Po co błogosławić McDonalda?

Po co błogosławić McDonalda?
(fot. Szymon Niemczewski // www.facebook.com/gminanaklo)

Pobłogosławienie i pokropienie wodą święconą restauracji nie jest niczym nadzwyczajnym, nie tylko w Polsce. Więc w czym problem?

To już było. W styczniu 2015 roku otwierano restaurację amerykańskiej sieci barów szybkiej obsługi w Żywcu. Dla lokalnej społeczności było to naprawdę ważne wydarzenie. Między innymi dlatego, że powstało 60 miejsc pracy. Jak donosiły media, na uroczystości nie zabrakło m.in. władz miasta, radnych i innych oficjeli. Lokal został również poświęcony przez księdza. Właśnie w związku z tym, w niektórych bulwarówkach i w internecie pojawiły się kpiny, drwiny, memy, ktoś nawet nakręcił prześmiewczy filmik.

Więc tym razem, w związku z podobnym wydarzeniem w Nakle nad Notecią sprzed kilku dni, mamy do czynienia tylko z powtórką. Chociaż jest też nowy element. Tym razem o sprawie wypowiedział się przedstawiciel polskiego episkopatu oraz ksiądz liturgista z cenzusem doktora habilitowanego. Obaj zapewnili, że w błogosławieniu obiektu gastronomicznego nie ma nic złego. Naukowiec objaśnił, że błogosławieństwo oznacza dla proszących o nie "rzeczywistość duchowej korzyści i chroni od złych rzeczywistości nadprzyrodzonych". Tym sposobem medialny żywot mocno naciąganej sensacyjki został przedłużony o kilka dni.

W rzeczywistości pobłogosławienie i pokropienie wodą święconą restauracji nie jest niczym nadzwyczajnym, nie tylko w Polsce. Na całym świecie, gdziekolwiek mieszkają katolicy, można znaleźć takie zakłady zbiorowego żywienia. Podobnie jak można znaleźć pobłogosławione domy, mieszkania, szkoły, biblioteki, szpitale, urzędy, sklepy i inne zakłady pracy, obiekty sportowe. W drugiej części dwutomowej księgi "Obrzędy błogosławieństw" są również stosowne modlitwy odmawiane podczas błogosławienia urządzeń technicznych, narzędzi pracy, zwierząt, pól, zasiewów i pastwisk.

"Obrzędy" przynoszą też wyjaśnienie, że chrześcijanie nie tylko potrafią rozpoznać ślady Bożej dobroci we wszystkich rzeczach stworzonych, lecz także wszystkie wydarzenia na świecie odczytują jako znaki ojcowskiej opatrzności, z jaką Bóg wszystkim rządzi. "Zawsze więc i wszędzie istnieje okazja do modlitwy, do wyrażania Bogu ufności i składania należnego dziękczynienia". Jest więc stosowne, aby ów zmysł wiary, dzięki któremu wyznawcy Jezusa Chrystusa dostrzegają obecność Boga we wszystkich życiowych wydarzeniach, wyrażał się w specjalnych obrzędach sprawowanych wtedy, gdy zaczynają używać pewnych rzeczy lub wchodzą do nowo zbudowanych pomieszczeń. "Albowiem samego Boga błogosławimy i składamy Mu dziękczynienie za nowe rzeczy lub budowle i prosimy Go o obfite błogosławieństwo dla ludzi, którzy będą korzystali z dobrodziejstwa danych dzieł lub przedmiotów".

Zresztą, nie trzeba wcale zaglądać do teologicznych uzasadnień błogosławieństw, aby wiedzieć, że są one w życiu człowieka wierzącego czymś zwyczajnym, normalnym i potrzebnym. Każdy, kto choć raz uczestniczył w procesji Bożego Ciała, słyszał powtarzaną przy każdym z czterech ołtarzy modlitwę: "Błogosławieństwo Boga wszechmogącego niech strzeże i zachowa to miejsce, jego mieszkańców i ich warsztaty pracy, a także role i urodzaje ziemskie...". Jej treść jest oczywistością i nikomu nie przychodzi do głowy, aby robić aferę z powodu tego błogosławieństwa, obejmującego spory kawałek doczesności i zwykłego ludzkiego życia. Nie ma więc prawdziwego problemu z błogosławieniem także nowej restauracji globalnej sieci gastronomicznej.

Problem leży gdzie indziej. Dlaczego od czasu do czasu obecność duchownego odmawiającego modlitwę i machającego kropidłem rodzi wątpliwości i niepokój nie tylko ludzi sceptycznie nastawionych do wiary i jej publicznego okazywania, ale również pobożnych, zaangażowanych katolików? Skąd u nich wrażenie, że w niektórych sytuacjach możemy mieć do czynienia z przesadą, a może nawet nadużyciem? Skąd zażenowanie, którego nie starają się ukryć? Czy to wynik ostrożności i obawy, że wynikający z wiary chrześcijańskiej obrzęd potraktowany zostanie jak magiczne zaklęcie? Może chodzi o niedobre doświadczenia dotyczące instrumentalizacji wiary i Kościoła?

Błogosławienie wymaga roztropności, m. in. polegającej na uwzględnieniu okoliczności, w jakich się odbywa. Czasami trzeba krótkiego wyjaśnienia. Po to, aby błogosławieństwo nie okazało się niezrozumiałym dla uczestników i obserwatorów wydarzenia ozdobnikiem, w którym najważniejsze jest machanie kropidłem.

ks. Artur Stopka - dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI.

Dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Buttiglione Rocco, kard. Gerhard Ludwig Müller
20,94 zł
29,90 zł

Czytajmy razem adhortację Amoris Laetitia bez wzajemnych oskarżeń i podejrzeń, ze zmysłem wiary (sensus fidei), w świetle całej tradycji doktryny Kościoła i z gorliwą duszpasterską troską o wszystkich, którzy znajdują się w trudnych sytuacjach małżeńskich...

Skomentuj artykuł

Po co błogosławić McDonalda?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.