Być po stronie najsłabszych w wojnie przeciw bezsilnym

Być po stronie najsłabszych w wojnie przeciw bezsilnym
(fot. shutterstock.com)
2 lata temu

Pro-life po polsku kończy się na narodzinach, a resztę pozostawia własnej zaradności. Łatwo nieść sztandar za życiem, trudniej realnie pomóc bliźniemu, który bez zewnętrznej pomocy po prostu nie przeżyje.

Miesiąc temu moi znajomi podzielili się na Facebooku na dwie drużyny. Pierwsza przybrała barwy czarne jak kolejna edycja Czarnego Protestu skierowanego przeciwko próbom zmian polskiego prawa aborcyjnego. Druga obrała biel Białego Piątku mającego być odpowiedzią środowisk pro-life na ich przeciwników w przestrzeni wartości. Obok nich pozostała duża grupa "nieoznakowanych". Celnie podsumował ksiądz Draguła, pisząc, że "księdzem trzeba być dla wszystkich". Ja dodam, że nawet nie trzeba, ale po prostu się jest, bo Pan Jezus do wszystkich przyszedł. Ale nie o tym jest ten tekst.

Podział szarf informujących o naszych poglądach na kwestię aborcji jest czymś, co zwraca uwagę, a jego marcowa skala była naprawdę wysoka - pewnie też dlatego, że zwolennicy zaostrzenia prawa skorzystali ze sposobu podkreślenia swoich poglądów. Wasze bańki informacyjne zapewne wyglądają inaczej, ale gdybym po raz pierwszy od dawna wszedł na Facebooka w okolicach 23 marca, to nie dałoby rady - dowiedziałbym się o tym, co się w Polsce dzieje.

Dlatego naprawdę porażające i smutne jest to, że obecny protest opiekunów dotyczący, było nie było, ludzkiej godności i szacunku dla życia ani trochę nie przekłada się na jego szeroką obecność medialną. Oczywiście, w radiu czy telewizji wspomną, ale wydaje się, że dla przeciętnych obywateli to po prostu nie jest interesująca sprawa. O ile nie jest się osobą z niepełnosprawnością albo nie ma kogoś cierpiącego w najbliższym otoczeniu, to kwestia tej grupy rodaków człowieka nie dotyka. Co gorsza sytuacja protestujących zdaje się nie przykuwać uwagi katolickiego środowiska opinii, a na pewno nie tak bardzo jak inne gorąco obecne w debacie publicznej kwestie dotyczące etyki i antropologii chrześcijańskiej.

Nie ma białych czy jakiejś innej barwy marszów dla rodziców walczących o zwiększenie zasiłku pozwalającego na opiekę nad swoimi dziećmi. Hierarchowie Kościoła nie wystosowali komunikatu, który miałby być odczytany po coniedzielnych ogłoszeniach. Głos opiniotwórczej tuby Kościoła jest malutki. Internetowa odsłona "Tygodnika Powszechnego" opublikowała tekst Przemysława Wilczyńskiego, z podlinkowanym felietonem Wojciecha Bonowicza sprzed czterech lat. Onet.pl przeprowadził wywiad z siostrą Chmielewską, ale nie od dziś wiadomo że zakonnice nie cieszą się wielkim posłuchem wśród wiernych. Pojawiły się artykuły na wirtualnej odsłonie "Więzi" i w "Magazynie Kontakt", lecz akurat w obu tych przypadkach mają jednego autora - Rafała Bakalarczyka.

Trudno o lepszą osobę, bo Bakalarczyk (obok Bonowicza) od lat nagłaśnia żałosną sytuację niepełnosprawnych, ale doktor nauk społecznych i społecznik z Warszawy to przypadek człowieka-orkiestry. W polskiej publicystyce pełni on łączoną, niepowtarzalną w skali kraju, funkcję rzecznika, analityka i orędownika sprawy osób wykluczonych przez chorobę czy wiek. Obecny na protestach, stale informujący o problemie, przygotowujący analizy i wyrażający postulaty osób uciśnionych: od takich ludzi jak Bakalarczyk polscy politycy powinni się uczyć. Więcej głosów nie pamiętam.

Tutaj znajduje się samo serce problemu i prawdopodobna przyczyna dotychczasowej porażki niepełnosprawnych i ich opiekunów. Pro-life po polsku kończy się na narodzinach, a resztę pozostawia własnej zaradności. Łatwo nieść sztandar za życiem, trudniej realnie pomóc bliźniemu, który bez zewnętrznej pomocy po prostu nie przeżyje. Politycy dowolnej partii od lat deklarują podjęcie się pozytywnego rozwiązania problemu osób cierpiących i wykluczonych - deklarują, o ile są w opozycji. Po dojściu do władzy, kwestie rzeszy marginalizowanych przez prawo obywateli znikają z planu, dopóki znów nie przyjdzie używać ich do walki. Widać to także obecnie, gdy zamiast pytania "jak pomóc?", pojawia się "kto za tym stoi?".

