„Nie wiem” – jak to trudno powiedzieć

Fot. Depositphotos

Po amerykańskiej operacji w Wenezueli i schwytaniu Nicolása Maduro w mediach natychmiast wybuchło tsunami interpretacji, opinii i teorii. Jak to przeprowadzono? Dlaczego? Co dalej? W tym gąszczu spekulacji moją uwagę zwróciły słowa pewnego polityka, który zapytany o opinię odparł: “Nie wiem. Nie mam odpowiedzi na to pytanie”. I wtedy pojawiła się myśl: czy dziś naprawdę musimy znać się na każdym temacie?

Ludzka ciekawość nie zna granic. Nic więc dziwnego, że większość z nas chce być na bieżąco z tym, co dzieje się na świecie, który zmienia się w mgnieniu oka. Naprzeciw tej potrzebie wyszły media, informując o wydarzeniach – zarówno tych najważniejszych, jak i tych mniej istotnych – ale i dostarczając komentarzy publicystów i ekspertów z różnych dziedzin.

Dziś jednak opiniotwórcza moc spoczywa w rękach niemal każdego, kto posiada konto w mediach społecznościowych. Wystarczy kilka słów, by opublikować wpis na X albo nagrać wypowiedź na Instagramie. Dla niektórych stało się to nawet źródłem dochodu. Największa pułapka kryje się jednak w panującej modzie, by w internecie mówić o wszystkim – nieważne jak, byle często i głośno.

DEON.PL POLECA

 

 

Presja posiadania zdania

Postawa polityka, który w programie publicystycznym rezygnuje z odpowiedzi na pytanie – choć występuje w roli eksperta – budzi dziś niemałe zaskoczenie. Nie do tego przyzwyczaiły nas bowiem skojarzenia z tym środowiskiem. Co więcej, oczekiwanie posiadania zdania na każdy temat przeniknęło ze świata mediów do codziennego życia. Równie dobrze można jednak spojrzeć na to odwrotnie. Przestrzeń medialną tworzą ludzie wywodzący się spośród nas samych, a więc i my ponosimy część odpowiedzialności za wzorce, które ukształtowały ich mentalność i życiową filozofię. Być może to właśnie w domach i szkołach kiełkowała potrzeba posiadania „umiejętności” wypowiadania się w każdej dziedzinie – od sportu, przez biznes i prawo, aż po strategiczne decyzje dotyczące polityki państwa.

Rozmowy „na szczycie” najczęściej odbywają się przy rodzinnym stole, w pracy, w gronie znajomych albo na internetowych forach, którymi dzisiaj stały się media społecznościowe. Lubimy spierać się o poglądy polityczne, komentować decyzje i wydarzenia. Jeśli jednak nie masz wyrobionego zdania na nośny medialnie temat, szybko możesz usłyszeć pod swoim adresem epitety takie jak: „odklejeniec” czy „ignorant”. Sformułowania „nie wiem”, „nie znam się” czy „nie mam zdania” zaczęły funkcjonować jak synonimy oderwania od rzeczywistości, braku kompetencji albo ucieczki od dyskusji.

Od pokoleń zmagamy się też z presją, by opowiedzieć się po stronie konkretnego ugrupowania, ideologii lub sprawy – nawet wtedy, gdy brakuje nam wiedzy, pewności albo uczciwej odpowiedzi. Przez lata wpajano nam, że brak zdania to słabość. W rzeczywistości bywa on najlepszym punktem wyjścia do jego ukształtowania – prawdziwego, a nie jedynie pozornego, które choć często głośne, bywa kruche już u samych fundamentów.

Dlaczego boimy się pytać?

W tym miejscu znów pojawia się wątek mankamentów systemu edukacji, który przez lata uczył nas, że przyznanie się do niewiedzy jest powodem do wstydu. Czy dotyczy to tylko Polski? Tego nie wiem. Wydaje się jednak, że w porównaniu z innymi krajami wciąż nie wyróżniamy się nadmierną pewnością siebie. Na szczęście sytuacja zaczyna się zmieniać. Nie chcę przy tym gloryfikować lenistwa czy braku chęci zdobywania wiedzy, ponieważ to wcale nie powód do dumy. Zadaniem każdego z nas pozostaje rozwój intelektualny. Problemem jest raczej konsekwentne tłamszenie ciekawości człowieka.

