Z kosą i boso. Dlaczego tak się boisz śmierci?

Z kosą i boso. Dlaczego tak się boisz śmierci?
(fot. shutterstock.com )
6 lat temu
Logo źródła: Posłaniec Urszula Janicka-Krzywda / slo

We wszystkich kulturach świata Śmierć stanowiła jedyny i doskonały wyraz ziemskiej sprawiedliwości, budziła grozę i lęk. Próbowano ją przebłagać, przekupić, oszukać, chociaż na jakiś czas unieszkodliwić. Chrześcijaństwo widziało ją w przejściu do innego, niekończącego się nigdy życia, dla sprawiedliwych lepszego niż bytowanie na ziemi.

Śmierć w ludowych przekazach

W Polsce najczęściej nazywano ją Śmiercią, Śmiertką, Śmiertecką, Kostuchą, Jadwigą (sic!). W kulturze ludowej miała określoną postać, konkretny wygląd, upodobania, nawet ludzkie uczucia. Bano się Śmierci, ale nie obdarzano nienawiścią, jej istnienie zaś pojmowano jako konieczność wynikającą z ustanowionych przez Boga praw, od których nie ma odwołania. Nawet wracający z karczmy biesiadnicy, idąc koło cmentarza, starali się zachować ciszę i nie przeklinać, nie tylko ze względu na szacunek należny zmarłym, ale także by nie obudzić Śmierci i nie narazić się na jej gniew.

W ludowych przekazach Śmierć miała najczęściej postać chudej, starej kobiety, często kulawej, przygarbionej, o kościstej twarzy i rękach, głębokich oczodołach i dużych, wystających, żółtych zębach. Nosiła zniszczoną odzież w kolorze zszarzałego ze starości płótna lub owijała się, jak chustką, płachtą. Występowała też jako nienaturalnie chuda, wysoka niewiasta ubrana na biało. Chodziła boso, nawet w zimie. W ręku trzymała wspartą na ramieniu kosę, którą niekiedy podpierała się niczym laską. To narzędzie swojej pracy często ostrzyła w taki sam sposób, jak robili to kosiarze. Poruszała się zawsze szybko, w milczeniu, ale zagadnięta chętnie wdawała się w pogawędkę. Nie gardziła też poczęstunkiem i zaproszeniem na wesele czy chrzciny (sic!). Przypisywano jej także inne ludzkie zachowania: prała w potoku swoje szmaty, czyli odzież, zaspokajała pragnienie (z braku innej wody piła nawet z kałuży), odczuwała gorąco i zimno, ale nie jadła i nie spała. Niekiedy przybierała różne inne postacie: zwierzęcia, ptaka, wędrującego wiechcia siana, nieokreślonego bliżej widma itp.

Można ją było spotkać najczęściej nocą, koło cmentarza, ale także na wiejskiej drodze. Niekiedy stawała się niewidzialna dla ludzi, zawsze natomiast dostrzegały ją zwierzęta. Jej pojawienie się zwiastowało wycie i ujadanie psów, krakanie wron, a nocą latające nietoperze i głos sowy.

Wykonawczyni Bożej woli

Według ludowych wierzeń Śmierć mieszkała w Niebie, a przebywając na ziemi, miała swoją siedzibę na cmentarzu, w wypróchniałej wierzbie lub olszy, czasem też błąkała się po świecie, by dopiero na końcu czasów, po wypełnieniu swojej misji, udać się do raju. Tu, podobnie jak zwyczajna kobieta, miała swoje gospodarstwo i chatę. Sądzono też, że w zaświatach istnieje wiele różnych Śmierci, które spotykają się z sobą, razem bawią, nawet kłócą, a na ziemi każda ma swój teren wyznaczony przez Pana Jezusa lub samego Boga Ojca.

Śmierć żadnej decyzji nie mogła podjąć sama, bo wypełniała jedynie boskie rozkazy. Legendy mówią, że niekiedy, współczując ludziom, próbowała je zmienić. Według jednej z legend, pewnego razu poruszona płaczem gromadki dzieci, których matkę kazano jej zabrać z tego świata, nie wypełniła otrzymanego polecenia, prosząc Pana Jezusa o cofnięcie rozkazu. On kazał jej wydobyć z dna morza kamień i rozgryźć go. We wnętrzu znajdował się maleńki robak. Zdumionej Śmierci wyjaśnił, że jako Osoba Wszechwiedząca o istnieniu robaka wiedział od dawna, tym bardziej więc zna los dzieci, nad którymi po odejściu matki roztoczy opiekę. Skarcona Śmierć musiała wrócić na ziemię i wypełnić polecenie.

