Sharenting na granicy prywatności. Poród, który podzielił internet

fot. depositphotos.com

Kiedy youtuberka "Andziaks" opublikowała nagrania ze swojego drugiego porodu, internet zareagował natychmiast. Jedni pisali o odwadze, szczerości i przełamywaniu tabu. Inni – o przekroczeniu granicy intymności, uprzedmiotowieniu dziecka i zarabianiu na najbardziej prywatnych momentach życia. W kilka godzin temat zamienił się w społeczną dyskusję o sharentingu – zjawisku, które od lat narasta, lecz dopiero teraz zaczyna być realnie kwestionowane.

Sharenting, czyli nadmierne dzielenie się życiem dzieci w internecie przez rodziców, nie jest już niewinnym wrzucaniem zdjęć do rodzinnego albumu. Stał się częścią przemysłu influencer marketingu, sposobem budowania zasięgów i monetyzacji codzienności. A kiedy tą codziennością jest poród, moment absolutnie graniczny fizycznie i emocjonalnie, pytanie o etykę takiego przekazu nabiera wyjątkowej wagi.

DEON.PL POLECA



Ciało w transmisji. Granice, które znikają

Poród przez wieki pozostawał sferą intymności. Nawet jeśli dziś coraz częściej mówi się o nim otwarcie, wciąż jest to doświadczenie głęboko osobiste, związane z bólem, bezbronnością i ogromnym napięciem emocjonalnym. Publikowanie nagrań z sali porodowej oznacza przesunięcie granicy prywatności w miejsce, w którym właściwie przestaje ona istnieć.

W przypadku influencerów granica ta przesuwa się jeszcze dalej, bo prywatność staje się walutą. Im bardziej osobiste, tym bardziej angażujące. Im bardziej "prawdziwe", tym lepiej się klika. Tylko że w tym modelu uczestnikiem spektaklu staje się także dziecko – osoba, która nie może wyrazić zgody, nie rozumie konsekwencji i nie ma wpływu na swoją cyfrową tożsamość.

Eksperci od bezpieczeństwa w sieci od lat ostrzegają: raz opublikowane treści zostają w internecie na zawsze. Dziecko, którego pierwszy oddech, nagie ciało czy płacz zostały pokazane milionom odbiorców, w przyszłości może nie chcieć, by te obrazy nadal krążyły w sieci. A jednak nie będzie mogło ich cofnąć.

Zarabianie na dziecku – nowa forma pracy dzieci?

Kolejny zarzut wobec sharentingu dotyczy monetyzacji. Rodzinne treści generują zasięgi, a zasięgi – pieniądze. Marki chętnie współpracują z rodzicami-influencerami, bo emocjonalne historie sprzedają się doskonale. Problem zaczyna się wtedy, gdy dziecko staje się stałym elementem strategii biznesowej.

DEON.PL POLECA


Niektórzy prawnicy mówią wręcz o nowej, nieuregulowanej formie pracy dzieci w internecie. Bez umów, bez ochrony prawnej, bez zabezpieczenia przyszłych zysków dla osoby, która realnie buduje rozpoznawalność marki rodzica. W tradycyjnym świecie pracy dzieci obowiązują ścisłe regulacje. W świecie social mediów – praktycznie żadne.

Poród transmitowany w sieci staje się w tym kontekście nie tylko osobistą historią, ale także produktem medialnym. I choć wiele osób widzi w tym odwagę, inni pytają: czy naprawdę wszystko musi stać się treścią?

Internet nie jest bezpiecznym pamiętnikiem

Jest jeszcze jeden aspekt – bezpieczeństwo. Pokazywanie dzieci od pierwszych chwil życia buduje szczegółowy cyfrowy ślad: wygląd, imię, miejsce pobytu, schemat dnia, dane medyczne. To informacje, które w niepowołanych rękach mogą zostać wykorzystane. Zjawisko tzw. digital kidnapping, czyli kradzieży zdjęć dzieci i podszywania się pod rodziców w sieci, już istnieje. A im bardziej znany influencer, tym większa skala ryzyka.

Z tej perspektywy publikacja porodu to nie tylko kwestia smaku czy prywatności. To realna decyzja o wystawieniu nowego człowieka na globalną widownię od pierwszych minut życia.

Ale jest też druga strona: edukacja i wsparcie

Wbrew krytycznym głosom, publikowanie nagrań z porodów nie jest wyłącznie manifestacją ekshibicjonizmu czy strategią zasięgową. Dla wielu kobiet takie treści pełnią funkcję, której nie zapewnia ani szkoła, ani system ochrony zdrowia, ani nawet tradycyjne poradniki. Są współczesną formą międzypokoleniowego przekazu – cyfrowym odpowiednikiem rozmów z matką, siostrą czy przyjaciółką, które dawniej przygotowywały do porodu.

