Pośpiech rujnuje świętych
Mark Zuckerberg założył Facebooka w wieku 19 lat, Steve Jobs założył firmę Apple, gdy miał 21 lat, Bill Gates rozwinął w pełni swoją działalność przed ukończeniem 20. roku życia. Jezus natomiast rozpoczął publiczną działalność, gdy miał ponad 30 lat. Czy był mniej zdolny od współczesnych nam ludzi, że potrzebował tyle czasu?
Jezus nie mógł sobie pozwolić na popełnianie błędów. Zaraz po chrzcie w Jordanie, zanim zaczął nauczać, udał się na pustynię, gdzie przebywał 40 dni ćwicząc się w przezwyciężaniu pokus. Przed ważnymi spotkaniami z ludźmi spędzał noc na modlitwie. Pościł. Zanim zaczniemy działać i zmieniać świat, musimy dać sobie czas, dobrze się przygotować. Nie można być niecierpliwym, w gorącej wodzie kąpanym, gdy jest się uczniem Jezusa.
Gdy Paweł Apostoł nawrócił się, nie zaczął nauczać i nie wyruszył w drogę, by zakładać wspólnoty. Nie planował żadnej podróży misyjnej, lecz spędził ponad 10 lat w Arabii i Tarsie, modląc się w odosobnieniu. Dopiero potem Barnaba wezwał go do Antiochii, by mógł wreszcie rozpocząć ewangelizację pogan. To był niezbędny czas, okres „pustyni”, podczas którego Apostoł uczył się cierpliwości i pokory. Dzisiaj tylko nieliczni spędzają czas w odosobnieniu i milczeniu, gdy mają podjąć ważną decyzję lub wziąć na siebie odpowiedzialne zadanie. Szkoda, że jest ich tak niewielu, choć domy rekolekcyjne dają dziś takie możliwości.
Czekanie wymaga dyscypliny
O zgubnym pośpiechu i braku cierpliwości mówi przypowieść, jaką słyszałem kiedyś na kazaniu. Pewien człowiek zasadził w swoim ogrodzie kilkanaście jabłoni i nie mógł się doczekać, aż pojawią się na nich jabłka. Czekał rok, dwa, aż pewnego roku przyszła sroga zima. Skończył mu się opał i chodził po domu w zimowej kurtce. Gdy chłód zaczął mu coraz bardziej doskwierać, spojrzał przez okno na rosnące w ogrodzie jabłonie. Długo nie myślał. Chwycił za siekierę i ściął kilka z nich. Włożył polana do kominka i spędził wieczór w ciepłym pokoju. A ponieważ przez kilka kolejnych dni nadal było zimno, ściął wszystkie jabłonie i podkładał nimi w kominku. Dopiero gdy minęły chłodne dni, uświadomił sobie, co zrobił. Marzenia o własnych jabłkach spełzły na niczym.
Czekanie kosztuje i na dodatek nie ma dziś dobrej prasy. Ludzie są bardzo niecierpliwi. Najpierw chcą mieć, a potem na to zarobić. Stąd mamy tylu niewolników kredytowych. Czekanie nie jest łatwe. Wymaga od człowieka cierpliwości i życiowej dyscypliny. Nieraz wielu poświęceń. Czekanie jest jednak cennym czasem na poznawanie siebie i uczenie się, jak przezwyciężać własne słabości, jak bronić się przed pokusą natychmiastowej gratyfikacji, jak nie ulegać żądzy łatwego rezultatu.
Ogrodnik z przypowieści nie był gotowy na poświęcenia. Nie był wystarczająco cierpliwy i wytrwały, by czekać aż jabłonie dojrzeją i urodzą mu jabłka. Nie uśmiechało mu się marznąć, bo taki koszt musiałby ponieść, aby doczekać się upragnionych owoców.
Róbmy postępy w mądrości
Dojrzewanie nie odbywa się z dnia na dzień, a aktywne czekanie nie jest marnowaniem czasu. Jesteśmy zaproszeni, aby ten dany nam czas wykorzystać w pełni. Trzeba swoje życie jak zasadzone drzewo cierpliwie nawozić, regularnie podlewać i właściwie przycinać. A przycinanie bywa bolesne. Przygotowywanie się do ważnych życiowych decyzji i czekanie na owoce, to czas wytężonej pracy nad sobą.
