W Kościele nie możemy uciekać od trudnych tematów

W Kościele nie możemy uciekać od trudnych tematów
fot. Chris Karidis / Unsplash

Jest to konieczne, jeśli chcemy, żeby Kościół był rzeczywiście wspólnotą uczniów Chrystusa, bezpiecznym i sprzyjającym duchowemu rozwojowi miejscem, w którym chodzi przede wszystkim o Prawdę.

Nie jest łatwo rozmawiać na trudne tematy. Tego zdania z pewnością nie powstydziłby się sam Paulo Coelho. Dowcipkowanie zostawmy jednak na inną okazję, bo sprawa jest naprawdę poważna. Chodzi o nasze ucieczki od podejmowania trudnych tematów. Jak tylko zaczynają się jakieś schody, to pryskamy i… tyle nas widzieli. To dość powszechna reakcja i zarazem bardzo naturalna - chcemy uniknąć nieprzyjemnych i stresowych sytuacji. Choć nie ma nic złego w odłożeniu trudnego tematu na bardziej dogodny i odpowiedni moment, to jednak jeśli ten "lepszy czas" jest "wiecznym nigdy", sprawa znacznie się komplikuje.

A trudnych tematów mamy całą masę: w rodzinie, wśród przyjaciół, w Kościele, w pracy i w szkole. Unikamy ich zazwyczaj dla świętego spokoju, żeby nikogo nie drażnić, dla utrzymania relacji z kimś, ponieważ boimy się, że niewygodna rozmowa mogłaby ją mocno nadwyrężyć. Tylko że relacje, w których nie ma przestrzeni na podejmowanie i rozwiązywanie problematycznych kwestii, stają się z czasem bardzo powierzchowne i nieoparte na prawdzie. Trudne rozmowy po prostu trzeba odbyć - dla zdrowia własnego ducha, dla osiągnięcia wewnętrznego spokoju i dla życia w prawdzie, choćby była bardzo bolesna. W przeciwnym razie zaczynamy brać udział w balu przebierańców, gdzie każdy wkłada maskę, wszyscy świetnie się bawią, ale nie za bardzo wiadomo, kto jest kim.

Podejmowanie trudnych tematów wymaga od człowieka wielkiej pokory. Warto więc spróbować zdefiniować, czym ona jest. Pokora nie polega na byciu miłym, grzecznym i serdecznym. Pokora to nie uśmiechanie się do wszystkich i zawsze. Pokora nie jest udawaniem, że nie boli, skoro zostało się zranionym. Pokora nie każe siedzieć cicho i nie mieć własnego zdania. Pokora to nie ślepe i beznamiętne posłuszeństwo. To pokora właśnie daje siłę do tego, by walczyć o prawdę. To ona chroni od tego, by nie twierdzić, że nic się nie dzieje, skoro ktoś jest krzywdzony. To pokora daje odwagę do tego, by wypowiedzieć na głos własne myśli i się ich nie wstydzić, pozostając otwartym na to, co ma w sobie drugi człowiek. Nie uśmiech i nie serdeczność świadczą o pokorze. Mogą być tylko maską dla obłudy i pychy. O pokorze świadczy stosunek do Prawdy: wielkie jej pragnienie i nieustanne jej poszukiwanie - w sobie, w innych i w świecie.

Od trudnych tematów nie wolno nam uciekać przede wszystkim w Kościele. Jest to konieczne, jeśli chcemy, żeby był on rzeczywiście wspólnotą uczniów Chrystusa, bezpiecznym i sprzyjającym duchowemu rozwojowi miejscem, w którym chodzi przede wszystkim o Prawdę. Jeśli o to nie zawalczymy, to nie nastąpi oczyszczenie, a my będziemy kisić się we własnym smrodzie, udając, że wszystko jest w porządku. "Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby samemu sobie przedstawić Kościół jako chwalebny, niemający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany" (Ef 5,25-27). Dlatego warto rozmawiać i rozeznawać, a tematów przecież nie brakuje. Znamy je z naszego codziennego funkcjonowania w Kościele, znamy z mediów. Każdy z nich jest pytaniem o Ewangelię, o to, jak powinniśmy żyć i funkcjonować, by być z nią w zgodzie.

