Trudne czasy dopiero przed nami

Trudne czasy dopiero przed nami
(fot. Bartosz Zielinski / CC BY-SA 4.0)

Wiara w to, że najtrudniejsze kwestie związane z kryzysem seksualnym w Kościele są już za nami to naiwność. Jesteśmy obecnie na etapie wstrząsów przepowiadających, a prawdziwe trzęsienie ziemi wciąż przed nami.

Nie, nie jestem prorokiem, nie zamierzam też być Kasandrą. Ani jedno, ani drugie mnie nie interesuje. To, co piszę, i przed czym ostrzegam to wyłącznie efekt spokojnej analizy tego, co wydarzyło się, gdzie indziej, a także bieżącej sytuacji w Polsce. I właśnie te dwa elementy pozwalają stwierdzić, bez ryzyka wielkiego błędu, co nas czeka w najbliższych miesiącach i latach, a także spokojnie uznać, że wstrząsy jakie przeżyliśmy do tej pory są, co najwyżej, łagodną zapowiedzią tego, co nas czeka.

Zacznijmy od tego, co już się wydarzyło. Na razie mamy kilkadziesiąt, może kilkaset (bo diecezje nadal często, choć mają taki obowiązek, nie raportują o zgłoszonych sprawach do Biura Delegata) zgłoszonych spraw, kilku oskarżonych o tuszowanie spraw biskupów i dwóch oskarżonych o molestowanie. Kilka razy sądy zasądziły odszkodowania, a w jednym przypadku (co oznacza ustalenie linii orzeczniczej) wyrok potwierdził Sąd Najwyższy. Media wyciągają kolejne sprawy, a ofiary - dzięki Bogu - zaczynają podnosić głowę i z odwagą mówić o swoim cierpieniu, a także domaga się odszkodowań. Większość księży, a także niemała część świeckich wciąż nie dostrzega problemu i uznaje, że w istocie jest to atak. Jednym słowem jesteśmy na początku kryzysu, a nie w jego apogeum czy tym bardziej nie u jego końca. A żeby to zrozumieć trzeba uświadomić sobie kilka podstawowych faktów.

Otóż tak się składa, że biskupi Napierała i Janiak, Tomasik i Rakoczy oskarżeni o tuszowanie czy tolerowanie przestępstw seksualnych nie są jakimś wyjątkiem, ale raczej regułą. Przenoszenie księdza z parafii na parafię, odsuwanie próśb ofiar i ich rodzin, by sprawę załatwić było to pewnego momentu standardowym modelem działania. Korporacyjny model zarządzania, klerykalizm, a także kompletne niezrozumienie ofiar było normą, a nie wyjątkiem. I dotyczy to nie tylko Polski, ale całego świata. Co z tego wynika? Odpowiedź jest prosta: oskarżeń i związanych z nimi procesów kanonicznych będzie o wiele więcej. Nie kilka, ale kilkadziesiąt, a medialnych doniesień na te tematy odnoszących się do hierarchów już nieżyjących będzie jeszcze więcej. Wyrok Sądu Najwyższego w sprawie chrystusowców i odszkodowania dla ofiary oznacza zaś, że powstaje linia orzecznicza, a to daje szanse wielu sprawnym adwokatom to uzyskiwania ogromnych odszkodowań za tego rodzaju zaniedbania. Ujawnianie tuszowania będzie więc tylko pierwszym krokiem, bo potem będą odszkodowania, i to - biorąc pod uwagę to zasądzone wobec chrystusowców - niemałe. I to one naprawdę wywołają szok.

Większość księży, a także niemała część świeckich wciąż nie dostrzega problemu i uznaje, że w istocie jest to atak. Jednym słowem jesteśmy na początku kryzysu, a nie w jego apogeum czy tym bardziej nie u jego końca.

Ale to nie wszystko. Już teraz pojawiły się informacje nie tylko o zaniedbaniach, ale o molestowaniu seksualnym przez biskupów. Dwa zakończyły się doniesieniami do Watykanu (mowa o kard. Henryku Gulbinowiczu i biskupie Janie Szkodoniu), ale wiele wskazuje na to, że to nie koniec. Już teraz media sugerują, że doniesienia o niewłaściwych zachowaniach wobec kleryków kierowane były do nuncjatury także wobec biskupa Janiaka, ale nie zakończyły się reakcją. To będzie rodzić pytanie, czy w przeszłości - pod kierunkiem abp Józefa Kowalczyka - nuncjatura działała odpowiednio (a to, co wiemy o sprawie arcybiskupa Juliusza Paetza, pozwala sądzić, że niekoniecznie), ale także o to, ile jeszcze takich spraw nas czeka, i jak poważnych postaci naszego życia publicznego i religijnego one czekają. We Francji skandale uderzyły w najbardziej symboliczne postaci życia religijnego, i obawiam się, że podobnie może być w Polsce. To będzie dopiero prawdziwy szok, gdy trzeba będzie pokazać, że osoby, który uchodziły za ikony pewnych środowisk mają na sumieniu nie tylko zaniedbania, ale wręcz molestowanie. I warto mieć świadomość, że będzie to dotyczyć ludzi z każdej strony kościelnej sceny.

