Bądź sobą! – nie wystarczy patrzeć i podziwiać
To był dobry rok dla Kościoła. Wiele rzeczy się działo i zmieniało, ale zaskakujący wybór Roberta Prevosta na papieża i perspektywy, jakie przed nami zarysował, są dobrym prognostykiem i już można mówić o wielkim perspektywie, choć to dopiero początek.
Trochę mi go żal, że trafił na tak niefortunną sytuację w swojej ojczyźnie i to w roku jubileuszu 250-lecia ogłoszenia Niepodległości przez Stany Zjednoczone, czyli zerwania więzi z Europą i to w krwawych bitwach. Nie miały one co prawda wiele wspólnego z naszymi współczesnymi wojnami, jeśli chodzi o skalę zniszczeń i ofiar, choć nie wiem, co na to powiedzieliby Indianie z plemion np. Apaczów czy Siuksów, których przybycie Europejczyków wytrzebiło przez intencyjne działanie ‘białych’, ale i choroby oraz infekcje czasami w 90%.
Leon XIV z pewnością chciałby odwiedzić USA w tym szczególnym czasie, ale klimat ogólnospołeczny, zwłaszcza na szczytach władzy nie jest za bardzo sprzyjający dla tej wizji.
Swoją drogą musi być w tym jakiś opatrznościowy pomysł, bo wszyscy ostatni papieże, wielu z nich już kanonizowanych, to zdecydowanie działanie Ducha Świętego, który prowadził Kościół ku temu, co nowe.
Pomyślmy o św. Janie XXIII. ‘Dobry papież’, jak go nazywano rządził krótko, ale to on zwołał Sobór Watykański II, który bardzo mocno zmienił Kościół i dostosował go do nowej rzeczywistości. Św. Paweł VI musiał zmierzyć się z wyzwaniami rewolucji obyczajowej, jaka przetoczyła się przez cały świat i mocno naznaczyła nasze społeczeństwa. On też dokończył dzieło poprzednika, jakim było zwołanie soboru i wprowadzał jego postanowienia. Bł. Jan Paweł I miał zbyt mało czasu, aby wiele dokonać, choć zasłynął z łagodności i uśmiechu. On też zakończył cztero- i półwiekową praktykę, że papieżami byli wyłącznie Włosi.
Św. Jan Paweł II otworzył zupełnie nowy rozdział w historii papiestwa i Kościoła. To on przyczynił się do upadku systemu komunistycznego w Europie i na świecie, wprowadził Kościół w trzecie tysiąclecie, a przez swoje podróże apostolskie przyczynił się do umocnienia więzi ludzi na całym świecie z Kościołem obecnym w każdym zakątku globu. On też jako pierwszy papież w epoce nowożytnej musiał zmierzyć się z problemem nadużyć w Kościele, zwłaszcza wśród duchowieństwa.
Papież Benedykt XVI przypominał Kościołowi o potrzebie dbania o nauczanie, które nie zrywa z tradycją i nie daje się omamić nowinkami, lecz dba o rozwój intelektualny i wzrost w pobożności wszystkich ludzi Kościoła. Jego abdykacja zaś, pierwsza po ponad 700 latach od czasu św. Celestyna V była wielkim szokiem, ale i znakiem wielkiej pokory i otwartości na poruszenia Ducha i prowadzenia przez Niego Kościoła.
Z szoku po kilkunastoletnim pontyfikacie Franciszka jeszcze się nie otrząsnęliśmy i nie zdajemy sobie sprawy, jak wielkie poruszenie on wywołał we wspólnocie Kościoła. Poruszenie przede wszystkim przez odwołanie się do pokory, ubóstwa, braterstwa, do troski o świat stworzony i do wezwań do pokoju na wzór Biedaczyny z Asyżu. Minął rok od jego odejścia, ale owoce jego intuicji i duchowości jeszcze długo będziemy odkrywać.
Leon XIV to kolejny papież, który jest niespodzianką Pana Boga nie tylko dla Kościoła, ale przede wszystkim dla świata. Zwrócenie uwagi na współczesne ‘rerum novarum’, jakimi są media, cały świat cyfrowy, sztuczna inteligencja i powoli ukazujący się ‘wszechświat cyfrowy’ jest genialną intuicją, a życie codziennie pisze jej nowe scenariusze.
To pobieżne spojrzenie na historię papieży ostatnich siedemdziesięciu lat pokazuje nam dobitnie, że Kościół w tym czasie odgrywał bardzo ważną rolę na świecie. Mamy też szczęście, że każdy z nich był taką opatrznościową odpowiedzią na potrzeby współczesnego człowieka. Z całą pewnością potwierdza to, że wielu zostało już wyniesionych na ołtarze, a pozostali mają także wielkie szanse, aby w odpowiednim czasie Kościół zdecydował się na przeprowadzenie odpowiedniego procesu.
Świętość i wizjonerstwo papieży jest nam potrzebne, ale nie zastąpi osobistej odpowiedzialności każdego, aby żyć na miarę, która każdemu została wyznaczona. Nie wystarczy podziwiać, jeśli to niewiele wnosi w nasze codzienne życie i wybory. Życie swoim powołaniem jest trudną sztuką, ale nie wolno nam się uchylać, trzeba żyć prawdziwie swoim życiem.


Skomentuj artykuł