Bycie pro-life to nie tylko obrona nienarodzonych

Bycie pro-life to nie tylko obrona nienarodzonych
(fot. shutterstock.com)

Chrześcijanin nawet wobec zagrożenia najbardziej kochanych, najdroższych sobie wartości umie rozluźnić pięść i rozłożyć ramiona, jak Jezus na krzyżu, w geście ofiarowania za swoich trudnych braci, nieprzyjaciół.

Daj, abyśmy cenili godność każdego człowieka, odkupionego krwią Twojego Syna i szanowali wolność sumienia naszych braci

(Z Liturgii Godzin)

Chcesz wychować dziecko pro-life? Mów z szacunkiem o prezesie Kaczyńskim i przewodniczącym Tusku.

Pomysł na ten tekst narodził się w czasie Wielkiego Tygodnia. Czytana Męka uświadomiła mi, że Pan Jezus umierając na krzyżu pokazał, iż życie nie jest najwyższą wartością. Żadne życie. Oddając swoje życie za człowieka, wskazał na wartość ważniejszą od ocalenia życia - na miłość każdego: grzesznika, wroga, aborcjonisty, zwolennika entanazji. Zrobił to "gdyśmy byli jeszcze grzesznikami", czyli przed nawróceniem grzesznika, przed opamiętaniem wykonawcy aborcji; nie czekając na ich skruchę. Nie czekając na nic.

Pewna siostra zakonna pracująca z uchodźcami - co oznacza także wydobywanie ich ciał z Morza Śródziemnego - powiedziała, że chrześcijaństwo ma w swoim kodzie genetycznym otwartość, ponieważ Jezus otworzył Swoje serce na każdego człowieka, nie wyłączając nikogo. Przez wcielenie utożsamił się z bólami i ciemnościami każdego z nas, bez względu na nację, religię i polityczne poglądy. Przyjął w Siebie każdego człowieka. Taka otwartość na każdego jest znakiem rozpoznawczym prawdziwego chrześcijanina. Pięknym symbolem tej postawy jest dla mnie zdjęcie serdecznie witających się ks. Adama Bonieckiego i Nergala z satanistycznego zespołu Behamot. To lekcja prawdziwego Pro-Life.

Pro-Life jak cywilizacja śmierci

Przekonanie, iż obrona życia nienarodzonych pozwala na niewybredne lżenie lub wyśmiewanie zwolenników aborcji, na agresję wobec nich lub niepodawanie im ręki jest utajonym przejawem cywilizacji śmierci. To samo dotyczy stosunku wobec homoseksualistów, osób jawnie skandalizujących moralnie, przeciwników politycznych. Postawa chrześcijanina nie może być postawą przeciw KOMUŚ, nigdy. Mamy być gotowi rozłożyć swoje ręce tu i teraz, by z miłością umrzeć za braci na krzyżu. To zakłada ich bezwarunkowe przyjęcie jako osób i głęboki szacunek dla wolności każdego. Taka właśnie życzliwość jest udziałem w Sercu Zbawiciela, który w milczeniu, nie pouczając, nie wykrzykując, nie walcząc, oddał życie za braci.

Tymczasem wielu polskich działaczy Pro-Life postrzeganych jest przede wszystkim jako Anty-Life, przeciw-wszystkim myślącym o aborcji inaczej niż oni. Czy mają świadomość, że chrześcijanin, w którego obecności ktoś zostaje obrażony, zaatakowany bądź napiętnowany "tylko" zlekceważeniem za wyrażenie poglądu o dopuszczalności aborcji, ma obowiązek przede wszystkim stanąć w obronie jego prawa do szacunku i własnej opinii?

Prof. Wojciech Chudy, wybitny filozof personalista z KUL, napisał kiedyś znamienne słowa:

"Wartość chrześcijańska - o ile jest chrześcijańska i po chrześcijańsku rozumiana - nie może nikomu zagrażać. Ma zaś każdego podnosić. Zawsze bowiem wartość chrześcijańska jest zakorzeniona w powinności powszechnego respektu dla każdego człowieka. Dlatego na przykład rzeczą chrześcijanina jest bronić "środowiska naturalnego" swojej religii przed antywartościami zakłócającymi to środowisko (jak drwina z symboli wiary […]) Jednak tak samo jest jego rzeczą […] bronić muzułmanina przed obrazą jego religii np. w formie wyzywającego eksponowania "Szatańskich wersetów" Salmana Rushdiego. Z kolei także jest powinnością tego, kto uznaje wartości chrześcijańskie, bronić tegoż Rushdiego przed zagrożeniem ze strony fanatycznych wyznawców Chomeiniego […] Również agnostyk i ateista mają swoje miejsce w "blasku afirmacji" bijącym z wartości chrześcijańskich. Niewierzący ma prawo do swojego ateizmu, nawet jeśli to błąd. Do kodeksu moralnego wartości chrześcijańskich należy bowiem respekt dla racji własnego osądu każdego człowieka" ("Drugie śniadanie u Sokratesa" 2004)

