Co cię więzi w smutku?

(fot. Jason Michael / flickr.com)
Jennifer Guntzelman / slo

Kiedy przyjdzie smutek, przyjmijmy go jako naturalny składnik życia. Niech serce nie zamyka się na ból, niech go doświadcza. Wszelkie dowody, mówią że tak jest lepiej. Serce , które jest otwarte, nigdy nie ulega zawziętości. A jeśli jej ulegnie, to tylko na chwilę.

A. Powell Davies

Zasmucenie może stać się naszym sposobem życia. Smutek, podobnie jak pociąg przewożący nas z jednego miejsca w drugie, powinien być środkiem pomagającym przystosować się do życia bez kogoś lub czegoś, co straciliśmy. Czasem jednak jazda pociągiem wciąga tak dalece, że zapominamy o celu podróży. Tak samo możemy ugrzęznąć w smutku i mieć trudności ze znalezieniem sposobu na to, ażeby z niego wyjść. Istnieje niebezpieczeństwo przekształcenia się smutku w styl życia, kultywowany aż do śmierci. Dobrze jest zdać sobie sprawę z decyzji, jakie w naszym zasmuceniu podejmujemy, decyzji, które mogą ten smutek przedłużać.

Niektórzy obawiają się zakończenia żałoby. Pytani o przyczynę, często odpowiadają, że jeśli przestaną się smucić, to będzie to jakby "zapomnienie" o ukochanym zmarłym, albo oznaka tego, że go nie kochają lub nie kochali. Smutek staje się formą hołdu dla ukochanej zmarłej osoby. Gdyby te racje były prawdziwe, to miłość wymagałaby, żeby się smucić bez końca. Trwanie w smutku może stać się synonimem wierności dla kogoś, kogo się utraciło.

DEON.PL POLECA

Inną decyzją, trzymającą nasz żal w ryzach, jest niepozwalanie by dokonywał on w nas swego dzieła. Niektórzy ludzie będący w żałobie sądzą, że muszą opanować swoje uczucia, inaczej one ich pochłoną. Jeszcze inni uważają, że uczucia mają ujemny wpływ na nich i na innych ludzi. Czasami to ktoś z rodziny zniechęca do zasmucenia się. Lucia zwierzyła się, że nie potrafi się już smucić, ponieważ usłyszała od kogoś z rodziny, że jej zasmucenie jest ,,nie na miejscu". Jak na ironię, im bardziej Lucia opierała się przebywaniu drogi smutku, tym dłużej musiała ją przebywać.

Unikanie smutku, uciekanie od rzeczywistości i związanego z nią bólu, to najczęstsze sposoby w jakie próbujemy sobie radzić bez dopuszczenia, by smutek nas dotknął. Możemy próbować uciec od tego uczucia, nieustannie zajmując się milionem spraw lub szybko angażując się w inne związki. Możemy też uciekać do wewnątrz, zakopując głęboko nasze uczucia i zabraniając sobie myśleć o poniesionej stracie lub zaprzeczając rzeczywistości.

Szczególne problemy stwarza opłakiwanie trudnego lub bolesnego związku. Ambiwalencje związane z naszą relacją z ludźmi, z pracą lub innymi sytuacjami, wyzwalają szereg uczuć, tak jak wtedy, gdy dana osoba jeszcze żyła, albo mieliśmy jeszcze tamtą pracę. Zmagamy się z plątaniną smutku i winy, ulgi i wyrzutów sumienia. Czasami traktujemy smutek jak ,,zapłatę" za to, czym zawiniliśmy w utraconym związku bądź w innych utraconych sprawach. Trzymamy się smutku jako sposobu wynagradzania za naszą niezdolność lub niechęć do naprawienia trudnych relacji wtedy, gdy ta druga osoba jeszcze z nami była. Myślimy: "Jeżeli będę miał złe samopoczucie, jeżeli nie przestanę się smucić, sprawa się załatwi".

Smutek może się przeciągać także wtedy, gdy byliśmy zamknięci na inne znajomości, poza tą jedną, którą właśnie utraciliśmy. Harry i Sara przez piętnaście lat swego małżeństwa stanowili nierozłączną parę. Byli dla siebie wszystkim i rzadko spotykali się z dawnymi przyjaciółmi. Kiedy Harry nagle zmarł na zawał serca, Sara nie miała przy sobie ludzi, do których mogłaby się zwrócić. Z nikim nie utrzymywała przedtem bliskich kontaktów i teraz była samotna w swoim wielkim bólu.

