Ks. Jacek Bernacik: zdecydowanie jest coś takiego jak słuszny gniew

Fot. Usman Yousaf / unsplash.com
Ks. Jacek Bernacik

Tak, zdecydowanie jest coś takiego jak słuszny gniew. Mamy wszak w chrześcijaństwie bogatą tradycję mówiącą o Bożym gniewie. Słuszny gniew nie należy jednak tylko do Pana Boga. My, ludzie, też możemy go odczuwać. Gniew chroni pewne wartości lub osoby, które są zagrożone, i to jest taka podstawowa, pozytywna funkcja gniewu – funkcja obronna. Ale gniew pełni też funkcję rozwojową, kiedy nie zgadzamy się na bylejakość, płyciznę, przeciętność, miałkość czy stagnację – na przykład w relacji z chłopakiem lub dziewczyną - pisze ks. ks. Jacek Bernacik w książce "Jak kochać dojrzale? Konferencje dla zakochanych, narzeczonych i małżonków".

Czytamy u św. Pawła: "Miłość nie unosi się gniewem". Gniew nie ma dobrej prasy. Kto z nas nie słyszał takich zdań: "Gniew jest złym doradcą" albo "Złość (w szerszym znaczeniu gniew) piękności szkodzi"? A szkoda, że nie ma dobrej prasy, bo myślę, że lepiej o gniewie byłoby mówić inaczej.

Może kojarzycie zakończenie Księgi Jonasza, kiedy Pan Bóg pyta głównego bohatera: "Jonaszu? Czy słusznie się gniewasz?" (por. Jon 4,9). Wsłuchując się w to pytanie Pana Boga, można domyślać się: "Aha, czyli istnieje coś takiego jak słuszny gniew". Tak, zdecydowanie jest coś takiego jak słuszny gniew. Mamy wszak w chrześcijaństwie bogatą tradycję mówiącą o Bożym gniewie. Słuszny gniew nie należy jednak tylko do Pana Boga. My, ludzie, też możemy go odczuwać. Gniew chroni pewne wartości lub osoby, które są zagrożone, i to jest taka podstawowa, pozytywna funkcja gniewu – funkcja obronna. Ale gniew pełni też funkcję rozwojową, kiedy nie zgadzamy się na bylejakość, płyciznę, przeciętność, miałkość czy stagnację – na przykład w relacji z chłopakiem lub dziewczyną. Gniewamy się, bo nie podoba się nam szarzyzna. Gniew może w takiej sytuacji uruchomić nas do zmiany, do działania, do walki. Może być wyrazem miłości.

Chyba najdobitniejszy przykład znajdziemy w trzecim rozdziale Ewangelii według św. Marka, gdzie Chrystus staje otoczony faryzeuszami i – notuje ewangelista – patrzy na nich wszystkich z gniewem (por. Mk 3,5). Dokładnie należałoby to przetłumaczyć następująco: "On miał gniew w oczach". Ludzie to zapamiętali, potem przekazywali to ustnie, a następnie zostało to spisane. Jak to zatem jest z gniewem i miłością, skoro św. Paweł mówi: "miłość nie unosi się gniewem"? Kluczowe jest chyba to "nie unosi się". To nieunoszenie się oznacza, że trzeba panować nad gniewem. Podzielę się z wami trzema myślami w związku z tym panowaniem.

DEON.PL POLECA



Po pierwsze – trzeba być, jak to obrazowo nazwałem, "ani wulkanem, ani studnią". Panowanie nad gniewem jest sztuką, bo muszę nauczyć się nie wybuchnąć jak wulkan, który wyrzuca lawę zmiatającą wszystko na swojej drodze, kiedy ze złości kipię jak wrząca woda. Trzeba wówczas powstrzymać się od ranienia innych, zarówno tych, którzy zasłużyli, jak i tych, którzy nie zasłużyli, ale są po prostu blisko mnie.

