Marcin boi się odmawiać. Na cudze sprawy zawsze znajdzie czas. Kłopoty DDA

Marcin boi się odmawiać. Na cudze sprawy zawsze znajdzie czas. Kłopoty DDA
(fot. shutterstock.com)
Dominika Krupińska

Przełożony wie, że Marcin najłatwiej daje się namówić na dodatkową pracę, dlatego ilekroć pojawia się coś ekstra, prosi o to właśnie jego. Marcin nie potrafi pierwszy zakończyć rozmowy i jest przekonany, że nie może nikomu odmówić. Cierpi na bezsenność, coraz częściej przeżywa ataki buntu i rozpaczy. Masz czasem podobnie? Mamy dla ciebie propozycję 3 ćwiczeń.

Odmawianie jest wyzwaniem

Ponieważ osoby te często cierpią na myślenie kategoriami “wszystko albo nic" oraz na silne pragnienie akceptacji (“głód aprobaty"), są z reguły przekonane, że nie mogą nikomu niczego odmówić. Cudze potrzeby realizują kosztem własnych potrzeb i interesów (nawet obiektywnie w pełni uzasadnionych), które wydają im się bez znaczenia, a kierowanie się nimi traktują jako przejaw egoizmu. Nieumiejętność odróżniania własnych uczuć od uczuć osób bliskich oraz skłonność do relacji symbiotycznych (o zamazanym podziale na ja i ty) wskutek braku dobrze wykształconej tożsamości powodują, że dorosłe dzieci alkoholików często nie potrafią odróżnić swoich potrzeb i interesów od cudzych.

Dlatego bywa, że DDA są wykorzystywane przez otoczenie. Nie potrafią się obronić przed zrzucaniem na nie nadmiaru obowiązków (problem ten szczególnie boleśnie ujawnia się w pracy zawodowej), a wywołany tym żal i poczucie krzywdy ukrywają zgodnie z zasadami: “Nie odczuwaj" i “Nie mów". Mogą sobie obiecywać, że “to już było ostatni raz", ale następnym razem znowu nie zdołają odmówić. Osoby te muszą się dopiero nauczyć, że nie da się zrobić wszystkiego dla wszystkich i najlepiej pomaga innym ten, kto robi niektóre rzeczy dla niektórych ludzi.

DEON.PL POLECA

Marcin, DDA, jest zakonnikiem. Prowadzi kosztujące wiele czasu i zaangażowania duszpasterstwo dla młodzieży, a oprócz tego odpowiedzialny jest za przygotowywanie jadalni do posiłków. Jego przełożony wie, że Marcin najłatwiej ze wszystkich braci w klasztorze daje się namówić na dodatkową pracę, a co więcej, że wykona ją bez zarzutu; dlatego ilekroć pojawia się coś ekstra, np. odebranie ważnego gościa z lotniska, prosi o to właśnie jego. Młodzi również mają do niego zaufanie, więc szukają u niego pomocy, gdy mają kłopoty lub problemy uczuciowe. Marcin nie potrafi pierwszy zakończyć rozmowy, nawet jeśli dzwonią w środku nocy, bo boi się, że zrobią sobie coś złego, jeśli ich nie wysłucha. Natomiast współbracia już się nauczyli, że gdy nie chcą czegoś robić, wystarczy, że powiedzą Marcinowi: “Słuchaj, pomóż, nie mam czasu, a ty jesteś w tym świetny!", a zrobi to za nich. Marcin jest przekonany, że nie może nikomu odmówić, bo jako zakonnik powinien służyć innym i składać ofiarę z własnego życia. Opuszcza obowiązkowe modlitwy, bo nie ma na nie czasu, i czuje się winny z tego powodu. Zaczął chorować, cierpi na bezsenność, coraz częściej przeżywa ataki buntu i rozpaczy.

