséphine Gabriel i Marie Ville. Rosine Salvago (...) skazano na dwadzieścia lat ciężkich robót.

***

Fragment pochodzi z książki Gérard Morel "Trucicielki. Kronika kobiecych zbrodni - od antyku po współczesność"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Zabijały mężów, by odzyskać wolność. Mroczna historia Fanny Lambert z Marsylii
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.