Psy szczekają, karawana idzie dalej

Psy szczekają, karawana idzie dalej
(fot. mzacha / sxc.hu)
8 lat temu
Norbert Lechleitner / slo

Nigdy nie czujemy się bardziej upokorzeni, niż wówczas, gdy mówi się o nas źle za naszymi plecami lub gdy jesteśmy niesłusznie obwiniani. Politycy uczą się dość szybko żyć z takimi doświadczeniami. Powodem może być przeciwnik polityczny z opozycyjnych kręgów, który chce się ich kosztem wybić, lub też dziennikarz, szermujący dla sensacji samowolnymi spekulatywnymi twierdzeniami.

Wprawdzie takie przypadki stanowią raczej wyjątek, a odpowiedzialni politycy z reguły wykorzystują poważną krytykę jako miernik stopnia akceptacji swojej pracy, to jednak rzadko udaje się im uniknąć przykrej sytuacji, w której czyni się im nieuzasadnione zarzuty.

Po wyborach wytrawny polityk z wieloletnim stażem był poddawany nieustannym napaściom ze strony nowego członka parlamentu. Parlamentarzysta nie przepuszczał żadnej okazji, aby go zaatakować w swoich parlamentarnych przemowach lub w mediach, robiąc pod jego adresem pogardliwe uwagi. Jednak stary polityk nie czynił żadnych zabiegów, aby położyć temu kres. Nawet gdy jego przeciwnik przerywał mu grubiańsko w czasie parlamentarnej debaty, miał niezmiennie obojętny wyraz twarzy i ignorował jego krzykliwe wtrącenia.

Po jakimś czasie jeden z przyjaciół spytał owego polityka, w jaki sposób udaje mu się zachować spokój, jak może być tak opanowany i dlaczego w obliczu tego niestosownego zachowania i oczerniania ze strony owego adwersarza nie rewanżuje mu się tym samym całą mocą swojego autorytetu.

- Na twoje pytanie mogę ci najlepiej odpowiedzieć pewną historyjką z mojego dzieciństwa - odrzekł polityk. - Wówczas to, kiedy byłem jeszcze małym chłopcem, mieszkał ze mną po sąsiedzku stary człowiek, który miał psa. Zawsze, gdy świecił księżyc, pies zaczynał wyć i trwało to czasami ponad godzinę. Początkowo, budząc się w środku nocy, bardzo się bałem. Również dla pozostałych mieszkańców domu wycie to było dość uciążliwe, ale nie przeciwdziałano temu, ponieważ sąsiad był stary i samotny, a na dodatek głuchy jak pień.

Polityk przerwał, spojrzał na zegarek, po czym spiesznie wstał i powiedział: - Muszę już iść. Zobaczymy się w komisji.
- Jeszcze chwilę! - zawołał przyjaciel. - Nie opuścisz mnie przecież w połowie swojej historii! Co się potem stało?
- Właściwie nie mam już tu nic do dodania - odparł polityk z szelmowskim uśmieszkiem. - Kiedyś w końcu wycie to znudziło się psu, a księżyc dalej świecił.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Psy szczekają, karawana idzie dalej
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.