Ujawnianie skandali wiązać się będzie, jak się zdaje, także z tym, że coraz lepiej widzieć będziemy rozmaite mechanizmy manipulacji, które na dobre zagościły w naszej religijności. I nie chodzi tylko o manipulacje seksualne, ale także religijne, które często prowadzić mogą do głębszych patologii. Racjonalne zmierzenie się z tym wyzwaniem, które niekiedy przyjmuje postać neopentekostalnych odlotów, a niekiedy ma bardziej tradycyjne, a nawet zakorzenione w fałszywie rozumiany tomizmie, oblicze ślepego posłuszeństwa czy teologii mistycznych pocałunków (a mieliśmy już w Polsce takie przypadki, które ujawniają podobieństwa do tego, co działo się we Wspólnocie św. Jana). Proces oczyszczanie religijności z tego, co nią nie jest, ujawniania mechanizmów manipulacji, tam gdzie przyzwyczailiśmy się widzieć piękno żywej wiary także będzie bolesne. I to niekiedy bardzo.

I wreszcie przyjdzie nam się, jako Kościołowi, zmierzyć się z obliczem ofiar, z ludźmi, którzy pod płaszczykiem sukcesu skrywają oblicze skrzywdzonych dzieci, z ludźmi, których życie zostało dosłownie i w przenośni złamane, i którzy oczekiwać będą nie tylko sprawiedliwości wobec sprawców i tych, którzy ich kryli, ale także miłosierdzia, empatii, zainteresowania od hierarchów, kapłanów, ale i wiernych. Masowe duszpasterstwo nie nauczyło nas pewnych zachowań, a je będzie trzeba wypracować. Mierzenie się z historiami ofiar jest zawsze niezmiernie trudnym doświadczeniem, bo wymaga rewizji myślenia o wielu sprawach.

Kolejne ujawniane sprawy, zawiedzione nadzieje i zaufanie, skutkować będą powolną (a może szybką, to trudno ocenić), ale systematyczną dalszą laicyzację i utratę zaufania do Kościoła hierarchicznego. Sojusz z państwem nie tylko nie zatrzyma tego procesu, ale nawet go przyspieszy, a mechanizmy obrony oblężonej twierdzy sprzyjać będzie powstawaniu i umacnianiu mentalności sekciarskiej, która odpychać będzie kolejnych wiernych. Hipokryzja i korporacyjna obrona swoich sprawi zaś, że świadectwo nauczania Kościoła będzie o wiele słabiej przyjmowane. Wszystko to każe przygotować się na model irlandzki, i to nie za dziesięć czy piętnaście lat, ale o wiele szybciej.

Tego rodzaju procesy obserwowaliśmy wszędzie, i choć Kościół w Polsce mógł się na nie przygotować, mógł przygotować własną odpowiedź uprzedzającą pewne zjawiska, to tego nie zrobił. Nic nie wskazuje więc na to, by nie miały się one powtórzyć także u nas. Jedyną nadzieją jest to, że po tym trudnym - może nawet kilkunastoletnim etapie - przychodzi czas dojrzałości, odpowiedzialności, świadomego mierzenia się z wyzwaniami i wreszcie kształtuje się w jego trakcie nie tylko nowa teologia, ale i nowa rola świeckich w Kościele. Taką nadzieję pozwala mieć historia katolicyzmu w USA, ale warto mieć świadomość, że w Irlandii nic takiego się nie wydarzyło. To, który scenariusz zostanie zrealizowany w Polsce zależy także od odpowiedzi świeckich: teologów, filozofów, psychologów i zwyczajnych świeckich. To, że będzie trudno jest pewne, otwartym pozostaje pytanie, jak to się wszystko skończy.

Doktor filozofii, publicysta Telewizji Republika i felietonista Plusa Minusa, autor wielu książek, a prywatnie mąż i ojciec.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Adam Żak SJ
16,14 zł
26,90 zł

Rozliczenie z problemem pedofilii w polskim Kościele

Ujawnienie skali wykorzystywania seksualnego nieletnich przez osoby duchowne wstrząsnęło Kościołem w Polsce i na świecie. Reakcje hierarchów były skrajne: od lęku przed ujawnieniem długo skrywanej prawdy po chęć...

