Prawda, która nie zabija. Czy Kościół w Polsce jest gotowy na wielkie rozliczenie?
Archidiecezja częstochowska dołącza do nielicznych diecezji, które zdecydowały się na własną rękę zbadać przeszłość dotyczącą wykorzystywania małoletnich. Zapowiedź abp. Wacława Depo o powołaniu specjalnej komisji to nie tylko lokalna inicjatywa, ale też wyraźny sygnał wysłany w stronę podzielonego Episkopatu. Podczas gdy jedni hierarchowie obawiają się „burzenia Kościoła”, doświadczenia z Sosnowca pokazują, że tylko bolesna kwerenda archiwów i stanięcie w prawdzie mogą przynieść realne oczyszczenie.
Metropolita częstochowski, abp Wacław Depo zapowiedział powołanie specjalnej komisji, która miałaby zbadać przypadki wykorzystywania seksualnego małoletnich w archidiecezji częstochowskiej od roku 1945. Jej skład ma zostać podany do wiadomości publicznej po marcowym posiedzeniu Konferencji Episkopatu Polski, na którym biskupi mają podjąć temat powołania komisji ogólnopolskiej. Czy ją powołają nie wiadomo. Wiadomo za to, że hierarchowie są w sporze, który dotyczy modelu komisji – czy ma być ona wyłącznie komisją historyczną, czy też komisją śledczą. Zostawmy to jednak na chwilę z boku. Abp Depo deklaruje bowiem, że gdy powstanie komisja ogólnopolska, to częstochowska będzie z nią ściśle współpracowała. Jeśli zaś KEP nie zdecyduje się na stworzenie komisji, to częstochowska i tak powstanie. Będzie to zatem trzecia – po sosnowieckiej i łódzkiej – komisja, która podejmie problematykę wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele. Tu wspomnieć należy także o zapowiedzi kard. Grzegorza Rysia, który jednak powołanie komisji w archidiecezji krakowskiej uzależnia od decyzji KEP.
Są wewnątrz Kościoła pewne środowiska, które w tych zapowiedziach dopatrują się próby wywarcia nacisku na KEP, by komisję powołał. Przedstawiciele tych środowisk przekonują, że problem jest marginalny i nie warto się nim w ogóle zajmować. Tymczasem nie ma dnia byśmy nie usłyszeli o tym, że jakiś ksiądz został oskarżony o przestępstwa seksualne na szkodę małoletnich, lub że prokuratura już postawiła takie zarzuty, albo że trwa jakiś proces. Problem zatem jest. I nie jest wydumany, nie jest stworzony sztucznie. Oczywiście zdarzają się przypadki oskarżeń fałszywych, ale z moich – i nie tylko moich – doświadczeń wynika, że na 10 spraw jedna faktycznie jest nieprawdziwa. Za twierdzeniami o naciskach na biskupów kryje się lęk. Lęk przed prawdą, lęk przed odpowiedzialnością. Bo przecież może się okazać, że ktoś kto do tej pory postrzegany był jako autorytet przez wiele lat bagatelizował problemy.
Trochę czasu upłynęło już od dnia, w którym komisja sosnowiecka, opublikowała swój raport częściowy. Wykazała w nim, że oskarżenia pojawiły się pod adresem 23 księży inkardynowanych do diecezji sosnowieckiej i w 19 przypadkach zarzuty bądź się potwierdziły, bądź są na tyle wiarygodne, że rozpoczęto procedury ich wyjaśniania. Komisja wykazała przy tym, że w archiwach jest bałagan, zwróciła uwagę na niezbyt poważne traktowanie spraw wykorzystywania w przeszłości. Po publikacji tego opracowania Kościół sosnowiecki się nie zawalił. Wbrew obawom co poniektórych. Jest, ma się dobrze. Prawda niczego nie rozwaliła, bo rozwala zło. Prawda przyczynia się zaś do budowania dobra. Jest oczyszczająca, wyzwalająca. Pozwala pójść z odwagą do przodu.
Takiego wyzwolenia potrzebuje Kościół w Polsce. Tak jak potrzebował go Kościół w USA, Irlandii, Francji, Australii. Prawda, choć czasem bolesna, nie zabija. I wiedzieli o tym papieże Jan Paweł II, Benedykt XVI, czy Franciszek, którzy nawoływali do rozliczenia przeszłości. Wie o tym także Leon XIV.
Wracam na koniec do komisji ogólnopolskiej. Abp Depo deklaruje, że jego komisja będzie z nią ściśle współpracowała. Patrząc na tą kwestię nieco szerzej: i tak ewentualne powstanie gremium ogólnopolskiego będzie oznaczało powstanie komisji diecezjalnych. Ktoś w tych diecezjach czy prowincjach zakonnych będzie musiał przeprowadzić kwerendy i analizy dokumentów. Nie zrobi tego jedna ogólnopolska komisja złożona np. z 10 osób. Odwołam się do Sosnowca. Przejrzenie i analiza dokumentów diecezji, która powstała w 1992 r. zajęło ponad rok. Tu jest potrzebna armia ludzi i siłą rzeczy lokalne komisje powstaną, a ich praca złoży się na ewentualny raport końcowy, któremu ktoś da swoje nazwisko.
Nadchodzący marzec może być miesiącem, który przejdzie do historii Kościoła w Polsce. Oby był miesiącem, który zapisze się po jasnej stronie tej historii.
Skomentuj artykuł