Chrystus nie przyszedł na świat w centrum uwagi i przez całe życie wybierał tych, których inni pomijali. Ewangelia pokazuje, że właśnie “drugoplanowi” bohaterowie najpełniej odsłaniają sens wiary i działania Boga. Publikujemy fragment książki “Na drugim planie”, poświęconej duchowemu znaczeniu codzienności, prostoty i ludzi pozostających w cieniu.
Poznanie szczegółów jest najważniejszą częścią życia duchowego, przede wszystkim dlatego, że Ewangelia pełna jest drugoplanowych postaci, które jednakże są kluczowe. To jest ów niepowtarzalny znak Boga, który zawsze woli tych, którzy “nie pozostają w centrum uwagi”, by urzeczywistnić historię zbawienia. Bóg nigdy nie wybiera rzeczy najbardziej rzucających się w oczy, dlatego też Jezus nie przyszedł na świat w pałacu Heroda, w blasku reflektorów, lecz w ubogiej stajence. Chrystus nie jest synem znanych osobistości, lecz ubogich ludzi i przez całe życie pozostaje na peryferiach, zaczyna od zmarginalizowanych i umieszcza ich w centrum.
Metoda, którą stosuje Jezus w życiu i głoszeniu Ewangelii, sprawdza się również w życiu duchowym. Dlatego ważne jest, by umieć postawić w centrum naszego życia to, co zazwyczaj zostawiamy na jego marginesie.
Wychodząc od założenia, że życie duchowe polega na nauczeniu się zwracania uwagi na szczegóły, okazuje się, że to, co uważamy za fundamentalne w naszym życiu, nie odgrywa istotnej roli w naszej duchowości. Potrzebna jest prawdziwa przemiana spojrzenia, umiejętność milczenia i dostrzegania tego, co istotne. Fragment Ewangelii według św. Marka – “Wdowi grosz” – pomoże nam w pełni zrozumieć tę opowieść o niebyciu w centrum uwagi:
Potem, usiadłszy naprzeciw skarbony, przypatrywałsię, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: “Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała na swe utrzymanie” (Mk 12, 41–44).
W przeciwieństwie do pozostałych ewangelistów Marek nie zagłębia się w szczegóły, nie odznacza się dramaturgią. W jego Ewangelii nie znajdziemy wielkich opisów ani introspekcji; jest tak, jakby podawał nam najważniejsze informacje w surowej formie. Odnosimy wrażenie, że czytamy tylko to, co w życiu Jezusa najważniejsze, dlatego Ewangelia według św. Marka jest najkrótsza i najbardziej intensywna. Niemniej nie pozostawia on nic przypadkowi – cała historia Jezusa i jego publiczna działalność przedstawione są aż do ostatniego epizodu, którym jest właśnie historia wdowy. To interesujący fragment, ponieważ Jezus przenosi uwagę z siebie na kobietę. Tym sposobem cała Ewangelia, która skupia się na Chrystusie i Jego publicznej działalności, kończy się zachętą, by nie patrzeć na Niego, lecz na wdowę.
Ta kobieta jest Ewangelią, czyli tym, co Jezus miał na myśli, zachęcając uczniów, by poszli za Nim; jest pełnym urzeczywistnieniem tego, co starał się wyjaśnić przez czynione cuda, znaki, nauczanie i wypowiedzi.
Po epizodzie z wdową rozpoczyna się męka Chrystusa. Stoimy przed rozdrożem, punktem zwrotnym całej Ewangelii Marka. A jednak kobieta nie wypowiada ani jednego słowa, nie znamy nawet jej imienia, wydaje się nieistotnym szczegółem. Zazwyczaj nasze spojrzenie na Ewangelię ma charakter moralizujący, chcemy jak najszybciej dotrzeć do morału płynącego z historii, a kobieta wydaje się jedynie pretekstem do tego, by powiedzieć: “Nie róbcie jak inni, czyńcie jak ta wdowa”. Taki jest morał tej historii, pierwsza i natychmiastowa myśl.
Oprócz umiejętności dostrzegania marginalnych aspektów konieczne jest oczyszczenie życia duchowego z moralizowania. Nie znaczy to, że morał nie jest ważny – to moralizowanie jest postawą błędną. Moralizowanie to pośpiech, z jakim natychmiast klasyfikujemy wydarzenia, definiujemy je w kategoriach białe – czarne, dobre – złe, ładne – brzydkie. Natychmiastowe definiowanie wydarzeń, by mieć je pod kontrolą, to iluzja. Na przykład, kiedy stajemy przed pokusą, naszym pierwszym odruchem jest stwierdzenie: “To coś złego”. I chociaż może wydawać się oczywiste, że sytuacja pokusy popycha nas ku czemuś złemu, nie chodzi o to, by od razu ją definiować i wrzucać do kategorii grzech/nie grzech, ponieważ zdecydowanie lepsze jest zrozumienie jej głębszego sensu, jej źródła.
Jezus umarł na krzyżu i wyzwolił nas od winy. Dlatego poczucie winy już nas nie prześladuje, a raczej nie powinno nas prześladować.
Śmierć Chrystusa na krzyżu dała nam spojrzenie wolne od winy. Skoro z jednej strony potrafimy nazwać grzech i powiedzieć, co jest dobre, a co złe, to śmierć Jezusa pozwala nam zrozumieć, że istnieje coś głębszego, czemu możemy się poświęcić bez lęku przed koniecznością obrony i odkupienia winy.
Pomyśl o spowiedzi, która jest sposobem na uwolnienie się od uczucia ucisku, wywołanego przez nasze grzechy. Wiąże się ona również z wielką ulgą psychiczną, wynikającą z możliwości wyznania komuś tego, co się zrobiło, opowiedzenia o tym, co przeżywasz i co dzieje się w twojej głowie. Jednakże spowiedź nie jest powierzchownym “oczyszczeniem” się z problemów, mającym na celu pozbycie się poczucia winy. Tak naprawdę spotkanie z Miłosierdziem Bożym powinno pomóc nam zrozumieć coś głębszego i odkryć, że Pan przemawia do nas w naszym nieszczęściu – ponieważ nawet w doświadczeniu błędu lub zranienia słowo Boże zwraca się do nas, traktując nas jak przyjaciół.


Skomentuj artykuł