Skomentuj artykuł

Trudne czasy dopiero przed nami
Komentarze (16)
AS
~Antoni Szwed
19 lipca 2020, 15:24
"Dwa zakończyły się doniesieniami do Watykanu (mowa o kard. Henryku Gulbinowiczu i biskupie Janie Szkodoniu)". Donosić można na każdego, to żaden argument. Z tego, że ktoś kogoś oskarża o jakąś brzydką rzecz, nie wynika, że oskarżony ją RZECZYWIŚCIE popełnił. Można to powiedzieć dopiero wtedy, sądownie zostanie przesądzone, że było tak, jak brzmi oskarżenie. Dopóki nie ma takiego rozstrzygnięcia łatwo można człowieka skrzywdzić, oczernić. Kardynał Pell niewinnie siedział w więzieniu ponad rok. Czy dziennikarze, którzy go fałszywie oskarżali przyznali się do swojego oszczerstwa? Czy przeprosili Kardynała? Red. Terlikowski również ma niezwykłą łatwość oskarżania innych. Czy zastanawiał się na tym, że jego oskarżycielskie sugestie mogą się w niektórych przypadkach okazać fałszywe? Czy wie ile szkody może przynieść zbyt pochopny osąd osoby, znanej z imienia i nazwiska? Czy wie, że raz rzuconego błota nie da się do końca usunąć? Czy ma tego świadomość?
PK
~Pytacz kowalik
19 lipca 2020, 10:00
Ciekawy jestem co pan Terlikowski sądzi o rozwodach kościelnych po 20 latach małżeństwa i 3 dzieci jak w przypadku Kurskiego? Jak my malutcy mamy wierzyć polskim biskupom i klerowi ogólnie? I nie opuszczę aż do śmierci brzmi trochę komicznie...
MK
~Michał Kościelnik
17 lipca 2020, 06:53
Poruszające przedstawienie tej sytuacji w magazynie Kontakt : "Kościół w Polsce. Kamyczki się ruszyły, lawiny (jeszcze) nie ma"
TM
Trash Man
17 lipca 2020, 14:18
Bo kościół jest potrzebny rządowi, który go chroni. Jak inaczej można wytłumaczyć organizację specjalnych procedur dla spraw związanych z kapłanami.
RP
~Roman Pol
19 lipca 2020, 10:03
W kościele jest wielu niewierzących księży. Im zależy na tu i teraz, byle fura i komora się zgadzała. Była kasa na wycieczki, panny etc. A że kościół upadnie z hukiem po romansie z władzą to kogo obchodzi...
WS
~Wojciech Sobolski
16 lipca 2020, 19:44
"I wreszcie przyjdzie nam się, jako Kościołowi, zmierzyć z obliczem ofiar" ... itd, jak pisze Terlikowski. Mam wrażenie czytając takie teksty jakoby molestowania były jedynym najważniejszym grzechem Kościoła. Oto na naszych oczach wyrasta nam kolejna grupa roszczeniowa( ofiary molestowania), którą natychmiast trzeba ukochać, zaraz po ludziach lgbt. Zbliżam się do pięćdziesiątki i nigdy nie zetknąłem się osobiście z problemem tych nadużyć w Kościele ani nikt w mojej rodzinie do pradziadków włącznie nie sygnalizował takich spraw. Świadczy to o ich marginesie. Więc jak ktoś chce na gwałt się mierzyć z tym PROBLEMEM to proszę bardzo. Ja na pewno nie dam się w to wciągnąć a zwłaszcza w finansowanie zadośćuczynień, osobników strasznie skrzywdzonych. Na szczęście w Polsce nie ma podatku kościelnego więc jak tylko zauważę mnożenie się odszkodowań moje pieniążki na tacę się skończą. Nie będę przepraszać ani tym bardziej płacić za coś co mnie nie dotyczy!
JK
Jacek K
16 lipca 2020, 23:07
Ja też się nie zetknąłem. To tylko świadczy o tym, jak bardzo ofiary głęboko ukrywają swoją traumę. Wskazując sprawcę - księdza zazwyczaj zostają oskarżone przez nas dobrych katolików o atak na kościół i chęć dorobienia się.
JB
~Johny Bravo
17 lipca 2020, 16:10