Jezus uczy, jak stawiać granice

Swojej nieumiejętności odmawiania wierzące dorosłe dzieci alkoholików mogą nadawać sankcję religijną. Chętnie powołują się wtedy przykładowo na słowa Jezusa: “Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące!" . Jednakże tych słów Jezusa nie należy traktować jako nakazu obowiązującego automatycznie i w każdych okolicznościach. Podstawowa zasada interpretacji Pisma Świętego mówi, że trzeba je czytać całościowo. A w innym miejscu czytamy, że gdy tłum cisnął się do apostołów i nie mieli czasu nawet na jedzenie, Jezus zalecił im: “Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!" . Jak widać, nasz Zbawiciel pokazał, że dbałość o siebie, swój czas, zdrowie i wypoczynek jest najzupełniej uzasadniona. Pilnował chronienia granic.

Innym problemem wiążącym się z nieumiejętnością ochrony granic jest nadmierna lojalność — nawet wobec osób, które ewidentnie na nią nie zasługują. W rodzinie alkoholowej wytwarza się silny przymus lojalności; wszystkie działania jej członków służą ukrywaniu uzależnienia oraz umacnianiu zagrożonego systemu rodzinnego. Rodzina wiernie trwa przy alkoholiku mimo jego destrukcyjnych, przemocowych zachowań, chociaż rozsądek nakazuje go opuścić i zadbać o własne bezpieczeństwo. Współuzależnienie powstrzymuje od takiego kroku nawet wtedy, gdy terapeuci przekonują, iż decyzja tego rodzaju mogłaby właśnie zmobilizować alkoholika do podjęcia leczenia, a więc była dla niego korzystna. Wzrastające w takiej rodzinie dziecko uczy się, że w żadnych okolicznościach nie wolno “dezerterować".

U wielu osób, które wychowywały się w rodzinie alkoholowej, pojawiło się już przyzwyczajenie do obecności — jako “normalnego" elementu życia rodzinnego — rozmaitych patologii, w tym tak poważnych, jak przemoc fizyczna czy wykorzystywanie seksualne. W połączeniu z innymi cechami typowymi dla dorosłych dzieci alkoholików (skłonność do odgrywania roli ofiary, niska samoocena, lęk przed osamotnieniem, porzuceniem, niepewnością, przyszłością i zmianami) powoduje ono, że osoby te latami tkwią w zależnościowych relacjach i związkach, powielając wzorce współuzależnienia. Ani ich nie kończą, ani nie podejmują działań na rzecz ich uzdrowienia. “Lepsze jest znane zło niż niepewna przyszłość".

Potrzeba aprobaty, strach przed oceną 

Tymczasem św. Paweł mówi, że relacja między rodzicami i dziećmi musi zakładać cześć i szacunek z obu stron: “Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha" . Podobnie mają wyglądać relacje małżeńskie: “Żony bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi!" . Warto zauważyć jednoznaczną symetrię tych zdań!

Dorosłe dzieci alkoholików głęboko identyfikujące się z wiarą chrześcijańską często tłumaczą niechronienie swoich granic ewangelicznym nakazem miłości bliźniego. Jednakże w tym sposobie myślenia tkwi błąd. Sandra D. Wilson podkreśla, że taka interpretacja nowotestamentalnej koncepcji miłości agape jest jej zniekształceniem. Ta “ckliwa agape" — jak nazywa ją Wilson — jest raczej emanacją typowej dla osób współuzależnionych potrzeby szukania aprobaty. W rzeczywistości prawdziwa chrześcijańska agape polega na szukaniu dobra drugiego człowieka, a to czasami wymaga odmowy rozwiązywania za niego problemów. Największym dobrem jest poznanie Chrystusa, a chcąc zacząć Go szukać, człowiek musi doświadczyć swoich niedostatków .

