Miasto świętego Antoniego

Miasto świętego Antoniego
fot. Louis Paulin / Unsplash

Święty Antonii nie tylko pomaga odszukać zaginione przedmioty. Portugalczycy wierzą, że znajduje również drugą połówkę na całe życie.

12 i 13 czerwca w Lizbonie mają szczególny charakter. Stara Alfama zasnuwa się dymem, wszędzie czuć zapach grillowanych sardynek i słychać radosny gwar, który nasila się z każdym wypitym kubeczkiem wina. A wszystko to ku czci patrona miasta - św. Antoniego Lizbońskiego. Nie znacie? Ależ to nikt inny, jak jeden z najbardziej czczonych i kochanych świętych Kościoła - św. Antoni Padewski. Pomaga nam odnaleźć zagubione przedmioty, karmi biednych i ratuje przed staropanieństwem.

My kojarzymy go z Włochami i Padwą, ale Portugalczyk nigdy nie powie inaczej, niż św. Antoni Lizboński. Powód jest prosty - to w Lizbonie św. Antoni przyszedł na świat. W Padwie zakończył swój ziemski żywot, już wtedy otoczony nimbem świętości, stąd często zapominamy o tym, że nie był Włochem.

Św. Antonii urodził się w 1195 roku (prawdopodobnie), w Lizbonie (z cała pewnością),  jako pierworodny syn w szlacheckiej, zamożnej rodzinie de Bulhões. Ich dom znajdował się w dzielnicy Alfama, u stóp potężnej katedry lizbońskiej - Sé. W katedrze tej chłopiec został ochrzczony, otrzymując imię Fernando (Ferdynand).

Obecnie na fundamentach domu rodzinnego wznosi się piękny barokowy kościółek p.w. św. Antoniego. W krypcie w podziemiach kościoła, w miejscu domu świętego, modlą się pielgrzymi, a wśród nich był także św. Jan Pawel II. Scena ta została utrwalona, zgodnie z portugalską tradycją, na dekoracji z płytek ceramicznych, zwanych azulejos. W ołtarzu kościoła przechowywane są relikwie św. Antoniego, a w przedsionku pielgrzymi znajdą chlebki św. Antoniego, gwarantujące pomyślność i obfitość w każdym domu. Chlebki te zawsze wyglądają tak samo, nie tracą koloru, nie psują się. Wiele osób przechowuje je w miejscu, gdzie trzyma się żywność, wierząc, że dzięki temu w domu nie zabraknie jedzenia.

Wróćmy do dzieciństwa św. Antoniego. Rodzice zapewnili synowi wykształcenie, marząc o tym, że zostanie sędzią. Ferdynand jednak nie spełnił oczekiwań rodziców. Pociągał go Bóg, szukał odosobnienia, spędzając wiele czasu na modlitwie. Mówi się, że któregoś dnia modląc się w katedrze lizbońskiej, wypędził demona, kreśląc znak krzyża na podłodze. Mając 15 lat, Ferdynand porzucił zamożny dom rodzinny i wstąpił do Kanoników Regularnych św. Augustyna, których klasztor p.w. św. Wincentego mieścił się tuż za murami rodzinnej Alfamy.

Dzisiaj kościół Sao Vincente de Fora nadal majestatycznie góruje nad starymi dzielnicami Lizbony, doskonale widoczny z miradouros (tarasów widokowych) Alfamy. Większość turystów odwiedza klasztor jako panteon ostatniej dynastii w historii Portugalii - rodu de Bragança. My wiemy, że to miejsce, gdzie Ferdynand de Bulhões rozpoczął swoją drogę do świętości.

Świat, którego się wyrzekł, nie dawał jednak Ferdynandowi spokoju. Rodzina i przyjaciele odwiedzali go nieustannie, starając się zmienić jego decyzję. Młodzieniec więc, na swoją prośbę, został wysłany do klasztoru augustianów w Coimbrze. Tym samym opuścił Lizbonę na zawsze.

W klasztorze Santa Cruz (Św. Krzyża) w Coimbrze Fernando kształcił się nadal, stając się z czasem jednych z najwybitniejszych intelektualistów epoki. Tu wreszcie w wieku 25 lat przyjął święcenia kapłańskie.

Któregoś dnia do furty klasztornej zapukali franciszkańscy zakonnicy z Umbrii, udający się na misje do północnej Afryki. Ferdynanda uderzyła ich prostota i głęboka wiara. Zrobili na młodym augustianinie ogromne wrażenie, więc tym bardziej przeżył on wieść o ich męczeńskiej śmierci w Maroku. Kiedy adorował relikwie męczenników sprowadzone do klasztoru Św. Krzyża, myślał jak jałowa i pełna rutyny jest jego egzystencja, jak różni się od pełnej ducha i prawdziwej wiary postawy franciszkanów. W jego sercu zaczęła dojrzewać decyzja, by wyruszyć na misje do Maroka. Z trudem uzyskał zgodę zwierzchników, opuścił na zawsze opactwo Św. Krzyża w Coimbrze i przywdział habit franciszkański. Aby zamanifestować zerwanie z przeszłością i początek nowego życia, Fernando przybrał nowe imię - Antoni.

