Pozwólcie mi być smutnym!

Pozwólcie mi być smutnym!
Paweł Kowalski SJ

Czy to nie jest tak, że w Kościele potrzeba nam przede wszystkim radości? Otóż… nie. Nie tego nam trzeba i mam zamiar to udowodnić.

Pamiętam, jak kiedyś moja znajoma odchodziła razem ze swoim mężem ze wspólnoty charyzmatycznej, w której spędzili razem dobrych kilka lat. Chwilę później wstąpili do wspólnoty neokatechumenalnej. Po roku zapytałem, jak się w niej czują. To, co usłyszałem, bardzo mnie zdziwiło.

- W końcu mogę być wolna przed Bogiem! - powiedziała moja znajoma.

- To ciekawe, że w Odnowie nie czułaś się wolna - uśmiechnąłem się.

- Tam ciągle ktoś ode mnie wymagał, abym była wesoła. Tutaj mogę być taka, jaka jestem, zdenerwowana, cierpiąca. Nikt mi nie każe być radosną, kiedy akurat tak się nie czuję.

Zamurowało mnie.

Mówienie o smutku w wierze nie jest trendy. Zwłaszcza że ostatni dokument aktualnego papieża mówi przecież tyle o radości. Często słyszymy, że naszej wierze brakuje radości, szczególnie kiedy w smutnych, ciemnych kościołach od ołtarza słychać jedynie narzekania na politykę, a z ławek niesie się plotkarski szept o sąsiadkach, zepsutej młodzieży itp. Czy to nie jest tak, że w Kościele potrzeba nam przede wszystkim radości? Otóż… nie. Nie tego nam trzeba i mam zamiar to udowodnić.

Smutek ma wiele twarzy.

Jest smutek śmierci, opuszczenia i straty. Z żalu wciska w fotel. Ma zapach zatęchłej kapliczki cmentarnej. To smutek choroby, kiedy człowiek nie ma siły nawet sklecić jednego Zdrowaś Mario, bo słowa z bólu gdzieś mu się gubią. Taki smutek jest pełen powagi.

Jest smutek będący w nas głosem sumienia, które oburza się na zło, krzywdę i płacz. To smutek, kiedy człowiek cierpi razem z bratem, któremu rozpada się życie. To smutek, który dopinguje nas, abyśmy wyszli z naszego ciepłego gniazdka i współcierpieli. Taki smutek jest święty.

Ale jest i smutek, kiedy człowiek czuje się jak kropla smoły, w której każdy promyk światła traci swoją moc. Kiedy nie ma siły wstać rano z łóżka, bo czuje, że to wszystko jest bez sensu. Kiedy jedyną odczuwaną przez niego emocją jest rozpacz. I taki właśnie smutek jest przeklęty.

Czy naprawdę w chrześcijaństwie chodzi o to, żeby być radosnym? Św. Ignacy Loyola mówił o pocieszeniu, które jest niezależne od mojego stanu emocjonalnego. Pocieszenie, czyli znak bliskości Boga, które mogę odczuwać zarówno jako radość, siłę i energię, jak i jako łzy z powodu grzechu czy cierpienia Jezusa. Pocieszenie nie jest równoznaczne z radością, a tym bardziej z wesołkowatością będącą raczej ucieczką od życia. Jestem więc przekonany, że w Kościele nie tyle potrzeba nam przede wszystkim radości, ile poczucia bliskości Chrystusa!

To On jest w stanie wsłuchać się w moją ciszę, pozwalając, aby mój smutek sam się ze mnie wysączył, aby moja dusza się oczyściła. Razem ze mną cierpi, kiedy czuję się połamany przez życie albo przez innych. A w tych chwilach, kiedy wydaje mi się, że wokół mnie jest tylko magmowata ciemność, On powoli i delikatnie sprawia, że twarda skorupa ulega korozji.

Czyli co? Mamy być smutnymi chrześcijanami? Oczywiście nie. Chodzi jednak o to, abyśmy nie bali się panicznie, kiedy w naszym życiu pojawią się cierpienie i ból. W takich sytuacjach człowiek nie jest w stanie przekonać siebie, że powinien być szczęśliwy. Nie działają wtedy żadne sloganowe pociechy. Czasami ma się nawet pokusę, by interpretować to jako zemstę Boga. Tymczasem nawet smutek może być miejscem spotkania z czułym i cichym Bogiem. Kiedy więc słuchamy Franciszka, weźmy pod uwagę, że nie chodzi mu o wesołkowate chrześcijaństwo, ale o Kościół silnie wrośnięty w Chrystusa. To Chrystusa potrzeba nam najbardziej. I to takiego, który jest obecny w konkretnej sytuacji naszego życia!

Na koniec mam dla Ciebie, Przyjacielu, dwie piosenki. Pierwsza to kołysanka dla umierającej. Pochodzi z płyty Leny Piękniewskiej "Kołysanki na wieczny sen". Kołysanki dla tych, którzy umarli, ale nie odeszli. Wykonywana po hebrajsku i po polsku. Łzy w teledysku nie są pozorowane.

Druga to stara melodia amerykańska, wykonywana na przestrzeni lat przez różnych artystów. Tutaj w interpretacji Johnny'ego Casha. Zamieszczam również wolne tłumaczenie na język polski. Myślę, że przesłanie nie potrzebuje większego komentarza.

Jestem tylko biednym wędrującym nieznajomym,

Podróżuję przez ten świat poniżej.

Nie będzie ani choroby, ani znoju, ani niebezpieczeństwa

W tej jasnej krainie, do której idę.

Idę tam spotkać mojego Ojca

I wszystkich bliskich, którzy już odeszli.

Przechodzę przez Jordan.

Idę do domu.

Wiem, że ciemne chmury zbiorą się wokół mnie,

Wiem, że moja droga jest ciężka i stroma.

Ale cudowne pola rozciągają się przede mną,

Gdzie Bóg zbawia, ich czuwanie trwa.

Idę tam, aby zobaczyć moją Matkę.

Powiedziała, że spotkamy się, gdy przyjdę.

Więc przejdę przez Jordan.

Idę do domu.

Przechodzę przez Jordan.

Idę do domu.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Pozwólcie mi być smutnym!
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.