„Ukraińskie dzieci już prawie się nie uśmiechają”. Zakonnica ratuje niszczone wojną dzieciństwo

„Ukraińskie dzieci już prawie się nie uśmiechają”. Zakonnica ratuje niszczone wojną dzieciństwo
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. depositphotos.com/pl)
Beata Zajączkowska/vaticannews.va/pl/dm

Siostra Wiktoria Andruszczyszyna ratuje niszczone wojną dzieciństwo. Dozuje krople dobra na przyfrontowych terenach, a jej anioły radości docierają do miast i wiosek wyzwalanych spod rosyjskiej okupacji. Zakonnica przywołuje słowa papieża Franciszka o tym, że ukraińskie dzieci już się prawie nie uśmiechają. Stąd swą misję widzi w byciu „siostrą od przywracania uśmiechu”.

- Boję się tylko jednego, bym nie musiała grzebać żadnego z dzieci, którymi się opiekujemy - mówi siostra Wiktoria.

DEON.PL POLECA



Od pierwszych chwil po rosyjskiej agresji na Ukrainę zaczęła tworzyć bezpieczne miejsca schronienia dla matek z małymi dziećmi i kobiet w ciąży. Przed wojną pracowała w przedszkolu w Winnicy. To powołanie w powołaniu.

Azyl na dworcu i anioły radości

- Przez pierwszy tydzień ostrzałów siedzieliśmy w piwnicy w ogromnym strachu, a ja myślałam, co z naszymi dziećmi, jak mogę im pomóc - opowiada.

Później trafiła na dworzec kolejowy, gdzie zatrzymywali się uchodźcy ze wschodu Ukrainy. Przypadkowo spotkana kobieta powiedziała jej, żeby przygotowała pokój dla matki i dziecka, gdzie będą mogli poczuć się bezpiecznie.

- Zadzwoniłam do kierowniczki naszego przedszkola i zapytałam, czy mogę zabrać zabawki dla dzieci. Usłyszałam, żebym wzięła wszystko, czego potrzebujemy - wspomina wzruszona. Obłożona przedszkolnymi materacami sala na dworcu stała się bezpiecznym azylem.

- Roznosiłam gorącą herbatę, gotowałam zupę, ale przede wszystkim wspierałam duchowo - mówi ukraińska zakonnica, wspominając wojenne porody oraz ranne kobiety i dzieci, które przyszło jej opatrywać.

Gdy skończył się pierwszy kryzys, zajęła się dziećmi uchodźców, którzy schronili się w Winnicy. Skrzyknęła grupę wolontariuszy i zaczęła organizować dla nich różne gry, zabawy i warsztaty: „Chciałam wyciągnąć dzieci z tego smutku, w którym tkwiły”.

Podkreśla, że wojna nakłada na dzieci trudny do zniesienia reżim - nie mogą pójść do szkoły czy chociażby wyjść na podwórko, by się pobawić. Projekt zaczął przybierać konkretne kształty i dla dalszej działalności wymagał sformalizowania. Siostra włączyła się w Chrześcijańską Służbę Ratunkową, która została powołana w Kijowie do pomocy ludziom tuż po wybuchu wojny w 2014 roku. Stworzyła przy niej korpus pomocy dzieciom, który nazwała „Aniołami Radości”.

Anielskie powołanie

Nazwa nie jest przypadkowa. Siostra Wiktoria należy do bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów, które powstało w 1889 roku, gdy Kościół był srogo prześladowany przez rosyjskiego cara. Poznała je dzięki rodzonej siostrze swojej mamy.

- Ciocia, gdy do nas przyjeżdżała, dawała bardzo dobre świadectwo o siostrach i postanowiłam pójść w jej ślady. Byłam jednak nastolatką i tato się sprzeciwił, mówiąc, że dopóki nie będę pełnoletnia, nie wyjdę za mąż ani nie pójdę do zakonu - wspomina.

Po latach jest wdzięczna tacie za tę decyzję, bo skończyła szkołę i dojrzała w powołaniu. W 2005 roku złożyła pierwsze śluby. Została wysłana na studia pedagogiczne, co nadało nowy kierunek jej życiu. „Praca z dziećmi jest moją pasją, to bardzo odpowiedzialne zadanie, przecież rodzice powierzają nam swe pociechy z pełną ufnością, że będą bezpieczne i wychowywane w najlepszych wartościach” – mówi.

Wyznaje, że dobrą szkołę miała już w domu, gdzie opiekowała się czworgiem młodszego rodzeństwa. Dwie siostry są zakonnicami, jedna jej śladem wstąpiła do sióstr od Aniołów. Brat i najmłodsza siostra założyli rodziny i mają dzieci: „Nasza rodzina ma polskie korzenie, w domu mówiło się po polsku. Rodzice wychowali nas w tradycji patriotycznej oraz miłości do Boga i Kościoła”.