Wkrótce ruszył na upragnioną  wyprawę misyjną do Afryki. Niestety, plany poświęcenia życia w imię Chrystusa, szybko legły w gruzach. Natychmiast po przybyciu do Afryki Antoni zapadł na bardzo ciężką chorobę i zamiast głosić Ewangelię, leżał w ciemnej celi przeżywając kolejne ataki malarycznej gorączki. Jego biografowie piszą, że w tym momencie Antoni, przeżywał swoje męczeństwo, którym nie była śmierć za wiarę, ale poświęcenie swojego żarliwego charakteru całkowicie woli Boga. I rzeczywiście w życiu Antoniego widać Boży zamysł. Statek, którym miał powrócić do rodzinnej Lizbony, zepchnięty przeciwnymi wiatrami, dotarł do brzegów Sycylii.

Dalszy ciąg dobrze znamy - Antoni rozpoczął wędrówkę przez Italię, docierając do Asyżu, gdzie poznał św. Franciszka. Wkrótce objawił się jego prawdziwy talent kaznodziei. Przełożeni wysłali Antoniego na ulice miast Włoch i Francji, gdzie ówcześnie mnożyły się herezje. Swoją wiedzą, dobrocią i głęboką kulturą teologiczną nawracał błądzących chrześcijan i umacniał ich w wierze.

W piątek 13 czerwca 1231 roku, Antoni umarł w wieku zaledwie 36 lat. Jego ciało pochowano w kościółku Najświętszej Marii Panny w Padwie. Jeszcze tego samego wieczoru przy grobie zaczęły dziać się cuda. Wieść o tym rozeszła się błyskawicznie, ściągając do Padwy rzesze pielgrzymów. Natychmiast zareagowały władze kościelne, od biskupa Jacopo di Corrado po papieża Grzegorza IX. Odbył się najszybszy w dziejach kościoła proces kanonizacyjny. Nie minął rok, kiedy 30 maja 1232 roku w katedrze w Spoleto papież Grzegorz IX ogłosił Antoniego świętym.

Wróćmy do Lizbony w momencie, kiedy dociera tu wieść o kanonizacji Fernando de Bulhõesa. W tym czasie patronem Lizbony był św. Wincenty. Relikwie tego męczennika z Saragossy dotarły do Lizbony w niezwykły sposób - łódź, w której złożono ciało św. Wincentego w Walencji, gdzie poniósł śmierć męczeńską, strzeżona przez kruki, przepłynęła Słupy Herkulesa i dotarła do Przylądka św. Wincentego a stamtąd do Lizbony. Mieszkańcy miasta przyjęli relikwie z wielką radością, umieszczając je w katedrze lizbońskiej. Jednakże zaledwie wiek później Wincenty musiał oddać palmę pierwszeństwa św. Antoniemu - synowi miasta, który stał się najszybciej kanonizowanym świętym w historii Kościoła.

Dlaczego Lizbończycy tak upodobali sobie Antoniego, usuwając w cień pierwszego patrona miasta - św. Wincentego? Czy to patriotyzm lokalny, czy przekonanie o wszechmocy św. Antoniego? Faktem jest, że na dwa czerwcowe dni jego święta całe miasto pogrąża się w ogólnej euforii.

Wspomnienie św. Antoniego przypada 13 czerwca i jest najhuczniejszym wydarzeniem całego roku nie tylko w Alfamie, ale całej Lizbonie. Zabawa zaczyna się już dzień wcześniej. Domy Alfamy ozdobione zostają ołtarzykami św. Antoniego, z których wybierany jest najpiękniejszy. Rywalizacja jest zażarta! Obok ołtarzyków wkrótce stają przenośne grille, a na nich lądują tłuściutkie sardynki. Nie, nie mają one związku z popularnym świętym - po prostu w połowie czerwca zaczyna się sezon na te smaczne ryby. Noc z 12 na 13 czerwca to huczna festa z występami, muzyką i tańcami do rana, winem i grillowanymi sardynkami. Główną aleją  Lizbony - Avenida da Liberdade - sunie kolorowy pochód barwnych reprezentacji dzielnic miasta - Marchas Populares. Ekipy taneczne cały rok szykują stroje, piosenki, skecze i układy taneczne.

