O kryzysie zakonów

O kryzysie zakonów
Dariusz Kowalczyk SJ
7 lat temu

Na różnych forach trwa dyskusja wywołana spektakularnym porzuceniem zakonu i kapłaństwa przez znanego w Gdańsku dominikanina, Jacka Krzysztofowicza. Jednym z wątków dyskusji jest stan życia zakonnego w ogóle. Może warto w tym kontekście przypomnieć refleksje amerykańskiego franciszkanina, Benedicta Groeschela.

Uważa on, że życie konsekrowane poszło w niewłaściwym kierunku i padło ofiarą tej samej rewolucji kulturalnej, która od lat 60-tych ubiegłego wieku zrujnowała rodzinę i szkolnictwo wyższe.

Co robić, by życie zakonne się odrodziło? O. Groeschel stwierdza, że trzeba mu przywrócić autentyczny rys, którym jest tzw. graniczność. Od początku swego istnienia życie konsekrowane cechowało się granicznością, gdzie życie rodzinne stanowiło normę, granicznością była czystość, ubóstwo i posłuszeństwo przełożonym. O. Groeschel stwierdza: "Każdy człowiek obeznany z upadkiem życia konsekrowanego wie, że - z małymi wyjątkami - obecnie owa graniczność została dzisiaj w USA prawie całkowicie utracona".

Miejsce Pisma świętego i Tradycji zajęły tyleż modne, co niepewne teorie psychologiczne. Zabójcze dla osób zakonnych okazało się zastosowanie psychoterapii z założeniami Freuda skoncentrowanymi głównie na niszczeniu wszystkiego, co postrzegano jako elementy represyjne. W psychoterapii zabrakło całkowicie zdrowego rozsądku. Miejsce wiary w niezbędność łaski Bożej zajęły różne pomysły na tzw. samorealizację. Hasło "odkryj samego siebie" zaczęto rozumieć w duchu szatańskiej pokusy z raju: "będziecie jak Bóg".

Zdaniem o. Groeschela kryzys życia zakonnego wiąże się także z upadkiem liturgii: "Potężna tradycja benedyktyńska, oparta na medytacji, ustąpiła miejsca nieporozumieniom, jakoby liturgia miała być przede wszystkim widowiskiem, którego celem jest włączenie w nią wszystkich".

Franciszkanin zauważa ponadto, że we wspólnotach zakonnych zaczęły się pojawiać elementy filozofii marksistowskiej, która przecież wyrządziła niepowetowane szkody milionom ludzi. Groeschel pisze z sarkazmem: "Biednemu Engelsowi nigdy by do głowy nie przyszło, że ostatnimi ludźmi, którzy go traktują poważnie są zbłąkane zakonnice katolickie".

O. Groeschel uważa, że życie konsekrowane musi się poddać radykalnej reformie, musi powrócić do radykalizmu Ewangelii i mądrości Tradycji. Ale jak dotąd nie ma - jego zdaniem - przykładu starego zgromadzenia, które zdecydowałoby się na taką reformę. Zazwyczaj w łonie starych zgromadzeń istnieje zdecydowany opór powiązany z obroną przeciętności i letniego sposobu życia, które nie odbiega wiele od życia w świecie.

Nawet jeśli ta ocena amerykańskiego zakonnika jest zbyt ostra, to niewątpliwie trzeba się zgodzić z tym, że tu i ówdzie laicyzacja i rewolucja kulturalna wtargnęły już do głów osób zakonnych, do wewnątrz wspólnot zakonnych, powodując spustoszenie.

Czy w tej sytuacji potrzeba na nowo zdefiniować misję osób konsekrowanych? I tak, i nie. Nie, w tym sensie, w jakim Jan Paweł II napisał w "Novo millennio ineunte": "Nie ulegajmy bynajmniej naiwnemu przekonaniu, że można znaleźć jakąś magiczną formułę, która pozwoli rozwiązać wielkie problemy naszej epoki. Nie, nie zbawi nas żadna formuła, ale konkretna Osoba oraz pewność, jaką Ona nas napełnia: «Ja jestem z wami!»." (nr 29). Z drugiej strony proces laicyzacji stawia zakony przed "starym-nowym" pytaniem: Co i w jaki sposób mamy czynić? A czego należy unikać?

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

O kryzysie zakonów
Komentarze (84)
S
spostrzeżenie
19 stycznia 2013, 14:42
Duchowośc można tez zatracić skupiając sie na sprawach doczesnych, w tym na formie, czyli np na pięknym habicie. ... który habit wg ciebie należy do pięknych? W dzisiejszych czasach gdy w rodzinie jest jedno lub dwoje dzieci, to nacisków na pójście do zakonu  nie ma. Wybór życia zakonnego może byćraczej  ucieczką od rodziny, np. despotycznej matki lub ojca.
T
tak
19 stycznia 2013, 14:24
Odnoszę wrażenie , że dominikanie przeżywają bardzo trudny okres. Cos nienajlepszego dzieje się w tym zakonie.
IJ
Ile jeszcze wody upłynie zanim.
19 stycznia 2013, 13:33
Wiele jest kamieni na plaży, wiele jest kamieni w morzu, jeszcze więcej piasku, Każdy kamień i każde ziarenko piasku woła, Wody dajcie nam wody, bo jesteśmy spragenii, tak długo leżymy i ludzie po nas chodzą, a fale się o nas rozbijają, Woda im odpowiedziała, Wy ziarnka piasku i kamienie, nie przyjmujecie wody, gdyż kamienie wody nie przyjmują, bo wolicie być twardzi i potężni. Ja zaś jak sługa obmywam was, i choć nie mam kształtu własnego, życie noszę w sobie, i wesoło słońce mnie ogrzewa, nic mi nie brakuje, gdyż uniżyłam się i z kamienia wodą się stałam.
DK
Dariusz Kowalczyk SJ
19 stycznia 2013, 12:00
Jest mi przykro, gdy zakonnice są cytowane, jako osoby naiwne i niewiele rozumiejące z zagrożeń kulturowych współczesności. Zastanawiam się, dlaczego tak się je ośmiesza? @Inka Sądze, że o. Groeschel daleki jest od ośmieszania "naiwnych" zakonnic. Wskazuje natomiast na istniejące w USA marksistowskie zideologizowanie pewnej grupy zakonnic. Na szczęście chodzi o zakonnice starsze, które wymierają.  Poza tym ideologii marksistowskiej uległo na Zachodzie jeszcze więcej zakonników niz zakonnic.
19 stycznia 2013, 11:06
jak ktoś nie ma duchowości, to po co w ogóle wstępuje do zakonu? Zastanów się co ty piszesz? Oczarownie zyciem zakonnym, namowy rodziny i wiele róznych elementów wpływa na decyzje jak ma sie lat 19. Duchowośc można tez zatracić skupiając sie na sprawach doczesnych, w tym na formie, czyli np na pięknym habicie.
I
Inka
19 stycznia 2013, 10:39
Jest mi przykro, gdy zakonnice są cytowane, jako osoby naiwne i niewiele rozumiejące z zagrożeń kulturowych współczesności. Zastanawiam się, dlaczego tak się je ośmiesza? Dlaczego kreuje się ich taki negatywny wizerunek? Może dlatego tak spada zainteresowanie życiem zakonnym?  A może one są po prostu dla niektórych wyrzutem sumienia? Ja mam z nimi pozytywne doświadczenia. Inka
TP
tak pytam
18 stycznia 2013, 21:35
Jak nie będzie duchowości, to i piękny, dopieszczony habit na niewiele sie zda. Habit "nie zrobi" zakonnika. ... jak ktoś nie ma duchowości, to po co w ogóle wstępuje do zakonu? Zastanów się co ty piszesz? Habit lub sutanna jest po, to aby ten człowiek był widoczny w  tłumie. Chyba, że ktoś wstydzi się nosić strój zakonny. A w takim razie co robi w zakonie? Prowadzi tylko wygodne życie?