Siostra od przywracania uśmiechu

Obecnie siostra Wiktoria pracuje w Żytomierzu, ale ze swymi aniołami radości wciąż dojeżdża na oswabadzane od Rosjan tereny. Pomoc kieruje głównie do dzieci uchodźców, dzieci z trudnych rodzin i tych, których ojcowie zginęli na wojnie. W projekcie „Anielskie przygody” uczestniczy każdorazowo od 50 do 70 najmłodszych.

- Przyjeżdżamy wcześniej, dekorujemy salę kolorowymi balonami, rozstawiamy maszynę do waty cukrowej i hot dogów, a potem zaczynają się gry i zabawa -  opowiada.

Każde z dzieci otrzymuje nieodłączną aureolę, a siostra wraz z wolontariuszami opowiada maluchom o aniołach i ich misji, oraz o tym, że każdy z nas może być aniołem dla drugiego człowieka. W czasie zabawy pojawia się nawet tort dla dzieci, które w danym czasie świętują urodziny: „Przywracamy namiastkę normalności, myślimy o drobiazgach, na które rodzice nie mają już siły”.

Wyznaje, że serce jej pęka, gdy dzieci odbierają prezenty bez najmniejszych emocji na twarzy, o uśmiechu już nie wspominając. „Trzeba dużo czasu i cierpliwości, by smutek ustąpił” – mówi.

Wspomina łzy matek, które po miesiącach siedzenia w piwnicach zobaczyły, jak ich dzieci ponownie zaczynają się uśmiechać. To najwspanialsza nagroda dla aniołów radości. W gronie wolontariuszy są m.in. matki i ojcowie, którzy na anielskie przygody zabierają też swoje dzieci. „Jest to niezwykle budujące świadectwo, gdy widzą, jak ich rodzice służą potrzebującym” – mówi siostra Wiktoria.

Anioły potrzebują wsparcia

W ramach anielskiej misji rodziny otrzymują paczki z pomocą żywnościową i najbardziej potrzebnymi środkami higieny osobistej. „Żyjemy z Bożej Opatrzności” – mówi siostra Wiktoria.

Często chodzi na targ i żebrze u sprzedawców o potrzebne produkty, bo ma dzieci w potrzebie. Mimo trudnej sytuacji panuje duża solidarność. Gdy kasa jest pusta, zdarzają się cuda. W ofiarowanych książkach znajduje pieniądze, a na konto wpływa niespodziewany przelew. Pełnej energii zakonnicy przejściowe trudności finansowe nie są w stanie zatrzymać. W przyfrontowych wioskach organizuje właśnie pokazy filmów dla najmłodszych, oczywiście z obowiązkowym popcornem. W ten sposób krople dobra, które finansują projekt „Anielskie przygody”, rozlewają się po całej Ukrainie.

- Dzieci to nasza przyszłość, a one na tej wojnie cierpią najbardziej, musimy ocalić ich dzieciństwo - mówi siostra Wiktoria. Jeszcze się nie zdarzyło, by z powodów finansowych musiała odwołać kolejną wyprawę.

- Pan Bóg pomaga, posyła dobrych aniołów, dzięki którym możemy inwestować w dzieci - mówi.

Nieraz jest skromnie, ale zawsze pozostaje radość spotkania. Cotygodniowe wyjazdy na opuszczone wioski to krople dobra, które budzą iskierki radości. Dzieci najbardziej cierpią na wojnie. Po to są aniołowie radości, by tego smutku i lęku było jak najmniej. Siostra Wiktoria uczy, że nasza solidarność ratuje życie, przywraca uśmiech i nadzieję. Kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym padaniem.

* * *

Projekt „Anielskie przygody” można wesprzeć:

Viktoriya Andrushchyshyna
27 1160 2202 0000 0005 6636 1590 – wpłaty w złotówkach
48 1160 2202 0000 0005 6636 6062 – wpłaty w euro

Beata Zajączkowska/vaticannews.va/pl/dm

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Wit Chlondowski OFM

Każdego dnia przeżywamy wiele napięć i stresów. Czujemy się przeciążeni i osamotnieni. Bywa, że nie rozumiemy tego, co dzieje się w nas samych. Zmienność uczuć, codzienne doświadczenia, nieuporządkowana historia życia… To wszystko wpływa nie tylko...

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

„Ukraińskie dzieci już prawie się nie uśmiechają”. Zakonnica ratuje niszczone wojną dzieciństwo
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.