Wyobrażasz sobie życie bez presji zegara?

Wyobrażasz sobie życie bez presji zegara?
Oznaczanie pór dnia i nocy oparte było przede wszystkim na obserwacjach słońca, księżyca i gwiazd, ale także na zjawiskach przyrody (fot. james jordan / flickr.com)
8 lat temu
Logo źródła: Posłaniec Urszula Janicka-Krzywda / slo

Jeszcze niecałe sto lat temu polska wieś miała swoje wyobrażenia o podziale czasu i swoje sposoby jego mierzenia, a życie toczyło się bez wszechobecnej współcześnie presji zegara.

Rytm roku wyznaczały nie tylko zmiany zachodzące w przyrodzie, ale także cykle świąt kościelnych i starsze od nich, tkwiące swymi początkami w czasach przedchrześcijańskich, ważne obrzędowo pory, zwłaszcza przesilenia astronomiczne: zimowe - 21 grudnia, wiosenne - 20 marca, letnie - 21 czerwca i jesienne - 21 września. Dni te były uważane za szczególnie sprzyjające działaniom złych mocy, wróżbom, czarom, kontaktowaniu się człowieka z duszami zmarłych i całym światem nadprzyrodzonym. Rytm doby dyktowało z kolei położenie słońca, księżyca i gwiazd. Z każdą jej porą łączone były nie tylko określone czynności oraz zachowania, ale także wierzenia i zwyczaje.

Tak rozumiany czas mierzono bez użycia zegara. Wystarczyło obserwowanie drogi ciał niebieskich na nieboskłonie, rejestrowanie zmian zachodzących w najbliższym otoczeniu, obserwacja wegetacji roślin i zachowania zwierząt. Ważną funkcję w określaniu czasu pełniły też dzwony kościelne, których głos wyznaczał określone pory dnia, nawołując wiernych do modlitwy.

Od niedzieli do niedzieli

Najpowszechniejszym sposobem liczenia czasu w skali roku było operowanie okresami świątecznymi i datami poszczególnych świąt. Ten sposób zapisywania zdarzeń obecny jest powszechnie w dawnych dokumentach, także o wadze państwowej, kronikach, aktach sądowych, pamiętnikach i wszelkiego rodzaju zapiskach. Można na przykład przeczytać, że królewskie nadanie ziemi sporządzono w sam dzień Aniołów Stróżów (2 października), a do przestępstwa doszło dwa dni po św. Michale (29 września). Na wsi określone święta wyznaczały także rytm prac gospodarskich: w górach wychodzono ze stadami na sezonowy wypas po św. Wojciechu (23 kwietnia), wracano zaś po dniu św. Michała Archanioła (29 września). Jesienne orki i siewy zbóż ozimych rozpoczynano po uroczystości Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, zwanej w Polsce dniem Matki Bożej Siewnej, a na Podtatrzu Zitosiewnej (8 września). Kapustę gospodynie siały w dniu św. Macieja (24 lutego) - nazywano ją potem maciejówką - a za dzień najodpowiedniejszy do sadzenia jej rozsady uważały datę Zwiastowania Pańskiego (25 marca). Jeszcze na początku XX wieku przedstawiciele wszystkich stanów doskonale znali ów świąteczny kalendarz i bez trudu się nim posługiwali.

Rytm roku wyznaczały też poszczególne miesiące, których nazwy były związane bądź z cyklami przyrody, bądź ze wspomnianymi już ważnymi świętami. Tak kwiecień zawdzięczał nazwę rozwijającym się w naszej strefie klimatycznym pierwszym wiosennym kwiatom, lipiec - kwitnącym wtedy lipom, a wrzesień - wrzosom. Nazywano go też miesiącem świętomichalskim od wspomnianego już święta św. Michała Archanioła. Podobnie grudzień nosił miano od grud, czyli brył ściętej mrozem ziemi, ale równocześnie zwany był godnik, godny miesiąc od Godów - jak określano przypadające w tym miesiącu święta Bożego Narodzenia.

Tygodnie jeszcze do połowy XX stulecia nazywano na polskiej wsi niedzielami. Mówiono więc, że coś miało się wydarzyć na przykład za dwie niedziele, trwać cztery niedziele. Dni w ciągu tygodnia w wielu regionach dzielono na suche, podczas których obowiązywał post (środa, piątek), i mięsne, kiedy postu nie zachowywano.