M
Marconi
18 stycznia 2013, 20:00
Oczywiście, że sam strój nikogo nie uczyni zakonnikiem czy księdzem... Jednak, kto go nie niem ma odwagi   nosić go, tylko woli się wtopić w tłum, jakby ukryć w nim tym kim jest - komu służy  traci swoją tożsamosc  jak kropele, któr drążą skałę, krok po kroku...  Dane było mi być świadkiem bezpośrednum (w grupie ludzi) jak bardzo  niezręczne mogą być sytuacjie, gdy ksiądz nie ma nawet koloratki. Moja Babcia mówi, że koloratka to już jak cywilne ubranie ...  Przecież koloratka  nie p;ącze się  pod nogami. Jednak wyróżnia... Jak mam mieć pełny szacunek dla kogoś kto permanetie jej unika, poza murami koścoła... Jedno z drugim idzie w parze, bycie  duchownym (czyli na służbie u Boga) i noszenie widomych oznak tego w ubiorze. Mam pełny szacunek proboszcza (mówię w czasie teraźniejszym, niedawno zmarł - duch opuścił jego ciało), bo prawie zawsze byl widziany w habicie, nie pamiętam go w koloratce...
O
Ola
18 stycznia 2013, 18:19
@Dariusz Kowalczyk SJ Nie bywam wiele na forach internetwych ii nie wiedziałam, że autorzy odpowiadają na wpisy. Ale fajnie! :) Mam wrażenie, że kwestia pogodzenia podejścia praktycznego z ukazywaniem głębszego sensu wynika w dużej mierze stąd, na ile sam kaznodzieja wierzy w to, że w życiu codziennym można starać się REALNIE żyć Ewangelią. Jeśli natomiast sam jest niewierzący, to udziwnia, psychologizuje, opowiada kazania o sobie samym.. Efekt  żeśmy niedawno usłyszeli - człowiek, który 25lat mieszkał we wspólnocie, twierdzi, że nie miał tam okazji do praktycznego realizowania miłości.
18 stycznia 2013, 12:48
Jak nie będzie duchowości, to i piękny, dopieszczony habit na niewiele sie zda. Habit "nie zrobi" zakonnika.
Sylwia Cichal
Sylwia Cichal
18 stycznia 2013, 12:22
Brak habitu odzwierciedla zazwyczaj kryzys wartości i jakieś  zwątpienie w sposób ewangelizacji wyznaczony przez zakon (habitowy ;-)). Niekoniecznie. Czasem jest to związane z charakterem wykonywanej pracy(ewangelizacji) I z potrzebą poszukiwania nowych jej form. Choć niektóre zakony(habitowe), ze szkodą dla siebie, rezygnują z jego noszenia. Przy czym, dla potrzeb tej wypowiedzi, krótki strój w przypadku Ojców też bym traktował jako rodzaj habitu. Jeśli wewnętrzne granice(system wartości) są stabilne, taki ksiądz, zakonnik czy zakonnica nie wyjdzie(za przeproszeniem) w krótkich gaciach ewangelizować. Niektórzy- niestety, mają łatwą zdolnośc zapominania o tym kim są. I dla tych, lepszy byłby chyba habit. ...
18 stycznia 2013, 11:45
Brak habitu odzwierciedla zazwyczaj kryzys wartości i jakieś  zwątpienie w sposób ewangelizacji wyznaczony przez zakon (habitowy ;-)). Przy czym, dla potrzeb tej wypowiedzi, krótki strój w przypadku Ojców też bym traktował jako rodzaj habitu.
Sylwia Cichal
Sylwia Cichal
18 stycznia 2013, 11:33
tak, tak, najważniejszy jest habit/albo jego brak. a nie świadectwo dobrego życia, i wierność wartościom. Rozmydlanie granic jest powodem kryzysu. Zewnętrzność, to sprawa trzeciorzędna- skutek wewntrznych(dla niektórych niestety-pierwsza)
C
cogito
18 stycznia 2013, 10:58
Najwięcej do powiedzenia o cielibacie i stroju zakonnym mają Ci, którzy nie mają zielnego pojęcia z czym to się wiąże. Ale zgoda, wolno mówić. Księża też mówią sporo o małżeństwie (czasem za dużo niżby wypadało) choć też nie mają doświadczenia w tych sprawach. Chyba tyle w tym temacie, Pozdrawiam.
DK
Dariusz Kowalczyk SJ
18 stycznia 2013, 10:56
Dlaczego zakonnicy nie chodzą w sutannach lub habitach na co dzień podobnie jak zakonnice? Jest to pewnego rodzaju dyskryminacja zakonów żeńskich. Chodząc w cywilnych ubraniach wtapiacie się w świeckich ludzi.  @przechodzień Strój osób zakonnych pozostaje zasadniczo w gestii poszczególnych zakonów, tak więc nie wiem, kto kogo miałby tutaj dyskryminować. Są zakonnice, które też chodzą ubrane po świecku (i nie mam na myśli tzw. skrytek). Zgadzam się, że strój zakonny jest wartością, z której w wielu przypadkach zbyt pochopnie zrezygnowano. Jest to kwestia m.in. właśnie "visibility". Niektórzy myślą, że jak założą krawat, a nie koloratkę, to są bliżej "normalnych" ludzi. Nie sądzę, aby mieli rację. Z drugiej strony pozostaje prawdą, że szata nie czyni mnicha. Dodam jeszcze, że w Rzymie, w tym na Gregorianie, na co dzień nie brakuje widoku różnych strojów zakonnych.
P
przechodzień
18 stycznia 2013, 10:24
do ks. D. Kowalczyka Dlaczego zakonnicy nie chodzą w sutannach lub habitach na co dzień podobnie jak zakonnice? Jest to pewnego rodzaju dyskryminacja zakonów żeńskich. Chodząc w cywilnych ubraniach wtapiacie się w świeckich ludzi. Po prostu mówiąc kolokwialnie - giniecie w tłumie, a chyba nie o to chodzi. Być może właśnie nienoszenie stroju zakonnego jest jedną z przyczyn kryzysu. Nie mam stroju - więc wolno mi więcej.
DK
Dariusz Kowalczyk SJ
18 stycznia 2013, 08:39
A co znaczy ta graniczność o której ojciec pisze? @martulka10 Chyba ojciec przeoczył pytanie. Rzeczywiście pytanie mi umknęło. Oczywiście różnie można tę graniczność opisywać. Chodzi m.in. o to, że w pewnym momencie pojawiła w zakonach idea, że muszą być bliżej świata, bliżej ludzi. Niby OK - być bliżej ludzi, ale w rezultacie osoby zakonne zaczęły upodabniać się we wszystkim do stylu życia osób świeckich. Przestraszyły sie własnej inności od świata i zaczęły tracic tożsamość. No bo bo po co w ogóle być zakonnikiem, skoro cały czas staram się żyć jak świecki i udowadniam, że nie jestem daleki od spraw tego świata. Tymczasem wierni wcale nie oczekuja, aby ksiądz, zakonnik, zakonnica byli "jak oni". Z drugiej strony nie trzeba być "jak świeccy", by rozumieć ludzkie problemy i pomagać ludziom w drodze do Boga.  
BW
bez wątpienia
18 stycznia 2013, 08:24
 szkoda, mnie też żal; pewnie jest takich osób więcej -> dzielić się owocami kontemplacji z innymi ... ależ dalej będzie to robić!
18 stycznia 2013, 07:22
Proste zakonne zasady: "ubóstwo, czystość, posłuszeństwo". Proste "módl sie i pracuj". Warto siegnąć do źródeł - polecam przykładowo przeczytanie REGUŁY ŚW. BENEDYKTA.
I
Inna
18 stycznia 2013, 03:14
@asj  szkoda, mnie też żal;  pewnie jest takich osób więcej -> dzielić się owocami kontemplacji z innymi
A
asj
18 stycznia 2013, 02:56
a mnie jest żal, że tak poszło... szkoda contemplata allis tradere...
