Pani minister na cenzurowanym

Pani minister na cenzurowanym
Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Elżbieta Radziszewska rozmawia z dziennikarzami w Sejmie (fot. PAP/Jacek Turczyk)
10 lat temu

Ponoć Pani minister zrobiła rzecz straszną, bo o kimś, kto jest gejem i jest z tego dumny, powiedziała, że… jest gejem. Ale to nie o to tak naprawdę chodzi. Sprawa jest dużo poważniejsza i warto o niej mówić. A przede wszystkim warto bronić wolności, którą homoseksualni ideolodzy chcą ograniczyć.

Trwa nagonka na Elżbietę Radziszewską, minister rządu ds. równego traktowania. Trwa właściwie od początku jej urzędowania, ale w ostatnim czasie znacznie się nasiliła. W nakręcaniu kampanii przeciwko min. Radziszewskiej najgorliwsza jest oczywiście „Gazeta Wyborcza” i Radio TOKFM, czyli dwa główne ośrodki szerzenia homoseksualnej propagandy. Ponoć Pani minister zrobiła rzecz straszną, bo o kimś, kto jest gejem i jest z tego dumny, powiedziała, że… jest gejem. Ale to nie o to tak naprawdę chodzi. Sprawa jest dużo poważniejsza i warto o niej mówić. A przede wszystkim warto bronić wolności, którą homoseksualni ideolodzy chcą ograniczyć.

Min. Radziszewska przygotowywała (wedle wymogów UE) ustawę o równym traktowaniu, czyli tzw. ustawę anty-dyskryminacyjną. Ma ona za niedługo trafić do Sejmu. Sprawa jest m.in. dlatego ważna, gdyż pod pozorem walki o równość można by przemycić takie zapisy prawne, które w rzeczywistości służyłyby ideologicznej walce różnych środowisk obyczajowej lewicy. Na szczęście min. Elżbieta Radziszewska nie jest żadnym ideologiem, ale dobrym urzędnikiem państwowym, który wie, na czym polega rzeczywista równość i tolerancja w demokratycznym społeczeństwie. A na pewno nie polega na tym, że wszyscy mamy obowiązkowo popierać dogmaty gejowskich aktywistów.

Proszę wyobrazić sobie z pozoru „niewinny” zapis, że szkoły, stowarzyszenia itp. nie mogą nikogo dyskryminować ze względu na orientację seksualną. Takie prawo bez odpowiednich doprecyzowań mogłoby stać się narzędziem zwalczania instytucji o inspiracji chrześcijańskiej, katolickiej. W jaki sposób? Ano w taki, że na przykład w jakiejś mającej prawa państwowe wyższej szkole teologii katolickiej pojawi się prowokator, który będzie chciał założyć oficjalnie na uczelni grupę gejów i lesbijek. Rektor takiej szkoły nie wyrazi oczywiście zgody. Wówczas student-prowokator poda sprawę do sądu i wygra, gdyż sąd orzeknie, że w świetle prawa postawa rektora jest dyskryminacją ze względu na orientację seksualną. W konsekwencji, katolicka szkoła byłaby zmuszona zgodzić się na istnienie w jej ramach gejowsko-lesbijskiej organizacji. Albo musiałaby zostać zawieszona.

W Wielkiej Brytanii zniszczono w analogiczny sposób dobrze działające katolickie ośrodki adopcyjne (niektóre z nich miały ponad stuletnią historię). Rząd brytyjski wprowadził bowiem prawo, zgodnie z którym zaczął wymagać od katolickich ośrodków adopcyjnych dawania dzieci do adopcji również parom homoseksualnym. Katolicy nie mogli się na tego rodzaju praktykę zgodzić i musieli zawiesić działalność swych centrów adopcji. Trzeba tutaj zauważyć, że istnieją w Wielkiej Brytanii ośrodki państwowe, które przeprowadzają adopcję dla homoseksualistów. Ale to homoseksualnym aktywistom nie wystarczyło; trzeba było zniszczyć ośrodki katolickie! Nie ma to nic wspólnego z równością i pluralizmem. Ma natomiast wiele wspólnego z nietolerancją wobec katolickiej wiary i tradycyjnych wartości.

Minister Radziszewska broni wolności. Mówi rzeczy zdroworozsądkowe i oczywiste. A mianowicie, że np. szkoły katolickie czy wyznaniowe mają prawo istnieć w wolnym kraju i mają prawo kierować się własnymi wartościami i zasadami. W konsekwencji np. szkoła katolicka ma prawo (a także obowiązek) odmówić pracy w charakterze wychowawcy komuś, kto jest zadeklarowaną lesbijką, zwolennikiem aborcji i eutanazji. Takie prawo wynika z Konstytucji RP, która mówi, że rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Sprawa ta dotyczy nie tylko szkół, ale także wielu innych instytucji, np. organizacji harcerskich, które maja prawo twierdzić, że aktywny gej nie może być u nich instruktorem i wychowawcą.

