Franciszek - brat kryminalistów

Franciszek - brat kryminalistów
(fot. shutterstock.com)

W sobotę, podczas homilii w Neapolu, papież Franciszek powiedział: "Ai criminali e a tutti i loro complici oggi io umilmente, come fratello, ripeto: la Chiesa ripete: convertitevi all’amore e alla giustizia". To mniej więcej można przetłumaczyć tak: "Kryminalistom (przestępcom) i tym, którzy z nimi współpracują, dzisiaj ja pokornie, jako brat, powtarzam: Kościół powtarza: nawróćcie się na miłość i na sprawiedliwość".

Swego czasu Jan Paweł II naprawdę krzyczał na mafiozów na Sycylii żądając   od nich poszanowania ludzkiego życia. Później (przypuszczalnie w odpowiedzi) wybuchła bomba koło baptysterium przy bazylice Laterańskiej w Rzymie.

Nie chcę przeciwstawiać sobie tych dwóch stylów papieskich. Chcę tylko zwrócić uwagę na odmienne konteksty owych zachowań, owych sposobów przemawiania do członków zorganizowanej przestępczości.

Jan Paweł II krzyczał (dosłownie) w czasie, kiedy na tamtym terenie niektórzy hierarchowie Kościoła oficjalnie nie potwierdzali istnienia mafii. Panowała swoista zmowa milczenia. Księża występujący przeciw tym kryminalistom byli izolowani. Wielu mafiozów widziało w Kościele cichego, no może nie współpracownika, ale wyrozumiałego świadka. Papież Wojtyła musiał jasno dać do zrozumienia, że nie ma zgody na zabijanie i inne przestępstwa. Musiał poruszyć sumienia tych, którzy je uśpili i myśleli, że Kościół robi dla nich wyjątek.

Od tego czasu wiele się zmieniło. Również na południu Włoch mafia jest powszechnie i otwarcie potępiana. Duszpasterstwo reaguje na zagrożenia i powstało wiele inicjatyw na rzecz wyzwolenia ze szponów już nie tyle camorry co nowych organizacji zajmujących się zwłaszcza handlem narkotykami i związanymi z nim zabójstwami.

Ludzie dobrze wiedzą, po której stronie jest Kościół. Stąd ci, którzy są w szponach mafii, którzy dla niej pracują mogą się czuć wrogami Kościoła, w pewnym sensie napiętnowanymi i odrzuconymi. Jak ich przekonać? Rzucając na nich gromy? Jeszcze bardziej wytykając palcami?

Franciszek mówi im, że jest ich bratem. I pokornie prosi.

To szokuje. I ma szokować! I ich, i nas. Bo nawraca tylko miłość, która otwiera drogę.

