Niekatolicki światopogląd

Niekatolicki światopogląd
Fot. depositphotos.com

Nowy raport CBOS prawdopodobnie niewielu szokuje. Ludzie coraz rzadziej identyfikują się z Kościołem katolickim. Choć nie w każdej parafii to widać, statystyki są dość jasne – wiernych w kościołach ubywa. Powodów jest wiele, pewnie tyle, ile osób, które odeszły. Mnie zatrzymał jeden z nich, który w raporcie powtarzał się często (i to aż do poziomu 11 procent!), czyli własny światopogląd, w którym nie ma miejsca na wiarę religijną i potrzebę praktykowania. Co kryje się pod tym hasłem?

Ludzie od zawsze poszukują w swoim życiu sensu, sacrum, harmonii. Dlaczego nie odnajdują ich w Kościele? Nie będę się silić na głęboką analizę. Myślę, że każdy świadomy siebie człowiek mógłby stworzyć własną listę…

DEON.PL POLECA




Patrzę jednak okiem matki na mojego syna, który w tym roku zaczyna przygotowania do pierwszej komunii świętej. Przyglądam się jego kolegom i ich rodzicom. Z całej 20-osobowej klasy w parafialnym kościele widujemy tylko kilku kolegów… Gdzie jest reszta? Na lekcje religii chodzą wszyscy. Chodzą, bo rodzice tego chcą, taką podjęli decyzję.

„Wiara” osadzająca się tylko na przestrzeganiu rytuałów. Dziecko wypada ochrzcić, wysłać na lekcje religii, zaciągnąć siłą do kościoła na rok, gdy przygotowuje się do pierwszej komunii. Kilka lat później na kolejny rok, gdy trzeba ogarnąć bierzmowanie i do widzenia. Czasem jakiś ślub albo pogrzeb - wypada, to przyjdę. Tyle mnie w Kościele. Pytam, dlaczego? Czy naprawdę nie potrzebujemy w życiu Boga, sakramentów, sensu?

Potrzebujemy… Dlaczego więc tak trudno odnaleźć go w Kościele? Czy Kościół rzeczywiście jest tylko miejscem nakazów i zakazów, a przecież jesteśmy wolni i nie chcemy, by nam ktoś narzucał ograniczenia?

Bardzo pozytywnie poruszył mnie tekst Tomasza Terlikowskiego sprzed kilku dni. Podsumowuje w nim w jakiś sposób wnioski synodalne i to, że nie potrafimy siebie słuchać - na każdym możliwym poziomie. Wierni księży, księża wiernych (aj, ta przewielebność bijąca po oczach!), biskup księży (o wiernych to już nie wspominając, bo na co oni biskupowi?). Słuchać, spotkać się, zrozumieć. Dla mnie, kilkanaście lat temu, obecność drugiego człowieka była początkiem ważnego procesu - takiego, który zaprowadził mnie do Kościoła, pokazał jego piękno i wartość. Zobaczyłam, że nie muszę szukać sacrum w jodze, gwiazdach, przepowiedniach, stawiania siebie i swojego samorozwoju ponad wszystko inne, przyjemnościach, podróżach, sporcie czy psychoterapii (która sama w sobie jest ogromnym skarbem, ale ma jasny cel i Boga nie zastąpi).

Kościół jako wspólnota pociągnął mnie dalej i głębiej. Do świadomego przeżywania sakramentów, szukania swojej drogi duchowości i wsparcia w niej, gdy tę drogę znalazłam. Wcale nie ma w tej wspólnocie dużo miejsca dla księży, tworzą ją głównie świeccy, choć prezbiterzy wokół mnie są fajnymi, mądrymi i empatycznymi ludźmi (warto czasem wyjść za próg i poszukać takich wokół siebie, nie są jak yeti – istnieją naprawdę!).

Wspólnota była początkiem. Osobisty przykład ludzi, których poznałam w duszpasterstwie akademickim, czy we wspólnocie małżeństw. Potem już do mnie należała decyzja, co zrobię z tym skarbem, który dostałam w dłonie. Czy się nim zaopiekuję? Czy będę pielęgnować w sobie łaskę, której doświadczyłam? Czy będę szukać sposobu czy powodu, choćby w temacie sakramentów (np. spowiedzi, która bywa trudna z różnych powodów). Czy doświadczając bólu, pustki, opuszczenia będę szukać wsparcia w Bogu, sakramentach, modlitwie, we wspólnocie, czy poza nimi? Gdzie jest moje serce, moja świadoma decyzja za czym chcę dziś iść? Gdzie mnie to zaprowadzi i czy rzeczywiście ten cel jest tym, czego dziś mi brak? Gdzie chcę być za pięć lat - w Kościele czy poza nim? Co mogę dziś zrobić, by się tam rzeczywiście znaleźć?

Kościół katolicki od wieków jest miejscem sacrum – głębokiej duchowości opartej na Bogu. Duchowości, która daje całe spektrum możliwości praktykowania: od śpiewu, po głęboką ciszę; modlitwę Słowem; medytację czy kontemplację; praktykowanie uważności; po modną ostatnio praktykę codziennego dziękczynienia (wiele wieków temu uczył tego choćby św. Ignacy Loyola!). Kościół ma ogromny skarb, kopalnię niewyczerpalnych zasobów. Jednak trzeba chcieć do niego zajrzeć z otwartym sercem, głową gotową na wyzwania i pokonywanie przeszkód (choćby w aspekcie ludzkim, gdy spotykamy się ze ścianą klerykalizmu). Podobno kto szuka, znajduje. Obym nigdy nie zapomniała, że są we mnie takie pustki, które może zapełnić tylko Bóg, tylko On…

Z wykształcenia pedagog i doradca rodzinny. Z wyboru żona, matka dwóch synów. Nie potrafi żyć bez kawy i dobrej książki. Autorka książki "Doskonała. Przewodnik dla nieperfekcyjnych kobiet". Prowadzi bloga oraz Instagram.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Vigil José Luis Martin
Książka jest historią życia św. Ignacego Loyoli, założyciela Jezuitów. Nie jest to jednak typowa hagiografia, ale powieść, której bohaterem i narratorem jest sam Loyola. Mimo iż mamy do czynienia z fikcją literacką, wszystkie fakty pojawiające...

Skomentuj artykuł

Niekatolicki światopogląd
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.