Bohaterka ludowej legendy

Przychodząc po chorego, Śmierć mogła niepostrzeżenie wejść przez komin, dziurkę od klucza, wcisnąć się jakąkolwiek szparą. Wierzono, że kiedy stanie przy nogach człowieka, ten będzie wprawdzie długo chorował, ale dożyje sędziwego wieku, kiedy natomiast stanie przy głowie - nie ma już ratunku. Znana w całej Europie legenda o kumie - Śmierci opowiada o lekarzu, który posiadał dar jej oglądania i wiedział, co oznacza miejsce, jakie zajmuje ona przy chorym. Ten nadprzyrodzony dar otrzymał od swojej chrzestnej matki - Śmierci (poprosił ją w kumy biedak, któremu nikt nie chciał trzymać do chrztu dziecka). Lekarz wkrótce zasłynął z nieomylnej diagnozy, zyskał sławę i majątek. Kiedy pewnego razu ujrzał Śmierć stojącą w głowach łóżka bliskiej mu osoby, polecił tak ustawiać łóżko, by Kostucha znalazła się przy nogach chorego. Zmęczona ciągłym bieganiem i rozzłoszczona Śmierć darowała wprawdzie życie umierającemu, ale zabrała swojego chrześniaka.

Inna ciekawa opowieść o Śmierci, znana na całym kontynencie europejskim, to historia matki, której udało się ubłagać Kostuchę, by nie zabierała jej małego synka. Śmierć postawiła jednak warunek: kobieta ma udać się wraz z nią do tajemniczej jaskini i dopiero po tej wizycie sama podejmie decyzję o odejściu dziecka do wieczności. W pieczarze paliła się niezliczona ilość świec, a każda oznaczała jedno ludzie życie. Świeca jej synka była okazała i tylko nieco nadpalona. Śmierć sprawiła, że matka w płomieniu świecy ujrzała przyszłość swojego jedynaka: rozboje, morderstwa, gwałty, ludzkie łzy i przekleństwa. W efekcie sama zgasiła świecę, przepraszając Boga, że zwątpiła w słuszność Jego wyroku.

W ludowych wierzeniach Śmierć, podobnie jak diabła, można było oszukać, unieszkodliwić, zakpić z niej. Znana na terenie całej Europy legenda opowiada o uwięzieniu Śmierci, dzięki czemu aż do czasu jej uwolnienia ludzie nie umierali. Podtatrzańska wersja tej opowieści trafiła do literatury pięknej dzięki Henrykowi Sienkiewiczowi jako Sabałowa bajka. Odważny człowiek podstępem przekonał napotkaną Śmierć, by wcisnęła się do wnętrza butelki, dzbana, końskiej kości lub otworu w pniu drzewa, skąd będzie mogła zobaczyć wszystkich ludzi, których z Bożego rozkazu zabierze na tamten świat. Gdy Kostucha znalazła się w środku, zatkał otwór przygotowanym wcześniej kołkiem. Przez wiele lat ludzie nie umierali, a kiedy wreszcie sprawca całej sytuacji miał dosyć życia i wypuścił Śmierć, ta, chcąc sobie powetować lata bezczynności, zaczęła zbierać obfite żniwo.

Często tak właśnie tłumaczono pojawienie się epidemii, czyli moru, morowego powietrza.

W europejskim folklorze jest też interesujący wątek o przepowiedni przekazanej człowiekowi (grabarzowi, wędrownemu muzykantowi, na Podtatrzu bacy) przez Śmierć. W nagrodę za uczciwe życie i godzenie się z jej wyrokami wyjawiła mu ona najbliższą przyszłość dla całej okolicy. Nocą zabrała z sobą wybrańca na cmentarz i pokazała mu trzy otwarte mogiły. Jedna była wewnątrz sucha, druga wypełniona wodą, trzecia zaś krwią. Przepowiadały one kolejno: rok suszy, rok deszczowy i rok wojny.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Z kosą i boso. Dlaczego tak się boisz śmierci?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.