Świty, zmierzchy i odwieczerz

Oznaczanie pór dnia i nocy oparte było przede wszystkim na obserwacjach słońca, księżyca i gwiazd, ale także na zjawiskach przyrody. Punkty kulminacyjne cyklu dobowego stanowiło południe, połednie - najwyższy punkt wędrówki słońca po niebie, i północ, północka, północek - pora mniej więcej tak samo oddalona od zachodu i od wschodu słońca. Południe uważano za środek dnia, a północ za środek nocy.

Południe w wielu regionach wyznaczano, posługując się między innymi najprostszym zegarem słonecznym, wykonanym po prostu z patyka wbitego w ziemię, z biczyska czy strzelby, zaopatrzonych w odpowiednie nacięcia.

Obserwowano również zachowanie zwierząt, wierząc, że są one szczególnie wrażliwe na działanie zaświatów, ujawniające się w przełomowych chwilach doby. Według tego kogut piał po raz pierwszy w środku nocy, a bydło w samo południe kładło się na pastwisku.

Punkty kulminacyjne doby w tradycyjnej kulturze uważane były za porę szczególnego działania sacrum, ale także wszelkiego rodzaju złych mocy. To wtedy właśnie niepokoiły ludzi demony z samym czartem włącznie, ale równocześnie był to czas owocnych modłów zanoszonych do Stwórcy.

Obok południa i północy dobę wyznaczały także inne pory. Czas, gdy zaczynało szarzeć, rozwidniać się, określany był jako przede dniem, wschód słońca poprzedzał świt, brzask, zorza, a o nadejściu dnia mówiono: dnieje. Było też poprzedzające południe przedpołednie. Zachód słońca poprzedzały: śródwieczerz, odwieczerz, wieczór, a po nim następował zmierzch, zmrok i ćma, czyli ciemności. Pory nocy określało położenie niektórych gwiazd oraz księżyca (czyli miesiąca), na przykład w pierwszych godzinach nocy świecił miesiąc niski, po północy zaś miesiąc wysoki.

Od zmierzchu do świtu na Ziemi panoszyły się czarty i demony, grasowały dusze zmarłych. Nadejścia nocy oczekiwano więc z obawą, kończąc dzień błagalną modlitwą o spokojny sen i opiekę Stwórcy, jej kres zaś witano z radością, dziękując Niebu za dobroczynną obecność słońca. W polskiej tradycji pierwszym blaskom dnia towarzyszyły Godzinki do Najświętszej Maryi Panny i pieśń Kiedy ranne wstają zorze, śpiewane do niedawna na wsiach i w miasteczkach przy porannych zajęciach gospodarskich.

Z wahadłem i kukułką

Jeszcze na początku XX stulecia zegar był w chłopskiej chacie przede wszystkim przedmiotem podnoszącym prestiż właściciela, a dopiero w drugiej kolejności użytecznym czasomierzem. Otrzymywały go w wianie wychodzące za mąż dziewczęta, przywożono zegary z wędrówek w świat za pracą. Były to najczęściej zegary z drewnianą tarczą, czyli cyferblatem malowanym w barwne kwiaty (najstarszy typ, znany już w XVIII w.) i krajobrazy, zegary z tarczą wykonaną z porcelany, mosiężnej blachy i malowaną na szkle. Należały do nich również zegary szafkowe z kukułką lub z kurantami, zaopatrzone w zawieszone na łańcuszkach tzw. ciężarki i różnego rodzaju wahadła.

Tych ostatnich używano niekiedy do wróżb i magicznych zabiegów, także leczniczych. Zegary traktowano z szacunkiem, nieomal jak żywą istotę. Wierzono, że mogą wpływać na życie mieszkańców chaty, zwiastować radosne i smutne wydarzenia, reagować na zachowania gospodarzy. Umieszczane na ścianie w paradnej izbie towarzyszyły powszednim i świątecznym dniom, zatrzymywane po zgonie domownika na znak żałoby i upływającego nieuchronnie czasu.

Urszula Janicka-Krzywda - etnograf, folklorysta, dziennikarz, doktor nauk humanistycznych, członek Krajowej Komisji Artystycznej i Etnograficznej CEPELiA oraz Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego (PTL).

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Wyobrażasz sobie życie bez presji zegara?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.