Nie bądź trucizną, inspiruj!

Nie bądź trucizną, inspiruj!
Fot. ArturVerkhovetskiy/depositphotos.com
1 miesiąc temu

Kilka dni temu brałam udział w pewnej dyskusji na Instagramie. Dotyczyła tego, jakiego języka używamy wobec tych, którzy myślą, czują czy robią coś inaczej niż ja.

Sednem rozmowy nie były poglądy same w sobie, wszak każdy ma prawo do własnych. Sprawa rozbiła się o to, w jaki sposób dany pogląd zostaje wyrażony. Często niestety jest to ton oceniający i wykluczający. I choć bardzo lubię czytać o doświadczeniach innych ludzi, to coraz częściej trafiam na posty zdecydowanie ciągnące w dół.

Idąc za tym, do czego zachęca święty Ignacy, często staram się najpierw obronić daną wypowiedź. Zastanawiam się, co autor mógł mieć na myśli i czy może to ja coś opacznie interpretuję… Patrzę jednak na część internetowych wypowiedzi i widzę jedno: zieje agresją. Uderza złością, niezrozumieniem, pluciem na inaczej myślących.

Epidemia, przyjmowanie Komunii na rękę, teraz problemy edukacji i rozwoju dzieci. Masa znawców nie jest niczym nowym, mogę zwyczajnie nie sugerować się czyjąś wypowiedzią, prawda? Mogę omijać też pewne tematy, które stały się źródłem ciągłych przepychanek w Kościele.

No właśnie… A co jeśli ktoś mi wmawia, że nie jestem katolikiem, bo zaszczepiłam się na COVID? Co zrobić, gdy ktoś usilnie mi tłumaczy, że jestem złą matką i żoną, bo pracuję zarobkowo? Czy wtedy też mogę zwyczajnie nie słuchać? Mogę, oczywiście.

Mogę nie słuchać, nie czytać, nie komentować. Czy tego jednak chcę? Moim marzeniem jest wyjście do ludzi, którzy myślą i czują inaczej niż ja, a mimo to możemy rozmawiać, inspirować się, robić coś wspólnie pomimo różnic. To marzenie jednak zderza się z często trudną i bolesna rzeczywistością - do dialogu potrzeba bowiem wewnętrznej wolności obu stron. Inaczej rozmowa staje się wzajemnym kąsaniem bądź próbą przepchnięcia na siłę własnej racji.

Pytam dziś siebie, czy to co robię i mówię, jest twórcze i dające komuś pole do refleksji i inspiracji? Czy raczej jest próbą pokazania drugiemu, że wiem lepiej, a on powinien się zmienić i to jak najszybciej? Czy potrafię mówić i działać tak, by inspirować i pokazywać świat piękniejszym, bez oceniania kogokolwiek, wywyższania się?

Czy moje słowa dodają skrzydeł czy je podcinają? Czy potrafię mówić tak, by ktoś, kto czuje inaczej, nie czuł się skopany? Gdy zdarzają mi się sytuacje, gdy widzę, że przesadziłam i za wszelką cenę chciałam pokazać, że moje koniecznie musi być na wierzchu - staram się o refleksję nad tym, co mną kierowało, co samej sobie chciałam przez to udowodnić?

Czy mam w sobie tyle wolności, by czytać to, co mnie karmi, a od tego, co mnie zatruwa, zwyczajnie się odcinać, nie próbując zmieniać i „naprawiać” drugiego na siłę?

Trudne pytania, ale warto je sobie czasem postawić. Możemy żyć obok siebie. Możemy mimo różnic, dzielić się swoim światem tak, by inni pytali „skąd w nim ta pasja i piękno?”. Możemy też być trucizną, wszak jesteśmy tym, co w sobie karmimy.

Copywriter, z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Prowadzi bloga niezawodnanadzieja.blog.deon.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Jan Kaczkowski, Joanna Podsadecka
24,43 zł
34,90 zł

Ostatnia rozmowa z księdzem Janem Kaczkowskim

Był inspiracją dla milionów ludzi - wierzących i niewierzących. Każdy, kto go słuchał, czuł: on mnie rozumie. Ksiądz Jan nie oferował tanich rad ani łatwych pocieszeń. Swoim życiem mówił:...

Skomentuj artykuł

Nie bądź trucizną, inspiruj!
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.