"Kleszcz dusiciel" uśmierca podstępnie. Jego usunięcie nie kończy zagrożenia
Australijski "kleszcz dusiciel" może doprowadzić do paraliżu i śmierci. Naukowcy z Uniwersytetu Queensland potwierdzili, że toksyny wydzielane przez tego pajęczaka blokują przekazywanie sygnałów nerwowych odpowiedzialnych za pracę mięśni, a ich działanie może obejmować również mięśnie oddechowe.
Jak informuje portal Polsat News, naukowcy z Uniwersytetu Queensland potwierdzili, że neurotoksyny kleszcza Ixodes holocyclus blokują przekazywanie sygnałów nerwowych odpowiedzialnych za skurcz mięśni. Pajęczak występuje na wschodnim wybrzeżu Australii i może pasożytować m.in. na zwierzętach oraz ludziach, przekazując toksyny wraz ze śliną. Ich działanie prowadzi do postępującego paraliżu – od osłabienia nóg i mięśni twarzy po porażenie mięśni oddechowych, co może doprowadzić do uduszenia.
Usunięcie "kleszcza dusiciela" nie kończy zagrożenia
Usunięcie kleszcza nie zawsze oznacza natychmiastowy koniec zagrożenia, ponieważ objawy zatrucia jego toksyną mogą nasilać się jeszcze przez 24–48 godzin. W przeszłości w Australii odnotowano przypadki śmiertelne, głównie wśród małych dzieci, jednak dziś takie zdarzenia są rzadkie, a naukowcy pracują nad szczepionką, która ma chronić zwierzęta przed paraliżem kleszczowym - czytamy na Polsat News.
Jak z kolei informuje portal Na Temat, choć Ixodes holocyclus jest jednym z najbardziej toksycznych kleszczy, przypadki paraliżu po ukąszeniu odnotowano także w innych regionach świata. Do gatunków mogących wywoływać paraliż należą m.in. kleszcze z rodzajów Dermacentor, Ixodes i Rhipicephalus, występujące w Ameryce Północnej, Meksyku, Australii i Afryce.
Źródło: Poslat News / Na Temat / red

.webp)
Skomentuj artykuł