Ostatnia poniesiona strata może zwiększać naszą wrażliwość na inne straty. Znany film ,,Pieśń Briana" przedstawia piłkarza, Briana Piccholo, u którego stwierdzono raka. W trakcie leczenia doznaje on nawrotu choroby i mówi: ,,Nawet na meczu, pozwalają człowiekowi stanąć z powrotem na nogi, zanim go znowu powalą". Życie czasem nie pozwala nam "stanąć z powrotem na nogi". Kiedy spada na nas seria kolejnych nieszczęść, możemy pogrążyć się w żalu i nasz smutek może się przedłużać.

Śmierć dziecka jest dla rodziców i najbliższej rodziny szczególnie przejmującym cierpieniem. Dwadzieścia lat po urodzeniu martwego dziecka Ann ciągle pamięta o dniu jego urodzin i opłakuje jego stratę. Podobny ból emocjonalny mogą wywoływać poronienia. U niektórych rodziców, którzy je przeżyli, występuje chroniczny, trwający całe życie smutek.

Do trzymania się naszego smutku, bycia uwiązanym do niego, może nas skłaniać niezliczony szereg okoliczności, konkretnych strat, osobistych wyborów i sytuacji. Czasem czujemy, że nasze straty są za wielkie, żebyśmy byli w stanie do nich się dostosować, że życie stawia nam wymagania przekraczające nasze możliwości. Jest zrozumiałe, że chcielibyśmy uniknąć tak bolesnych przeżyć. Ważne jest też, by rozumieć, że niektóre straty, na przykład takie jak śmierć dziecka, mogą z natury powodować długotrwały smutek. W innych sytuacjach możemy stwierdzić, że kurczowe trzymanie się smutku spowalnia lub utrudnia zdrowe zanikanie naszego żalu.

Konieczność przedzierania się przez ból smutku jest wbudowana w porządek naszego życia. Kiedy przedwcześnie przerywamy żałobę, w rzeczywistości staramy się zatrzymać przepływ życia. Z drugiej strony, przywieranie do smutku, ustawiczne krążenie wokół niego, także hamuje życie. Oddanie się smutkowi i uczuciom pomaga nam zbliżyć się do nowego życia. Może to być proces długotrwały i możemy się czuć, jakbyśmy tonęli w bólu, ale gdy smucimy się we właściwy sposób, mówimy: ,,tak" zachodzącemu procesowi, który przynosi nową relacje pokoju z utraconą osobą.

Co pomaga przeciąć więzy spowalniające żałobę?

  • Uczciwe uznanie wielkości poniesionej straty.
  • Odrzucenie starych pouczeń, które zabraniają nam się smucić.
  • Zbudowanie sieci wspierających nas relacji z ludźmi.
  • Zaprzestanie obwiniania.
  • Przyjęcie daru łez.

Przerażające jest to, co sami sobie czynimy, aby uniknąć straty. Wiemy, że nie da się żyć bez ponoszenia strat, ale ta wiedza nie przeszkadza nam w staraniach chronienia siebie. Tak więc zamykamy nasze dusze. Coraz szczelniej się osłaniamy. Nie będąc już otwartymi na świat wraz z jego wszystkimi bólami, czujemy się bezpiecznie.
Rabin David Wolpe

  • Spójrz na swoją sytuację z dystansu i przebadaj ją tak, jakby dotyczyła kogoś innego albo jakbyś oglądał ją w filmie. Czy trzymasz się kurczowo smutku, nie oddalając się od niego?
  • Czy patrząc na swoją sytuację z pewnej perspektywy, widzisz w swojej relacji z utraconą osobą coś, co spowalnia przebieg twojej żałoby?
  • Wyobraź sobie, że ta osoba, która zmarła, siedzi teraz obok ciebie. Wyobraź sobie, że z nią rozmawiasz - bez zawziętości - o tych stronach waszej relacji, które stanowiły problem. Co by ci powiedziała na temat waszej przeszłości? Co powiedziałaby o teraźniejszości i przyszłości? Co chciałaby, żebyś zrobił teraz? Jaką niedokończoną sprawą z waszych wzajemnych relacji należy się zająć? Rozmawiaj z nią tak, jak gdyby siedziała teraz obok ciebie i chciała, żeby wszystko zostało dobrze rozwiązane. Zapisz wszystko, co zrozumiałeś.
  • Jeżeli utknąłeś w smutku, pomyśl, co pozwoliłoby ci od niego odejść. Pobądź spokojnie ze smutkiem i cierpieniem i nic z nimi nie rób. Potem poproś je o lekcję mądrości. Czego uczy cię ten czas przeżywania straty?
  • Usuń ze swojej świadomości wszelki niezdrowy smutek. Nazwij i zapisz na osobnych kartkach te elementy smutku, których chcesz się pozbyć. Trzymaj te kartki w ręku i zastanów się, co nie pozwala ci oderwać się od wypisanych aspektów poniesionej straty. Kiedy poczujesz się na to gotowy, spal każdą kartkę z osobna, mówiąc: ,,Pozbywam się tego zmartwienia, które więziło mnie w smutku. Proszę, żeby zamieniło się w płomień i przyniosło mi uzdrowienie".