Koniecznym jest również przyjrzenie się naszej relacji z Bogiem. W niej też często uciekamy od tego, co trudne. Niekiedy bronimy się (świadomie lub nieświadomie) rękami i nogami przed tym, żeby się przed Bogiem za bardzo nie otworzyć. Niestety, wtedy On nie może uleczyć naszych ran, ma związane ręce. Nie dopuszczamy Lekarza do obolałych miejsc. Nie pozwalamy Mu postawić diagnozy. W życiu duchowym, jeśli ma być rzeczywiście życiem, potrzeba głośnego mówienia o tym, co nas dręczy i boli. Potrzeba nazwania po imieniu naszych słabości i związanych z nimi cierpień. Potrzeba wyrzucenia tego z siebie i jasnego rozliczenia z grzechem, bo "Zło sprowadza śmierć na grzesznika" (Ps 34,22). Najbardziej odpowiednią do tego przestrzenią jest sakrament pokuty i pojednania. Ma on być naszym spotkaniem z Bogiem, który nie jest kimś, kto rozlicza z przewinień, ale Miłującym, który rozświetla ciemności i daje nadzieję. "Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu, ocala upadłych na duchu" (Ps 34,19).

"«Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem». (…) «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?»" (J 6,55.60). Sakramenty są jednak same w sobie czymś bardzo trudnym do zrozumienia, do pojęcia i do przyjęcia przez współczesnego człowieka, ponieważ są znakami z przyszłego świata, uchylają drzwi do innego wymiaru rzeczywistości. Dla wielu osób sakramenty są tym, co trzyma ich jeszcze przy Kościele. Paradoksalnie, także dla całej rzeszy ludzi, są również czymś, co odpycha, bo jest tylko niezrozumiałym rytuałem, zahaczającym wręcz o magię. "Od tego czasu wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło" (J 6,66).

Trudne jest też Słowo Boże zawarte w Biblii. A to dlatego, że dotyka naszych ran, bywa niekiedy bardzo niewygodne. Nie mówi bowiem tego, co chcemy usłyszeć, ale to, co powinniśmy usłyszeć dla naszego dobra. Przyjęcie i podjęcie tego Słowa zależy jednak od nas, to jest decyzja naszej wolnej woli. Słowo Boże jest też trudne z innego, dość prostego powodu: jest zbiorem starożytnych tekstów, które potrzebują wyjaśnienia - konkretnego, naukowego komentarza. Nie można Biblii tłumaczyć sobie po swojemu, bo dojdziemy wówczas do paradoksalnych stwierdzeń i groteskowych poglądów. Biblią można udowodnić wszystko, jeśli będzie się ją interpretowało bez kontekstu i bez odpowiednich narzędzi. Będziemy ją wówczas traktować ideologicznie, jako argument w dyskusji. A ona ma być raczej punktem wyjścia do poznania Prawdy.

"Dalecy jesteśmy od tego, abyśmy mieli opuścić Pana, a służyć cudzym bogom. Czyż to nie Pan, Bóg nasz, wyprowadził nas i przodków naszych z ziemi egipskiej, z domu niewoli?" (Joz 24,16-17). Wiara w Boga jest trudna, bo wiąże się z zaufaniem. Apostołowie pozostają przy Jezusie, chociaż niezupełnie Go rozumieją. Trudne są dla nich Jego nauki, ale uznali w nim swojego Mistrza, więc zaufanie trzyma ich przy Nim. Dostrzegli w Jezusie Bożą Mądrość. To trochę jak z nauczycielem w szkole, który uczy trudnych materii, ale uczniowie mimo że się męczą, mimo że zadane ćwiczenia są trudne, to pytają o wyjaśnienie, proszą o pomoc, a nie wychodzą obrażeni z klasy, trzaskając drzwiami i wyruszając na poszukiwanie "lepszej" szkoły, w której nikt od nich nie będzie niczego wymagał. Szkoła Ewangelii jest bardzo wymagająca. Spokojnie jednak, bo Jezus jest bardzo cierpliwym Nauczycielem. "Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A my uwierzyliśmy i poznaliśmy, że Ty jesteś Świętym Bożym" (J 6,68-69).

Kapłan archidiecezji gdańskiej. Student teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Rzecznik Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Współtwórca kanałów "Inny wymiar" i "KatOlizator".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Raniero Cantalamessa OFMCap
27,93 zł
39,90 zł

Droga wiary jest zapisana w Credo

Dla chrześcijan Credo to znacznie więcej niż recytowanie dogmatu. To publiczne wyznanie, że prawdy wiary stały się treścią ich życia. Czy jesteśmy świadomi, co tak naprawdę deklarujemy, ilekroć powtarzamy...

Skomentuj artykuł

W Kościele nie możemy uciekać od trudnych tematów
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.