Kościół to system naczyń połączonych. Duchowni potrzebują świeckich, a świeccy duchownych

zdj. poglądowe / fot. depositphotos.com

Kościół nie może być dziełem samych duchownych. Potrzebuje zaangażowania świeckich, ale także gotowości księży do dzielenia się odpowiedzialnością i zadaniami. W ostatnich dniach o tej wzajemnej zależności mówili abp Adrian Galbas i kard. Grzegorz Ryś. Ich słowa skłaniają do postawienia pytania, czy w Kościele naprawdę umiemy działać razem.

W ustach polskich hierarchów pojawiły się w tych dniach bardzo ciekawe słowa. We wtorek podczas konferencji prasowej zapowiadającej tegoroczny Dzień Papieski metropolita warszawski abp Adrian Galbas stwierdził, że Warszawa jest miastem misyjnym, bo w wielkich parafiach praktykujących jest od 12 do 15 proc. mieszkających na ich terenie osób. „Nie jest możliwe, by ewangelizacji w dużym mieście dokonać rękami, sercami i umysłami nawet najbardziej pobożnych księży, bo po pierwsze ich jest coraz mniej, a po drugie oni naprawdę są zmęczeni” – stwierdził.
Tego samego dnia z wykładem w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie gościł kard. Grzegorz Ryś. W wystąpieniu inaugurującym kolejną edycję Szkoły Wychowawców Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych podkreślał znaczenie relacji między duchownymi a świeckimi. „Bardzo często o tym mówimy, że świeccy się rzucają na nasze funkcje i chcieliby je przejąć. I jest ogromny strach wśród księży: będę zastąpiony przez świeckich, bo ci świeccy wszystko już teraz chcą robić. Ale kard. Wojtyła miał zupełnie inny strach: o to, że księża są zdeterminowani, żeby zastąpić świeckich we wszystkim. To jest wtedy klerykalizacja, ale jako nadużycie władzy duchownej” – podkreślał metropolita krakowski i dodawał, że zmiana charakteru relacji duchowny-świecki jest wielkim, wciąż nieodrobionym, zadaniem postawionym przed Kościołem przez Sobór Watykański II.
Co mnie w tych dwóch zacytowanych wypowiedziach zaciekawiło? Po pierwsze to, że biskupi dostrzegają zmęczenie księży i głośno akcentują fakt, że ewangelizację trzeba robić rękami świeckich. Po drugie zaś podkreślanie tego, że w codziennej pracy w kurii, w parafii, czy też podczas liturgii ksiądz nie musi robić wszystkiego – może częścią swoich zadań podzielić się z wiernymi świeckimi, którzy niejednokrotnie mają zdecydowanie większe kompetencje np. w sprawach remontowych, ekonomicznych aniżeli proboszcz, czy biskup. W tym kontekście przypominają się słowa Benedykta XVI z jego pielgrzymki do Polski w roku 2006. Dwadzieścia lat temu w warszawskiej katedrze podczas spotkania z duchownymi papież Ratzinger mówił tak: „Wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem. Nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach ekonomii, budownictwa czy polityki. Oczekuje się od niego, by był ekspertem w dziedzinie życia duchowego”.

