W dzień odprawiał Mszę, w nocy prowadził drugie życie. Przełożony kazał mu opuścić zakon

Zdjęcie ilustracyjne. Fot. Marek Studzinski / Unsplash
ACI Prensa / pk

W dzień ksiądz, w nocy - ktoś, kto z księdzem ma niewiele wspólnego. Historia meksykańskiego duchownego Sergio Gutiérreza Beníteza, znanego jako "Fray Tormenta" (Brat Burza - hiszp.), brzmi jak scenariusz filmu, ale wydarzyła się naprawdę. Mężczyzna przez lata łączył kapłaństwo z karierą zapaśnika, a zarobione na ringu pieniądze przeznaczał na utrzymanie sierocińca, który sam stworzył i prowadził dla setek sierot, którymi się opiekował.

Jak informuje portal ACI Prensa, ksiądz Sergio Gutiérrez Benítez urodził się w 1945 roku w meksykańskim miasteczku Hidalgo. Dorastał jednak w stolicy kraju, mieście Meksyk, bardzo blisko sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe. W dzielnicy, w której mieszkał, panowało bezprawie, często dochodziło do bójek, a dilerzy handlowali narkotykami. Między innymi właśnie dlatego młody duchowny wszedł na drogę przestępczą. Jak wspomina ze smutkiem, był uzależniony od narkotyków i popełniał przestępstwa. Był nawet niesłusznie aresztowany za zabójstwo, dopóki nie udowodnił swojej niewinności. Kiedy stał się dorosły, zaczął szukać pomocy w Kościele, co ostatecznie doprowadziło go do wstąpienia do zakonu pijarów.

"Kościół potrzebuje właśnie takich ludzi"

Zanim jednak złożył śluby zakonne, mistrz nowicjatu poprosił go, podobnie jak innych współbraci, by opowiedział o swoim życiu. Duchowny przyznaje, że ogarnął go wówczas ogromny lęk - obawiał się, że inni poznają prawdę o jego przeszłości. Myślał nawet o ucieczce. Przełomem okazały się jednak słowa przełożonego, który zapewnił go, że nie ma powodów do strachu, bo "Kościół potrzebuje właśnie takich ludzi". Ostatecznie przyjął święcenia kapłańskie 26 maja 1973 roku - czytamy na ACI Prensa.

Jak informuje portal, kapłańska posługa Sergio Gutiérreza Beníteza od początku była silnie związana z pomocą młodym ludziom, którzy podążali za nim nawet wtedy, gdy był przenoszony do kolejnych parafii. Starał się zapewnić im schronienie i opiekę. Około 1976 roku, za radą przełożonego pijarów, opuścił zakon, by znaleźć diecezję gotową przyjąć go razem z wychowankami. Trafił do diecezji Texcoco w stanie Meksyk, gdzie dzięki wsparciu biskupa założył dom dziecka, w którym z czasem mieszkało nawet 350 młodych osób.

"Fray Tormenta". Podwójna tożsamość duchownego

Nie mając środków na budowę sierocińca, duchowny zainspirował się filmem "El Señor Tormenta", który opowiadał o księdzu-zapaśniku. Początkowo planował zarabiać na boksie, aby sfinansować dom dziecka, jednak brakowało mu nauczyciela, więc ostatecznie trafił na José Ramíreza "El Lídera", który wprowadził go w podstawy walki. Przyjął pseudonim "Fray Tormenta" i rozpoczął karierę luchadora (meksykańskiego zapaśnika - przyp. red.), korzystając z symbolicznie zaprojektowanej maski. Od 1977 roku występował na ringu, a pierwsze zarobione pieniądze od razu przeznaczał na dom dla swoich podopiecznych - czytamy na ACI Prensa.

DEON.PL POLECA


Sukcesy na ringu i ujawnienie prawdziwej tożsamości

Z osiedlowych aren wspiął się na profesjonalne ringi, a jego kariera nabrała rozgłosu szczególnie po 1983 roku, gdy znany zapaśnik "Huracán Ramírez" ujawnił jego tożsamość. Od tego czasu "Fray Tormenta" stał się jeszcze bardziej rozpoznawalny, łącząc karierę zapaśnika z posługą kapłańską. Sam wspominał, że mimo trudów i podwójnego życia wszystko zawdzięczał Bożej opiece i Opatrzności - podaje portal.

"Było to dla mnie bardzo trudne, bo kończyłem zapasy o 22:00 lub 23:00 i wracałem samochodem. Przyjeżdżałem dopiero rano, żeby odprawić mszę w poniedziałek" - wspomina cytowany przez ACI Prensa i dodaje z przekąsem: "Nikt nie powie, że opuściłem mszę, bo poszedłem na zapasy".

Wychowankowie "Brata Burzy"

Wśród wychowanków "Fraya Tormenty" był m.in. "Tormenta Jr.", który trafił do sierocińca jako 12-latek i dorastał w trudnych warunkach razem z innymi dziećmi. Wspomina życie w przepełnionym domu, w którym wychowankowie spali nawet po kilka osób w jednym pokoju lub na podłodze. Z czasem związał się z wrestlingiem i stał się bliskim współpracownikiem oraz opiekunem samego "Fraya Tormenty". Z tego domu dziecka wyszło również wielu wykształconych ludzi, w tym lekarze, nauczyciele, prawnicy i… ksiądz.

Historia "Fraya Tormenty" zainspirowała twórców filmów. W 2006 roku powstał najsłynniejszy z nich - "Nacho Libre" z Jackiem Blackiem w roli głównej.

Dziś Sergio Gutiérrez Benítez ma 80 lat, żyje skromnie, ale z poczuciem spełnienia, podkreślając, że jego celem zawsze była pomoc dzieciom. Mówi, że nigdy nie osiągnął zakładanych milionów, ale jest dumny ze swojej drogi. Wyznaje, że jego kariera zapaśnicza istniała tylko dzięki temu, że był księdzem.

Źródło: ACI Prensa / pk

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

W dzień odprawiał Mszę, w nocy prowadził drugie życie. Przełożony kazał mu opuścić zakon
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.