@
@
18 stycznia 2013, 00:58
@Słaba cytuję fragment z ojca artykułu:  < Co robić, by życie zakonne się odrodziło? O. Groeschel stwierdza, że trzeba mu przywrócić autentyczny rys, którym jest tzw. graniczność. @Od początku swego istnienia życie konsekrowane cechowało się granicznością, gdzie życie rodzinne stanowiło normę,   granicznością była czystość, ubóstwo i posłuszeństwo przełożonym@. O. Groeschel stwierdza: "Każdy człowiek obeznany z upadkiem życia konsekrowanego wie, że - z małymi wyjątkami - obecnie owa graniczność została dzisiaj w USA prawie całkowicie utracona"... >    Pomędzy zankami @ to co istotne. 
NC
na czasie
18 stycznia 2013, 00:55
Polecam homilie u Dominikanów. Widać jednak nie dla każdego, ale warto czasem zaglądać, czy już się nadajemy na ich wysłuchanie :) coś na czasie [url]http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,203,czy-powolanie-zalezy-od-talentu-rozwazanie.html[/url]
B
Bellaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
18 stycznia 2013, 00:02
Zgadzam sie z tym, że Kościół nasz dzisiejszy jest przepsychologizowany. Powiem szczerze, kiedy mamy iść na mszę do dominikanów w naszym mieście, to się z mężem trzy razy zastanawiamy. Bo takie psychologizujące kazania są przygnębiające przy okazji No proszę, a ja chodzę do dominikanów codziennie i nigdy nie słyszałam psychologizujących kazań. Skoro tak ci nie po drodze z OP to się nie zastanawiaj. Mnie nie pasują np. karmelici, więc nie myślę nad nimi ani razu.
S
Słaba
17 stycznia 2013, 23:47
A co znaczy ta graniczność o której ojciec pisze? @martulka10 Chyba ojciec przeoczył pytanie. Mnie się wydaje, że chodziło o to, że: 1) Życie zakonne wywodzi się z życia pustelniczego, które nazywano "białym męczeństwem", ponieważ było ono oddawaniem życia w codzienności, w dążeniu do duchowego zjednoczenia z Bogiem. Wiązało się to z nieustanną koniecznością przekraczania swoich ludzkich sił i bezgranicznego zaufania Bogu. 2) Zakonnik (dla Boga i ludzi) zapuszcza się na takie tereny (dosłowne-fizyczne, ale też psychiczne i duchowe), na które raczej nie są w stanie zapuszczać się ludzie prowadzący życie rodzinne.
E
Ekspiacja
17 stycznia 2013, 23:37
< Ekspiacja: z figur Matki Bożej Bolesnej i Jezusa spadły korony Z figur Matki Bożej Bolesnej i Jezusa, jakie znajdują się w ołtarzu głównym kościoła ojców dominikanów w Jarosławiu, bez żadnej ingerencji człowieka i jakichkolwiek czynników zewnętrznych spadły korony. Zarówno parafianie jak i zakonnicy uważają to za znak od Maryi w związku ze zbliżającym się jubileuszem 300-lecia konsekracji bazyliki. Dlatego przez najbliższe 9 miesięcy, każdego 13. dnia będzie odprawiane specjalne nabożeństwo ekspiacyjne. [...] > Read more: [url]http://www.pch24.pl/ekspiacja--z-figur-matki-bozej-bolesnej-i-jezusa-spadly-korony,11636,i.html#ixzz2IH5eE2xx[/url]
A
Anna
17 stycznia 2013, 17:35
Do Kingi Chyba trzeba tylko napisać - uderz w stół odezwą sie nożyce bo cóż innego można by stwierdzić. Przecież tyle już na deonie napisała "pochwał" pod moim adresem. Mnie wypomina się czasem rzeczywiste liczenie sie z każdym słowem papieża i z biskupami We wszystkich sprawach dotyczących kościoła też się na nich najchętniej powołuję.
T
Tomek
17 stycznia 2013, 16:00
Kryzysu zakonów nie ma. Jest kryzys co niektórych zakonników. Dotyczy on ludzi, którzy pogubili się w życiu i latami żyją choć jako księża to bez Boga. Dotyczy to ludzi niezależnie od wieku (od seminarzystów do emerytów) którzy mają problem z VI przykazaniem, ale całkowicie sobie to lekceważa, totalna długoletnia olewka. Nie chce absolutnie w tym momencie skrzywdzić tych którzy latami walczą z grzechem, starają się, nawracają ale nie mogą wyjść....albo tych którzy sobie czasami gdzieś się zagonią w tych miłostkach, ale reflektują się, wracają, nawracają... Mówie o tych którzy Boga traktują jak powietrze i robią swoje. Druga grupa jest bardziej specyficzna, bo dotyczy ludzi po 40stce, czasem po 50tce, głownie przełożonych lub dostojnych profesorów (czytaj prowincjałów i ex, opatów i ex, przeorów i ex, wizytatorów exwizytatorów, wykładowców akademickich coniektórych). Tutaj uderza do głowy władza, pieniądz, niezależność (przecież nikt im uwagi nie zwróci) a jeszcze jak pojawi się na choryzoncie kobieta, to tragedia gotowa. Niech nikt też nie mówi że stara szkoła zakonna to było coś. Uczenie pokory przez upodlenie człowieka, to nie to. Powstrzymam się tutaj od przytoczania przykładów uczenia pokory na coniektórych zakonnikach, bo mógłbym tylko kogoś tym zgorszyć. Co do psychologów i psychoterapii, psychoanalityki w zakonach i seminariach nie chce sie wypowiadać, bo nie tedy droga. Może czasem być pomocne ale jako metoda dodatkowa stojąca na uboczu. Nigdy kluczowa. Ci zakonnicy którzy się bawią w te dziedziny często i gęsto schodzą na manowce, a bywa że i nie raz i nie dwa lądują poza zakonem, poza Kościołem, wciągnięci w szpony Zła. A to że nie jest w zakonach tak jak 50 czy 100 lat temu, to efekt zmian w społeczeństwie a tym samym i w zakonach, bo zakonnicy nie biorą się z powietrza. Ale niezależnie od warunków, czasów i miejsca, jeśli w zakonie prowadzi się zbożne, głebokie życie duchowe, bedzie to z spożytkiem dla zgromadzenia jak i całego Kościoła.
DK
Dariusz Kowalczyk SJ
17 stycznia 2013, 14:52
Tragedią dla zakonnika, tragedią dla księdza jest robienie z siebie gwiazdy wśród wiernych. Niestety powoli staje się to plagą. @TomaszL Przypomina mi się rozróżnienie na ikonę i idola. Ikona wskazuje na to, co Boskie. Idol zatrzymuje na sobie. Inna sprawa, że jest taka kategoria katolików, którzy zdaje się mają jakąś wielką potrzebę idola-księdza.
DK
Dariusz Kowalczyk SJ
17 stycznia 2013, 14:49
Rozumiem, że trzeba się zastanawiać nad sobą, ale oprócz tego myślenia o tym, jak trudno się modlić i jak mało jest czasu i miłości, i o tym, jaka ta ludzka kondycja jest mierna i słaba, i jak czasem my ciepimy wewnętrznie i znosimy naszą samotność, przytulając się do Krzyża (to cytat),  i tak dalej...może warto by tak pozytywnie o jakimś działaniu powiedzieć? Żeby w tej samotności odwiedzić babcię, zadzwonić do mamy, do wolontariatu sięzapisać... @Ola Mam niekiedy wrażenie, że z jednej skrajności wpadliśmy w drugą. Jedna skrajność to ciągłe moralizowanie, że musicie, powinniście zrobić to lub tamto, lub czegoś nie robić. W odpowiedzi na to wpadliśmy w drugą skrajną, czyli takie uczuciowe, bez stawiania wymagań, rozprawiania o ludzkiej kondycji, i że w tej naszej samotności Pan Jezus jest naszym najlepszym przyjacielem... Wszystko prawda, ale na dłuższą metę - ciepłe kluchy. Trzeba tymczasem łączyc Marię i Martę, czyli mówiąc po ignacjańsku: kontemplacja w działaniu.