Ani bardziej ani mniej

Pedagogika personalistyczna nie pozostawia złudzeń, mówiąc o metodzie świadectwa jako jedynej, która "może zadziałać" w wychowaniu do szacunku. W opozycji do "Bildung", czyli kształtowania, jakim są tłumaczenia, "kazania" i instrukcje dotyczące zachowań wobec innych, a która sięga jedynie sfery powierzchownych odruchów tworząc pozornie "dobrze ułożonego" człowieka, wskazuje na świadectwo własne wychowawców, które jako jedyne może nie tyle "nauczyć", co pokazać wartość godności każdej osoby. Piszę te słowa z myślą o rodzinie, ale i życiu społecznym. Jak mamy pokazać społeczeństwu szacunek wobec osoby poczętej, skoro posługujemy się bronią braku szacunku dla poczętych osób dorosłych? Skoro kobiety idące w czarnym marszu pokazujemy w mundurze SS?

Pewna pycha dotyczy także naszej śmiałości w ocenie grzechu, sumień i wnętrz innych osób. Grzech jest wyłącznie świadomym i chcianym złem. Pamiętam, jak ktoś zastanawiał się - w moim odczuciu zupełnie podstawnie - czy ludzie chodzący do kościoła tylko z poczucia obowiązku mają w ogóle grzech z powodu opuszczania niedzielnej Mszy. Przecież oni nie mają kompletnie świadomości jakim dobrem duchowym, wstrząsającym darem miłości jest Eucharystia! Nie mając tej świadomości, nie mogą iście "świadomie" jej opuszczać, a jedynie przypisany jej "jakiś tam" obowiązek.  Czy jest to wówczas w ogóle grzech ciężki?... Analogicznie - wiele osób popierających aborcję naprawdę nie widzi w zarodku człowieka. W wielu, jeśli nie większości przypadków zachodzi tu przeszkoda niewiedzy (ograniczająca moralną odpowiedzialność za czyn!) a nie perfidna świadomość "mordowania", zatem agresywne okrzykiwanie ich "mordercami" jest naprawdę krzywdzące.

Taka postawa obraca się oczywiście przeciw poczętym dzieciom. Agresja lub choćby dufna ocena połączona ze stanięciem plecami nie jest postawą dialogu, a przecież tylko spokojny dialog z życzliwym uściskiem ręki ma szansę cokolwiek zmienić, ów status człowieka aborcjoniście uświadomić. Na jeden z Tygodni Społecznych szczecińscy dominikanie zaprosili Panią prof. Magdalenę Środę. Usłyszałam wówczas od pro-liferskich znajomych: "My już nie chodzimy do dominikanów. Nie słyszałaś? Zaprosili Środę!" Acha, czyli z inaczej myślącymi się nie rozmawia… Kilka dni później słyszę Panią prof. Środę w telewizji: "Byłam kilka dni temu na spotkaniu u dominikanów, na bardzo dobrej, spokojnej rozmowie. Gdyby cały polski Kościół miał taką twarz, nie wiem, czy nie byłabym osobą wierzącą".

Wychowanie Pro-Life w rodzinie powinniśmy zacząć więc od szacunku dla każdego człowieka. Wybitnie niespójne jest pouczanie dzieci, że aborcja jest złem i uzasadnianie tego godnością osoby poczętej, skoro na godności polityków czy znajomych dopuszczających aborcję nie zostawia się na oczach dzieci suchej nitki. Każdy ma prawo do innych poglądów, za co nie nazywamy go idiotą, debilem, mordercą. Bez zająknięcia prezentując pogląd o prawie poczętych do życia i osobowej godności, uprzejmością wobec dyskutanta i słuchaniem go dajemy dowód naszego autentycznego szacunku wobec godności każdego człowieka. Uwiarygadniamy wówczas i przytwierdzamy argument o nienaruszalności życia dziecka - gdy wyrażamy przekonanie o identycznej nienaruszalności godności adwersarza: dokładnie z tego samego powodu: iż jest osobą ludzką, Bożym dzieckiem. Dajemy mu odczuć, iż on sam, dokładnie jak to poczęte dziecko, ANI BARDZIEJ ANI MNIEJ, jest przedmiotem naszej troski i może "ogrzać się" w blasku i cieple chrześcijańskich wartości, jak pisał o nich prof. Wojciech Chudy.

Pro-Life na co dzień

Wychowanie "pro-life" nie powinno być więc czymś specjalnym, jakimś faworyzowanym nurtem wychowania, myślenia i działania rodziny chrześcijańskiej. Jeśli tak jest, może być to oznaka zachwiania hierarchii trosk. Bo nie jest dobrze, jeśli chrześcijanin jest mniej zapalczywy o dzieci tonących w morzu uchodźców i (uwaga) dorosłych uchodźców-mężczyzn, niż o dzieci-zarodki. Autentyczne przejęcie się człowieczeństwem drugiego będzie widoczne w szacunku dla każdego. Dziecko dostrzegające szacunek rodziców wobec każdego człowieka ma wszelkie szanse wyrosnąć na człowieka chroniącego życie od poczęcia.