Należy wyraźnie podkreślić, że miłość nigdy nie może być używana jako uzasadnienie dla przyzwolenia na przemoc i krzywdzenie innych, zwłaszcza słabszych. Obrona przed agresją, przed czynami kryminalnymi, jest nie tylko prawem, ale wręcz obowiązkiem chrześcijanina. Stwierdza to Katechizm Kościoła Katolickiego: “Miłość samego siebie pozostaje podstawową zasadą moralności. Jest zatem uprawnione domaganie się przestrzegania własnego prawa do życia. Kto broni swojego życia, nie jest winny zabójstwa, nawet jeśli jest zmuszony zadać swemu napastnikowi śmiertelny cios. [...] Uprawniona obrona może być nie tylko prawem, ale poważnym obowiązkiem tego, kto jest odpowiedzialny za życie drugiej osoby. Obrona dobra wspólnego wymaga, aby niesprawiedliwy napastnik został pozbawiony możliwości wyrządzania szkody. Z tej racji prawowita władza ma obowiązek uciec się nawet do broni, aby odeprzeć napadających na wspólnotę cywilną powierzoną jej odpowiedzialności" . Otóż, skoro możemy w obronie własnej napastnika zabić, nie popełniając grzechu zabójstwa, to tym bardziej wolno nam stosować łagodniejsze środki, aby uchronić siebie i naszych bliskich przed przemocą. Wzorem tej postawy jest sam Jezus, który przecież podczas przesłuchania u arcykapłana Annasza bronił się przed niesłusznymi zarzutami i przemocą: “Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?".

Jesteś bezwartościowy, tępy i głupi

“Gdy byliśmy najbardziej podatni na wpływy, najważniejsi dla nas ludzie często przekazywali nam, jak jesteśmy nieznaczący, bezwartościowi, tępi i głupi" — ten opis Rachel Callahan i Rei McDonnell boleśnie pasuje do życia wielu dorosłych dzieci alkoholików. Na szczęście istnieje także droga wyjścia: “Podtrzymywanie niskiej samooceny nie jest wyrazem pokory. Jezus oświetla wszystkie nasze pochodzące od Boga talenty, dziękuje nam za naszą miłość, służbę i dobro, akceptuje nas, chwali nas, ufa nam, honoruje nas, jak nie potrafili tego rodzice. [...] Aby dowieść, że Bóg każdego z nas kocha — nas, którzy tak ciężko pracowaliśmy, by udowodnić naszą miłość — dał On każdemu z nas Jezusa, Słowo, światło" . Zwracajmy się do Jezusa, doświadczajmy Jego miłości i akceptacji, módlmy się do Niego, czytajmy i rozważajmy ewangeliczne opisy Jego życia.

Dostrzeżmy, jak drodzy jesteśmy dla Niego i jak bardzo nas miłuje. A kiedy już poczujemy się kochani, akceptowani i wartościowi, kiedy nauczymy się szanować swoje i cudze granice, dajmy doświadczyć tego i innym.

3 propozycje ćwiczeń 

1. Regularnie adoruj Najświętszy Sakrament

Odsłoń przed Bogiem przepływające myśli, wrażenia, uczucia, wpatruj się w Hostię, po prostu spokojnie przebywaj w ciszy w bezpośredniej obecności Bożej. Staraj się podchodzić do tych spotkań tak, jakby były “randkami": tylko ty i On. Zatrzymaj się, by pozwolić Mu działać. Poproś Go, by pokazał ci twoją wartość i godność. Oddaj mu wszystko, co przeszkadza ci ją odczuwać: myśli, fakty, uczucia. Poproś Go, aby dał ci odczuć, jak bardzo cię kocha, i abyś ty pokochał (pokochała) siebie.

Adoracje nie muszą być długie. Nie zmuszaj się do nadmiernego ich przedłużania, jeśli staje się to zbyt trudne. Po prostu przyjdź ponownie.