Nieważne, jaki zawód wykonujemy, co posialiśmy czy zasadziliśmy. Ważne, co robimy ze sobą czekając na owoce naszej pracy. Co robimy z naszymi doświadczeniami, szczególnie z tymi trudnymi, gorzkimi. Jak je przeżywamy? Czy potrafimy czekać i znosić wytrwale trudności? Jezus nie marnował czasu przez te trzydzieści lat czekania na właściwy moment. Co robił? „Czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” – pisze ewangelista Łukasz (2,52).
Jest czas siania i czas żniw. Zanim zaczniemy odnosić sukcesy, podobnie jak Jezus czyńmy „postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi”. Bądźmy cierpliwi wobec siebie i wobec innych. Ludzie dojrzewają z różną prędkością. Nie ma co przyspieszać tego czasu. Co nagle, to po diable. „Pośpiech rujnuje świętych” – pisał Thomas Merton. Gdyby jeden z Dwunastu, który zdradził Jezusa, nie działał w pośpiechu, wspominalibyśmy dziś św. Judasza.
Przez brak cierpliwości możemy wiele zaprzepaścić
Gdy niecierpliwa matka, której dorosłe dzieci nie chcą chodzić do Kościoła, pyta: Co mam robić, by je przekonać? Odpowiadam: Bóg jest cierpliwy. I ty miej cierpliwość, módl się i pracuj nad sobą, nie nad dziećmi. Daj im czas. Podobnie, gdy tracisz cierpliwość do rządzących. Daj im czas i zamiast narzekać pracuj nad sobą. To przyniesie po latach owoce.
Niecierpliwość przynosi często odwrotne rezultaty od tych, których się spodziewamy. Bardzo sugestywnie pokazuje to biblijna historia opisująca starcie Izraelitów z Filistynami za czasów króla Saula. Przed bitwą trzeba było złożyć Bogu ofiarę, a prorok Samuel, jedyny, który mógł to zrobić, miał przybyć dopiero za siedem dni. W gorącej wodzie kąpany i będący pod presją żołnierzy Saul, sam złożył ofiarę, by przyspieszyć starcie z wrogiem (por. 1Sm 13, 8-14). Jakie poniósł konsekwencje? Stracił prawo do sukcesji a jego miejsce zajął król Dawid. Nie potrafił wytrzymać w ciszy i oczekiwaniu. Myślał, że gdy weźmie natychmiast wszystko w swoje ręce, osiągnie sukces. Gorzki to był sukces.
Nie ma dojrzałej duchowości bez cierpliwości ani mądrości bez wytrwałego czekania. Również małżeńska miłość z trudem przetrwa, gdy małżonkowie nie nauczą się czekać na siebie nawzajem. Pośpiech może wszystko zaprzepaścić. Znany jest nam tragiczny koniec Romea i Julii z szekspirowskiego dramatu. Gdyby nie impulsywność i pośpiech Romea, gdyby zakochany młodzieniec zaczekał dosłownie chwilę przed zażyciem trucizny, odkryłby, że Julia żyje. Zakończenie byłoby inne.
To, że dzisiaj wszystko w świecie pędzi z zawrotną prędkością, nie oznacza, że człowiek ma za tym biec, bo inaczej straci okazję na sukces. Wielkie rzeczy wykuwają się latami i bez wielkiego rozgłosu. To, co okaże się prawdziwym sukcesem naszej epoki, ocenią inni, gdy nas już nie będzie. Osobiście spodziewam się, że cierpliwe i wspólne czekanie, pełne nadziei i duchowej dyscypliny, najbardziej wpłynie na historię Zbawienia. To, co w naszym życiu niepozorne, powolne i skromne, to, co kosztuje, a nie błyszczy i nie ma wymiernej wartości, to właśnie zbuduje nam przyszłość. Jeśli nie zniszczy nas bezmyślny pośpiech.
Skomentuj artykuł