Ogromną nieumiejętnością księży jest dialog z mediami

Ogromną nieumiejętnością księży jest dialog z mediami
© Mazur/catholicnews.org.uk

Nauczyliśmy się prowadzić parafie i robimy dobrze wszystko, co się z tym wiąże, ale nie potrafimy wyjść ponad to. Prowadzimy duszpasterstwo osiadłe, statyczne, przewidywalne. Nie potrafimy natomiast bardzo często wyjść na zewnątrz, do ludzi, którzy o Kościele już dawno zapomnieli, zwłaszcza do młodych, ale też do tych, którzy do niedawna jeszcze z nami szli, a którzy zdecydowali się odejść.

Nie jest już dzisiaj niczym szokującym, że tzw. „media świeckie”, jeśli w ogóle o Kościele i duchownych mówią lub piszą, to raczej - delikatnie mówiąc - niekorzystnie. Zresztą nie bez powodu. Kolejne nadużycia, afery, skandale, niemądre i nieewangeliczne wypowiedzi duchownych, ośmieszanie nauki Kościoła i jej wypaczanie, krytyka papieża Franciszka – to przysłowiowa woda na „medialny młyn”. Nic więc dziwnego, że wielu ludzi boleje i utyskuje nad takim stanem rzeczy. Wielu też ma o to pretensje do mediów. Dodajmy – pretensje najczęściej niesłuszne.

Ciekawe, że w dużej mierze ci sami ludzie – duchowni i świeccy – zaczynają mieć żal i pretensje, a nawet nie kryją swojego oburzenia w sytuacji, gdy media o Kościele i duchownych mówią dobrze. Od jakiegoś czasu regularnie otrzymuję wiadomości i maile (czasem pełne wulgaryzmów i gróźb) od ludzi, którzy mają pretensje, że redakcja Dzień Dobry TVN (Anna Senkara - dzięki Ania!) zrobiła program o naszej parafii („Zastanawiające, że akurat w tej, a nie w innej” – piszą podejrzliwie), że o naszej akcji pomocy uwięzionym na lotnisku Manston kierowcom mówią wszyscy i wszędzie („Dlaczego mówią tylko o księdzu i ks. Dawidzie, a nie o innych księżach, którzy też tam byli?” – pytają pretensjonalnie; n.b. nie znam żadnego księdza, który by tam był, oprócz nas;), że portale internetowe piszą tak często o naszej parafii („A przecież jest tyle innych” - zaznaczają z troską).

Bardziej odważni apelują: „Nawróć się zgniły celebryto” lub „Przestań się promować i zajmij się uczciwą pracą, nierobie”. Takim orędownikom zbawienia zawsze odpisuję: „Stara zasad show biznesu mówi: «Nieważne, co mówią. Ważne, żeby mówili». A ja staram się być jej wierny”. Oczywiście jest to żart, który na owych prawych i sprawiedliwych działa niczym płachta na byka. Kluczowe dla mnie są słowa Pana Jezusa: „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 16).

DEON.PL POLECA

Zdecydowanie więcej otrzymuję wiadomości od ludzi, którzy uświadamiają mi, że moja misja ma sens i jest potrzebna. Na przykład: „Witam Księdza, dobry wieczór. Tu Bożena z małej wsi na Podkarpaciu. Chcę napisać Księdzu prosto i szczerze tak z serca: Dziękuję za to, co Ksiądz robił na lotnisku. Przywrócił nam Ksiądz wiarę w posługę duszpasterską, w księży i w ludzi po prostu. Pozdrawiam ciepło”. Albo: „Przywraca Ksiądz wiarę w Księży. I w to, że jeszcze może być normalnie. Dziękuję”. I może jeszcze to: „Witam. Szacunek za to, co zrobił pan w te Święta. Naprawdę, szok, że są tacy ludzie jeszcze na tym świecie. Dziękuję i pozdrawiam Tadeusz”.

A już zupełnie rozbrajają mnie takie wiadomości: „Księże Bartku, dziękuję, że ksiądz jest. Dzięki temu i ja jestem jeszcze w Kościele”. Szczerze się cieszę, że ta moja tutaj obecność i to, co robię, dla wielu jest ważne i potrzebne. Nawet jeśli niektórych irytuje, bulwersuje i mobilizuje do pisania donosów, tudzież paszkwili. Nie słyszałem, żeby ktoś odszedł z Kościoła np. przez to, że co roku biorę czynny udział w WOŚP Londyn i pojawiam się na finałowej scenie, podobnie jak nie słyszałem, żeby ktoś dokonał apostazji po obejrzeniu reportażu o naszej londyńskiej parafii w Dzień Dobry TVN. Wręcz przeciwnie – spotkałem ludzi, którzy dzięki temu w Kościele zostali.