17 stycznia 2013, 12:32
Tragedią dla zakonnika, tragedią dla księdza jest robienie z siebie gwiazdy wśród wiernych. Niestety powoli staje się to plagą. Homilia jest ważne, ale najmniej ważna z całej Liturgii Mszy Św. Jeśli czytam głosy, dla głoszonych przez tego czy innego zakonnika homilii ktoś idzie na Mszę św., to  znaczy, ze jest jakiś problem z kaznodzieją. I to poważny. Zastanawia mnie, czy tego typu alarmy nie są zauważane przez przełożonych, czy też zaczyna się liczyć wyłącznie ilość uczestników Mszy Św. I jeszcze jedno, nie połączy się psychologii z wiarą. I trzeba jak zwykle zresztą wybrać, komu się służy.
O
Ola
17 stycznia 2013, 12:18
Zgadzam sie z tym, że Kościół nasz dzisiejszy jest przepsychologizowany. Powiem szczerze, kiedy mamy iść na mszę do dominikanów w naszym mieście, to się z mężem trzy razy zastanawiamy. Bo takie psychologizujące kazania są przygnębiające przy okazji (o jezuitach nawet nie wspominam). Rozumiem, że trzeba się zastanawiać nad sobą, ale oprócz tego myślenia o tym, jak trudno się modlić i jak mało jest czasu i miłości, i o tym, jaka ta ludzka kondycja jest mierna i słaba, i jak czasem my ciepimy wewnętrznie i znosimy naszą samotność, przytulając się do Krzyża (to cytat),  i tak dalej...może warto by tak pozytywnie o jakimś działaniu powiedzieć? Żeby w tej samotności odwiedzić babcię, zadzwonić do mamy, do wolontariatu sięzapisać... Pamiętam, byliśmy rok temu na mszy dla dzieci. Kazanie miał franciszkanin. Do tej pory pamiętam, oprócz krótkiego rozważania o tym, jak ważna jest msza niedzielna, że trzeba na nią wziąć koronkę, ofiarkę, chusteczkę i książeczkę. I że trzeba starać się być na czas. I my od tego czasu z mężem o tym pamiętamy, mimo że przy dzieciach z tą punktualnością jest trudno. Ale to jest nasza "walka duchowa". Bardzo praktyczna. Pozdrawiam.
MR
Maciej Roszkowski
17 stycznia 2013, 10:18
W sedno trafia cytat Ojca Dariusza "Będziecie jak Bóg". Jak często to pragnienie widać w ludzkich motywacja i zachowaniach? Jak się przed taką pokusą ustrzec. Nie mnie proponować Przełozonym i Ojcom duchowym jak odnowić zycie zakonne, ale jedna uwaga wydaje mi sie słuszna. "Nie wszystko co nowe jest dobre i nie wszystko co dobre jest nowe".  Zycie religijne ma kształt sinusoidy po okresach rozkwitu były okresy słabsze, czy wręcż dramatyczne, a potem była odnowa. .  Być może jesteśmy w stadium kolejnego schyłku?
S
sapphire
17 stycznia 2013, 09:34
na kryzys, kryzys;) a jak ktoś pracuje?
NK
na kryzys polecam
17 stycznia 2013, 09:31
więcej modlitwy a mniej siedzenia przed komputerem.
17 stycznia 2013, 09:26
Ojcze Dariuszu, pozostawię bez komentarza dwa ostatnie zdania Ojca pod moim adresem skierowane, a zgromadzeniu Jezuitów życzyłbym więcej pokory i wiary na rok 2013. Jeśli zaś chodzi o pytanie, czy jestem Ojcem Piotrem, to nie zwykłem podpisywać się pseudonimami, nie wstydzę się że jestem zakonnikiem. Nigdy nie żałowałem, że nim zostałem. Nie jestem też przełożonym Ojca Dariusza, jeśli chodzi o pytanie "gościa portalu" czy "świeckiego". A nawet jeśli bym nim był, to z pewnością dysputa prowadzona na stronie internetowej nie była by przyczyną do pogrzebania kogokolwiek, a zatek Ojciec Dariusz nie wykopał sobie dołka :D @Ojciec Piotr W zasadzie "Ojciec Piotr" to jak psedonim... w kontekście wypowiedzi chociaż jeszcze parę liter po imieniu by się przydało... (a nazwisko też byłoby pomocne). Generalnie gdyby O.Kowalczyk napisął tekst "Kryzys uczciwości" to nie bedzie on oznaczał, że ja czy Ojciec kłamiemy czy kradniemy, będzie opisywał pewne zjawisko: bardzo łatwo przychodzi wielu osobom usprawiedliwić swoje mieuczciwe zachowanie i uważają je za normę! Jeśli chodzi o wykopanie dołka to nie ma mowy o pogrzebaniu kogokolwiek. Jest raczej intelektualna zabawa znanym przysłowiem i ciekawa konsekwencja stwierdzenia o.Kowalczyka o kryzysie w zakonie (Ojca Piotra) gdyby Ojciec (Piotr) był jezuitą...
Jadwiga Krywult
Jadwiga Krywult
17 stycznia 2013, 08:52
Jeszcze kilkanaście lat temu (a juz na pewno kilka odkąd zaglądam na Deon) myślałam że na osobie duchownej, a szczególnie na każdym zakonniku to mozna sie duchowo oprzeć bez żadnego ryzyka i wyprowadzenia na manowce. Anno, nie opieraj się na pewnym redemptoryście, bo zejdziesz na manowce, dobrze Ci radzę :))
Jadwiga Krywult
Jadwiga Krywult
17 stycznia 2013, 08:49
Nie jestem też przełożonym Ojca Dariusza, jeśli chodzi o pytanie "gościa portalu" czy "świeckiego". Oj tam, od razu przełożonym, wystarczyłoby, gdyby Ojciec Piotr był jezuitą, a dołek byłby wykopany ;)) Czy można powiedzieć, że w Polsce jest kryzys VII przykazania ? Od jakiego poziomu złodziejstwa można tak powiedzieć ? ...
DK
Dariusz Kowalczyk SJ
17 stycznia 2013, 08:41
Ojcze Darku, wiele nurtów współczesnej psychoterapii opiera się na Freudzie, także psychoterapia w nurtach chrześcijańskich, dla których priorytetem jest Ewangelia, a potem psychologia. Gdyby nie Freud to sprawa podświadomości, (czy nieświadomości) nie zobaczyłaby światła dziennego. Freud podkreślił znaczenie życia wewnętrznego w czasach kiedy liczyło się bardziej życie zewnętrzne i puste rytułały. Myślę, że nie należy demonizować Freuda. Przez psychoazalizę również może działać Bóg, a ona może prowadzić do spotkania z Bogiem i głębokiej relacji z Nim.  @Jung Zgadzam się, że nie nalezy demonizowac Freuda, i że pewne elementy (odkrycia)freudowskie, użyte przez rozsądnego fachowca psychologa, mogą być pomocne w terapii. W ogóle bardzo cenię dobrych psychologów, psychiatrów, bo wiem, że pomagaja ludziom w realnych bolączkach. Ale uważam też, że Groeschel, sam psycholog, ma rację, kiedy mówi o szkodliwej psychologii w odniesieniu do osób zakonnych. Nie brakuje - niestety - psychologów zideologizowanych, a poza tym goniących za modą, próbujacych usprawiedliwiać własne nieuporządkowane wybory. Jest freudyzm, który od razu ci będzie tłumaczył, że Bóg, to nie Bóg, tylko coś tam, łaska, to nie łaska, sakramenty, to jakies archetypy, podobnie Biblia. Nie mówiąc juz o tzw. powołaniu zakonnym. Bo to na pewno musi byc ucieczka, jeśli ktoś wyrzeka sie seksu. Itd. Psychologia (i to tego rodzaju) w niektórych prowincjach zakonnych stała się modna. Co drugi robił terapię. Z opłakanym czesto skutkiem. Ma rację Groeschel, że łaskę zastąpiono róznymi pomysłami na samorealizację. Powtarzam jednak, że taka ocena nie oznacza krytyki całej psychologii i wszystkich psychologów. Profesjonaliści psycholodzy robią wspaniałą robotę i księża powinni z nimi współpracować w pomaganiu ludziom. Tym niemniej o. Groeschel ma rację mówiąc, że zabrakło w stosowaniu psychoterapii w zakonach zdrowego rozsądku.
