Pół internetu płacze. Kto nam zastąpi Łukasza Litewkę?

Łukasz Litewka. Źródło: Facebook / Łukasz Litewka

Gdy w czwartek po południu w pociągu wreszcie pojawił się zasięg, mój facebookowy feed został zalany… Łukaszem Litewką. I łzami. Czytam wpisy ludzi od lewa do prawa i też się wzruszam. Bo, cytując, dawno nie zabolała mnie tak śmierć obcego człowieka. I zastanawiam się: czy ktoś będzie mógł go zastąpić?

Profil #teamlitewka odkryłam zupełnie niechcący; pokazała mi się jakaś po ludzku i świetnym językiem napisana zachęta do zbiórki – i to o niewiarygodnym zasięgu. Przyjrzałam się z dużą ciekawością zwłaszcza sekcji komentarzy (tysięcy komentarzy!), w których ludzie z satysfakcją ogłaszali, że właśnie dołożyli się do zbiórki, włączyli stoper i liczą, jak szybko uda się ją zakończyć. Ponieważ fascynuje mnie fundraising i crowdfunding, a także społeczna ochota do cichego robienia dobra, zostałam u Litewki na dłużej.

Nie znałam go osobiście, ale wiele osobistych wpisów sprawiło, że stał mi się jakoś bliski. Był wrażliwy trochę tam, gdzie ja. A nawet mocno tam. Miał w sobie cechę, którą w ludziach bardzo lubię: nie dołączał do środowiska, tworzył swoje. I nigdy w życiu nie powiedziałabym, że profil polityka lewicy, który zaczynał w SLD (sic!) stanie się jednym z moich małych lekarstw na kryzysy i zło tego świata. Bo nie ma lepszego lekarstwa na poczucie, że świat zaczyna być niedobry, niż setki tysięcy ludzi bez wahania robiących dobro swoim portfelem, gdy ktoś ich o to zwyczajnie i prosto poprosi. I patrzenie, jak pasek zbiórki na kwotę kilkaset tysięcy złotych wypełnia się w ciągu kilku godzin, bo dla tej - dla naszej! - społeczności punktem honoru stało się kończenie zbiórek jak najszybciej...

Tak, profil był prowadzony doskonale: dawał emocje, poczucie zwycięstwa, budował z ludzi zespół, w którym każdy niezależnie od zasobności portfela i możliwości czasowych czuł się częścią. Jak bardzo – niech o tym powie komentarz pani Martyny, umieszczony pod wpisem o śmierci Litewki: „Dawno nie zabolała mnie tak śmierć obcego człowieka”. Polubiło go… 48 tysięcy osób. A 42 tysiące ludzi udostępniło nekrolog. Często z bardzo osobistym wpisem o tym, co zmienił w ich życiu lub spojrzeniu na świat.

Był społecznym fenomenem: poseł Lewicy, który mówi, że wierzy w Boga i nie zrezygnuje ze swoich wartości dla partii. Chłopak z Sosnowca, który mając niewiele ponad trzydzieści lat idąc do wyborów pobił w głosach Czarzastego (Litewka zebrał 40 tysięcy głosów, Czarzasty 22 tysiące). Polityk, o którym bp Ważny napisał: człowiek o niezwykle pięknej duszy, z rzadkim darem słyszenia sercem. Gość, za którego wrażliwością na ludzką biedę ludzie ze wszystkich barw społecznych i politycznych po prostu szli, bo dobrze mieć kogoś, kto nie dzieli, z kim prosto i bez wielkiego wysiłku można pomagać innym. I tego „bez wysiłku” proszę nie czytać jako uszczypliwości: prostota działania naprawdę pomaga zdecydować się na hojność.

W całej historii porusza mnie też to, że był właśnie z Sosnowca. Przychodzi mi do głowy zdanie wiadomo skąd: gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze bardziej rozlała się łaska. Sosnowiec i Dąbrowa Górnicza w kontekście skandali z udziałem księży wciąż kojarzą się bardzo źle. I chcę patrzeć na to tak: tam, gdzie jedni ludzie produkują zbyt dużo ciemności, zawsze pojawia się ktoś, kto przynosi trochę więcej światła.

Marzy mi się, żeby po śmierci Łukasza Litewki #teamlitewka nie przestał działać. I żeby rozkwitły setki innych inicjatyw, podobnych do tej i tak prostych: są ludzie potrzebujący ogromnej kwoty, ale jest nas w ekipie ogromna liczba, więc żadna kwota nas nie przerasta, bo nawet gdy każdy wrzuci pięć złotych, to wystarczy. Nie jest to łatwe, bo każda taka inicjatywa potrzebuje wiarygodnego, charyzmatycznego, autentycznego lidera, który musi chcieć poświęcić kawał swojego życia. I zgodzić się jakoś na wszystkie kryzysy, które muszą się pojawić, gdy człowieka zasypią dramaty i nieszczęścia ludzi oraz ludzka zawiść. A że zasypią – to jest pewne. Nie jest to łatwe – ale jest możliwe. I gdy znika z krajobrazu człowiek, dla którego to nie było niemożliwe, trudno nie czuć smutku.

DEON.PL POLECA



DEON.PL POLECA


Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem, współautorka "Notesów duchowych", pomagających wejść w żywą relację z Ewangelią. Sporadycznie wykłada dziennikarstwo. Debiutowała w 2014 roku powieścią sensacyjną "Na uwięzi", a wśród jej książek jest też wydany w 2022 roku podlaski kryminał  "Ciało i krew". Na swoim Instagramie pomaga piszącym rozwijać warsztat. Tworzy autorski newsletter na kryzys - "Plasterki". Prywatnie żona i matka. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając ciszy.  

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Pół internetu płacze. Kto nam zastąpi Łukasza Litewkę?
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.