Uczmy się od Franciszka otwierania dróg.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Franciszek - brat kryminalistów
Komentarze (15)
P
pityivaty
24 marca 2015, 22:49
Ekskomunika też nawraca :) [url]http://www.wprost.pl/ar/453234/Papiez-Franciszek-ekskomunikowal-lokalnych-mafiozow/[/url] Wie, że stare ale to tak dla odświeżenia pamięci :)
jazmig jazmig
jazmig jazmig
24 marca 2015, 16:28
Nie ma jednej metody na dotarcie do takich ludzi.
A
Alfista
24 marca 2015, 05:46
Tak pięknie z miłością potraktował Franciszkanów Niepokalanej, zszokował katolików przysyłając im komisarza i to za co? Za wierne naśladowanie św. Maksymiliana Kolbe.
R
rafi
23 marca 2015, 18:21
Myślę że ten papież jakoś wyjątkowo zdaje sobie sprawę, jak bardzo człowiek potrzebuje Bożej miłości, Bożego miłosierdzia, przebaczenia. Ja codziennie zdaję sobie sprawę, że potrzebuję Bożej miłości - bardziej niż powietrza. Świadomość tej Bożej miłości, Bożego przebaczenia daje mi radość, pokój, usposabia mnie do dobra. Dlaczego miałbym się nie dzielić tą radością z innymi? Mam poczucie ze niektórzy już nie mogą słuchać o Bożym miłosierdziu... Ale może właśnie w więzieniu ktoś otworzy ucho, i dotrze do niego to, że BÓG KOCHA CIEBIE, CZŁOWIEKU - pomimo tego wszystkiego, co zrobiłeś. On PRAGNIE TWOJEGO DOBRA. Nie musisz żyć tak, jak żyjesz teraz.
E
ecj:)
24 marca 2015, 20:22
A ja myślę, że nie do końca rozumie. Z parafrfzuję powiedzenie. Jeśli prosięciu i grzesznikowi damy to co chce, to z prosięcia wyrosnie piekna świnka, a zgrzesznika wyrośnie bluźnierca. Dziecku potrzebny jest i zakaz i klaps, i przytulenie. Bo inaczej dochodzi do takich anormalii jak w Szwecji czy Norwegii, gdzie dziecku nie można pogrozić nawet palcem i... już tam jest pustynia. Papież stara się upodabniać do swego wielkiego poprzednika, ale tamten Franciszek nie był głową całego kościoła lecz miał nad sobą głowę kościoła i o tym pamiętał, i słuchał papieża. A kogo słucha papież? Czy zdaje sobie sprawę, że to ON prowadzi cały Kościół? Jest odpowiedzialny? Czy zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności?  Nam współczesny Franciszek jak na razie doprowadził do coraz jawniejszych i częstżych jawnych prób łamania odwiecznego katolicyzmu. Ciągłej nowelizacji według własnych czesto skrajnie grzesznych pragnień. Na ten przykład w Niemczech na wzór luterański znów mamy znudzonych kapłanów i zakonnice. Tylko patrzeć jak zaczna domagać się zgody na małżeństwo. dlaczego nie? Wszak wmówino wszystkim, że Miłosierdzie Boże jest bezgraniczne. Rozmyliśmy je jak kostkę mydła i stało się najtańszym, najtandetnieszym towarem. I własciwie już nie jest potrzebne. Hulaj duszo piekła nie ma, jest miłosierdzie.
R
rafi
24 marca 2015, 21:47
Taki jest Bóg: nieskończenie miłosierny. Więc jeśli masz pretensje - to jedynie do Boga.
E(
ech:) (nie ecj - literówka)
24 marca 2015, 22:27
Do Boga nie muszę mieć pretensji. " taki jest Bóg nieskończenie miłosierny" - to prawda, tyle tylko, że to miłosierdzie zostało naciągnięte do granic niewiarygodnych i wypaczone i teraz wszystko pod to miłosierdzie naciągamy. Bo co tam będę cudzołożył - Bóg wybaczy, jest nieskończenie miłosierny. Będę uprawiać seks tą samą płcią - co tam, Bóg jest nieskończenie miłosierny. Będę oszukiwał - Bóg wybaczy - jest nieskończenie miłosierny. Będę w mafii - co tam Bóg jest nieskończenie miłosierny. zbiję jedno, drugie, trzecie dziecko w łobnie - co tam miłosierdzie Boże jest nieskończone. Będę ćpać, chlać, bić - cotam bóg zrozumie jest nieskończenie miłosierny. ędę miał 3, 4, 5, małżonka-ę - co tam Bóg jest miłosierny. Będę kłaniał się wszystkim bóstwom - i tak mi wybaczy w niskończonym miłosierdziu. Będę .... miec zycie nieskomlikowane, bez stresowe z powodu braku  poczucia winy. Będę żyć komfortowo, bo przecież kto chce zyć i być przesladowanym z powodu Jego imienia. On to przeciez rozumie jest nieskończenie miłosierny. Nowe bóstwo wygodnego katolika zachodu - Miłosierdzie. Bez poczucia winy,  bez kary, bez trudu i wyrzeczeń. Żadnej odpowiedzialności. 
R
rafi
25 marca 2015, 10:02
Bóg sobie poradzi z tym całym bałaganem. Nie martw się. Bóg - przede wszystkim - pragnie być kochany. To znaczy, chodzi o to by było dobrze, a nie żeby tylko wyglądało dobrze, a w środku zgnillizna. Z takim podejściem Jezus rozprawił się już 2000 lat temu. Jedynym właściwym motywem człowieka, dla którego miałby nie popełniać grzechów - jest miłość. Miłość która wypływa z samej głębi serca człowieka, i nic jej nie mąci. Nie tak, że owszem, mam jedną żonę, ale wzdycham jak to by fajnie było mieć jakąś inną. Kochasz albo nie. Jesteś zimny albo gorący - nie letni. Gwałtowni ludzie zdobywają niebo, a nie marudy. Taki jest Bóg - pełen miłości, dobroci, miłosierdzia. Taki, którego miłość się przelewa. Są ludzie, którzy szukają w życiu komfortu, przyjemności, i mogą sprawdzić, czy takie zycie daje im szczęście. Ale są też tacy, którzy w Jezusie odnaleźli tę cenną perłę, i są gotowi poświęcić majątek, przyjemności, i co tam jeszcze - bo to wszystko tak naprawdę szczęścia nie daje. Myślę że prędzej czy później każdy się o tym przekonuje. I albo lokujesz swój skarb (i serce) w niebie, i pragniesz żyć z Jezusem, na zawsze, albo umierasz w poczuciu beznadziei. Życie tutaj, na Ziemi, to jest tylko chwila. TO jest chyba problem, że ludzie W OGÓLE przestali zastanawiać się nad życiem wiecznym. Żyją z dnia na dzień.
