(fot. shutterstock.com)

Nie mogę wyjść ze zdumienia ani pozbyć się poczucia wstydu.

W katolickim kraju wysoko niosącym Pana boski sztandar, mimo dość powszechnie znanych wskazań Ewangelii, mimo próśb papieża Franciszka mocno opartych także na nauczaniu "naszego" papieża Jana Pawła II, wreszcie mimo wielowiekowego korzystania przez Polaków z gościnności i empatii innych narodów - znowu odezwały się głosy z cyklu "ani jednego uchodźcy!".

Choć prezydent Duda w obecności nowego prezydenta Niemiec zadeklarował (co nie zabrzmiało nazbyt przekonywająco), że "Polska jest otwarta na tych, którzy chcą do Polski przyjechać, i na tych, którzy będą od Polski potrzebowali pomocy, jest i była zawsze otwarta", to jednak w tym samym czasie premier Szydło orzekła, że "Nie ma w tej chwili możliwości, by do Polski byli przyjmowani uchodźcy".

Sekundował jej natychmiast minister od spraw wewnętrznych Błaszczak, stwierdzając, że przyjęcie uchodźców "z całą pewnością byłoby gorsze" i dodając, że "to jest problem zachodu Europy" - jakby Polska była wschodem Europy.

Minister od dyplomacji Waszczykowski wytacza argument, że Polska przyjęła 1,25 mln uchodźców z Ukrainy i pół miliona z Białorusi, co stoi w jaskrawej sprzeczności z faktami, zwłaszcza że większość naszych wschodnich współbraci to klasyczni emigranci ekonomiczni. Czary mojej goryczy dopełnili przywódcy opozycyjni, gdy przewodniczący Schetyna krótko i węzełkowato stwierdził, że "Platforma nie jest za przyjęciem uchodźców" i "Jestem za tym, by nie przyjeżdżali do Polski", a przewodniczący Kosiniak-Kamysz złożył wspaniałomyślną ofertę "przyjmijmy sieroty, mężczyźni niech walczą o wolność swoich krajów".

"Larum grają" zawołałby Wołodyjowski. Nuncjusz apostolski abp Pennacchio wysłał w imieniu Sekretariatu Stanu (a więc i papieża) list do polskiej premier z supliką, żebyśmy przynajmniej zaangażowali się w pomoc w tworzeniu korytarzy humanitarnych, według "patentu" opracowanego i skutecznie realizowanego przez Wspólnotę Sant'Egidio.

Polscy biskupi od ponad roku bezskutecznie orędują za takim działaniem u naszych władz. Są wśród nich i tacy, którzy expressis verbis apelują do polskich sumień, by z empatią otworzyć się na uchodźców, chrześcijańskich i muzułmańskich, i żeby ich w Polsce przyjmować. Pozostaje to jednak wołaniem na puszczy. W ślad za propagandą polityczną statystycznie skłonni jesteśmy wierzyć w pasożyty i ryzyko odebrania nam tożsamości wyznaniowej i narodowej. Takie jesteśmy słabe sierotki, że nam 7000 obcych zrujnuje polskość i katolickość…

Całkiem niedawno uczestniczyłem w zorganizowanej w Umbrii konferencji poświęconej Świętym Patronom Europy. Poza miejscowym biskupem i byłym prezydentem Bronisławem Komorowskim uczestniczyło w niej 6 moich przyjaciół i byłych kolegów, będących nadal ambasadorami przy Stolicy Apostolskiej. Wszyscy mówili "ludzkim głosem", także w niedającym się ominąć temacie uchodźców.

Najdobitniej wyraził to nasz były prezydent. Przypomniał, że swego czasu przyjęliśmy w Polsce uchodźcę z Pragi, który nazywał się Adalbert. Został polskim biskupem i jako swojski Wojciech jest obecnie głównym patronem kraju, który go przyjął po ucieczce z jego własnej ojczyzny. Zabrzmiało to jak praktyczny argument za tym, że warto choćby dla własnego interesu otwierać się przed "obcymi".

Całkiem niedawno dowiedziałem się, że w pobliskim Attigliano, gdzie nota bene od dziesięcioleci proboszczują Polacy, imigranci - pochodzący głównie z Afryki Środkowej - stanowią 20 proc. populacji gminy i nie ma z nimi żadnych poważniejszych kłopotów. Poczułem się, jakby ktoś dał mi w twarz.

