Krzyż na miarę

Krzyż na miarę
Małgorzata Bilska

Kończy się pewna epoka. Papież odchodzi z urzędu spokojnie, dostojnie, z wielką godnością. Dał nam czas na pogodzenie się z faktami, a zarazem impuls do otwarcia na nieoczekiwane decyzje, jakie mogą podejmować kolejni następcy. Kościół, łódź Piotrowa, bywał porównywany do okrętu, którego zwrot - z powodu masy i wyporności - trwa długo. Benedykt XVI wie, że reakcja Sternika musi być szybsza niż kiedyś. Adekwatna do tempa zmian.

Nie rozumiem osób, które nagłe przekręcenie steru wprawia w stany lękowe. Nie wszystko, co było praktyką przez kilkaset lat, zalicza się do niezmiennych filarów wiary. Mam wrażenie, że  wyobraźnia części ludzi zbyt łatwo karmi się obrazem domina. Wystarczy ruszyć jedną kostkę i wszystko się wali! Kościół nie jest dominem. Ani misternym, piętrowym domkiem z kart, który po uchyleniu drzwi... zdmuchnie przeciąg. Kościół - łódź jest wciąż ruchu. Aby dopłynąć do wyznaczonego celu, ustawia się tak, aby złapać wiatr w żagle.

Nie myślę tu o powiewie dziejów, ale Ducha Świętego. Bo Kościół to dziwna instytucja, która (używając metafory) korzysta z dobrodziejstw wynalazków, np. motoru, lecz pokornie go wyłącza, poddając się Powiewowi Ducha. Gdyby był instytucją wyłącznie ludzką tj. płynął tam, gdzie Sternik (lub pasażerowie) chce, przestałby istnieć.

Ociężałej łodzi drobne przyspieszenie wyjdzie na dobre. Bóg zawsze zaskakuje: i w Starym Testamencie, i po wcieleniu Jezusa. Kto oczekuje od Niego poczucia wygodnej  stabilizacji - źle trafił. Dlatego decyzja o rezygnacji z urzędu mnie nie martwi. Wręcz przeciwnie. Jestem za nią wdzięczna.

Benedykt XVI z racji wieku i stanu zdrowia musi stopniowo słabnąć. Taka jest kolej rzeczy... W drodze pełnej naturalnego cierpienia: chorób, dolegliwości związanych z podeszłym wiekiem, utraty sprawności, uzależniania się od pomocy innych, nie będziemy mogli mu towarzyszyć. Chyba, że modlitwą.

Rezygnując z urzędu papież uniknie kamer i wzroku milionów ludzi. Trzeba przyjąć do wiadomości, że już nigdy nie będzie tak, jak było. I nie chodzi tu o decyzje. Papież nie jest noszony w lektyce; nie jeździ nawet w zamkniętym aucie z przyciemnionymi szybami. Oczekuje się od niego dalekich  pielgrzymek, podczas których dziennikarze śledzą każdy jego krok (kto pamięta upadek Jana Pawła II w łazience podczas pobytu w Krakowie, ten wie, o czym mówię). Musi pojawiać się co tydzień w oknie, odmawiając z setkami tysięcy wiernych modlitwę Anioł Pański. Spotykać się z nimi nieustannie na audiencjach. Odkąd posługuje się twitterem, być na bieżąco nawet w cyberprzestrzeni. Dawniej papieże trzymali "świat" na dystans. Sami go teraz znieśli. Nie mają prawa do spokoju w okresie słabości, choroby. Czy Głowa Kościoła może ogłosić: źle się czuję, jestem na zwolnieniu, przez kilka tygodni zastąpi mnie wicepapież?

Żeby było jasne: nie popieram pomysłu kadencyjności urzędu. Każda sytuacja jest inna, każdy papież jest innym człowiekiem. Jego decyzje zależą od osobistego powołania.

Pamiętam odchodzenie Jana Pawła II. Czwartek, 31 marca ok. 23.00. Dostaję sms-a od znajomego zakonnika: "Papież jest w stanie agonalnym, módlmy się za niego". Nie mogę w to uwierzyć. Włączam domowe media - wszędzie jest to temat numer 1...  Piątek. Zajęcia ze studentami, a potem mnóstwo ludzi pod oknem krakowskiej kurii przy Franciszkańskiej 3. Morze płonących zniczy. Kwiaty. Śpiewanie Barki i innych pieśni. Wspólna modlitwa. Sobota - wyjazd do Warszawy na szkolenie. Nocuję u koleżanki. Wieczorem słyszymy w radiu - Jan Paweł II odszedł do Domu Ojca o godz. 21.37. Wybiegamy do kościoła, który znajduje się po przeciwnej stronie ulicy. Widzimy stające na środku torów tramwaje; buczą syreny, wyją klaksony. Z kościoła wypada zanosząca się od szlochu dziewczyna. W środku pełno ludzi - płacz, modlitwa. Niedziela. Urywamy się ze szkolenia i jedziemy na mszę św. na Plac Piłsudskiego, na którym Papież Polak powiedział "Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!". Korki. Nieprzebrane tłumy ludzi. Wzruszenia. Poniedziałek. Powrót do Krakowa. Biały Marsz. Pani z kiosku, która pomaga mi przypiąć białą wstążeczkę, ofiarnie szuka dla mnie szpilki itd. itp.. To były misteria miłości dzieci jednego Ojca.

Jestem wdzięczna za to, że przez wiele kolejnych lat wspomnienia wspólnego odchodzenia z Janem Pawłem II nie zatrą inne "ostatnie rekolekcje". Benedykt XVI znalazł odwagę, by usunąć się w cień, gdy poczuł, że nadeszła pora. Trzeba mieć ogromnie dużo wrażliwości i autentycznej siły ducha, by dokonać takiego wyboru. Każdy ma krzyż na swoją miarę. Jest świadkiem Chrystusa zgodnie z własnym powołaniem.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Krzyż na miarę
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.