Dlatego nie mam zamiaru oponować, gdy ktoś chce zrobić ze mną wywiad albo napisać o życiu naszej parafii. Nie mam zamiaru zabraniać żadnemu dziennikarzowi pisania dobrze o Kościele, kapłaństwie czy duszpasterstwie, nawet jeśli ów dziennikarz reprezentowałby najbardziej nieprzychylną Kościołowi redakcję. Nawet za cenę nazywania mnie celebrytą, za wątpliwą przyjemność czytania pełnych inwektyw i gróźb wiadomości czy konieczność tłumaczenia się z kolejnych denuncjacji nadesłanych do moich przełożonych przez „życzliwych”. Szczerze się cieszę, że dobrze o posłudze kapłańskiej chcą pisać magazyny katolickie jak "The Tablet", "Tygodnik Powszechny" czy "Gość Niedzielny”, ale jeszcze bardziej się cieszę, gdy kontaktuje się ze mną BBC News czy włoska agencja prasowa ANSA.it, bo wówczas ze świadectwem posługi kapłańskiej, informacjami o życiu Kościoła i Ewangelią mogę dotrzeć do tych, którzy z Kościołem od dawna nie mają nic wspólnego.

Ogromnie jestem wdzięczny mediom lokalnym z tak wielu miast i miasteczek w Polsce, które nie boją się pisać o Kościele dobrze w czasach, gdy najczęściej o Kościele mówi i pisze się tylko źle. Nie sposób tu wszystkich wymienić, bo okazuje się, że o akcji pomocy na lotnisku, czy o wolontariacie w Dom Chłopaków w Broniszewicach pisały gazety w różnych częściach Polski – od Pomorza po Podbeskidzie i od Podlasia po Dolny Śląsk. Napisały też "Wiadomości Wrzesiński" – pismo, któremu trudno nadać przydomek „kościelne”, a które jednak od czasu do czasu coś dobrego o Kościele napisze, za co bardzo dziękuję.

Nie mam zamiaru zabraniać żadnemu dziennikarzowi pisania dobrze o Kościele, kapłaństwie czy duszpasterstwie, nawet jeśli ów dziennikarz reprezentowałby najbardziej nieprzychylną Kościołowi redakcję.

Myślę, że naszą ogromną nieumiejętnością – mam tu na myśli księży, ale też świeckich liderów – jest dialog ze światem w ogóle, a ze światem mediów szczególnie. Nauczyliśmy się prowadzić parafie i robimy dobrze wszystko, co się z tym wiąże, ale nie potrafimy wyjść ponad to. Prowadzimy duszpasterstwo osiadłe, statyczne, przewidywalne. Nie potrafimy natomiast bardzo często wyjść na zewnątrz, do ludzi, którzy o Kościele już dawno zapomnieli, zwłaszcza do młodych, ale też do tych, którzy do niedawna jeszcze z nami szli, a którzy zdecydowali się odejść.

Nie potrafimy wyjść do ludzi spoza naszych kręgów i wspólnot, bo zwyczajnie się ich boimy. Jeśli nie zmieni się nasza mentalność, jeśli nie przestaniemy w drugim człowieku widzieć wroga, a nie zaczniemy widzieć w nim brata, będziemy się kurczyli, karłowacieli – także duchowo i mentalnie. Musimy doprowadzić do zmiany myślenia. To nie jest łatwe. Każda zmiana w "krainie pobożności" zazwyczaj niesie ze sobą zaciekłą i naładowaną emocjami krytykę, narzekanie i konflikt. I kiedy zaczynamy rzucać wyzwania ludziom „tradycyjnie pobożnym” i proponujemy, by szukać zagubionych, czasem nawet poleje się krew (w przenośni, oczywiście).

Tymczasem mamy być atrakcyjni i przystępni dla ludzi z zewnątrz i wymagający dla tych wewnątrz, by pomóc im się zmieniać, wzrastać i wychodzić ze strefy komfortu. Tylko wtedy będziemy w stanie skutecznie realizować fundamentalną misję, jaką zlecił nam Mistrz z Nazaretu: „Idźcie więc i pozyskujcie uczniów” (Mt 28, 19). Media mogą nam w tym skutecznie pomóc.

Proboszcz parafii na South Kensington w Londynie

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
abp Wojciech Polak, Marek Zając

Bez kompromisów i skrępowania. Po ludzku

Czy Kościół powinien mieszać się do polityki? Czy Polska powinna przyjmować uchodźców? W jaki sposób mierzyć się z problemem pedofilii wśród księży? Co Kościół ma do powiedzenia kobietom, które...

Skomentuj artykuł

Ogromną nieumiejętnością księży jest dialog z mediami
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.