2. Przeczytaj i rozważ fragment Księgi życia, w którym św. Teresa z Ávili komentuje temat zaniżonej samooceny i fałszywej pokory

Święta była doświadczonym kierownikiem duchowym i wytrawną znawczynią ludzkiej psychiki. Wyszukaj w tekście argumenty mówiące, dlaczego zdaniem tej wielkiej świętej zaniżanie swojej samooceny jest złem i dlaczego przeszkadza w rozwoju duchowym. Spróbuj określić, czym różni się fałszywa pokora od autentycznej. Zastanów się, czy zdarza ci się okazywać fałszywą pokorę. Podziękuj także Bogu za wszelkie dary, talenty i łaski, jakimi cię obdarował.

"Niechaj się nie uwodzi pewną fałszywą pokorą, o której tu mówić zamierzam, a która na tym się zasadza, że ktoś przez rzekomą pokorę nie uznaje w sobie darów, jakich Pan mu użycza. Zrozumiejmy to dobrze i nigdy o tym nie zapominajmy, że Bóg nam daje łaski swoje bez żadnej zasługi naszej, że zatem naszą powinnością jest dziękować za nie Boskiemu Majestatowi Jego; bo jeśli nie znamy i nie rozumiemy tego, co od Niego otrzymujemy, nie zdołamy też pobudzić siebie do miłości Jego; i rzecz pewna, że im jaśniej dusza uznaje, jak przez łaskę Bożą jest bogata, znając przy tym, jak sama z siebie jest uboga, tym wyżej postąpi w cnocie, tym głębiej się utwierdzi w pokorze prawdziwej. W przeciwnym razie, gdy przez ową fałszywą pokorę wyobraża sobie, że nie jest sposobna do posiadania wielkich łask, i skoro Pan pocznie jej takowych udzielać, lęka się tylko i drży, aby nie zgrzeszyła próżnym upodobaniem w samej sobie, dusza taka pozbawia siebie wszelkiej otuchy i dzielności do dobrego. Wierzmy mocno, że Ten, który nam daje dary swoje, da także łaskę, abyśmy umieli poznać poduszczanie czarta, jeśliby z powodu tych darów począł nas kusić próżną chwałą, że da i moc, abyśmy pokusie sprzeciwiać się mogli, jeśli tylko w szczerości serca chodzimy przed Bogiem i Jemu pragniemy się podobać, a nie ludziom".

3. Zastanów się, czy w twoim życiu nie dochodzi do sytuacji, gdy pozwalasz naruszać twoje granice, dajesz się wykorzystywać lub czynić sobie krzywdę

Być może ty również naruszasz swoje granice, na przykład pracując zbyt wiele lub nie dbając o zdrowie. Wynotuj te wszystkie sytuacje i zastanów się, co możesz zmienić w swoich nawykach, aby twoje relacje zawodowe i osobiste stały się w przyszłości bardziej zrównoważone. Warto opracować konkretne plany, na przykład: “Jeśli szefowa znowu przyjdzie i powie, żebym została wieczorem w pracy i dokończyła to, czego nie zrobili koledzy, to odpowiem jej...". Zanotuj wszystkie pomysły i spróbuj wcielać je w życie. Jeśli to możliwe, warto je przećwiczyć z życzliwą osobą. Na początku nowe zachowania mogą być dla ciebie trudne, ale jeśli będziesz postępować konsekwentnie, stopniowo się do nich przyzwyczaisz.

Szczególnie ostrożnie przyjrzyj się tym sytuacjom, w którym wobec ciebie lub twoich najbliższych stosowana jest przemoc. Przed przemocą trzeba się bronić — uczy tego sam Kościół (była o tym mowa w tym rozdziale). Jeśli potrzebujesz informacji, wsparcia i pomocy, nie wahaj się zadzwonić pod numer Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie “Niebieska Linia": 22 668 00 00. Pomoc “Niebieskiej Linii" jest bezpłatna. Więcej informacji: www.niebieskalinia.pl

Przeczytaj też: Życie to nie żart. Kłopoty DDA >>

Fragment pochodzi z książki "Wędrówka do wolności", autorstwa Dominiki Krupińskiej.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Marcin boi się odmawiać. Na cudze sprawy zawsze znajdzie czas. Kłopoty DDA
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.