A
Anna
17 stycznia 2013, 08:40
Rzeczywiście ojciec Dariusz poruszyl podstawowy problem. Jeszcze kilkanaście lat temu (a juz na pewno kilka odkąd zaglądam na Deon) myślałam że na osobie duchownej, a szczególnie na każdym zakonniku to mozna sie duchowo oprzeć bez żadnego ryzyka i wyprowadzenia na manowce. Od kiedy zaczęłam korzystac z internetowych stron tzw. katolickich zauważyłam że czegoś tu nie rozumiem, że trzeba sprawdzać, porównywać i wprost samemu szukać wiarygodnych stron a szczególnie duchownych w nich piszących, jako ważne autorytety. U wielu za uważyłam progresizm, postmodernizm i opieranie sie przesadzone na wybranych psychologiach, psychiatrii itp. Brak oparcia na nauce papieża i biskupów a nawet podważanie ich autorytetu. A często wywołane tematy sa raczej takimi newsami aby zaciekawić i spowodować liczniejsze odwiedziny i komentarze. W niczym nie odbiegają wtedy od tych czysto świeckich. Może jednak nie jest tak źle bo i na tych stronach pojawiają się zwykli, normalni i wierni duchowni. Niestety to raczej nie ci nadają ton i budują opinie o danym portalu. Bywaja tez nadmiernie poprawne politycznie ale to widać od razu i nie to jest najważniejsze. Najgorszy jest ten brak zaufania do wypowiedzi i tekstów osób duchownych - kto raz je straci no to już na nic potem kolejne nawet piekne i pobozne wypowiedzi. Po prostu sie nie ufa i myśli sie raczej że to wilk do owczarni sie zakradł
A
adaW
17 stycznia 2013, 08:11
Zakonom trzeba pomóc i mogą to zrobić wszyscy którzy rozumieją, jaką one spełniają rolę w naszym życiu i w świecie. Pomoc jest prosta wymaga od nas modlitwy i ofiarowania swojego cierpienia w intencji powołań i wszelkich łask potrzebnych dla powołanych. To tak nie dużo, a tak wiele. pozdrawiam  p.s Dyskusje są potrzebne ale pomoc własna jest bardzo ważna i od tego trzeba zacząć!!!!!!!!!
A
Alfista
17 stycznia 2013, 06:28
Nie dotyczy to wszystkich zakonów, karmelitanki bose mają się bardzo dobrze w ostatnim dziesięcioleciu na ziemi pomorskiej powstały dwa nowe klasztory, ale... to zakon kontemplacyjny. Chrześcijanin XXI wieku będzie mistykiem, albo go w ogóle nie będzie...
CS
Co się dzieje
17 stycznia 2013, 03:34
Patrzą a jednak nie widzą, suchają a nie słyszą, czytają, a nie rozumieją,  wszystko jak woda po palcach im  przecieka. Widzą to co chcą widzieć,  nie chąc pojąć, że tak się dzieje, w jakims otępieniu będąc... Smutno mi Panie, Ty cierpisz, patrząc  jak niemądrze postępujemy gubiąc  siebie  i innych...  Jedynie w Tobie nadzieja o Panie, Jezu Chryste i Matce Twojej - drugiej Ewie!
TJ
Taki jeden ksiądz
17 stycznia 2013, 01:39
"Jeśli ojciec jest rzeczywiście ojcem, to ojca zakon jest jednak w kryzysie. Intelektualnym" Czytając /coraz rzadziej/ artykuły o. Kowalczyka zastanawiam się skąd w tym człowieku tyle jadu, zadufania i pychy? ... Również przeczytałem tekst o. Kowalczyka. Jadu, zadufania i pychy nie znalazłem...
T
teresa
17 stycznia 2013, 00:03
"Jeśli ojciec jest rzeczywiście ojcem, to ojca zakon jest jednak w kryzysie. Intelektualnym" Czytając /coraz rzadziej/ artykuły o. Kowalczyka zastanawiam się skąd w tym człowieku tyle jadu, zadufania i pychy?
K
kate
16 stycznia 2013, 23:33
Po temperaturze dyskusji widzę, że włożył ks. Dariusz "kij w mrowisko". Nadmiernie eksponuje się słowo kryzys, choć przeciez w historii Kościoła już nie raz były okresy, gdzie zamierało życie zakonne, by gwałtownie się odrodzić - ja widzę, że zakony zbyt koncentruja się na judykaturze (jak być zgodni z literą własnych konstytucji - może, jeśli nie widzą sensu własnego charyzmatu winny w zgodzie z tą litera się rozwiązać, a nie dociągać do innych zadań), a za mało pytają o znaki czasu. Kościół ma charakter służebny i wszystkie struktury wewnętrzne Kościoła służą ludziom, aby głosić im Dobrą Nowinę i pogłębiać nadzieję. Zakony też nie są od tego zwolnione (choć może niektóre się tak czują - chcą przywilejów tylko dla siebie, uważają się za "wyżej stojące", bardziej światłe, itp.). Ksiądz moim zdaniem dotyka szerszego problemu - tego, że rozjechały nam się nożyce dialogu ze światem (co moze prowadzić u niektórych do przekonania, ze Kościół, w tym zakony, nie są już ludziom potrzebne) i nie wiemy, jakie obszary "terra paganes" winien Kościół objąć swoją służbą (rodzi się choćby pytanie, czy nie powinny powstać zakony dla ochrony embrionów ludzkich przed modyfikacjami genetycznymi, które choćby nadzorowały by adopcję tych zarodków).
OP
Ojciec Piotr
16 stycznia 2013, 22:54
Ojcze Dariuszu, pozostawię bez komentarza dwa ostatnie zdania Ojca pod moim adresem skierowane, a zgromadzeniu Jezuitów życzyłbym więcej pokory i wiary na rok 2013. Jeśli zaś chodzi o pytanie, czy jestem Ojcem Piotrem, to nie zwykłem podpisywać się pseudonimami, nie wstydzę się że jestem zakonnikiem. Nigdy nie żałowałem, że nim zostałem. Nie jestem też przełożonym Ojca Dariusza, jeśli chodzi o pytanie "gościa portalu" czy "świeckiego". A nawet jeśli bym nim był, to z pewnością dysputa prowadzona na stronie internetowej nie była by przyczyną do pogrzebania kogokolwiek, a zatek Ojciec Dariusz nie wykopał sobie dołka :D
GP
gość portalu
16 stycznia 2013, 22:41
a jeśli ojciec Piotr to jezuita? To wykopałby sobie o. Dariusz dołek :) ... Też nie wiemy, czy ksiądz Piotr to ksiądz. Zakładam, że tak, ale nie podejrzewam Autora, że to nie on. Jeśli okaże się, że się ktoś pod niego próbuje podszyć to nam to napisze.
GP
gość portalu
16 stycznia 2013, 22:36
@Błękitne Niebo, dzięki  za wyjaśniena odn. tych trzech kropek, t.j., że kończą cytat  :-) Człowiek się całe życie czegoś nowego uczy
Ś
świecki
16 stycznia 2013, 22:31
a jeśli ojciec Piotr to jezuita? To wykopałby sobie o. Dariusz dołek :)
GP
gość portalu
16 stycznia 2013, 22:25
c.d Pewności nie mam i mieć nie mogę, nawet nie chcę, ale  pewne przesłanki wskazują no to czy owo. A czas pokaże, da odpowiedź. Dla mnie ważne w tej chwili, by nie działał w "nowym życiu"  publicznie przeciwko Bogu, by  np. jako ewentualny psychoterapeuta nie pootwierał ludzi tak, że się nie będą mogli pozbierać, by  nie uwierzyl w siebie i swoje przemyślenia za bardzo, tzn. ponad Boga i ich nie siał.....  Pomodlę się. 
