Religijność młodych - co poszło nie tak?

Religijność młodych - co poszło nie tak?
(fot. Katie Treadway on Unsplash)

Powoływanie się na to, że wielu młodych ludzi chodzi na religię, bierze ślub kościelny i chrzci swoje dzieci, świadczy nie tylko o naiwności, ale także o lęku przed przyznaniem, że jednak coś poszło nie tak.

Raport opublikowany przez Pew Research Center dotyczący religijności młodych Polaków jest jak spojrzenie w lustro po wielu dniach, podczas których prowadziliśmy niezbyt higieniczny tryb życia, a jednocześnie unikaliśmy oglądania własnej twarzy, by nie dostrzec na niej śladów zaniedbania. Można obrazić się na brak litości, jaki zwykle cechuje zwierciadła, można tłumaczyć, że mamy dziś wyjątkowo złe oświetlenie - ale można też wyciągnąć wnioski.

Spadek czy przemiana?

Badania przeprowadzone przez Pew Research Center  miały na celu porównanie religijności osób przed i po 40. rokiem życia w 108 krajach na świecie. I chyba wielu z nas, wierzących Polaków, już szybciej spodziewałoby się Hiszpańskiej Inkwizycji, niż następującego wniosku:

Ze wszystkich przebadanych państw, największy spadek religijności - z generacji na generację - nastąpił w Polsce.

Tak, w kraju nad Wisłą, który opiera się na "chrześcijańskich wartościach" i niedawno obchodził 1050. rocznicę Chrztu, a w każdym mieście przynajmniej jeden obiekt jest nazwany imieniem św. Jana Pawła II, młodzi ludzie najszybciej ze wszystkich krajów odchodzi od Kościoła i religii.

Ciekawe jest również to, jak odbywa się nasza laicyzacja - młodzi Polacy wciąż mają w zwyczaju bywać w kościele (choć też stają się "nienachalni" wobec Boga), ale... przestają się modlić - jak mówią wyniki badania, W Polsce codziennie modli się 39 proc. starszych i tylko 14 proc. młodszych. To generacyjny spadek o 25 punktów procentowych. Większy zanotowała tylko Japonia.

A przecież modlitwa jest podstawą budowania osobistej, głębokiej relacji z Bogiem, absolutną podstawą duchowości chrześcijańskiej. Oznacza to, że religijność młodych ludzi nie ulega takim zmianom, jak w innych krajach laicyzujących się - my nie zmieniamy się w wierzących niepraktykujących, lecz raczej praktykujących niewierzących. Można humorystycznie powiedzieć, że nasz przekorny naród nawet dechrystianizację przechodzi "na opak" - ale tak naprawdę ten stan rzeczy nie jest wcale zabawny. Nie sposób uciec od pytania o przyczynę tych przemian -  a ja jestem przekonana, że obwinianie o młodzieńczy kościelny exodus hedonistycznej mentalności młokosów, procesów globalizacyjnych oraz "zachodniego liberalizmu" do niczego sensownego nas nie doprowadzi.

Rozpocznijmy żałobę

Badaczka procesu żałoby, Elizabeth Kubler-Ross dowiodła niegdyś, że gdy ludzie otrzymują druzgocącą wiadomość (na przykład o śmierci lub chorobie kogoś bliskiego), to zwykle pierwszym etapem radzenia sobie z tym jest tak zwane zaprzeczanie - nie pozwalamy, by trudna wiadomość przedarła się przez nasze emocjonalne zasieki, których zadaniem jest ochrona normalnego funkcjonowania. Wiele osób w tym celu podważa diagnozę lekarską, szuka innych osób (często reprezentującymi medycynę alternatywną), które powiedzą, że wszystko jest dobrze i ktoś widocznie chciał nas oszukać. Nie inaczej jest z częścią nas, wierzących, którzy zapoznali się z danymi na temat spadku religijności młodych Polaków: oszukujemy się, że może badania były prowadzone złą metodą, że prowadził je ktoś nieżyczliwy, że to nic nie znaczy, że przecież pokolenie JPII i piękne ŚDM... Jest to jednak klasyczny przykład zaprzeczania, który do niczego dobrego nie doprowadzi - trwanie w tym stanie może sprawić, że przegapimy "strzał ostrzegawczy", nie zrobimy nic, by pomóc młodym ludziom odbudować nadszarpniętą relację z Matką Kościołem. Powoływanie się na to, że wielu młodych ludzi chodzi na religię, bierze ślub kościelny i chrzci swoje dzieci, świadczy nie tylko o naiwności, ale także o lęku przed przyznaniem, że jednak coś poszło nie tak.