W Księdze Przysłów znajdziemy słowa: "Lepszy jest człowiek powolny w gniewie od mocarza" (Prz 16,32). Mocarz ma dużą siłę, ale ten, kto powoli opanowuje gniew, ma jej jeszcze więcej. Pismo Święte przypomina, że Pan Bóg jest nieskory w gniewie, czyli nieszybki, niepospieszny, potrafi zapanować (por. Ps 103,8). To pierwsza postawa: nie być jak wulkan. Ale równie ważne jest, by nie ulec ryzyku bycia jak studnia – czyli nie tłumić gniewu w sobie. Dziś – jak się wydaje – żyjemy w kulturze promującej bycie miłym. W niektórych domach ideałem wychowania jest, żeby dziecko było dobre, czyli grzeczne, a więc żeby nie wpadało w gniew. Bardzo często to uczucie jest wówczas kumulowane, odkładane. Objawia się to cichymi dniami, tygodniami milczenia. Albo w końcu przychodzi taki dzień, że studnia zamienia się w wulkan i gniew eksploduje w sposób niekontrolowany. Jak ktoś przyzwyczai się do takiego schematu, to wraca to jak bumerang. Dlatego kiedy mówimy o panowaniu nad gniewem, trzeba uważać, by nie być jak wulkan – nie strzelać na oślep, ale też nie być jak studnia – nie tłumić w sobie gniewu.

Po drugie – w panowaniu nad gniewem kluczem jest mówienie. Z kim mówić? Najpierw ze sobą. Wielki jest człowiek, który, widząc narastający gniew, potrafi powiedzieć: "Witaj, gniewie, bracie gniewie. Po co przyszedłeś, powiesz mi?". Te rozmowy wewnętrzne rzadko komu wychodzą w praktyce, ale warto się zapytać: "Co ta emocja mi mówi?".

Po rozmowie ze sobą trzeba też rozmawiać z innymi, odważnie i transparentnie: "Jest we mnie dużo gniewu". Trzeba autentycznie komunikować to, co się w nas dzieje: "Mamo, ten komentarz o czapce rodzi we mnie gniew. Mam dwadzieścia trzy lata. Wiem, po co jest czapka, i wiem, że się ją zakłada, jak jest zimno, ale rodzi się we mnie gniew, że traktujesz mnie jak dziecko". Dzięki temu łatwiej przetrwać sytuację próby, w której gniew słusznie narasta. W Mądrości Syracha czytamy: "O ile lepiej jest upominać niż trwać w gniewie" (Syr 20,2). Lepiej rozmawiać, mówić, niż pozwalać, by gniew nade mną władał. Wreszcie List do Efezjan mówi: "Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie, niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce" (Ef 4,26). W domyśle często rozumiemy to tak, że przed snem należy przegadać trudną sytuację, a nie zamykać ją w sobie.

Po trzecie – w panowaniu nad gniewem kluczowa jest wyrozumiałość. Skoro ja uczę się panować nad gniewem, to inni też się uczą. Jeśli ja mam prawo się uczyć, to inni też je mają. Szkoda, że nie mamy plakietek jak w McDonaldzie, tyle że z napisem "Uczę się gniewać". Uczymy się przez całe życie – również gniewać – i powinniśmy chodzić z takimi plakietkami, żeby łatwiej było przyjąć człowieka, który z gniewem średnio sobie radzi. Wracając do pytania Pana Boga z Księgi Jonasza: "Czy słusznie się gniewasz?" – Jonasz odpowiedział na nie: "Tak, słusznie. Gniewam się śmiertelnie". Czy słusznie? Nie do końca – akurat oblał egzamin. Czasem nie rozpoznajemy gniewu, a czasem trudno stwierdzić, czy jest słuszny, czy nie.

Zakończę jeszcze raz zdaniem św. Pawła: "Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie, niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce". Przyznam się, że zaskoczyło mnie, gdy siadłem kiedyś do komplety, w której pojawia się to czytanie w wersji: "Nie grzeszcie, niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce". Oburzyłem się: "Przecież tam jest jeszcze «gniewajcie się»!". Przez jedenaście lat modliłem się brewiarzem i nie zauważyłem, że ocenzurowali tego Pawła. Dopisałem "gniewajcie się!", bo to naprawdę zmienia sens. Podsumowując więc ten wątek, można stwierdzić, że jest prawo w miłości do gniewu, ale nie ma prawa do unoszenia się nim – ani tłumienia, ani wystrzeliwania gniewu na wszystkich wokół.

Fragment pochodzi z książki "Jak kochać dojrzale? Konferencje dla zakochanych, narzeczonych i małżonków" (wydawnictwo WAM, 2026)

DEON.PL POLECA


Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Ks. Jacek Bernacik: zdecydowanie jest coś takiego jak słuszny gniew
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.