Czy dusza ma płeć? O kobietach w Kościele

Czy dusza ma płeć? O kobietach w Kościele
(fot. depositphotos.com)

Istnieje stereotyp chrześcijanki - uduchowionej mimozy. Cichej, pokornej i posłusznej. Tu od razu podaje się za przykład słowa Maryi, która mówi przy zwiastowaniu: "Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według słowa twego!" oraz w Kanie Galilejskiej: "czyńcie, cokolwiek wam powie" (On, Jezus - mężczyzna).

Cieszy mnie to, że myślenie o pozycji kobiety w Kościele powoli się zmienia. W Polsce, gdzie dziewczynki nie są nawet ministrantkami, a siostry zakonne pełnią często funkcje opiekuńcze lub gospodyń domowych, sam fakt pojawienia się świeckich liderek w lokalnych wspólnotach czy polskich teolożek piszących o kobietach/liderkach, których życiorysy można odnaleźć na kartach Biblii, to już wielki przełom.

Zostałyśmy stworzone przez naszego Boga na Jego obraz. Mamy w sobie boską cząstkę. Jako córki Boże mamy niepodważalną wartość. Pismo Święte wskazuje na to, że jako ludzie jesteśmy równi. Zastanawiam się czasem, czy dusza ma płeć? Czy w niebie nadal będziemy mężczyznami i kobietami? Święty Paweł podkreśla: "Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie" (Ga 3,28).

Ten sam apostoł jest chętnie cytowany przez obrońców tezy, że kobieta nie może pełnić funkcji liderskich w Kościele, a nawet odzywać się na zgromadzeniach. Ma być cicha i pokorna, z włosami przykrytymi chustką. Czy bycie głośnym, cichym, ekstrawertykiem, introwertykiem nie jest kwestią temperamentu, a nie płci?

Od czasu do czasu pojawiają się w Kościele trendy długich spódnic i chustek na głowach, jakby Biblia nie zawierała informacji o historii i kulturze tamtych czasów. Miesza się kontekst kulturowy z teologicznym i ideologicznym. Kobietom w Koryncie Apostoł Paweł zalecał, aby się nie odzywały i przykrywały głowy. Może dlatego, że często zachowywały się trochę jak w mistycznym transie, kiedy fałszywie prorokowały. Chrześcijańscy neofici z Koryntu wcześniej czcili pogańską Afrodytę, boginię płodności i pożądania. Kult ten inspirował Koryntian do rozpustnego życia. Nie dziwię się więc, że św. Paweł zabronił tym paniom udzielania się na zgromadzeniach.

Istnieje również stereotyp chrześcijanki - uduchowionej mimozy. Cichej, pokornej i posłusznej. Tu od razu podaje się za przykład słowa Maryi, która mówi przy zwiastowaniu: "Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według słowa twego!" (Łk 1,38) oraz w Kanie Galilejskiej: "czyńcie cokolwiek wam powie" (On, Jezus - mężczyzna; J 2,5).

Tymczasem Maryja musiała być też silną kobietą, by jako bogobojna nastolatka zgodzić się na posądzenie o seks przedślubny, przyjmując poczęcie Syna z Ducha Świętego i jeszcze jakoś wytłumaczyć to Józefowi, urodzić w podróży, w stajni, mieszkać z małym dzieckiem na emigracji, być matką Boga i przeżyć tak okrutną śmierć swojego Syna.

W Starym Testamencie możemy znaleźć całe księgi o kobietach: Esterze, Rut, Deborze czy Judycie. Judyta była piękna i bogata. Musiała też być silna, bo urodziła 14 synów. Uratowała miasto, obcinając głowę asyryjskiemu najeźdźcy. Debora była jedyną w historii Izraela kobietą sędzią. Posiadała funkcję przywódczą należną tylko mężczyznom. Słowo kobiety nie było uznawane wtedy nawet jako słowo świadka. Debora nie tylko objęła szanowany urząd, była również prorokinią. Musiała też być wyedukowana, by móc rozsądzić sprawy sądowe, znała Pięcioksiąg i Torę. Czyż pozostawienie tych ksiąg w kanonie Pisma nie wskazuje na to, że jest miejsce w Kościele dla różnych kobiet w zależności od ich temperamentu?

Zarówno takich, które chcą być ciche i pokornie wspierać mężczyznę, same będąc na drugim planie, jak i kobiet o przywódczych zdolnościach takich jak Judyta i Debora. Znam kobiety silne fizycznie. Znam urodzone liderki. Znam takie, które kierują się umysłem, i takie, które kierują się intuicją. Znam wrażliwe, filigranowe kobiety, znam działaczki i artystki. Znam różne kobiety i różnych mężczyzn: mniej lub bardziej emocjonalnych, przywódczych, o różnej wrażliwości. Myślących bardziej spontanicznie lub strategicznie, nastawionych na osiągnięcia lub relacje. Bóg stworzył nas bardzo różnie, do dobrych celów, które "z góry dla nas przygotował, abyśmy je pełnili" (Ef 2,10).

Jako kobiety świadome siebie i znające swoją wartość nie musimy walczyć o pozycję z mężczyznami. Możemy asertywnie zaznaczać granice, być traktowane z należnym nam szacunkiem, możemy być partnerkami. Nie musimy kontrolować wszystkiego, aby podkreślać na siłę swoją rolę. Nie musimy też wykorzystywać naszej urody i kobiecości, aby manipulować mężczyzną. Jako kobiety możemy szukać spełnienia na różnych płaszczyznach.

Dla jednych będzie to bycie mamą, dla innych liderką czy artystką. Są kobiety, które czują się spełnione w domu z dziećmi. Są takie, które chcą też robić inne rzeczy, mieć hobby, pasję, czuć się również spełnione zawodowo czy artystycznie. Dlaczego z tego powodu mają mieć nieustanne poczucie winy, że chcą robić coś jeszcze? Drogie kobiety, żyjcie godnie, znajcie swoją wartość! Żyjcie w zgodzie z tym, do czego powołał was Bóg!

Izabela Nauman - żona i mama trójki dzieci, pedagog. Studiuje pedagogikę specjalną na Uniwersytecie w Sztokholmie, pracuje w szkole specjalnej. Pisze teksty piosenek, komponuje i śpiewa. Razem z mężem tworzy zespół "Oliva", wydali debitancką płytę "Puzzle". 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Czy dusza ma płeć? O kobietach w Kościele
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.