Masz ochotę krzyczeć na swoje dzieci?

(fot. trevinc / flickr.com)
Eduard Martini / slo

Nasza matka strasznie na nas, dzieci, krzyczała, gdy byliśmy mali - opowiadała wychowawczyni w domu dziecka - a ja przywykłam odbierać krzyk jako coś normalnego, jako element wychowania. Coś, do czego człowiek przywyknie w dzieciństwie, skłonny jest potem uważać przez całe życie za rzecz normalną.

I to właśnie jest w dzieciństwie niebezpieczne. A jednocześnie może to być również bardzo piękne...

Dla mnie, gdy już urosłam, krzyk nie był niczym szczególnie nieprzyjemnym, był środkiem wychowawczym... i była w tym jakaś sprawiedliwość.
Kiedy ukończyłam studia pedagogiczne i zaczęłam tutaj pracować, też krzyczałam.
Miałam nawet z tego powodu przezwisko. Mówili na mnie "Krzykadło".
Ale nawet wtedy, gdy dowiedziałam się, że mali podopieczni dali mi takie przezwisko, nie zmieniłam się.

Aż kiedyś siedziałam w nocy ze starą dyrektorką naszego domu dziecka.
Jeśli potrafię sobie jakoś wyobrazić anioła...
To takiego jak ona.
Była sierotą i swoje przeszła; mimo to udało jej się skończyć studia, a w końcu znalazła się w tym domu.

DEON.PL POLECA

Pracowała tu już kilka lat. Nie wyszła za mąż.
Żyła wyłącznie dla dzieci, które miała pod opieką, kochała je z wzajemnością.
Była mocno wierząca, choć nie to jest tu najważniejsze.
Nigdy nie starała się mnie - było to w złych, ateistycznych czasach - jakoś urabiać, żebym chodziła do kościoła... czy coś podobnego.
Pewnie dlatego dziś jestem wierząca.
Ona bowiem ukazywała mi wartości, jakie niesie wiara, nie mówiąc o nich; ona, że się tak wyrażę, przekonała mnie... swoim życiem.
Wiedziała, że jeśli człowiek ma dojść do jakiegoś zrozumienia, trzeba pozwolić mu dojrzewać.
Ale wtedy byłam młoda.
I we wspomnieniu wciąż jestem.
Siedziałyśmy w nocy razem przy kawie, było bardzo późno, nasze małe, jak mawiała, "wychowaneczki" już dawno spały.
Wystarczy, że zamknę oczy: ona siedzi obok mnie, pachnie kawa.
Zwierzyłam się jej, jak dzieci mnie przezywają.
Powiedziałam jej to ze śmiechem, byłam młodą dziewczyną i nie złościło mnie to, raczej bawiło.
Uśmiechnęła się.
A ja poskarżyłam się, że choć na nasze dzieci krzyczę coraz więcej, i tak mnie za bardzo nie słuchają.

Uśmiechnęła się.
A potem powiedziała mi coś, czym staram się od tamtej pory kierować.
- Jeśli chcesz, żeby cię ktoś słuchał - powiedziała - ścisz głos i wysil serce.

To wspomnienie dawnej rozmowy ma swoją woń.
Stale jest we mnie ta nocna kawa, te nocne słowa jednej z najmądrzejszych kobiet, jakie kiedykolwiek w życiu poznałam.
Ileż razy sobie powtarzałam to zdanie.
Kiedy miałam ochotę krzyczeć.
Wystarczy ściszyć...
Wystarczy wysilić...
I zawsze mi to zdanie pomagało.
I pomaga też tym, którym je od tamtej pory przekazałam.

Więcej w książce: Schody do raju - Eduard Martini

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Masz ochotę krzyczeć na swoje dzieci?
Komentarze (4)
O
opty
12 października 2013, 08:44
" Na dzieci nie wolni krzyczec, dzieci trzeba  kochać " !!!!! Mam trzech wspaniałych synów./ rocznik 80./
Marcin Celej
5 września 2013, 12:24
Też jestem ojcem i też czasem krzyczę. Wolałbym tego nie robić bo później gryzie sumienie. Choć od czasu do czasu widzę, że dobrze zrobiłem podnosząc głos, ale to naprawde są rzadkie moementy. Staram się rezerwować krzyk na naprawdę ważne sprawy. Jednakowoż nie idzie mi to najlepiej. Fajny fragment. Zwłaszcza zapach kawy przybliża scenerię :). Lubię kawe.
T
tata
5 września 2013, 10:33
A ja czuję ostatnio, że nie potrafię się powstrzymać od krzyku. Moja cierpliwość jest już niemal zerowa. Refleksja przychodzi po fakcie. I nie wiem, co zrobić, żeby mieć siłę do działania przemyślanego, świadomego.
O
ojciec
4 września 2013, 11:53
Czasem krzyczę na moje dzieci. Czasem trzeba trochę krzyknąć. Słuchają zresztą tylko mnie, ale nie tylko wtedy, kiedy krzyczę.