Papież Franciszek wielokrotnie przyznawał się, że jego widzenie świata i Kościoła jest w znacznej mierze uwarunkowane własnym doświadczeniem rodzinnym włoskich emigrantów (i to nie uchodźców wojennych…). Przynajmniej raz w tygodniu, jeśli nie częściej staje w obronie migrujących milionów i domaga się przynajmniej drobnego wkładu z naszej - chrześcijan i Europejczyków - strony. Sam doprowadził do zainstalowania w Watykanie rosnącej liczby rodzin z Bliskiego Wschodu, których nie pytał o wyznanie. Nie przestraszył się jakoś, że mu Watykan zmuzułmanieje…

W ostatnich dniach kwietnia tego roku papież spotkał się z bliską jego sercu i wrażliwości Wspólnotą Sant'Egidio. Spotkanie odbyło się w miejscu szczególnym. W centrum Rzymu, na jedynej wyspie na Tybrze, znajduje się bazylika św. Bartłomieja Apostoła, którą jeszcze Jan Paweł II udostępnił tejże Wspólnocie i w której przechowuje się relikwie męczenników XX wieku i czasów najnowszych (także Polaków: Kolbego, Kózkówny, Starowieyskiego Popiełuszki, Matuszewskiego i Kurzawy). Paradoks polega na tym, że w dawniejszych czasach ta sama bazylika dedykowana była św. Adalbertowi, czyli naszemu św. Wojciechowi…

Przedmiotem liturgii i spotkania byli męczennicy najświeższej daty, a w konsekwencji także uchodźcy. Papież przypomniał publicznie swą zeszłoroczną rozmowę z uchodźcą na wyspie Lesbos, który powiedział mu tak: "Ojcze, jestem muzułmaninem. Moja żona była chrześcijanką. Do naszego kraju przyszli terroryści (…), zobaczono u niej krzyż i zażądano od niej, by go wyrzuciła. Nie zrobiła tego i zarżnięto ją na moich oczach. Tak bardzo się kochaliśmy…". Czy tego muzułmanina też wyślemy na front, żeby walczył tam u siebie na miejscu?

Włoskim działaczom papież powiedział: "Gdyby we Włoszech każda miejscowość przyjęła dwoje emigrantów, starczyłoby miejsca dla wszystkich. A wspaniałomyślność okazywana na Południu, na Lampedusie, na Sycylii, na Lesbos - mogłaby zarazić choć trochę Północ. Jesteśmy cywilizacją bezdzietną i równocześnie zamykamy drzwi przed migrantami. To się nazywa samobójstwo".

Mało kto opublikował ostatnie zdanie papieskiej modlitwy wypowiedzianej u św. Bartłomieja - św. Wojciecha: "Tobie, Panie, chwała, a nam, Panie, hańba".

*  *  *

"W kręgu Franciszka" to nowy cykl felietonów autorstwa Piotra Nowiny-Konopki. Kolejne części tylko na DEON.pl

Moje 3-letnie ambasadorowanie przy Watykanie było niespodziewanym przywilejem i okazją do codziennego śledzenia niezwykłego pontyfikatu sprawowanego przez jezuitę "z drugiego końca świata". Niemal każdego dnia patrzyłem na zwierzchnika Kościoła, który postanowił pozostać "zwykłym człowiekiem", jak każdy z nas. Od 13 marca 2013 roku Franciszek zaskakuje, a nawet szokuje, wciąż przecież gromadząc wokół siebie osoby i grupy znajdujące w nim inspirację, autorytet i wzór pasterza na nowe czasy. Chcę Państwu o tym opowiadać w sposób w miarę możności regularny, odwołując się do słów Papieża i pokazując ludzi, o których można powiedzieć, że znalazły się "w kręgu Franciszka". Stąd nadtytuł mojej pisaniny.

*  *  *

Piotr Nowina-Konopka - działacz katolicki, w latach 1980-1989 w opozycji demokratycznej, w latach 1991-2001 poseł, kilkukrotny minister, negocjator członkostwa RP w UE, przewodniczący Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana, były ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej, obecnie na emeryturze.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Hańba
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.