Polska tragedia w oczach Amerykanów
Z wielkim wzruszeniem przeżyłem wczorajszą niedzielę. Będąc z dala od ojczystego kraju, doświadczyłem niezwykle poruszającego odzewu ze strony moich współbraci, amerykańskich jezuitów, którzy całą sobotę i niedzielę okazywali mi wyrazy współczucia, zapewniając mnie o swojej modlitwie i pamięci w tych szczególnych dniach.
Podobnie reagowali parafianie z parafii św. Katarzyny Sieneńskiej w Charlestown koło Bostonu, w której co tydzień odprawiam mszę św. Jeszcze zanim rozpocząłem poranną Eucharystię, ludzie przychodzili do zakrystii i składali mi kondolencje. Czułem się tak, jakbym stracił własnego ojca lub matkę. Po mszy św., podczas tradycyjnego pożegnania przy drzwiach kościoła, uczestnicy liturgii z większą zażyłością niż zwykle podawali mi dłoń i zmieszani starali się wyrazić to, co czują. Niektórzy nawet rzucali się mi się w objęcia, a w ich oczach dostrzegałem łzy.
Muszę przyznać, że trochę byłem zdziwiony ich zachowaniami. Nigdy nie doświadczyłem czegoś podobnego za granicą. Dlaczegóżby Amerykanie mieli aż tak się tym przejmować, pomyślałem? A jednak było w tym wiele szczerości i nieudawanej życzliwości. Po raz pierwszy spotkałem się z czymś takim, bym z powodu tragedii w mojej ojczyźnie stał się obiektem ludzkiego współczucia i solidarności.
Rozmawiając z niektórymi parafianami, nieco bardziej zrozumiałem ich wewnętrzne poruszenie obecną sytuacją w Polsce. Dla Amerykanów urząd prezydenta jest w pewnym sensie ucieleśnieniem ducha narodu, jego fundamentem i zwornikiem. To jeden z najważniejszych symboli Stanów Zjednoczonych. Uderzenie w prezydenta to zamach na cały kraj, a w pewnym sensie na każdego obywatela. Tak też odbierają utratę prezydenta przez Polskę.
Mam wrażenie, że wielu mniej zorientowanych Amerykanów uważa polskiego prezydenta za odpowiednika amerykańskiego prezydenta. Ten ostatni sprawuje jednocześnie funkcję europejskiego premiera, stoi na czele rządu. Słysząc więc o katastrofie prezydenckiego samolotu, spora część moich rozmówców myślała, że w tej chwili straciliśmy nie tylko prezydenta, ale także cały rząd.
Także niektóre media uderzają w podobne tony. Nie zawsze wyjaśniają różnicę między prezydentem a premierem w Polsce, sugerując między wierszami, że w katastrofie zginęła większość ministrów. To oczywiście dodaje dramatyzmu całej sprawie. Dlatego „The New York Times” w poniedziałkowym wydaniu pisze, że „Polska odbudowuje swój rząd”, tak jakbyśmy po katastrofie Tupolewa pozostali bez jakichkolwiek przywódców państwowych.
Pomimo tej nieścisłości, prasa amerykańska poświęciła i nadal poświęca dużo uwagi tragicznym sobotnim wydarzeniom w Polsce i w Rosji. „The Washington Post” i „The New York Times” zamieściły w swoich niedzielnych i poniedziałkowych wydaniach obszerne relacje o tragicznym wypadku prezydenckiego samolotu, z podziwem wypowiadając się o “niezwykłej odporności” Polaków i „ich spontanicznym zjednoczeniu w dobie kryzysu”. Piszą też o „kolejnym, bolesnym ciosie, jaki zadaje im historia”. Wspominają zryw narodowy sprzed pięciu laty, gdy umierał Jana Paweł II.
Patrząc na sposób radzenia sobie społeczeństwa polskiego w tak trudnych chwilach, zauważają również wzrastającą stabilność i efektywność naszej demokracji, która jest w stanie sprostać nawet tak dramatycznym politycznym i społecznym wstrząsom.
Przy okazji rozpoczynają się spekulacje, kto zawinił. „The Boston Globe”, powołując się na „The New York Times”, stawia kontrowersyjną hipotezę o prawdopodobnej presji, jakiej mógł być poddany kapitan prezydenckiego samolotu. Obie gazety wspominają incydent z podróży Lecha Kaczyńskiego do Gruzji w 2008 roku, gdy prezydent próbował skłonić pilota, pod groźbą dyscyplinarnych sankcji, do wylądowania w niebezpiecznym miejscu.
Pojawiają się również wątki o możliwych konsekwencjach tej tragedii dla relacji polsko-rosyjskich. Dominują zróżnicowane opinie. Jedni twierdzą, że dojdzie do pogorszenia stosunków między krajami, bo rzekomo Polacy mieliby obwiniać Rosjan za spowodowanie wypadku. Inni utrzymują, że ta tragedia przyczyni się do odsłonięcia pełnej prawdy o katyńskiej zbrodni. Zapowiedzią tego miałoby być chociażby wyemitowanie filmu Andrzeja Wajdy „Katyń” w rosyjskiej telewizji w dwa dni po katastrofie.
W końcu komentatorzy zwracają uwagę na polityczne skutki owego wydarzenia dla samej Polski w kontekście zbliżających się wyborów prezydenckich. Dziennikarze „New York Timesa” sądzą, że mimo utraty przez PiS części swoich liderów i jedynego kandydata na prezydenta, Jarosław Kaczyński może w kampanii odwoływać się do uczuć Polaków i zdobyć ich sympatię, podkreślając ofiarę, jaką jego partia, oczywiście w sposób niezamierzony, poniosła dla dobra Polski.
.webp)
.webp)
Skomentuj artykuł