Oczywiście dzień patrona Lizbony to nie tylko ludyczna rozrywka. 13 czerwca odbywa się uroczysta procesja religijna z figurą świętego ulicami Alfamy do katedry. Tam ma miejsce jeszcze jedna niecodzienna uroczystość. Władze miasta wraz z religijnymi organizują w katedrze "śluby św. Antoniego". To wspaniała możliwość dla ubogich par, których nie stać na taką uroczystość. A do tego splendor ślubu w katedrze pod patronatem św. Antoniego, najważniejszym kościele Portugalii.

Skąd taki pomysł? W Portugalii wierzy się bowiem, że św. Antoni pomaga znaleźć drugą połowę na całe życie. Dlaczego? Znam dwie historie na wytłumaczenie tego fenomenu. Pierwsza - włoska - mówi, że pewna młoda panna z dobrej rodziny ale bez posagu była zachęcana przez matkę, aby poszukała kochanka mającego dobrą sytuacje finansową. Matce zależało przede wszystkim na tym, by zapłacił rachunki i polepszył sytuację rodziny. Propozycja ta zaszokowała dziewczynę. Poszła przed figurkę św. Antoniego i modliła się, aby Pan Bóg zachował ją od tej sytuacji. Wtedy zdarzyło się coś niewytłumaczalnego: św. Antoni w figurze wyciągnął do niej rękę i wręczył karteczkę papieru mówiąc: "Idź do najbogatszego kupca w mieście i powiedz mu, aby dał ci tyle złota, ile waży ten papier". Panna poszła do kupca, a ten zapewnił, że spełni prośbę - był pewny, że skrawek papieru nie będzie dużo ważył. Położył papier na jednym ramieniu wagi i na drugim monetę. Jednak ciągle musiał dokładać kolejne i kolejne, aż na szali znalazło się 400 monet. Dokładnie tyle, ile kupiec obiecał dać, aby udekorować ołtarz świętego, a obietnicy tej nigdy nie spełnił. Panna otrzymała złoto na posag i wkrótce wyszła za dobrego i pobożnego człowieka. 

W Portugalii usłyszałam inną wersję:

Pewna dziewczyna modliła się zawsze przed figurką św. Antoniego, prosząc go o dobrego męża. Tymczasem mijały miesiące, lata, a kandydat się nie pojawiał. Pewnego dnia dziewczyna postanowiła "zmusić" świętego do działania - postawiła figurkę do góry nogami, oświadczając Antoniemu, że będzie tak stał, dopóki nie sprowadzi jej męża. I znowu płynęły dni, miesiące... Widząc w końcu bezskuteczność swoich próśb rozzłoszczona dziewczyna złapała figurkę i wyrzuciła ją przez okno. Posążek spadł wprost pod nogi przechodzącego młodzieńca, który podniósł go i postanowił odnieść właścicielom. Zapukał do drzwi domu i otworzyła mu właścicielka figurki. Jedno spojrzenie młodych wystarczyło, aby rozpoznali swoją miłość na całe życie.

Dzisiaj nie ma narodu, który by nie znał świętego Antoniego. Jest on jednym z najczęściej wzywanych wspomożycieli. Najczęściej prosimy, aby pomógł nam odnaleźć zagubioną rzecz. A wszystko zaczęło się ponownie w Portugalii, w Alcácer do Sal, za sprawą człowieka o głębokiej pobożności do św. Antoniego. Pewnego dnia, utrudzony pracą, poszedł do studni, aby umyć spoconą twarz i ręce. Zdjął z palca złoty pierścień i położył go na brzegu studni. Przez nieostrożność cenny pierścień wpadł do wody. Mimo wielu wysiłków nie udało mu się go znaleźć. Modlił się do św. Antoniego, aby pomógł mu odzyskać zagubioną rzecz. Po wielu miesiącach, kiedy mężczyzna modlił się w dniu wspomnienia św. Antoniego, do świątyni wszedł jego pracownik z pierścieniem w dłoni. Odnalazł go, wyciągając wiadro wody ze studni.

Działanie św. Antoniego nie musi być proste i oczywiste. Na pewno jest jednak skuteczne...

 

Z wykształcenia archeolog, z zamiłowania antropolog kultury, etnograf i historyk. Podróżowanie to mój sposób na życie, zarówno samotne, jak i towarzysząc grupom jako pilot-przewodnik. Pandemia sprawiła, że nie mogąc w pełni realizować swojej pasji opowiadania o świecie, zaczęłam opisywać miejsca, które odwiedziłam, zabytki i ludzi, których spotkałam. Pisanie to doskonały sposób, aby dzieląc się wspomnieniami, nadal „zarażać” pozytywną pasją poznawania świata.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Miasto świętego Antoniego
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.