GP
gość portalu
16 stycznia 2013, 22:24
 @Błękitne Niebo, dziękuję Ci za rozświetlenie mi tego co było dla mnie niezrozumiałe: kometarz ~kks40  skladający się z powielonego komentarza z trzema kropkami pod spodem. b/   Staram się  zachować jakiś tam dystans, stąd nie stanę po stronie wyrażonej przez Ciebie sugestii, że wymieniony przez Ciebie zakonnik mówiąc -o  już-  panu Jacku K.,   rozsiewa  plotki. Myślę,  że chlapnęło mu się za dużo z tego co oni w klasztorze w Gdańsku już pewne wiedzą.  Sam Jacek K. nie wprost mówi co wybrał.  Czy sądzisz, że w przemyślanej  mowie pożegnalnej powiedziałby kawa na ławę, odchodzę do kobiety.  Gdy od jezuitów odchodził zakonnik Obirek, to  wiedziano, że jest zauroczony żoną izraelskiego dyplomaty, może tylko nie sądzone, że sobie z tą pokusą nie poradzi.  Zresztą zaraz po opuszczeniu pokoju w zakonie jezuickim przeniósł się do niej –stali się parą małżeńską  (ona ateistka – więc nie miała problemów, a pan Obirek zaczął w wywiadach opowiadać np., że nie brak mu eucharystii), Wymieniony przez  Ciebie zakonnik mówił  też  to, co już wiadomo od wieków (od pustelników etc.), że dwie pokusy wyróżniają się najmocniej -najczęściej u zakonników: pokusa: chorej ambicji i pokusa:  kobiety. Dzisiaj już  zbadano, jak pisze znana badaczka  L. Brizendine, że jeśli chodzi o  potrzeby seksualne, czy myśli dotyczące seksu, które nachodzą człowieka to:  w przypadku kobiet w swojej masie (po odrzuceniu ilości  przypadków  skrajnych  z prawej i lewej strony wykresu)  są one jak  małe lądowiska dla małych helikopterów, gdzieś na polanie w lesie, a u mężczyzn  jak wielki port  lotniczy Heathrow-Londyn... _porównanie pochodzi od L. Brizendine. 
DK
Dariusz Kowalczyk SJ
16 stycznia 2013, 22:17
Odnosząc się do słów ks. Kowalczyka SJ "styatystycznie rzecz biorąc" powinienem powiedzieć, że "wszyscy Polacy to złodzieje". Bo jeśli jakiś Polak, coś ukradnie i staje się zlodziejem to "statystycznie rzecz biorąc" i generalizując a w dodatku ujmując rzecz ogólnikowo jak robi to wielu ludzi, nie tylko duchownych, to tak jest.  @Ojciec Piotr. Trochę prostej logiki. Można mówić o kryzysie rodziny w Europie, z czego nie wynika, że każda rodzina jest w kryzysie. Bo stwierdzenie "kryzys rodziny" nie oznacza "każda rodzina jest w kryzysie". Tak samo stwierdzenie "kryzys zakonów" nie oznacza "każdy zakon jest w kryzysie".  Analogicznie mówienie o kryzysie gospodarczym nie oznacza, że wszystkie działy gospodarki są w kryzysie. Bo akurat wiemy, że na kryzysie niektórzy zarabiają. Przykład ze złodziejem ma sie do tego nijak. Bo jest oczywiste, że z faktu, że jacyś Polacy kradną, nie wynika, że wszyscy Polacy to złodzieje. Gdyby jednak tych złodziei było bardzo dużo, na przykład połowa, to uprawnione byłoby stwierdzenie: To naród złodziei. Ale nawet takie stwierdzenie nie oznaczałoby, że wszyscy to złodzieje. Znaczyłoby jedynie, że w tym narodzie jest bardzo duzo złodziei. Ojciec jest rzeczywiście ojcem, czy to tylko taka ksywka? Bo coś mi trudno uwierzyć, że mam do czynienia z kapłanem zakonnym. Jeśli ojciec jest rzeczywiście ojcem, to ojca zakon jest jednak w kryzysie. Intelektualnym.
OP
Ojciec Piotr
16 stycznia 2013, 21:28
Odnosząc się do słów ks. Kowalczyka SJ "styatystycznie rzecz biorąc" powinienem powiedzieć, że "wszyscy Polacy to złodzieje". Bo jeśli jakiś Polak, coś ukradnie i staje się zlodziejem to "statystycznie rzecz biorąc" i generalizując a w dodatku ujmując rzecz ogólnikowo jak robi to wielu ludzi, nie tylko duchownych, to tak jest. Jeden zakonnik - dominikanin ma problem ze swoją tożsamością, zaraz na wielu portalach internetowych, pojawia się komentarz idący w świat na temat zakonników, duchowieństwa, itd itp. Proszę pisać konkretnie, o konkretnym zakonniku, o konkretnych problemach i tyle. Nie dokładać swoich wywodów, nie generalizować i uogólniać. A jeszcze lepiej było by zachęcić do modlitwy za tego zakonnika, o którym wszyscy tak piszą, i za kapłanów, braci zakonnych oraz siostry aby swoim życiem dawali dobry przykład innym ludziom.
W
wierny
16 stycznia 2013, 21:02
Charyzmaty i życie duchowe oparte na darach i owocach Ducha Świętego. Życie zasadami wypracowanymi przez setki lat przez ascetów i mistyków. I odrzucić kwękania psychiatrii czy psychologii dopóki nie ma choroby. To są inne dziedziny nauki, w końcu i psychiatrzy zrozumieją, że potrzebują medytacji wyciszenia, że potrzebują sakrum. Wtedy dopiero dostrzegą różnicę między intensywnym życiem duchowym a swoją profesją, która garściami czerpie ze starych wzorców ascetów.
GP
gość portalu
16 stycznia 2013, 20:51
@kks40, sorry, skąd mam wiedzieć, że nie odzywasz się do niezalogowanych?  - teraz już wiem i nie oczekuję od Ciebie reakcji. A na marginesie, kto tutaj nie ma odwagi?  Przecież autorzy i wieli innych nie boi się odezwać do niezalogowanej osoby, ale szanuję Twoją niechęć.  Pozdrawiam.
GP
gość portalu
16 stycznia 2013, 20:17
@kks49 co chciałas powiedzieć przez ten swój kometarz?  -- wklejka  z trzema kropkami pod spodem
J
Jung
16 stycznia 2013, 18:32
Ojcze Darku, wiele nurtów współczesnej psychoterapii opiera się na Freudzie, także psychoterapia w nurtach chrześcijańskich, dla których priorytetem jest Ewangelia, a potem psychologia. Gdyby nie Freud to sprawa podświadomości, (czy nieświadomości) nie zobaczyłaby światła dziennego. Freud podkreślił znaczenie życia wewnętrznego w czasach kiedy liczyło się bardziej życie zewnętrzne i puste rytułały. Myślę, że nie należy demonizować Freuda. Przez psychoazalizę również może działać Bóg, a ona może prowadzić do spotkania z Bogiem i głębokiej relacji z Nim. Czasami szybciej psychoanalityk pomoże osobie chorej wejść w głęboką relację z Jezusem Chrystusem niż ksiądz, który nie rozumie człowieka cierpiącego psychicznie. Stąd moja niezgoda na szukaniu we freudyzmie przyczyny problemów zakonników. Problemem może być niezrozumienie Freuda, lenistwo w poszukiwaniu Boga i prawdy o sobie samym. A do poszukiwania tej prawdy zachęca Freud. Trzeba pójść tylko dalej niż on. A dalej jest Bóg.     To błąd obwiniać za grzechy kleru Freuda i Marksa. Przyczyną kryzysu jest pycha, chciwość, nieczystość, obżarstwo, zazdrość, agresja i lenistwo duchownych.     @Jung     Jeśli zgrzeszę, to z całą pewnością nie jest temu winien Freud, Marks, czy jakiś inny nieżyjący filozof, psycholog, ideolog, ale ja sam. Chodzi natomiast o to, że mogę przyjmować błędne poglądy, które w rezultacie deprawują mnie, szkodzą mojemu życiu zakonnemu i kapłańskiemu.      Analogiczne, jeśli  grzeszę obżarstwem, to nie jest temu winna idea obżarstwa, czy też np. zły przykład płynący z pełnych obżarstwa uczt rzymskich, ale ja sam.     Ergo, grzechom zakonników winni są zakonnicy.     Tym niemniej można i trzeba pokazywać, że owi zakonnicy przyjmują, jesli przyjmują, za własne pewne błędne idee (np, marksistowskie, freudowskie) i w rezultacie schodza na manowce. ...
