Czy można się zachwycać w świecie pełnym cierpienia?

Fot. Depositphotos

Kiedy w ostatnich tygodniach spaceruję po skąpanych w słońcu jesiennych parkach, towarzyszy mi nieustannie jedno uczucie – zachwyt. Gdy patrzę na kolorowe liście porywane przez wiatr, moje serce samo wyrywa się do uwielbienia Stwórcy, który z taką dbałością stworzył (i wciąż stwarza!) wszystko wokół nas. Językiem duchowości ignacjańskiej możemy powiedzieć, że doświadczam pocieszenia za konkretną przyczyną. To co widzę i co staje się moim udziałem w codzienności, prowadzi mnie do Boga i powoduje wzrost nadziei, wiary i miłości. Składa się na to nie tylko piękna pogoda, ale również mnóstwo bardzo dobrych spotkań i rozmów, wiele ułożonych puzzli, obejrzanych filmów i przesłuchanych audiobooków. W jakiejś mierze nie pozostaje również bez wpływu to, że w ostatnim czasie bardzo dużo wyjeżdżam, co zawsze jest okazją do zmiany perspektywy, złamania rutyny i spojrzenia z dystansem na codzienne sprawy. Patrzę na swoje życie i zachwycam się tym jak wiele mam i jak bardzo zostałam obdarowana.

W tym kontekście spokoju nie daje mi scena z filmowej „Lalki”, kiedy Wokulski widząc biedę na ulicach, zastanawia się czy może on być szczęśliwy i na to swoje szczęście wydawać pieniądze, skoro tyle ludzi na świecie cierpi. W książce Prusa perspektywa jest nieco inna i uzupełnia ten obraz: „Jakże oni szczęśliwi, ci wszyscy, w których tylko głód wywołuje apatię, a jedynym cierpieniem jest zimno. I jak łatwo ich uszczęśliwić!… Nawet moim skromnym majątkiem mógłbym wydźwignąć parę tysięcy rodzin. Nieprawdopodobne, a przecież – tak jest.” Mojego majątku raczej nie można porównywać z majątkiem Wokulskiego, a jednak pytanie pozostaje zasadne – czy wykorzystuję to niewiele, którym dysponuję, żeby zmienić czyjś świat, czy tylko inwestuję w siebie. I wcale nie chodzi jedynie o pieniądze, bo jeszcze cenniejszą walutą jest dzisiaj czas, uwaga albo kontakty. Czy rzeczywiście robię z nich dobry pożytek, nie wpadając jednocześnie w poczucie winy, że ja mam, a inni nie? Tak niesprawiedliwy po prostu jest świat.

DEON.PL POLECA



Z tym światem coś jest nie tak...

O tej niesprawiedliwości przypomniał mi ostatnio wykład, na którym zaczynamy mówić o grzechu pierworodnym. To teologiczne zagadnienie jest oczywiście bardzo złożone i nieoczywiste, ale zaczęliśmy od prostego uświadomienia sobie, że coś z tym światem jest głęboko nie tak. Wśród najistotniejszych objawów takiego stanu wymienione zostały śmierć, cierpienie, czy absurd tego, że sukces nie zależy od włożonej pracy, a konsekwencje małego zaniedbania mogą być nieproporcjonalnie dramatyczne. Poza tym patrząc na ludzką naturę, widzimy że nie tylko rzeczywistość nie nadąża za tym czego byśmy od niej oczekiwali, ale również w nas samych jest ogromna niespójność – chcemy dobra, a jednak w konkrecie życia okazuje się, że nie zawsze chcemy. Oczywiście możemy od razu przejść do konkluzji, że rzeczywistość tak wygląda ze względu na grzech. Niemniej może zanim zaczniemy szukać winnych, warto przyjąć, że tak po prostu jest, ale to nie znaczy, że nie mamy na to żadnego wpływu. Możemy na naszym skromnym podwórku sprawić, że świat będzie odrobinę lepszy.

Czy wolno mi się zachwycać kiedy na świecie jest tyle biedy?

Dzisiaj jesień pokazała mi się z nieco innej strony niż dotychczas. Spacerując po stolicy Wielkiej Brytanii doświadczyłam iście londyńskiej pogody - wiało i padało. Tym bardziej w tych okolicznościach na zachwyt zasługiwały dobre humory moich uczniów, zacne towarzystwo nauczycielskie przy ciepłej herbatce i piękne wnętrza zwiedzanego zamku Windsor. Z drugiej jednak strony słuchanie historii losów rodziny królewskiej uświadamia w sposób drastyczny, że to, co może wyglądać jak usłane różami życie, może być de facto często koszmarem przeżywanym w złotej klatce, bez celu i radości. Znowu dobro pomieszane ze złem, piękno z cierpieniem, wolność ze zdradami i złośliwością. Czy wolno mi się zachwycać kiedy na świecie jest tyle biedy - nie tylko tej materialnej, ale i relacyjnej, emocjonalnej, egzystencjalnej, intelektualnej, duchowej?

Dochodzę dzisiaj do wniosku, że nie tylko mogę, ale i powinnam się zachwycać. Ponieważ zadaniem światła jest rozświetlać ciemności, a radość i wdzięczność nie wykluczają współczucia i troski. Nawet ja sama mogę odczuwać ogrom szczęścia, a jednocześnie głęboki smutek i tęsknotę. Mogę przeżywać złość z powodu niesprawiedliwości na świecie, a zarazem nieskończoną nadzieję, że nie ma nic, co by się Bogu wymykało. Na wszystko jest miejsce. Wszystko co jest, może być.

DEON.PL POLECA

Ewa Bartosiewicz - informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii. Prowadzi bloga "Spojrzenie serca".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Czy można się zachwycać w świecie pełnym cierpienia?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.