Przestań grać, zacznij rozmawiać. Jak przestać ranić najbliższych?

Często wierzymy, że miłość to proste lekarstwo, które samo w sobie rozwiąże każdy kryzys w związku. Tymczasem, jak zauważa Zbigniew Rećko, autor książki „Moc relacji”, dojrzałe więzi opierają się na świadomej, codziennej „robocie”. Bez zrozumienia ukrytych scenariuszy, które wynieśliśmy z dzieciństwa, ryzykujemy uwikłanie w niszczące gry emocjonalne, mogące skończyć się nie tylko rozpadem relacji, ale i utratą zdrowia.

Współczesna psychologia, a konkretnie analiza transakcyjna, na której opiera się Rećko, proponuje spojrzenie na naszą osobowość jako na układ trzech stanów: Rodzica, Dziecka i Dorosłego. Każdy z nas nosi w sobie te struktury, a to, która z nich dominuje w danej chwili, decyduje o jakości naszej komunikacji z mężem, żoną czy szefem w pracy. Jeśli nie zrozumiemy tego mechanizmu, będziemy skazani na nieświadome odgrywanie ról, których nauczyliśmy się dekady temu.

DEON.PL POLECA




W jakiej roli dziś występujesz?

Stany „Ja” nie są jedynie pojęciami akademickimi; to realne wzorce zachowań, które manifestują się w każdym „dzień dobry” i każdej kłótni. Wewnętrzny Rodzic to ta część nas, która przechowuje normy, zakazy, ale i troskę przekazaną nam przez opiekunów. Z kolei wewnętrzne Dziecko to siedlisko emocji, spontaniczności, ale także lęku i wyuczonych strategii przetrwania. Idealną równowagę zapewnia stan Dorosłego – to nasz wewnętrzny „komputer”, który analizuje fakty tu i teraz, pozwalając na podejmowanie decyzji wolnych od starych schematów.

Problem pojawia się wtedy, gdy jeden ze stanów zaczyna dominować w sposób nieadekwatny do sytuacji. Wyobraźmy sobie szefa, który traktuje swoich pracowników jak dzieci, narzucając im sztywne zasady i nie dopuszczając do głosu. W odpowiedzi zespół albo potulnie się dostosuje, tracąc poczucie odpowiedzialności za zadania, albo zbuntuje, generując konflikt. W obu przypadkach autentyczna relacja przestaje istnieć, a jej miejsce zajmuje usztywniony schemat.

Emocjonalne talony i „zaorywanie” rozmówcy

W komunikacji często wchodzimy w pułapkę tzw. emocjonalnych talonów. Są to zadry relacyjne i urazy, które zbieramy przez dni lub tygodnie, by w dogodnym momencie „wypłacić” je drugiej stronie w postaci ciętej riposty lub wybuchu gniewu. Rećko zauważa, że dzisiejsze media często programują nas do takiego stylu bycia, gdzie najwyższą wartością jest „zaoranie” rozmówcy. W rzeczywistości jednak spektakularne riposty w domu czy w pracy zostawiają jedynie „przykre uczucia na wątrobie” i prowokują odwet w przyszłości.

„Bliskie i autentyczne relacje są ryzykiem i ktoś to ryzyko musi podejmować, żeby drugą stronę zaprosić do tego samego” – twierdzi Rećko. To zaproszenie wymaga jednak odrzucenia maski i zdobycia się na odwagę, by powiedzieć wprost o swoich potrzebach, zamiast czekać, aż partner czy szef się ich domyśli. Gra w domysły jest wyczerpująca i często prowadzi do emocjonalnego głodu, który próbujemy nasycić w sposób nieudolny. Potrzebujesz, aby partner czy partnerka cię przytuliła? By szef cię docenił? Po prostu im to powiedz!

Gry, w których nikt nie wygrywa

Gry relacyjne to powtarzalne wzorce, które zawsze kończą się tak samo: poczuciem zmieszania, żalem i utwierdzeniem się w negatywnych przekonaniach o sobie lub świecie. Istnieją trzy poziomy tych gier. Pierwszy to niewinne żarty i narzekania przy kawie, które budują kruchą wspólnotę losu. Drugi poziom jest znacznie groźniejszy – to konflikty, które próbujemy ukryć przed światem, zakładając maskę „dobrej miny do złej gry”.

DEON.PL POLECA


Najbardziej niszczycielski jest trzeci poziom, który Zbigniew Rećko nazywa „przekroczeniem Rubikonu” w relacji. Gry na tym etapie kończą się w sądach, szpitalach, a ich stawką jest zniszczone życie i zdrowie. To tragiczny finał nieświadomego dążenia do nasycenia głodu uwagi za wszelką cenę, nawet poprzez zadawanie bólu sobie i innym. Na tym poziomie ofiara, wybawca i oprawca zamieniają się rolami w niszczącym tańcu, z którego trudno wyjść bez głębokiej samoświadomości.

Duchowość i „medytacja potrzeb”

Dla czytelnika poszukującego głębi duchowej, analiza transakcyjna może stać się narzędziem do lepszego zrozumienia ignacjańskiego wezwania do odnajdywania Boga we wszystkim. Zbigniew Rećko sugeruje, że medytacja może służyć rozpoznaniu własnych, autentycznych potrzeb, które często są głęboko zakopane pod rodzinnymi zakazami. Uznanie własnej wartości bez konieczności udowadniania jej światu to akt głębokiej pokory i miłości do siebie, która jest fundamentem miłości bliźniego.

„To wewnątrz siebie warto podawać sobie ciepłą dłoń, bo tylko my sami będziemy ze sobą do końca” – czytamy w „Mocy relacji”. Z perspektywy chrześcijańskiej, praca nad własnymi schematami to nic innego jak dążenie do wolności dzieci Bożych. Odrzucenie niszczących gier i „talonów” pozwala nam widzieć drugiego człowieka nie jako narzędzie do zaspokojenia naszych deficytów, ale jako osobę obdarzoną przyrodzoną godnością.

Wyjście z nałogu schematów

Wyjście z uwikłania w gry relacyjne przypomina wychodzenie z nałogu. Wymaga zatrzymania się w momencie, gdy czujemy, że „odpalamy się” i chcemy dowalić rozmówcy. Rećko radzi, by w takich chwilach włączyć stan Dorosłego: oddzielić fakty od interpretacji i nazwać swoje uczucia bez oskarżania innych. Choć autentyczność niesie ryzyko odrzucenia, jest jedyną drogą do budowania więzi, które karmią, a nie niszczą. Każdy z nas ma moc, by napisać swój życiowy scenariusz na nowo, wybierając autonomię zamiast powtarzalnego dramatu.

Łukasz Sośniak SJ

Absolwent filologii polskiej, dziennikarstwa i teologii. Pracował w Gazecie Częstochowskiej, Radiu Jasna Góra i Radiu Watykańskim. Obecnie dyrektor jezuici.pl, autor Podcastu Jezuickiego i Męskiego Punktu Widzenia. Jego pasją i sposobem na relaks jest czytanie książek i jazda na rowerze.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Przestań grać, zacznij rozmawiać. Jak przestać ranić najbliższych?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.