MD
mają do kogo się udać
16 stycznia 2013, 18:10
Najświętsza Maryja Panna ogłosiła się Królową Polski 8 maja 1610 roku. jezuici z tego okresu wiedzieli pierwsi /bł.Juliusz Mancinelli SJ, św.St.Kostka SJ, Piotr Skarga SJ/ żył w tym czasie św.Andrzej Bobola.... potem Śluby Kazimierzowskie, Gietrzwałd, Licheń, Cud nad Wisłą, Śluby Jasnogórskie... Fatima.... od tej cudnej historii nie można uciekać... zakon jezuitów ma tylu orędowników w Niebie, którzy nie byli poprawni politycznie ni społecznie o.Joachim Badeni na czele świętych - dominikanów bł. Stanisław Papczyński - bł. Jerzy Matulewicz - na czele marianów ... Matka Boża Kapłanów czuwa i czeka.  
DK
Dariusz Kowalczyk SJ
16 stycznia 2013, 17:35
Nie ma kryzysu zakonów. Jest kryzys pojedynczego człowieka.  @Błękitne Niebo A kryzys gospodarczy jest? Czy tylko jest kryzys pojedynczych nieudaczników, którzy się nie zdołali podczepić?
DK
Dariusz Kowalczyk SJ
16 stycznia 2013, 17:31
To błąd obwiniać za grzechy kleru Freuda i Marksa. Przyczyną kryzysu jest pycha, chciwość, nieczystość, obżarstwo, zazdrość, agresja i lenistwo duchownych. @Jung Jeśli zgrzeszę, to z całą pewnością nie jest temu winien Freud, Marks, czy jakiś inny nieżyjący filozof, psycholog, ideolog, ale ja sam. Chodzi natomiast o to, że mogę przyjmować błędne poglądy, które w rezultacie deprawują mnie, szkodzą mojemu życiu zakonnemu i kapłańskiemu.   Analogiczne, jeśli  grzeszę obżarstwem, to nie jest temu winna idea obżarstwa, czy też np. zły przykład płynący z pełnych obżarstwa uczt rzymskich, ale ja sam. Ergo, grzechom zakonników winni są zakonnicy. Tym niemniej można i trzeba pokazywać, że owi zakonnicy przyjmują, jesli przyjmują, za własne pewne błędne idee (np, marksistowskie, freudowskie) i w rezultacie schodza na manowce.
DK
Dariusz Kowalczyk SJ
16 stycznia 2013, 17:08
Ks. Kowalczyk sztucznie wprowadza hasło "Kryzys Zakonów" w liczbie mnogiej, jestem zakonnikiem i w moim zakonie nie ma kryzysu.  @ojciec Piotr Jeśli piszemy "kryzys rodziny", to wiadomo, że nie chodzi o to, że wszystkie rodziny są w kryzysie, ale że statystycznie rzecz biorąc rodzina przeżywa kryzys. Tak samo w przypadku wyrażenia "kryzys zakonów". Nie oznacza to, że każdy zakon i każda wspólnota jest w kryzysie, ale że statystycznie rzecz biorąc życie zakonne doświadcza różnych bolączek, które pozwalają mówić o kryzysie. Czy postuluje ojciec pisanie: "kryzys niektórych rodzin", "kryzys niektórych zakonów"?  
jazmig jazmig
jazmig jazmig
16 stycznia 2013, 16:47
Myślę, że Freud i Marks nie ponoszą odpowiedzialności za kryzys zakonów. ... Przyczyną kryzysu jest pycha, chciwość, nieczystość, obżarstwo, zazdrość, agresja i lenistwo duchownych. To błąd obwaniać za grzechy kleru Freuda i Marksa.... Te grzechy to skutek wiary w brednie, głoszone przez Freuda oraz Marksa, Engelsa i Lenina.
J
Jung
16 stycznia 2013, 14:56
Myślę, że Freud i Marks nie ponoszą odpowiedzialności za kryzys zakonów. Być może, gdyby zakonnicy zechcieli posłuchać ze zrozumieniem Freuda wyszłoby im to na dobre. Przyczyną kryzysu jest pycha, chciwość, nieczystość, obżarstwo, zazdrość, agresja i lenistwo duchownych. To błąd obwaniać za grzechy kleru Freuda i Marksa.
Marta Staniszewska
Marta Staniszewska
16 stycznia 2013, 14:53
A co znaczy ta graniczność o której ojciec pisze?
OP
ojciec Piotr
16 stycznia 2013, 14:10
Ks. Kowalczyk sztucznie wprowadza hasło "Kryzys Zakonów" w liczbie mnogiej, jestem zakonnikiem i w moim zakonie nie ma kryzysu. Więc proszę nie wprowadzać sztucznie pojęcia do całości i nie uogólniać. Jeśli jest kryzys to dotyka właśnie zakonów liberalnych, które poszły w nie właściwym kierunku, bo próbują ochrzcić to co świeckie i wprowadzają wszelkiego rodzaju pseudo nowinki do ewangelizacji i życia zakonnego.
E
e
16 stycznia 2013, 13:03
To  (przede wszystkim ) w nas musi działać Bóg ! (o własnych siłach trudno nawet z jednego grzechu poprawić się "na stałe").Wszystko jest ŁASKĄ BOGA.
E
e
16 stycznia 2013, 12:55
Księża są " sposród nas", i na pewno nam współczują i próbują pomóc.Każdy z nas musi jednak próbować ratować swoją duszę (potem swoich najbliższych}. Nie sprzyja temu zbytnie zajmowanie się cudzymi grzechami.
DK
Dariusz Kowalczyk SJ
16 stycznia 2013, 12:54
Dlaczego złamanie sakramentu małżeństwa, które szerzy się wkoło i nasila się nie budzi takich emocji jak wystąpienie z zakonu jednego z zakonników?  @agape30 Słuszne pytanie! I uważam, że głównym problemem Kościoła nie są odejścia kapłanów, nawet tych trochę bardziej znanych, ale kryzys rodziny, lęk przed małżeństwem, rozwody, brak dzieci. No ale nasz mainstream medialny na rzecz tradycyjnej rodziny nie zrobi nic. Raczej będzie się martwić o prawa gejów.
P
Paulus
16 stycznia 2013, 12:51
Zakony zdecydowanie żyją dzisiaj manierą a nie cnotą, nie lubują się w walce duchowej ale w poszukiwaniu popularności, nie interesuje ich człowiek, ale własny wizerunek. Milczenie, samotność, wspólnota - wszystko stało się towarem rynkowym. Nawet chorał. Woła to o zadumę i refleksję. Może to jest nadejście antychrysta?
P
Petrus
16 stycznia 2013, 12:48
W jednym z klasztorów przełożony posługiwał się terminologią: promocja, wizerunek itd. i w ten sposób skutecznie zwalczał braci, którzy byli nastawieni na życie duchowe, pod zarzutem ... uwaga ... psychologizowania.
