Nie musisz być biblistą, by sięgać po Słowo

Fot. AI / Depositphotos

Gdy podczas niedzielnej Eucharystii usłyszałam w trakcie kazania słowa: "nie musisz być biblistą, by sięgać po Słowo", szeroko się uśmiechnęłam. Tak bardzo oddawały moje myśli i wątpliwości, z którymi borykałam się bardzo długi czas.

Obserwuję w mediach społecznościowych kilkanaście równych profili katolickich twórców. Większość z nich w ubiegłą niedzielę pokazało jak modli się słowami Pisma Świętego. Sama tego nie zrobiłam. Nie tylko dlatego, że z zasady nie publikuję nowych treści w niedzielę, ale również dlatego, że codziennie w moich mediach społecznościowych pokazuję jak modle się czytaniami z dnia. Codziennie też dostaję dziesiątki wiadomości od osób, które - podobnie jak ja - czytają rano fragmenty proponowane nam na dany dzień przez Kościół. Wybierają z całości jedno zdanie, które ich najbardziej porusza oraz zatrzymuje. Tym jednym zdaniem starają się karmić duchowo przez cały dzień. Proste? Bardzo! Nasze doświadczenie pokazuje jednocześnie, że niezwykle życiodajne.

DEON.PL POLECA

 

 

To doświadczenie codziennej modlitwy czytaniami z dnia trwa już półtorej roku i bardzo wiele mnie nauczyło. Przede wszystkim zgadzam się z tym co powiedział mój proboszcz podczas niedzielnego kazania. Modlitwa Słowem nie wymaga od nas teologicznego wykształcenia, bycia pasjonatem i znawcą Słowa. Większości z nas wystarczy taka wiedza jaką mamy dziś, by usiąść i sięgnąć po Biblię. Owszem - gdy jest coś dla nas niezrozumiałe - warto szukać i pytać, by te wątpliwości rozwiać, ale nie potrzeba do tego długiego studiowania, wystarczy sięgnąć po jeden z wielu komentarzy dostępnych w Internecie, albo krótka rozmowa z kimś, kto zna się na Biblii lepiej od nas. Nie wytaczajmy armaty na mrówkę, nie dajmy sobie wmawiać, że nie mogę modlić się Biblią, bo jestem niewykształcony teologicznie. Przecież Bóg mówi, że chce objawiać się prostaczkom, prawda?

Przeglądając media społecznościowe można dostrzec też kolejną pułapkę - pięknie i kolorowo, albo wcale. Mam w domu kilka egzemplarzy Pisma Świętego. Doświadczenie nauczyło mnie, że nie warto po nich pisać. Posiadam jeden egzemplarz, taki, który służy mi od przeszło 20 lat, w którym jest sporo moich zapisków i zaznaczeń. Nie biorę go jednak ze sobą na modlitwę w codzienności, bo stare zapiski zabierają mi przestrzeń na nowe doświadczenie, na odczytanie Słowa na nowo. Kolejne egzemplarze są czyste. Siadam z nimi i wiem, że nic nie odwróci mojej uwagi od tego, co czytam dziś, tutaj, teraz. Nie dajmy sobie wmówić, że do modlitwy Słowem jest jedna słuszna droga, szukajmy własnej. Lubisz, gdy Biblia jest kolorowa, z naklejkami, wpisami itd.? To ją ozdabiaj. Nie lubisz? To tego nie rób. Ważne, by spotkanie ze Słowem karmiło cię dziś tak, jak tego potrzebujesz, na twoich zasadach.

Pułapek na drodze modlitwy Słowem wymieniać można więcej. Choćby to, że z pozoru nic mnie nie porusza, więc po cóż trwać dalej? Albo to, że brak mi systematyczności, więc nie próbuję wcale. Doświadczenie ludzi, którzy trwają ze mną w akcji "życie ze Słowem" pokazuje, że nie warto karmić tych wątpliwości, ale działać im na przekór. Wracać, nawet po długiej przerwie. Nawet jeśli usiądziesz z Biblią tylko raz w miesiącu, to będzie to AŻ raz w miesiącu. Metoda małych kroków i nie porównywanie się z innymi mogą być czymś, co pomoże nam wyruszyć w podróż, która z czasem może okazać się bardzo życiodajna.

Ze wspomnianego kazania została mi jeszcze jedna myśl. Przeżywamy różne trudności, pustki i dramaty. Jednocześnie nie szukamy w trudnych okolicznościach oparcia w Bogu, w Jego Słowie. Dlaczego? Niejednokrotnie doświadczyłam tego, że to nie ja czytam Słowo z dnia, ale ono czyta mnie i moje życie. Przykład z ostatnich dni. Rocznica śmierci mojej mamy. Czas dla mnie trudny, bolesny, w moim sercu nadal jest nieukojony smutek i żal. I słowa Psalmu, które właśnie tego dnia śpiewano we wszystkich katolickich kościołach: "przechowałeś łzy moje w swym bukłaku, czyż nie są spisane w Twej księdze?". Słowa, które otuliły, pokazały mi kolejny raz, że Jezus jest blisko. Zawsze.

DEON.PL POLECA


Dobrze, że Kościół daje nam takie dni jak Niedziela Słowa Bożego, czy w okresie wielkanocnym Tydzień Biblijny. Pytanie czy się przy nich zatrzymamy i zaczniemy szukać swojej drogi modlitwy Słowem, czy potraktujemy je z obojętnością. Decyzja należy do nas. Nie mówmy jednak, że Bóg milczy, gdy nasze Pismo Święte obrasta kurzem. On chce się objawiać prostaczkom, wszak sam nas o tym zapewnił, prawda?

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Nie musisz być biblistą, by sięgać po Słowo
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.