Bezdomny Hiszam

Bezdomny Hiszam
Zygmunt Kwiatkowski SJ

Zbulwersowane jego przyjściem siostry przyszły do mnie, abym go jakoś odprawił, bo one próbowały, ale na nic się zdały ich usiłowania. Stał przed  drzwiami frontowymi, prosząc, aby mu przynieść Ewangelię i "pomodlić się nad jego głową".

Jak wszyscy szaleńcy Boży miał uśmiechnięte oczy, wygląd ascetyczny, trzymał w ręku obrazek świętej Tereski, który mu pewnie podarowały jakieś inne siostry i prosił, aby się "nad jego głową  pomodlić", gdyż chce być uwolniony od szatana.

Hiszam, bo powiedział, że takie jest jego imię, ma żonę, która go nie chce przyjąć do domu i trójkę dzieci uczęszczających do szkoły podstawowej. Powiedział też, że jest - ale bardziej prawdopodobne, że był - kiedyś kierowcą i jeździł na trasie Aleksandria i granica libijska. Teraz nigdzie nie pracuje i pewnie pracy już nie znajdzie. Miał wprawdzie uśmiechnięte oczy, wygląd ascetyczny, mówił łagodnym głosem, ale… był "zbyt pobożny" jak na zwykłe standardy nawet w tym pobożnym kraju, a mówiąc delikatnie i bardziej wprost - był zbyt mocno zaniedbany. Te dwa elementy zadecydowały, że ja też nie potrafiłem go do końca zaakceptować, a siostry bały się go i myślały tylko o tym, aby się go pozbyć jak najprędzej, bo przecież taki dziwak jak on zawsze jest w stanie zrobić coś dziwnego, coś co może im sprawić kłopot.

Odmówiłem zatem dość pospiesznie modlitwę, której się domagał, tak jak chciał jego głowę pobłogosławiłem Ewangelią i dopingowany przez niecierpliwe spojrzenia sióstr, delikatnie skierowałem go do wyjścia, zamykając drzwi frontowe na cztery spusty. Kiedy później powróciłem do wydarzeń tego dnia, zdałem sobie sprawę, że mało było z mojej strony szczerego starania, aby rzeczywiście pomóc temu człowiekowi. Zarówno odmówiona przeze mnie modlitwa, jak i wszystkie gesty mojej życzliwości były mocno okaleczone, bo nie bardzo wierzyłem w to, co robię. Nawet ofiarowanie mu chleba wraz z solą i kamunem, tak jak sobie życzył, też było skażone tym brakiem.

Przypomniałem sobie scenę, jak on konsekwentnie ignorował wszystko, co mu siostry przyniosły do jedzenia, poza jedną jedyną pajdą chleba, którą posolił i posypał kamunem, wyjaśniając nam przy tym, że na zapas niczego nie bierze. Nie przyjął też drobnego banknotu, który chciałem mu dyskretnie wsunąć w dłoń. Odmówił zdecydowanie i nawet pogroził mi palcem, jakbym coś przeskrobał; on jak dobry ojciec albo dobrotliwy kolega zwracał mi w ten sposób uwagę, że takich zwyczajów "wśród nas chrześcijan" nie powinno się praktykować, gdyż on jest dostatecznie silny, aby na chleb sobie zapracować. A przyszedł do klasztoru nie po pieniądze, ale po to, aby się pomodlono nad jego głową, bo miewa nieraz złe myśli… chyba z tego powodu, że przykro mu jest, iż nie może wrócić do własnego  domu, gdyż żona go nie chce wpuścić, a on jest katolikiem i nie uznaje rozwodów.

Po jego odejściu zadawałem sobie pytanie, czy to aby nie my powinniśmy go poprosić o modlitwę nad naszymi głowami, ucząc się czegoś więcej o poście i w ogóle o ascezie chrześcijańskiej. Może nawet udałoby się nam zrozumieć coś więcej na temat cierpienia i przebaczenia.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Bezdomny Hiszam
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.