E
e
16 stycznia 2013, 12:47
Musi działać Bóg.Musimy Go uznać i przyjmować do swojego życia (nieustannie) i poddawać się nieustannie ("Bądż Wola Twoja").
M
Misham
16 stycznia 2013, 12:33
A czy ten kryzys wspólnot zakonnych nie jest czasem odbiciem kryzysu Kościoła jako całości? Od dawna już Kościół dryfuje w stronę egalitaryzmu, jego forma i rola w świecie stają się coraz mniej wyraźne i zrozumiałe zarówno dla osób duchownych, jak i świeckich. Polska jest rewelacyjnym przykładem na te nieszczęsne tendencje. Jak niewiele Ducha widać w społeczeństwie, które w większości deklaruje się jako katolickie?! Jak rozbite i niekonsekwentne w swoim przewodnictwie są struktury pasterzy naszego stadka?! Życie zakonne jest tylko jednym z elementów Chrześcijaństwa, ale najwyraźniej również ono wykazuje, że coś jest z nie tak z mechanizmami działania naszego Kościoła i że póki co tendencje nie są obiecujące. Taki Kościół w obliczu wrogości świata laickiego, czy agresywnego rozwoju świata Islamu będzie musiał napotkać wiele trudności i ciężko przeciętnemu zjadaczowi chleba uniknąć zadawania sobie pytania: Co jest źle i co z tym można zrobić?
A
agape30
16 stycznia 2013, 12:32
Kryzys - mam wrażenie, że to słowo ostatnio jest w modzie;) Wszędzie kryzys: w gospodarce, w polityce, w małżeńswtie, w szkole, w zakonie.... A może własnie kryzys jest dany po to by doszło do zmiany, by stare mineło a przyszło nowe? Może własnie w kryzysach Bóg chce Nam powiedzieć, że pora na zmiany. Wiadomość o porzuceniu życia zakonnego przez znanego dominikanina z Gdaństa wstrząsa i porusza. A czy poruszają Nas tak samo rozwody Naszych bliskich: sióstr, wujków, przyjaciół, sąsiadów? Małżeństwo i kapłaństwo to sakramenty. Wydaje mi się, że ludzie zapominają o tym i bardziej skupiają się na zakonniku (który może właśnie przechodzi ciężki okres w swoim życiu, błądzi, jest na zakręcie) niż na rozwiedzionym koledze w pracy czy sąsiedzie z klatki obok....Dlaczego złamanie sakramentu małżeństwa, które szerzy się wkoło i nasila się nie budzi takich emocji jak wystąpienie z zakonu jednego z zakonników?
J
ja
16 stycznia 2013, 12:28
"Miejsce Pisma świętego i Tradycji zajęły tyleż modne, co niepewne teorie psychologiczne" - te teorie nie są tylko szkodliwe dla osób zakonnych ale także dla świeckich. Mam koleżankę - psycholożkę , która zajmowała się metodą Bertha Helingera i NLP. Była mocno zniewolona. Musiała odbyć spowiedź tzw. furtkową. Kapłani modlili się nad nią w modlitwie wstawinniczej. Miała bardzo dziwne zachowania. To istne diabelstwo. A podobno o. Krzysztofowicz zajmował się terapią Bertha Helingera... Trzeba bardzo uważać, bo rozwój psychologii wytworzył także liczne pułapki dla chrześcijan. A może należałoby powiedzieć, że człowiek stał się tak pyszny i taki mądry w swoim mniemaniu, a diabeł to po prostu wykorzystał. Powtórka z raju???
W
Wojtek
16 stycznia 2013, 12:26
Reguły i Konstytucje nie wystarzą, jeśli w zakonach nie będzie prawdziwej wspólnoty i zaufania między członkami. No i przede wszystkim szukania prawdziwego Boga, a nie wytwarzania w sobie jakiegoś jego wyobrażenia, dostosowanego do swoich potrzeb i wyborów, jak to zrobił Jacek Krzysztofowicz.
16 stycznia 2013, 12:22
Służba Bogu, a nie światu. Pełne bezwarunkowe zaufanie, szczególnie w kryzysie. Odrzucenie pokusy szukania poklasku, popularności, reflektorów. Reguły i konstytucje zakonne, a nie świeckie zasady życia. Pokora, posłuszeństwo zamiast wszechobecnej pychy. Z drugiej zaś strony nauczenie świeckich, żeby nie robili sobie bożka i wyroczni z zakonnika. Bo często za kryzysami stoją też świeccy traktujący zakonnika jako swojego guru.
P
poldek
16 stycznia 2013, 12:00
Recepta jest bardzo prosta. Zakony mają swoje reguły  i Konstytucje. Wystarczy więc je zastosować w codziennym życiu a wszystko będzie ok.
E
e
16 stycznia 2013, 11:43
Modlitwa,nieustanne poddawanie się woli Boga ("Bądż wola Twoja" we wszystkim),trwanie przed NajŚwiętszym Sakramentem,chwytanie i całowanie Krzyża (w kuszeniu).To Ratunek dla zakonów i dla nas.
F
F.
16 stycznia 2013, 11:36
W zeszłym roku na jednym ze spotkań z biskupami i papieżem "inicjatorowi" drogi neoaktechumenalnej sam papież bił brawo, gdy Kiko mówił o nowych sposobach ewangelizacji (trochę o tym że było takie spotkanie w art."cud małej wspołnoty" w Gościu Niedzielnym") więc może jest i znowu jak w XXIII wieku Bóg zawstydził możnych tego świata i duchowieństwo przez św.Franciszka, tak moze i w tym wieku przez prostego chłopka z gitarą i Pismem Świętym,( kótry zamieszkał w barakach i Duch sprawił że dużo slamsowiczów na serio zaczeło wchodzić w "Nowe Życie"), Bóg zechce pokazać że można inaczej. Choć to trudne.Miażdży się tam schematy.Drugi ma być traktowany jak sakrament.Eucharstia cześciej nazywana jako Pascha, tak w tym porównaniu Eucharystii do Paschy jest coś niesamowitego. Nie jestem fanatykiem tej wspólnoty, nie i jest mi w niej trudno.Ale świadectwa księży, którym wejscie do tej wspónoty uratowało kapłaństwo, coś chyba jednak świadczy...? Pozdrawiam serdecznie!!!
P
Pozdrawiam
16 stycznia 2013, 11:34
We Francji są benedyktyńskie wspólnoty zakonne , które, jak się wydaje, nie przeżywają kryzysu. Te, które wyodrębniły się z Solesmes - np. Fontgomault. Pielęgnują one starą łacińską liturgię, są jak oazy na francuskiej pustyni.
SA
Stanisław Andrzej Gumny
16 stycznia 2013, 11:19
Osoby konsekrowane wywodzą się z "NAS". Nie są inni. Pokusom podlegają tym samym tyle, że w ilościach i jakościach gorszych od "zwykłych" śmiertelników. Myślę, że ratunkiem dla zakonów i wszystkich prezbiterów może być powrót do "normalności". Takie cechy jak pokora, spokój, i brak "MATERIALIZMU" są ratunkiem.
A
anonimowy
16 stycznia 2013, 10:47
Spostrzegam u duchownych z którymi rozmawiam większe posługiwanie się kategoriami medialnymi, podsuwanymi przez różnorakie teorie psycho, polityczne, socjologiczne niż kategoriami duchowymi. Na spotkaniu rodzin oazowych mniej rozmowy o sprawach wiary, ufności niż na spotakaniu anonimowych uzależnionych. O czymś to świadczy. Najwazniejszy wypasik a do niego trzeba dostosować filozofię.
K
katolik
16 stycznia 2013, 10:29
Prawda nie jest lubiana? "Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego złych czynów." J 3:20   Zbawić się można tylko w prawdzie. W kłamstwie nie ma takiej opcji. Nie warto dobrowolnie iść do piekła.

Skomentuj artykuł

O kryzysie zakonów
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.