Współczesna kobieta często wchodzi w ciążę z ogromnym deficytem realnej wiedzy o tym, jak wygląda poród. Zna teorię, zna medyczne procedury, słyszała strzępki opowieści. Ale rzadko widziała, jak wygląda to doświadczenie w praktyce: jak ciało reaguje na skurcze, jak zmienia się oddech, mimika, napięcie, strach i determinacja. Realistyczne nagrania wypełniają tę lukę i przywracają porodowi wymiar doświadczenia, a nie abstrakcyjnego wydarzenia z podręcznika.

W komentarzach pod tego typu materiałami często powtarza się jedno zdanie: "Dopiero teraz zrozumiałam, czego się spodziewać". To ważne, bo lęk przed nieznanym jest jednym z największych stresorów okołoporodowych. Im bardziej kobieta wie, czego się spodziewać, tym mniejsze ryzyko paniki, traumy porodowej i poczucia utraty kontroli. W tym sensie takie treści mogą pełnić funkcję profilaktyki psychologicznej.

Normalizacja emocji, które dotąd były przemilczane

Przez lata kultura przedstawiała poród w dwóch skrajnych wersjach: albo całkowicie wyidealizowany, pastelowy i "magiczny", albo brutalnie straszony opowieściami "znieczulenie albo śmierć". Brakowało realistycznej przestrzeni pomiędzy.

Materiały tworzone przez influencerki często pokazują coś, czego nie pokazują broszury szpitalne: płacz, strach, krzyk, zwątpienie, a potem ulgę i zmęczenie. To normalizuje fakt, że poród nie musi być piękny w klasycznym sensie. Może być chaotyczny, niekontrolowany i trudny, i nadal być wartościowym doświadczeniem.

Dla wielu kobiet to uwalniające. Bo jeśli przed porodem widziały tylko idealne zdjęcia z sal porodowych, późniejsze rozczarowanie własnym doświadczeniem bywa bolesne. Realistyczne relacje obniżają presję "perfekcyjnego porodu" i pozwalają zaakceptować własne emocje bez poczucia porażki.

Wspólnota doświadczenia

Istotnym elementem jest także wspólnota. Kobiety w ciąży często czują się samotne w swoich obawach – boją się mówić o strachu przed bólem, o wątpliwościach, o braku instynktu macierzyńskiego "od pierwszej sekundy". Gdy widzą znaną osobę, która przechodzi przez to samo, czują się mniej wyizolowane.

Pod materiałami z porodów powstają mikrospołeczności wsparcia: kobiety wymieniają się doświadczeniami, radami, pytaniami. To nie jest już bierne oglądanie – to interakcja, której często brakuje w tradycyjnym systemie opieki okołoporodowej.

W tym sensie influencerka nie jest tylko "twórcą treści", ale kimś w rodzaju przewodniczki przez doświadczenie, którego wiele kobiet się boi. Oczywiście nie zastąpi to położnej ani lekarza, ale może uzupełnić lukę emocjonalną.

Przełamywanie wstydu

W wielu kulturach ciało kobiety rodzącej było przez dekady spychane do sfery wstydu. Dziś coraz więcej kobiet chce odebrać poród instytucjom i przywrócić go do sfery doświadczenia osobistego, a nie wyłącznie procedury medycznej. Pokazywanie porodów w sieci może być elementem tego ruchu: odzyskiwania narracji o własnym ciele.

W tym sensie publikacja takiego materiału może mieć charakter emancypacyjny – pokazuje siłę, sprawczość i realność kobiecego doświadczenia, które dotąd było niewidoczne.

Autentyczność zamiast perfekcji

Media społecznościowe przez lata budowały nierealistyczny obraz macierzyństwa: idealne wyprawki, spokojne noworodki, perfekcyjnie uśmiechnięte mamy. Materiały z porodów burzą tę estetykę. Pokazują chaos, ból i prawdziwe emocje. Dla wielu odbiorczyń to właśnie ta szczerość jest odświeżająca i potrzebna.

Gdzie więc leży granica?

Dyskusja wokół porodu Andziaks pokazuje coś ważniejszego niż samą ocenę jednej decyzji. Pokazuje, że jako społeczeństwo dopiero uczymy się zasad etyki w epoce mediów społecznościowych. Mamy technologię, która pozwala transmitować wszystko, ale nie mamy jeszcze wspólnej odpowiedzi na pytanie, czy wszystko powinniśmy transmitować.

Być może przyszłość sharentingu nie polega na całkowitym zakazie pokazywania dzieci, ani na pełnej dowolności, lecz na świadomym balansie: edukować, ale nie naruszać godności; dzielić się doświadczeniem, ale chronić prywatność nowego człowieka; opowiadać własną historię, ale pamiętać, że dziecko też ma prawo do swojej.

Poród jest początkiem życia. I może właśnie dlatego decyzja o jego upublicznieniu staje się dziś symbolicznym pytaniem o to, jaką przyszłość internetu chcemy budować – dla siebie i dla tych, którzy dopiero przyszli na świat.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Sharenting na granicy prywatności. Poród, który podzielił internet
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.