Zmęczenie, „wypalenie” się księży jest zauważalne. Przez wiernych, ale też przez nich samych. Dowodem na to chociażby uruchomiona parę miesięcy temu we Wrocławiu przez samych księży „samopomoc”. To zmęczenie ma rzecz jasna kilka przyczyn. Z jednej strony wpływ na to mają przemiany kulturowe, z drugiej liczne skandale z udziałem księży, które spowodowały, że na wszystkich w sutannach patrzy się podejrzliwie, co dla wielu jest mocnym obciążeniem psychicznym. Kolejna przyczyna to samotność – niekoniecznie winniśmy obwiniać za to celibat, ale raczej brak umiejętności nawiązywania kontaktów, brak życia wspólnotowego wśród samych duchownych. Wreszcie autentyczny brak rąk do pracy – nie ma sensu przywoływanie tu statystyk powołań, które powoli się pojawiają, bo spadek liczby przyjmowanych na pierwszy rok do seminariów zauważalny jest od lat.
Kościół jest systemem naczyń połączonych. Wszyscy jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni. Duchowni wiernym, wierni duchownym. Odpowiedzialność za Kościół spoczywa na nas wszystkich, choć bardzo często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wielu świeckich nie garnie się specjalnie do podejmowania aktywności w Kościele, często bywa tak, że duszpasterze muszą prosić o pomoc. Ale ileż można prosić? Z drugiej strony wielu chciałoby chociażby przeczytać czytanie w czasie mszy lub zaśpiewać psalm, ale ich propozycje są odrzucane. Ileż można prosić? I tak to błędne koło się zamyka. Dlatego też cieszy mnie, gdy biskupi zaczynają głośno mówić o wypaleniu księży, o konieczności dzielenia się zadaniami ze świeckimi, o tym, że ewangelizacja bez ich udziału nie ma sensu. Może uda się nam z tego zaklętego kręgu wyjść i wreszcie odrobić lekcję z Soboru Watykańskiego II. Z korzyścią dla nas wszystkich.

DEON.PL POLECA



DEON.PL POLECA

Dziennikarz i publicysta „Rzeczpospolitej” oraz magazynu „Plus Minus”. Prawnik kanonista, absolwent UKSW. Absolwent kursu „Komunikacja instytucjonalna Kościoła: zarządzanie, relacje i strategia cyfrowa” na papieskim Uniwersytecie Santa Croce w Rzymie. W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kościół to system naczyń połączonych. Duchowni potrzebują świeckich, a świeccy duchownych
Komentarze (6)
NK
~Niepopularny Kowalski
22 września 2026, 14:49
O popatrz jak spadła taca, jak ludzie zaczęli myśleć to od razu troska o wiernych, od kiedy??? Naprawdę dajcie na luz z tą sćiemą. Kościół zawsze tylko kasę liczył, obudźcie się.
KP
~katolik pomniejszego płazu
17 września 2026, 15:42
Takich antysynodalnych też potrzebuje?
KK
~karol karol
21 września 2026, 10:10
na pewno nie schizmatyków z Écône nieuznających SWII kwiatku :)
KP
~katolik pomniejszego płazu
22 września 2026, 07:47
Kwiatku? Znamienna jest niechęć do lefebrystów rewolucjonistów niewierzący i tych z neokościoła. Czyli Kościół raczej ich potrzebuje.
ES
~Ewa Słota
17 września 2026, 11:31
Z moich doświadczeń z " byłej wiejskiej Parafii" otóż Kapłan sobie dobierał, wybierał: O Ta, to może, a ta, to " słabeuszka" Tamten, to Pobożny Gość, a ten - " cienias" ateista. Zdarzało się, że Kapłan w Kościele powiedział do " Cieniasa" " Slabeuszki" A Czego Tu przyszłaś? A czego Tu przyszedłeś? Szyderczym i wyśmiewającym głosem. Więc jakie są owoce Tej Kapłańskiej (nie)ewangelizacji?! Otóż- została malusieńka Wspólnota Tych akceptowalnych przez Kapłana. Inni przenieśli się ( nie chcieli ciągle słuchać, że są do BANI (do niczego i nic). Inni omijają Kościół, by - nie spotkać Kapłana, który uważa się za Pana nr. 1. Jakie skutki ja noszę? Poczucie niższości i małości. Co z tym robię? Czasem przenoszę te moje dołowanie się- na Innych. Dlatego i zawsze proszę: Nie czyńcie podziałów na Tych Lepszych i tych gorszych, bo nie Wiecie Drodzy Kapłani Co z nic nic nic - może Bóg uczynić pięknego. Św. Paweł jest przykładem, że To Bóg może Wszystko zaś My - nie. My pragniemy Jego Miłości ...
HZ
~Hanys z Namysłowa
16 września 2026, 18:17
Jak mnie to rozbawiło, kiedyś mnie uczono że kapłan jest pasterzem,to owieczki za nim idą,nawet barany.Ciekawi mnie kto chce zmiany,owieczki czy barany?Nie chcę być zgryźliwy ,ale coraz więcej tych drugich zmieniło się w pasterzy.