Kard. Grzegorz Ryś o synodzie. Jak zmieni się Kościół?
Czy Kościół może być prawdziwym domem, a nie tylko chłodną instytucją? Kardynał Grzegorz Ryś przekonuje, że synodalność to nie biurokratyczny projekt, ale konieczność „przeorania” gleby, na której wyrasta nasza wiara. W szczerej rozmowie z Łukaszem Sośniakiem SJ metropolita krakowski wyjaśnia, dlaczego klerykalizm jest nadużyciem władzy i jak obudzić w świeckich poczucie współodpowiedzialności za ich własne parafie.
Zamiast pałacowego dystansu – zaproszenie do wspólnego stołu. Spotkanie w Domu Arcybiskupów Krakowskich przy Franciszkańskiej 3 stało się okazją do postawienia pytań o istotę trwającego Synodu Duszpasterskiego Archidiecezji Krakowskiej. Kardynał Ryś, pytany o swoje odczucia po trzech miesiącach w nowym miejscu, podkreśla, że „dom to nie są ściany, tylko ludzie”. To właśnie budowanie relacji, a nie konserwowanie struktur, ma stać się fundamentem odnowionego Kościoła.
Pojęcie synodalności wciąż budzi u wielu wiernych lęk przed „demokratycznym przegłosowywaniem prawd wiary”. Metropolita krakowski stanowczo ucina te spekulacje, tłumacząc, że synod to „wspólna droga”, czyli wiara przeżywana we wspólnocie, a nie polityczna debata. Kluczowe jest rozróżnienie dwóch procesów: wspólnotowego dochodzenia do decyzji oraz indywidualnego jej podejmowania przez pasterza, który jednak musi poważnie traktować głos wiernych.
Kretowisko na Franciszkańskiej
Jednym z najbardziej zapadających w pamięć obrazów, jakich użył kardynał Ryś, jest metafora kretowiska. Porównał on proces synodalny do pracy kretów, które spulchniają ziemię, by stała się pulchna i gotowa na przyjęcie ziarna Słowa Bożego. „Nikt nie sieje na betonie” – mówi wprost hierarcha, zaznaczając, że krakowski Kościół potrzebuje duchowego poruszenia, by nie stać się twardą, ubitą ziemią, przez którą nic się nie przebije.
To spulchnianie gleby ma prowadzić do rozwiązania konkretnych problemów, takich jak kryzys powołań czy samotność współczesnego człowieka. Kardynał stawia odważne pytania: czy w obliczu braku kapłanów nie nadszedł czas, by mocniej zaufać świeckim i diakonatowi stałemu? Współczesna parafia nie może być jedynie miejscem „załatwiania” sakramentów, lecz musi stać się przestrzenią realnego świadectwa, że życie we wspólnocie jest możliwe i wzmacniające.
Pielgrzymka jako wzór Kościoła
Wizję Kościoła synodalnego kardynał Ryś odnajduje w doświadczeniu pielgrzymki. To tam widać najlepiej, że nikt nie jest w stanie działać w pojedynkę – potrzebny jest zespół: od przewodnika, przez kwatermistrza, po służby porządkowe i muzyczne. W tym modelu każdy ma swoje miejsce i nikt nie jest zbędny. „To jest prawdziwy model Kościoła” – podkreśla kardynał, przywołując historię chłopaka, który na spotkaniu w Taizé przez tydzień sprzątał toalety tylko dlatego, że poczuł: „To jest mój Kościół”.
Budowanie takiego poczucia własności u świeckich to największe wyzwanie. Obecnie wielu wiernych nie czuje się współgospodarzami swoich parafii. Rozwiązaniem ma być „wyobraźnia miłosierdzia” i wspólne rozeznawanie potrzeb, których ksiądz, zamknięty w biurze, może po prostu nie dostrzec – jak chociażby problemu osamotnionych seniorów w parafiach staromiejskich.
Walka z klerykalizmem
Jedną z najpoważniejszych barier na drodze do wspólnoty jest klerykalizm. Kardynał Ryś definiuje go bez ogródek jako nadużycie władzy i „przestawianie relacji w Kościele”. Krytykuje myślenie o posłudze biskupiej czy proboszczowskiej w kategoriach „robienia kariery”. „Klerykalizm stawia siebie w miejsce Pana Jezusa i to jest dramat” – mówi metropolita.
W tym kontekście pojawia się potrzeba „kopa” dla świeckich, których kardynał Grech nazwał „uśpionym lwem”. Ryś doprecyzowuje jednak, że ten impuls nie powinien pochodzić od hierarchii, lecz od Ducha Świętego, który sprawia, że zaangażowanie staje się wewnętrzną potrzebą, a nie narzuconym obowiązkiem. Synod ma być właśnie taką przestrzenią, która pozwala Duchowi Świętemu działać i „wyrzucać” robotników na żniwo.
Dialog z tradycją i trudna historia
W procesie synodalnym nie brakuje głosów krytycznych, również ze strony środowisk tradycjonalistycznych. Kardynał zapewnia, że nie ma problemu z samą formą rytu rzymskiego, a tradycjonaliści są zaproszeni do pracy w zespołach synodalnych. Problemem nie jest liturgia, lecz eklezjologia – czyli podejście do Soboru Watykańskiego II. „Ekumenizm jest dzisiaj ortodoksją w Kościele” – przypomina metropolita, apelując o uczciwą krytykę opartą na argumentach, a nie na anonimowym hejcie.
Ważnym wątkiem rozmowy była również kwestia rozliczeń z przeszłością i komisji ds. nadużyć. Kardynał Ryś wyraził ufność wobec ogólnopolskiego projektu komisji, podkreślając jednak, że badanie historii Kościoła wymaga ludzi niezwykle kompetentnych, którzy znają specyfikę prawną i historyczną danej diecezji. To zadanie na lata, którego nie da się przeprowadzić powierzchownie.
Od konserwacji do misji
Znaczenie synodu wykracza poza wewnętrzne reformy strukturalne. To wezwanie do „nawrócenia pastoralnego”, które papież Franciszek opisał w Evangelii Gaudium. Kościół musi przestać koncentrować się na „zadowoleniu z samego siebie” i przejść od postaw konserwatorskich do misyjnych. Jak przypomina kardynał, wspólnota braterska nie jest czymś opcjonalnym – bez niej Kościół pozostaje teoretyczną konstrukcją.
Cały proces synodalny sprowadza się do prostej, choć trudnej prawdy: Kościół istnieje wyłącznie ze względu na ewangelizację. Metropolita krakowski kończy apelem o formację, która nie kończy się na przygotowaniu do sakramentu bierzmowania, ale prowadzi do dojrzałej wiary. Synod to nie jednorazowe wydarzenie, lecz próba uczynienia ze słuchania i wspólnej drogi stałego stylu życia krakowskiego Kościoła.
Skomentuj artykuł