Strata domaga się nie tego, żeby ją utrwalić albo wyjaśnić, ale tego, żeby o niej rozmawiać i żeby w końcu czegoś nas nauczyła.

Rabin David Wolpe

Więcej w książce: Jak sobie poradzić z życiową tragedią - Jennifer Guntzelman

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Co cię więzi w smutku?
Komentarze (9)
R
Rafał&Michał
19 października 2014, 21:01
„Stworzeni na JEGO obraz, możemy doświadczać zjednoczenia z Nim, czuć to, co czuje On. Więcej dana nam jest możliwość kochania Go z wzajemnością, w wolności i całej głębi. Każdy człowiek jest zdolny do zachwycania serca Boga i wzbudzania w Nim nieskończonej rozkoszy. Skąd wiemy, że Bóg się nami zachwyca? Ponieważ zaprzestał dalszego stworzenia. Bóg nie spojrzał na nas i nie powiedział: <<No cóż, może spróbuję jeszcze raz>>Bóg uczynił człowieka na samym końcu procesu stworzenia, a kiedy spojrzał na całość swojego dzieła, powiedział, że jest bardzo dobre! Rozkosz to łaskawość Boga nad tobą, Jego życzliwość, pierwotne i nieodwołalne upodobanie!”. M. Lozano, Modlitwa uwolnienia (4), s.28
19 października 2014, 20:50
Z piekła depresji można wyjść, co mówię z własnego, bogatego, doświadczenia. Problemem jest odkrycie przyczyny, zaakceptowanie ceny, możliwość i odwaga by ją zapłacić. Ceną jest usunięcie przyczyny depresji, a ona czasem wydaje się tak niezbędna do życia, jak samo powietrze. Powodzenia wszystkim po tamtej stronie.
F
filip
3 października 2014, 23:38
Witam, może to nie jest dobre miejsce ale bardzo prosił bym was, czytelników o modlitwę za mnie. Choruję na nerwicę lękową. jest mi bardzo ciężko od wielu lat pracuję z psychologiem i modlę się.  Teraz poszedłem na studia i do pracy ... Objawy się strasznie nasiliły. Sprawiają mi ogromne cierpienia, lęk powoduję że nie mogę się skoncentrować na pracy i nauce . , nie mogę normalnie rozmawiać z ludźmi. Stale boję się... potrzebuję wsparcia.. módlcie się za mną proszę..! Módlmy się też za innych dotkniętych nerwicą czy innymi podobnymi problemami depresja,schizofrenia bo to są straszliwie ciężkie choroby.Pokornie proszę o choć jedną wzmiankę do Boga o mnie..! 
P
podobny
9 października 2014, 23:39
Filip, nie jesteś sam. Ja też mam problem z lękami (społecznymi), które zostały we mnie po trudnym doświadczeniu w przeszłości. A ponieważ przy nasilonych lękach źle się funkcjonuje, to doprowadziło to do izolacji i nastrojów depresyjnych. Nie potrafię ubrać w słowa współczucia i zrozumienia, które budzi we mnie Twój komentarz, ale wiedz, że rozumiem. Nigdy nie byłem najlepszy w ciepłych słowach... Próbowałeś terapii grupowej? Myślę, że prowadzona przez dobrego terapeutę mogłaby być dla Ciebie pomocna. Czy Twój psycholog jest dobry? Czy Cię słucha, rozumie? Czy kontaktowałeś się z innym psychologiem? A z psychiatrą? Warto. Znasz książkę "Pokonałem nerwicę" Grzegorza Szaffera? Ja właśnie zabieram się do niej, terapeuta mi ją polecił. Czy masz kogoś w rodzinie / znajomego, z kim możesz otwarcie porozmawiać o swoich lękach, nieprzyjemnych stanach, napięciu? Pozdrawiam Cię serdecznie. Tak bym chciał Ci pomóc. Znam ten ból. P.S. Piszesz, że teraz poszedłeś na studia i do pracy. Kiedy przetrwasz pierwsze kilka miesięcy (wiem - łatwo powiedzieć. Ale cóż - dzień po dniu, dasz radę, nawet, jeśli nie będzie łatwo), to na pewno będzie troszeczkę lepiej.  PPS Kurczę, naprawdę mam nadzieję, że Twój psycholog jest dobry. Jeśli nie jest, znajdź innego. Zasługujesz na wysłuchanie, konstruktywną pomoc i zrozumienie.
