Długopis zamiast klawiatur. Co się dzieje, gdy piszesz ręcznie?
Kilka dni temu toczyłam bardzo ciekawą dyskusję z nastoletnim synem. On jako wielki przeciwnik pisania ręką i ja, osoba z zupełnie odmienną perspektywą. Rozumiem moje dziecko, które żali się, że ktoś każe mu bezrefleksyjnie spisywać fragment podręcznika do zeszytu, zamiast nauczyć jak robić dobre notatki czy mapy myśli, które w późniejszej nauce – choćby powtórce przed sprawdzianem – mogłyby okazać się bardziej przydatne. Trudno z tym argumentem jakkolwiek dyskutować. Jest jednak druga strona tego medalu. Przepisywanie, nawet to w którym nie zmieniamy w tekście ani kropki, ma bardzo dobry wpływ na nasz mózg.
Gdy dwa lata temu rzuciłam na Instagramie spontaniczną myśl byśmy codziennie sięgali do czytań z dnia, modlili się chwilę tym Słowem i zapisywali jedno zdanie, które najbardziej nas poruszy, nie spodziewałam się tego, że do tej spontanicznej akcji dołączą dziesiątki ludzi. Jednak to, co widzę z perspektywy czasu i czym dzielą się też ze mną inni to to, że słowa, które zapisujemy odręcznie głębiej zapadają w serce i myśli. Nie tylko dlatego, że łatwiej je zapamiętać, ale też dlatego, że stają się w nas bardziej żywe.
Przyznaję częściowo rację mojemu dziecku – przepisywanie nudnego podręcznika nie ma aż tak wielkiego sensu – choć ma wiele zalet, choćby takie, że ćwiczymy rękę, koncentrację czy ortografię. Więcej korzyści byłoby, gdyby uczniowie zapisywali to, co jest dla nich ważne – tak jak w przypadku modlitwy Słowem, które budzi w człowieku jakieś wewnętrzne poruszenia. Mam jednak poczucie, że w tym wszystkim nie dostrzegamy czegoś jeszcze. Patrząc na instagramowe profile dotyczące journalingu - czyli prowadzenia dzienników, np. z podróży, czy dzienników wdzięczności, czy innych kreatywnych notatek z codziennego życia - widzę w jaki sposób zaczynamy szukać sposobów na relaks i wyciszenie. Coraz częściej staje się nim właśnie prowadzenie odręcznych notatek.
Sama od wielu miesięcy staram się codziennie zapisać choćby jedną stronę. Czasem jest to tylko Słowo z dnia i moja krótka modlitwa. Innym razem fragment książki, który mnie dotknął oraz mój komentarz do niego. Niekiedy są to słowa usłyszane np. podczas spowiedzi. Pisanie mnie wycisza, sprawia, że potrafię nazwać swoje uczucia, pragnienia i myśli. Zmusza do tego, żeby zatrzymać się nad tym co się we mnie dzieje, bo przecież żeby coś zapisać, muszę to najpierw w sobie zobaczyć, nazwać, przyznać przed samą sobą, że taka myśl czy uczucie mi towarzyszy. Pamiętam jak podczas studiów pedagogicznych uczyłam się budowy mózgu i to jak tłumaczono nam w jaki sposób wpływa na niego pisanie ręką. Można śmiało rzec, że bardzo i że wiele z tego korzyści, a ja widzę to dziś szerzej – pisanie nie tylko rozwija mnie intelektualnie, czy pomaga zaopiekować się swoimi uczuciami, ale dotyka też mojej duchowości. Czasem mocniej niż sama bym się tego spodziewała.
Ktoś zadał mi ostatnio pytanie czy wracam do starych notesów i tego, co w nich kiedyś zapisywałam. Uśmiechnęłam się do tego pytania, bo kilka dni wcześniej przeglądałam moje zeszyty z pierwszych rekolekcji ignacjańskich, sprzed prawie 20 laty. Bardzo wiele się w tym czasie zmieniło, przede wszystkim zmieniłam się ja sama. Czytanie o tym, jak wtedy prowadził mnie Pan Bóg, jakie miałam pragnienia i plany, jakie problemy – to mi pokazało jak bardzo jestem prowadzona przez Bożą miłość. Wiele się zmieniło, często było bardzo trudno, ale czytając notatki sprzed 20 laty zobaczyłam, że Jezus zawsze był blisko… Czasem dostrzec możemy to dopiero z perspektywy czasu.
Choć piękne instagramowe profile pokazują notesy droższe niż miesięczny abonament na obiad w szkolnej stołówce, uważam, że warto spróbować – choć niekoniecznie idąc za każdą internetową inspiracją. Można przecież na początek kupić sobie zwykły, cienki zeszyt i kilka kolorowych długopisów – to wystarczy by sprawdzić, czy moja codzienność zwolni choć trochę, gdy dam sobie kwadrans dziennie by każdego dnia napisać np. za jakie trzy rzeczy jestem dziś wdzięczna. Mało? Kto próbował, ten wie, że to nie jest łatwe, że nie zawsze się chce – ale gdy będziemy temu wierni choćby przez miesiąc, możemy zacząć dostrzegać w sobie zmianę. I tęsknotę za chwilą ciszy, notesem i zatrzymaniem nad tym co we mnie. Jesień i długie szare wieczory to idealny moment, by zacząć… Spróbujesz?
Skomentuj artykuł