Prezydent Zełenski popełnił błąd, ale nie zbrodnię

Nie zestawiam relacji polsko-niemieckich z czasów drugiej wojny światowej z obecnymi relacjami polsko-ukraińskimi, gdyż jest to z oczywistych względów niemożliwe. Nie o zawiłości polityczne mi chodzi, nie znam się na tym, ale o coś znacznie bardziej zasadniczego – o wymiar religijno-moralny działalności już nie tylko władz państwowych, ale nas, obywateli, narodu. O ten wymiar mi chodzi, jako że to nie etyka ma się kłaniać polityce, ale odwrotnie – polityka etyce. Dla chrześcijanina ta logika jest czymś oczywistym.

Mówiąc o wojnie w Ukrainie, papież Leon stwierdził, że człowiek ma prawo do obrony, a „każdy imigrant jest osobą i ma (...) prawa, które muszą być szanowane w każdej sytuacji”. Zatem czy teraz, gdy nasi sąsiedzi – więcej niż sąsiedzi, bo pobratymcy, a w swoim czasie współobywatele i chrześcijanie – bronią nie tylko swojego kraju, ale i nas, i nie tylko nas, rodzi się pytanie, czy to jest dobry czas na rozstrzyganie spraw z przeszłości, zwłaszcza takich, które na różne sposoby od lat wykorzystywane są nie po to, byśmy siebie lepiej zrozumieli, przebaczyli i pojednali się, ale po to, żeby podtrzymywać i pogłębiać chęć zemsty, dla niepoznaki nazywając to domaganiem się sprawiedliwości.

DEON.PL POLECA


Odróżniajmy gniew od nienawiści

Dlaczego wciąż nie potrafimy odróżnić gniewu od nienawiści i obca jest nam wiara, że „miłość w sensie Jezusowym z pewnością nie jest ucieczką od walki i konfliktów” oraz że „walczyć i jednocześnie kochać nie jest ani niemożliwe, ani absurdalne. To, co niemożliwe i absurdalne, to miłość narzucana przymusem, jako prawem określona reguła. Innymi słowy, niemożliwa jest dyktatura miłości i dyktatura dobra”, jak napisał Leszek Kołakowski. Dlatego, jeśli nie chcemy dać się okłamać, zwróćmy się po radę do Pawła Apostoła: „Pozwólcie się odnawiać Duchowi w waszym myśleniu i przyobleczcie się w nowego człowieka, stworzonego zamysłem Boga w sprawiedliwości i prawdziwej świętości. Dlatego odrzućcie kłamstwo i niech każdy mówi prawdę swemu bliźniemu, bo wszyscy tworzymy jedno. Gniewajcie się, ale nie grzeszcie: niech słońce nie zachodzi nad waszym gniewem. I nie dawajcie miejsca diabłu!” (Ef 4, 23–27).

Przed tym diabelskim pokuszeniem mogą nas obronić, jeśli w to uwierzymy, słowa, które znamy od dzieciństwa i powtarzamy codziennie: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Dobrze więc jest wiedzieć, kto wróg, a kto przyjaciel, i kochać jednych i drugich. A że jest to możliwe, że miłość do nieprzyjaciół, dawana na kredyt, czyni cuda, wiemy z własnego doświadczenia.

Jak to przykazanie realizuje się w praktyce, wiemy – choć mam wrażenie, że nie chcemy wiedzieć – od wydanego w 1965 roku przez Radę Kościoła Ewangelickiego w Niemczech „Memorandum Wschodniego” pod tytułem „Położenie wypędzonych i stosunek narodu niemieckiego do wschodnich sąsiadów. Ewangelickie memorandum” oraz od opublikowania w tym samym roku, kilka miesięcy później, „Orędzia biskupów polskich do ich niemieckich braci w Chrystusowym urzędzie pasterskim”, o czym w ubiegłym roku przypomniał sejm.