Jakiś czas temu rozmawiałem z pewną starszą urzędniczką miejską. Pani była w doskonałym humorze, ja też, bo sprawę, którą miałem u niej do załatwienia, załatwiłem błyskawicznie. Żegnam się, dziękuję i życzę wszystkiego dobrego, na co pani dopowiada, że ona to najbardziej by zdrowia sobie życzyła. Nie było kolejki, więc naturalnie pytam, o co chodzi. No i się zaczęło. Na horyzoncie przejście na emeryturę, ale nie bardzo starczy na zasłużony wypoczynek, bo tu trzeba leki kupić, a pani cierpi na nowotwór. Mąż nie pomoże, bo on już po swojej walce i na drugiej stronie. Z całego wynagrodzenia starczy na mieszkanie, lekarstwa, reszta na jedzenie. Człowiek po kilkudziesięciu latach sumiennej pracy trafia na granicę przeżycia. Dla osoby kalekiej każdy dzień to walka - nie tylko z brakiem podjazdów na pocztę czy do sklepu. Przede wszystkim z tym, że z rent i zasiłków nie bardzo starcza na to, by coś w tym sklepie kupić. W tej perspektywie postulaty protestujących - i nie chodzi wyłącznie o obecny protest, ale cały szereg tychże, które miały miejsce przez lata - są naprawdę żadne, a nawet powinno ich być więcej.

Wielu zapamiętało encyklikę Jana Pawła II "Evangelium vitae" jako mocny głos w sprawie aborcji, eutanazji i antykoncepcji. Niektórzy kojarzą chwytliwy zwrot o "cywilizacji śmierci", ale niewielu pamięta, że pada on właśnie w kontekście wykluczenia chorych i słabych. Papież pisze współcześnie "życie, które domaga się większej życzliwości, miłości i opieki, jest uznawane za bezużyteczne lub traktowane jako nieznośny ciężar, a w konsekwencji odrzucane na różne sposoby. Człowiek, który swoją chorobą, niepełnosprawnością lub — po prostu — samą swoją obecnością zagraża dobrobytowi lub życiowym przyzwyczajeniom osób bardziej uprzywilejowanych, bywa postrzegany jako wróg, przed którym należy się bronić albo którego należy wyeliminować" (12). Na tym polega "wojna silnych przeciw bezsilnym", że społeczeństwo czy państwo nie potrzebują słabych jednostek, bo nie ma z nich żadnego ekonomicznego pożytku. Na tym polega "kultura śmierci", że osoby cierpiące pozostawia się samym sobie, nie dając nawet warunków do przeżycia. Doszukiwanie się w tym pochwał dla heroizmu codzienności i "godnego" znoszenia cierpienia jest czymś cynicznym. Samym bohaterstwem się człowiek nie naje.

"Pragnę podkreślić, że uwaga poświęcona zarówno imigrantom, jak i osobom niepełnosprawnym jest znakiem Ducha Świętego. Obydwie bowiem te sytuacje są paradygmatyczne: ukazują szczególnie, jak jest dziś przeżywana logika miłosiernej akceptacji oraz integracji osób słabszych" - pisze inny papież, Franciszek, w adhortacji "Amoris laetitia" (47). Stosunek do najsłabszych to miara naszej wiary, naszego serca. Do tego nas wzywa bycie chrześcijaninem, by o człowieku i godności życia myśleć integralnie. Nie zatrzymywać się na jednym punkcie, ale obejmować całość ludzkiego bytu, bo cały człowiek - i ten nienarodzony, i ten na łożu śmierci, a także wszystko, co pomiędzy - jest stworzony na Boży obraz. Każdy ból, cierpienie, każda łza i trud. Każdy uśmiech, miłość, wdzięczność wyciągniętej dłoni. To wszystko jest osoba i jej życie, a każde życie to jeden świat.

"Jeśli nie uznaje się w samej rzeczywistości znaczenia człowieka ubogiego, ludzkiego embrionu, osoby niepełnosprawnej — by podać tylko kilka przykładów — trudno będzie usłyszeć wołanie samej przyrody" - kontynuuje Franciszek w "Laudato si’" (117). "Wszystko jest ze sobą połączone", a zerwanie tych więzów występuje przeciwko samemu Bogu. Wcielenie nie obejmuje przecież tylko narodzin, a całe życie Jezusa - jako ubogiego, wzgardzonego, wyrzutka i wreszcie ukrzyżowanego.

Karol Kleczka - redaktor DEON.pl, doktorant filozofii na UJ, współpracuje z Magazynem Kontakt.

Redaktor i publicysta DEON.pl, pracuje nad doktoratem z metafizyki na UJ, współpracuje z Magazynem Kontakt, pisze również w "Tygodniku Powszechnym"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Być po stronie najsłabszych w wojnie przeciw bezsilnym
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.