Kilku polskich profesorów, którzy spędzili jakiś czas na uniwersytetach w zachodniej Europie i Stanach Zjednoczonych, opowiadało podobne historie. Po powrocie, jedną z pierwszych rzeczy, która zwróciła ich uwagę, była interakcja wykładowców ze studentami, a raczej jej brak. Tam młodzież walczy o możliwość zadania pytania, dzieli się wątpliwościami i mówi otwarcie, co było niezrozumiałe i czego jeszcze nie wie. Natomiast u nas, nawet gdy nadchodzi czas pytań, poza drobnymi wyjątkami, trudno dostrzec rękę uniesioną w geście ciekawości i chęci pokonania niewiedzy.

Taka tendencja nie bierze się z niczego. Źródłem wycofania i myślenia „lepiej się nie wychylać” jest lęk przed oceną. Nie raz zdarzało się, że po zadaniu pytania młodzi ludzie spotykali się z komentarzami typu: „trzeba było uważać”, „przecież to proste”, „czego tutaj można nie rozumieć?”. W takich sytuacjach wycofanie prowadzi najczęściej do dwóch skutków. Jest to albo rezygnacja z poszukiwania odpowiedzi na nurtujące pytania, albo konieczność znalezienia ich na własną rękę, w innych źródłach. Nikt z nas nie lubi przecież “wychodzić na durnia” i to w dodatku publicznie.

Wiem, że nic nie wiem

Stworzyliśmy społeczny ideał człowieka, który zna się na wszystkim i o wszystkim może mówić. Receptą na wpisanie się w te oczekiwania stało się jedno: konieczność sprawiania pozorów. Nadal o wiele lepiej odbierane są osoby, które dużo mówią – nawet jeśli niekoniecznie na temat – i przy tym używają wielu elokwentnie brzmiących sformułowań. W tym kontekście powiedzenie „nie wiem” czy „nie znam się na tym” sprawia, że jesteśmy postrzegani po prostu jak ten cienki bolek.

Tymczasem przypominają się słowa Sokratesa: „Wiem, że nic nie wiem”. Nauczanie tego starożytnego mędrca pokazuje, że punktem wyjścia do prawdziwej mądrości jest zdolność do pokornego przyznania się do własnej niewiedzy. Mieszkańcom Aten zadawał niewygodne pytania, które po pierwsze odsłaniały ich braki w wiedzy, a po drugie pozwalały rozmówcom samodzielnie dochodzić do właściwych wniosków. Właśnie te metody sokratejskie – majeutyczna i elenktyczna – mają zastosowanie również we współczesnej edukacji. Ich skuteczność wymaga jednak otwartości na dialog, przyznania się do niewiedzy i przezwyciężenia lęku przed oceną.

Nawet jeśli nie mamy zdania na jakiś temat, wcale nie tracimy wartości. Czasami jedno dobrze postawione pytanie przynosi więcej korzyści niż górnolotne frazesy ekspertów. Bo niewiedza i brak opinii nie są wstydem. Grzechem może być dopiero lenistwo w poszukiwaniu odpowiedzi. Na rynku promowania marki osobistej wypowiedzenie słów „nie wiem” wymaga prawdziwej odwagi. Tym bardziej gdy słyszy się je z ust polityka, aż chciałoby się powtórzyć za klasykiem: „Wąski, jak ty mnie zaimponowałeś w tej chwili”.

DEON.PL POLECA


Miłosz Żemła

Dziennikarz i publicysta. Pisze o Kościele i wyzwaniach współczesnego świata. Ukończył z wyróżnieniem Dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie. W 2023 roku nominowany do Nagrody Młodych Dziennikarzy im. Bartka Zdunka.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

„Nie wiem” – jak to trudno powiedzieć
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.