Jak palą się mosty

Sądzę, że jedną z głównych przyczyn, dla których młodzi na stałe odchodzą od praktyk religijnych, jest słabość katechizacji w Polsce. Prawie wszyscy uczniowie chodzą na lekcje religii (w miejscowościach w południowo-wschodniej części kraju bywa to nawet sto procent), ale jakąkolwiek teologiczną wiedzę posiadają nieliczni. Młodzi ludzie zwyczajnie nie rozumieją swojej wiary, przez co, gdy spotykają (głównie w Internecie) wojujących ateistów, nie zamieniają się w biegłych apologetów, lecz dają się oczarować "zdroworozsądkowością" ateizmu lub agnostycyzmu. Czas, który ma być przeznaczony na przygotowanie do sakramentów - pierwszej komunii bierzmowania - zwykle spędzany jest na nauce modlitw i pięknego siadania w ławkach na trzy-cztery, a nie na dostosowane do możliwości dziecka w danym wieku rozmowy o Bogu.

Trudno jest mi oprzeć się wrażeniu, że Kościół polski nie oparł się pokusie tryumfalizmu - chwalimy się organizacją pięknych Światowych Dni Młodzieży, pielgrzymkami na Jasną Górę, ale chyba jednak nie jesteśmy z młodymi (często gniewnymi) w codziennym życiu. Nie umiemy im mądrze towarzyszyć, przewodzić z szacunkiem do ich doświadczeń. Kazania dla młodzieży zbyt często dotyczą spraw seksu, "wyboru drogi wiary", a nawet polityki - zbyt mało jest natomiast słów o rozwoju duchowości, poszukiwaniu Boga w codziennym życiu, prawdziwym znaczeniu Bożej miłości. Bóg wydaje się więc znacznej części młodych elementem kulturowego pejzażu Polski, a nie żywą Osobą, która jest przy nich na dobre i na złe.

Jasna strona kościelnej mocy

Jasne, że są na mapie Kościoła w Polsce są miejsca, ludzie i media, które pomagają młodym budować żywą wiarę. Dominikańskie i Jezuickie Duszpasterstwa Akademickie, wolontariaty Caritasu, charyzmatyczni duszpasterze i vlogerzy robią kawał dobrej roboty - ale jednak nie każdy młody człowiek wie, jak ma dotrzeć na te "niwy zielone" w Kościele. Części z nich Kościół jawi się jako instytucja zamknięta, gdzie na starcie zostaje się ocenionym i zaetykietowanym. A przecież katolicka wspólnota powinna dla wszystkich - młodych i starych - być bezpiecznym azylem, "szpitalem polowym", jak mówił papież Franciszek. Zabiegany człowiek współczesny nie przestał odczuwać przecież duchowego głodu, apetytu na sens życia. Jeżeli młodzi ludzie spotkają na swojej drodze ludzi, którzy wytłumaczą im piękno Ewangelii (bez używania zakurzonego, archaicznego języka), otrzymają poczucie bezpieczeństwa i doświadczenie wspólnoty, to żadne "lewackie ideologie" nie będą w stanie odciągnąć ich od Boga. Nie bójmy się więc jako katolicy być krytyczni względem siebie - potraktujmy ten raport jako szansę na naprawienie tego, co zostało zaniedbane i pominięte.

Dajmy wiarę słowom Jezusa, które tak często przytaczane są w kazaniach: to właśnie prawda nas wyzwoli.

Angelika Szelągowska-Mironiuk - psycholog i copywriter. Wierząca i praktykująca. Prowadzi bloga katolwica.blog.deon.pl

Psycholog i copywriter. Wierząca i praktykująca. Prowadzi bloga katolwica.blog.deon.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Religijność młodych - co poszło nie tak?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.