Wie wówczas, że nigdy nie wolno wyśmiewać się z osób upośledzonych lub bezdomnych. Z cech wyglądu lub nazwisk. Bardzo dobrze robi dzieciom możliwość przebywania z osobami upośledzonymi lub chorymi, w czym mogą pomóc instytucje lub akcje integracyjne. Moja siedmiolatka opowiadała, że do przedszkola przyszła pani z synkiem, by opowiedzieć "że niektóre dzieci mają taką chorobę Downa i inaczej rosną. Mamo, to był taki malutki chłopczyk, jeszcze z pieluszką, jaki on był wesoły, do wszystkich się uśmiechał, wiesz? - i niespodziewanie zakończyła - Bardzo bym chciała mieć takie dziecko jak urosnę!"

Postawa Pro-Life w wychowaniu to także szacunek wobec osób starszych, w który wprowadzamy dziecko. Nasza cierpliwość w opiece nad nimi, połączona z opowieściami o przeszłości babci i dziadka, by dziecku uświadomić ciągłość, ale i zmienność etapów życia. Sposób, w jaki zwracamy się do osób starszych i mówimy o nich, jest także znamienny. Coraz częściej pracownicy opieki i służby zdrowia zwracają się do nich na "ty", co jest nieuprawnione stosowną zgodą osoby starszej. Zareagujmy. "Czy Pan Stefan pozwolił siostrze zwracać się do siebie per "dziadku"? "Ale przecież on jest w demencji!" "Czyli nie pozwolił".

Wychowanie "pro-life" dokonuje się więc także w sferze słów wypowiadanych do innych i o innych. Najpierw do samego dziecka. Szacunek dla wyrażanych przez nie uczuć jest bardzo szerokim tematem: to przede wszystkim tutaj przejawia się nasz szacunek dla dziecka. Czy kiedy płacze, pozwalamy mu na łzy, nie bagatelizując przyczyn ("przecież nic się nie dzieje", "to nic takiego" albo "przestań wyć!") ? Kiedy się złości, czy dajemy mu do tego prawo? A czy nastolatek ma prawo nie zgodzić się z nami? W kwestii aborcji? Czy nie spotka go za to chłód rozczarowania i wysublimowany emocjonalny szantaż w postaci zranionego serca rodzica? Czy nie usłyszy: "Błądzisz, synu! Zawiodłeś mnie". Szacunek wobec odmiennych poglądów naszych dzieci jest odzwierciedleniem naszej wiary w godność każdej ludzkiej osoby.

Popularne dowcipy o chorych psychicznie to także pole istotnej wrażliwości na godność osób chorych. Niech nasze dzieci wiedzą, dlaczego się takich żartów nie powtarza. Konsekwentnie prawdziwy "Pro-lifer" będzie przeciwny karze śmierci. Godność każdej osoby to jej bytowa wartość, która zapewnia jej prawo do życia bez względu na wszystko.

Postawa "Pro-Life" to również szacunek do świata przyrody, wrażliwość na wszystkie czujące istoty.

Ocalić nie tylko dziecko

W trakcie pewnej debaty usłyszałam od jednego z głównych polskich obrońców życia poczętego, że w obronie nienarodzonych staje się jak rycerz, że jest to krucjata, należy używać zdecydowanych środków gdy chodzi o bezradnych, którzy sami się nie obronią.

Tymczasem nawet bezradność zabijanych nienarodzonych nie pozwala nam na agresję czy "zwalczanie" zwolenników aborcji "wszelkimi wojennymi sposobami". Każe nam atakować ich poglądy, a będzie to tym skuteczniejsze, im większa życzliwość wobec tychże osób będzie nam towarzyszyła, im bardziej będziemy nastawieni nie tylko na mówienie (krzyczenie), ale na ich słuchanie. Ta krucjata ma ocalić nie tylko dzieci, ale także aborcjonistów: ich należy ocalić, najpierw we własnym sercu. Dialog i zmiana w ich poglądach jest możliwa tylko w oparciu o zobaczenie przez nich naszej szczerej serdeczności i szacunku dla ich przekonań. Jezus nie miał oporów by przebywać swobodnie z grzesznikami, nawet się z nimi w najlepsze bawić. To ich urzekało i przyciągało do niego, jak Zacheusza. Powtórzę za księdzem Halikiem: współczesny Zacheusz będzie stracony, jeśli wytkniemy go palcem. Z nim stracimy nasze dzieci, bo nauczą się tylko wytykania palcem.

Małgorzata Wałejko - żona Bogusława, mama Antosia, Oli, Karolka i Gabrysia (w niebie). Świecka dominikanka, pedagog, teolog i publicystka. Wykłada na Uniwersytecie Szczecińskim. Współpracuje z miesięcznikiem "W drodze", w oficynie "W drodze" ukazała się jej książka "Listy w butelce. 3 lata z 33".

 pedagog i teolog, wykładowca na Uniwersytecie Szczecińskim, publicystka. Mężatka, mama trójki, świecka dominikanka

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Bycie pro-life to nie tylko obrona nienarodzonych
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.