J
jjj
25 marca 2015, 10:36
A czy wiesz, że celibat duchowieństwa nie jest dogmatem wiary???To wymysł któregoś papieża. A gdyby nie miłosierdzie boże, to kto mógłby zostać zbawiony???kto jest bez grzechu?? Kiedyś kazano mi chodzić do kościoła - tak chodziłam bo był nade mną bat - a w duszy złożeczyłam i nawet bluźniłam - i wieku 40+ dzięki obecnemu Papieżowi zrozumiałam, co to jest nauka Chrystusa i jego miłosierdzie - nie stalam się fanatyczką - do tego mi daleko - ale zrozumialam co to jest wiara i pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć szczerze, że wierzę w Boga. Do każdego przemawia coś innego a jeżeli człowiek wierzy, bo się boi kary - to ta wiara jest niedoskonała, ale i taką Bóg wynagrodzi. Do mnie przemawia dobre słowo a nie krzyk i nakazy.
E
ech:)
25 marca 2015, 11:49
A ty jak zdarta płyta za tymi co im brak argumentów. Celibat. To tez jest wybór zycia w pojedynkę taki sam jak życie zakonne. Może i tam wrzucisz propozycję małżeństwwa? W Niemczech już chcą. To dobrze że ksiadz zyje w celibacie, bo pomijając fakt, że mam iść do spowiedzi do faceta, który własnie miał bliski kontakt z żoną i mówić mu o swoim kontakcie to trochę dziwne - wybieram psychologa. Albo grzmi na mnie bo mu dopiekła połowica a dzieciaki zawiodły Dziekuję. jęsli nie potrafi to już jego problem Nie mój.  Zbawiony moze zostać kazdy kto dązy do poprawy a nie wszystko sam sobie wybacza w imię własnego miłosierdzia. Dwóch łotrów wisiało razem z Jezusem. Czy obaj otrzymali miłosierdzie? Przecież popełnili te same albo podobne przestpstwa. NIE!!! tylko ten który żałował. Prostytutka otrzymała miłosierdzie - warunkiem jednak było idź i nie grzesz więcej, a nie idź a gdy zgrzeszysz to znów cię obronię przed kamieniem. Miłosierdzie to nie zupka darmowa, to zasłuzona nagroda. Każdy, powtarzam każdy może otrzymać miłosierdzie, ale tak jak ci łotrzy tylko ci, którzy go pragną i załują. Jezeli wróciłas, jezeli uwierzyłaś jeżeli powiedziałaś jak skruszony łotr to miłosierdzie jest dla Ciebie. Ja nie wiem czy jest ono dla mnie. Ale wiem że nie powołłuję się ciagle na nie. Biorę odpowidzialność za to co robię i poddaję sie Jego wyrokom. Dobre słowo przemawia do kazdego. do mnie tez. Nie wielu ludzi ma wiare doskonałą. Jeśli człowiek niczego się nie boi to juz nie ma w nim wiary. Gdyż karą jest utrata nieba, a tego chyba nalezałoby się lekać jesli nie to... może po drugiej stronie bede wiedziała.
R
rafi
25 marca 2015, 15:45
Miłosierdzie to jest wyraz miłości. Bóg okazuje miłosierdzie bo jest dobry. W ogóle nie ma czegoś takiego jak zasługiwanie na miłosierdzie. Tak samo jak na miłość nie można zasłużyć.
P
piw
23 marca 2015, 14:49
To ja wrzuce dowcip dla rozluźnienia atmosfery: Pewnego dnia papież postanowił odwiedzić małe, senne miasteczko. Zaaferowani mieszkańcy ubrali się z tej okazji w swoje najlepsze, niedzielne ciuchy. Oczekiwali przybycia znamienitego gościa ustawieni wzdłuż głównej ulicy. Każdy liczył, że to właśnie jemu papież poświeci chwilę uwagi i osobiście go pobłogosławi. Wśród wszystkich wyróżniał się miejscowy biznesmen, ubrany w najdroższy garnitur. Obok niego przystanął jednak zwykły żebrak, który nie mając za wielkiego wyboru odziany był w stare, brudne łachy. Podczas spaceru papież przystanął obok wspomnianych panów, jednak to właśnie nad żebrakiem pochylił się, szepnął kilka słów i poszedł dalej. Zaskoczony i rozczarowany biznesmen po chwili zdał sobie sprawę ze swojego błędu – przecież obecny papież szczególnie zatroskany jest losem ubogich i pokrzywdzonych. Niewiele myśląc oddał więc swój garnitur żebrakowi w zamian za jego łachy. Szybko je ubrał i pobiegł na koniec ulicy w nadziei, że tym razem papież to nad nim się pokłoni. Rzeczywiście, tym razem papież wypatrzył go w tłumie i to w jego stronę skierował swoje kroki. Gdy podszedł zbliżył usta do jego ucha i rzekł: “Chyba przed chwilą ci mówiłem łajzo, że masz stąd spieprzać.” :)
N
nick
23 marca 2015, 21:21
dowcip mało śmieszny
1
1111111
23 marca 2015, 21:28
Jaki autor taki dowcip :)
P
piotr_i
23 marca 2015, 22:16
ale i tak na wyższym poziomie niż artykuł Siepsiaka

Skomentuj artykuł

Franciszek - brat kryminalistów
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.