Z gwałtem też być może Ty i ktoś z Twojej rodziny się nie zetknął co nie oznacza, że jest to sprawa marginalna. Z całym szacunkiem dla Pana ale to, że Pan i rodzina czegoś nie widzieliście nie oznacza, że coś nie istnieje ani tego nie ma. Może najwyższa pora nieco przejrzeć na oczy i zdać sobie sprawę, że Kościół dawno zszedł z drogi wyznaczonej mu przez jego założyciela. Czas przejrzeć na oczy i zrozumieć, że nieliczni księża robią swoją robotę i troszczą się o wiernych a część dba o swoje brzuchy, wygodę, biznes itp. Jeśli Pan myśli, że ksiądz tylko przez to że jest księdzem będzie lepszy czy też nie skrzywdzi dziecka to mimo swoich 50 lat mało Pan wie o życiu.
AM
~Alicja M.M.
18 lipca 2020, 11:48
"Nie będę płacił za coś, co mnie nie dotyczy" - ależ oczywiste, że jeśli ktoś nie chce być, tak realnie, członkiem wspólnoty, to sprawy tej wspólnoty go nie dotyczą. Nie ma takiego przymusu. Natomiast jeśli na poważnie chcę być cząstką wspólnoty Kościoła, w rozumieniu Chrystusowym, ewangelicznym, to "jedni drugich brzemiona noście". Taka jest logika Ewangelii, inna niż logika świeckiej sprawiedliwości, zgodnie z którą rzeczywiście mierzenie się ze skutkami cudzych win nie jest niczyją powinnością, wręcz może być uznane za absurd.
WS
~Witold Senenko
19 lipca 2020, 23:34
Do tych wszystkich sądzących minusy - poczytajcie, co o wspólnej odpowiedzialności za grzechy wspólnoty pisał papież Franciszek w ,, Liście do Ludu Bardzo" sprzed roju czy dwóch. Tam w logice ,, jeśli cierpi jeden członek - cierpią wszystkie członki" tłumaczył, że wszyscy katolicy powinni wziąć odpowiedzialność za grzechy pedofili. W podobnym tonie pisała w ostatnim wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego pani Maria Titaniec, kierująca Fundacją św. Józefa zbierająca funduszę na walkę z pedofilią w polskim Kościele (w tym być może i na nielubiane tu odszkodowania). Mówiła ona, że znając tyle historii z telefonu zaufania ,,Zranieni w Kościele" już chciała ten Kościół porzucić, ze zgorszenia, ale po przemyśleniu i pewnie modlitwie uznała - te ich grzechy jednak mnie też dotyczą, to jest mój Kościół, za który muszę wciąż odpowiedzialność, który mogę naprawiać tylko, jeśli w nim zostanę.
JK
Jacek K
16 lipca 2020, 18:02
To jest tekst o tam jak kościół w Polsce w swojej strukturze jest głęboko niemoralny. Nie mogę tego zrozumieć i przeboleć.
EM
~Elżbieta Marta
16 lipca 2020, 16:26
największym wstrząsem dla większości biskupów jest to że świeccy ośmielili się krytykować ich ,wymagać prawdy, walczyć o nią i negować kłamstwa i słowa biskupów których nawet Pan Jezus musi słuchać...
AA
~Alan Anis
16 lipca 2020, 15:42
Tylko zerwanie konkordatu gwarantuje ukaranie winnych, wtedy już nie biskupów tylko zwykłych obywateli który przestępstwa będą ścigać prokuratorzy a nie inni biskupi. Nie ma innej opcji.
TL
Teresa L.
19 lipca 2020, 01:01
Ale jak to dokładnie zadziała? Czy konkordat ułatwia krycie pedofilii? Chodzi o prawo, czy o zakłamane układy i układziki?
WW
~Willy Wilmowski
16 lipca 2020, 12:48
Problemem Kościoła w Irlandii było nie tylko samo tuszowanie pedofilii, ale wykupienie przez Kościół polisy ubezpieczeniowej w przypadku konieczności wypłaty odszkodowań ofiarom (tak aby w przypadku przegranej nie mierzyć się z gigantycznymi odszkodowaniami). Ujawnienie tego faktu spowodowało gwałtowne trzęsienie ziemi skutkujące odejściem z Kościoła tysięcy osób. Bo jak można zabezpieczać się przed odszkodowaniami a nie dociekać istoty problemu?
AM
~Andrzej Mackiewicz
16 lipca 2020, 17:19
Czy "to" lepsze czy gorsze porównując chociażby z (niestety) "słynnym" (tzn - raczej - dobrze opisanym) polskim (czyli ... "naszym") przypadkiem ... CHRYSTUSOWCÓW oraz ICH "WALKĄ" PRZECIWKO WYROKOWI O ZADOŚĆUCZYNIENIE ... (Subiektywnie - niestety - do ... tzw. ... "końca")

Skomentuj artykuł

Trudne czasy dopiero przed nami
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.