Można mieć nadzieję, że polska ustawa o równym traktowaniu będzie – dzięki min. Radziszewskiej – pozbawiona ideologicznych absurdów. Że będzie to ustawa, która rzeczywiście będzie stać na straży godności człowieka, a nie służyć jako pałka w rękach antykatolickich, lewackich środowisk. Że będzie to ustawa szanująca wolność sumienia. Dlatego mam nadzieję, że premier Tusk nie ugnie się pod naciskami środowisk homoseksualnych i zachowa Panią minister Radziszewską na urzędzie.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Pani minister na cenzurowanym
Komentarze (7)
26 września 2010, 21:57
 To bardzo wazne aby ustawa o rownym traktowaniu tak jak ja przygotowala min.Radziszewska trafila do Sejmu i abyPani minister pozostala na urzedzie. 
DK
Dariusz Kowalczyk SJ
24 września 2010, 10:53
Jesli ktos uwazalby za stosowne napisac list (indywidualny lub grupowy) do Kancelarii Premiera w obronie Pani minister Radziszewskiej, czyli w obronie normalnosci w ustawianiu pewnych kwestii spolecznych, to mozna to zrobic z formularza: <a href="http://www.kprm.gov.pl/premier/napisz_do_premiera">www.kprm.gov.pl/premier/napisz_do_premiera</a>
.
.
24 września 2010, 08:16
Zawsze,jak uczy historia Europy,wielkie halo o prawa,wolności i równouprawnienie dla "uciemiężonych" ale dumnych i ogłaszających to wszem i wobec gejów kończyły się z czasem źle dla samych zainteresowanych.To tylko kwestia czasu aż pauperyzacja wymusi powrót zdrowego rozsądku. Znudzi sie "europejska nowoczesność" i powróci antropologiczny porządek ssaczego stada.A najgłośniej krzyczący "działacze" uświadomią sobie,że byli tylko tępymi narzędziami politycznej propagandy w rękach potomków dzieci-ofiar najbardziej nieudanego eksperymentu socjologicznego-lewicy.I wtedy mogą spełnić zawsze pożądaną rolę kozła ofiarnego,czego przykrą konsekwencją może być zejście do katakumb...
BM
Barbara Magdalena
24 września 2010, 07:22
Pani Minister powiedziała za mało, bo dla ZDEKLAROWANYCH homoseksualistów nie powinno być w ogóle miejsca wśród nauczycieli (wyjątkiem mogą być uczelnie wyższe). Wczoraj, w programie Punkt Widzenia, jakiś beznadziejny (zupełnier nierzetelny) redaktorek zorganizował na min. Radziszewską prawdziwą nagonkę, zapraszając towarzyszkę Piekarską i sodomitę - pana Biedronia, który jest osobą wyjątkowo źle wychowaną, napastliwą, nieumiejęcą wysłuchiwać argumentów. Przypominało to potępianie kułaków i spekulantów. Ten dziennikarzyna powinien wylecieć z telewizji! Program był wyjątkowo niesmaczny. Dziwię się, że pani Radziszewska nie wyszła.
Martino
Martino
23 września 2010, 22:09
Pani Radziszewska jest z PO Jkaby ktoś nie wiedział...
M
miok
23 września 2010, 16:57
Pani Radziszewska jest z PO
Holeton Terierski
Holeton Terierski
23 września 2010, 16:02
Zawsze,jak uczy historia Europy,wielkie halo o prawa,wolności i równouprawnienie dla "uciemiężonych" ale dumnych i ogłaszających to wszem i wobec gejów kończyły się z czasem źle dla samych zainteresowanych.To tylko kwestia czasu aż pauperyzacja wymusi powrót zdrowego rozsądku. Znudzi sie "europejska nowoczesność" i powróci antropologiczny porządek ssaczego stada.A najgłośniej krzyczący "działacze" uświadomią sobie,że byli tylko tępymi narzędziami politycznej propagandy w rękach potomków dzieci-ofiar najbardziej nieudanego eksperymentu socjologicznego-lewicy.I wtedy mogą spełnić zawsze pożądaną rolę kozła ofiarnego,czego przykrą konsekwencją może być zejście do katakumb...

Skomentuj artykuł

Pani minister na cenzurowanym
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.