Po opublikowaniu tego orędzia – o orędziu biskupów niemieckich nie wspominano – rozpętała się niemiłosierna, dobrze zorganizowana przez rządzących nagonka, zwłaszcza na biskupów Stefana Wyszyńskiego i Bolesława Kominka, jak też na innych biskupów i prezbiterów oraz przeciwko Watykanowi. W fabrykach, ale bywało, że i po wsiach, na uniwersytetach, a nawet w szkołach, nie mówiąc o wojsku, spędzeni przez „aktyw robotniczo-chłopski”, „spontanicznie”, skandując nienawistne slogany, potępiali zdrajców ojczyzny, chcących Polskę „wydać w łapy niemieckich rewizjonistów”. Wśród popierających politykę ówczesnego rządu byli również duchowni, którzy występowali na wiecach czy w radiu. Wszystko to miało na celu jedno: uzasadnić, że poczynania władz politycznych mają mocne poparcie narodu, a sprzeciwia się temu jedynie garstka antypolskich i antynarodowych zaprzańców.

To do nich strzelają, a my kryjemy się za ich plecami

Słysząc, że prezydent Wołodymyr Zełenski, nadając jednej z jednostek wojskowych armii ukraińskiej miano „Bohaterów UPA”, „ubliżył wszystkim pomordowanym naszym rodakom” i „pluje w twarz polskiemu narodowi”, a tym samym udowadnia, że on sam, jak i cały naród ukraiński, nie zasługują na wejście do Unii Europejskiej, że owszem, naród ukraiński będziemy popierać, ale prezydenta potępiamy – dobrze, niech będzie, prezydent Ukrainy popełnił błąd, ale nie zbrodnię. Warto też wreszcie zauważyć, że póki co to do niego strzelają, nie do nas. My, z całym naszym patriotycznym uniesieniem, kryjemy się za jego i jego narodu plecami.

Jeśli naprawdę chcemy wspólnie z Ukraińcami chronić siebie nawzajem, to po co od lat wciąż, nie zważając na okoliczności miejsca i czasu, akurat wtedy, gdy Ukraińcy walczą o życie i o przyszłość, wracamy do przeszłości? Nie wiem, co powiedzieliby nam ci nasi rodacy, których kości podejmujemy z ziemi. Myślę, że coś podobnego, w tym samym duchu – Duchu Świętym – co w liście do żony i dzieci pisał z obozu na Majdanku ukraiński ksiądz Emilian Kowcz: „Tutaj wszyscy jesteśmy równi [...] Widzę Boga, który jest jeden dla nas wszystkich (...) pomagam [współwięźniom] przejść przez ten mały most do wieczności (...) Nie płaczcie nade mną – radujcie się ze mną!”.

To nasze święte oburzenie coś mi za bardzo przypomina zachowanie bazarowych złodziejaszków, uciekających ze zdobyczą i dla odwrócenia uwagi od siebie wrzeszczących: „Łapaj złodzieja!”, i ujawnia gorzką prawdę, że dla partyjnych korzyści gotowi jesteśmy zapomnieć o Ewangelii. Przecież skoro mamy się za niezawodnych przyjaciół Ukrainy, można było postąpić inaczej. Pójść za radą choćby Ignacego z Loyoli, który radzi, aby w sytuacjach konfliktowych chrześcijanin starał się swojego rozmówcę uważnie wysłuchać, aby dobrze zrozumieć sens jego wypowiedzi, a nie pochopnie ją potępiać i odrzucać. W przypadku niejasności Ignacy radzi podjąć rozmowę, co daje szansę na zrozumienie motywów, jakimi kieruje się rozmówca, i w razie odkrycia błędu umożliwia przyjacielskie wsparcie w poszukiwaniu sposobów pełnego porozumienia.

Mówi się, że co nagle, to po diable. Boję się jednak, że te zarzuty i pomysły karania prezydenta Ukrainy, a więc i narodu, mogą nie być tylko przejawem chwilowego, emocjonalnego zawirowania, ale przejawem naszej bezduszności. Nie zmuszajmy pomordowanych do mówienia naszym głosem pozbawionym miłosierdzia. Wśród sprawców ich śmierci było wielu biblijnych sprawiedliwych, choćby dlatego, że – jak wiadomo – to oni ratują świat przed zagładą.

DEON.PL POLECA


jezuita, poeta i publicysta, absolwent KUL, wykładowca homiletyki w Collegium Bobolanum Papieskiego Wydziału Teologicznego. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Autor wielu książek, w tym kilku tomów poetyckich

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Prezydent Zełenski popełnił błąd, ale nie zbrodnię
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.