S
Sławek
9 grudnia 2013, 22:44
Witaj ! 564738964587 Bóg nie więzi nikogo z Nas, Bóg obdażył Nas wolną wolą. - ZAUFAJ MU CAŁKOWICIE I BEZWARUNKOWO a ON da Ci to wszystko co jest potrzebne do życia. BÓG miłuje Każdego człowiekai na pewno nie pragnie Naszej zguby, to My musimy się odnaleźć i wrócić do OJCA i powiedzieć" Ojcze zgrzeszyłem , już nie jestem Ciebie godzien, a On Nas podniesie. Nie możesz czegoś rozwiązać ? - powież to JEMU - poproś o rozum, Bóg uwielbia być proszonym, nie ustawaj w modlitwie, możemy razem się pomodlić . Od dwóch lat żyję sam i mam całą masę problemów, których nie jestem w stanie rozwiązać, nie ma Nikogo przy mnie kto mógłby mi pomóc, każdy ma swoje problemy. Jednak wiara nie pozwala mi upaść, każdego dnia staram się walczyć o kawałek chleba. Nie planuj - po prostu wyjdź do miasta, czy gdziekolwiek pukaj , pytaj o pracę - tak i ja ją odnalazłem choć nie stałą ale zawsze coś. Bó konsekwentnie dąży do nauczenia Ciebie bycia OSOBĄ samodzielną. Bóg Nas Kocha, On dał nam życie i On je zakończy, ale nie dąży do tego. Do samobójstwa namawia tylko zły duch i to musisz rozpoznać i w modlitwie prosić Pana Jezusa o pomoc w przezwyciężeniu tego zła, PAN BÓG napewno wynagrodzi CI TWOJĄ walkę ze złem. Spowieź, komunia święta to początek do dobra, które możemy osiągnąć podejmując wyzwanie by żyć. ... kiedy Bóg zamyka drzwi - to otwiera okno byśmy mogli zobaczyć spadające małe wielkie nieszczęścia potrzebne do SZCZĘŚCIA, a mówiąc kocham zapomnieli o SOBIE. Potrzebujesz porozmawiać zawsze jestem do dyspozycji...
Andrzej
9 grudnia 2013, 15:20
A znacie ONZ-owski filmik o czarnym psie? Warty obejrzenia jako wsparcie dla tych, którym trudno rozpoznać depresję, albo zrozumieć ludzi w depresji: http://www.youtube.com/watch?v=vBjl7yqLWOw
M
Marcin
8 grudnia 2013, 21:28
Droga nieznajomo bądź nieznajomy 564738964587, nie trać nadzieii. Ja sam zmagam się bardzo długo z trawiącą samotnością, brakiem pracy i lękami utrudniającymi mi rozwiązanie tych problemów. Mimo to staram się nieustawać w modlitwie. Będę się również gorąco modlił za Ciebie w intencji rozwiązania Twoich trudności i za to byś nie stracił(a) wiary.
A
Ania
8 grudnia 2013, 21:28
Bóg mnie więzi, podcinając mi nogi za każdym razem kiedy próbuję rozwiązać swoje problemy, skazując mnie na samotność, zsyłając mi pogorszenie ZAWSZE kiedy się modlę o uzdrowienie i planuję zacząć szukać pracy. Bóg konsekwentnie dąży do mojego samobójstwa. Bóg Cię kocha. Twoja sytuacja jest poważna skoro jest Ci tak ciężko. Szukaj pomocy u ludzi, u księży, psychologów nie bądź ze swoim trudem sam/sama. - Przygotuj się, że może minąć jeszcze trochę czasu zanim Twoje życie zmieni się na lepsze. Ale to co trudne jest jednocześnie lekcją, która Cię doprowadzi do lepszego i radośniejszego życia. Życzę Ci wszystkiego najlepszego, klękam właśnie, żeby zmówić w Twojej intencji dziesiątkę różańca.
5
564738964587
8 grudnia 2013, 20:46
Bóg mnie więzi, podcinając mi nogi za każdym razem kiedy próbuję rozwiązać swoje problemy, skazując mnie na samotność, zsyłając mi pogorszenie ZAWSZE kiedy się modlę o uzdrowienie i planuję zacząć szukać pracy. Bóg konsekwentnie dąży do mojego samobójstwa.