Przemoc domowa

Przemoc domowa
Krzysztof Wołodźko
8 lat temu

Kilka lat mieszkałem w Krakowie przy ulicy, gdzie znajduje się Okno Życia. Jednak poza tym wspaniałym dziełem miłosierdzia siostry zakonne prowadzą tam także - a może przede wszystkim - Dom Samotnej Matki.

Czym jest Dom Samotnej Matki, tego wyjaśniać chyba nie trzeba. Znajdują tam schronienie kobiety, które z różnych przyczyn życiowych musiały uciekać z małym dzieckiem z "czterech ścian niewoli/niedoli" - ratować się przed przemocą fizyczną i psychiczną, cierpieniem, strachem, niemożnością zbudowania normalnego życia i domu.

Dlaczego to kobiety w Polsce wciąż muszą uciekać? - pytanie niekiedy źle widziane, bo przez różnej maści moralistów traktowane jako przejaw feminizmu (przeciętnemu odbiorcy prawicowych mediów feminizm kojarzy się co najwyżej z Magdaleną Środą, Kazimierą Szczuką i może jeszcze podejrzanym słowem "patriarchalizm"). Albo inne pytanie: - dlaczego, jeśli uciec nie chcą lub nie mogą, muszą dźwigać przez całe nieraz życie męża/partnera, który pasożytuje na nich w imię  "polskiego modelu rodzinnego", powszechnie aprobowanego, w którym "mężczyzna może więcej"? Na ten model składa się wiele: przemoc domowa, oparta zwykle na najbardziej prymitywnej sile i zastraszeniu, brak wsparcia rodziny i najbliższych sąsiadów/znajomych/przyjaciół, stereotypowe myślenie o podziale ról społecznych/domowych (ten już znaczy zresztą mniej), brak efektywnej pomocy ze strony instytucji społecznych i państwowych, czego korzenie wyrastają jeszcze z "obyczajów urzędniczych" PRL i słabości rodzimego społeczeństwa obywatelskiego.

Oczywiście, ktoś znów powie, że "przemoc domowa" to rzecz typowa dla środowisk biednych, marginesu społecznego. Ten stereotyp, pożyteczny dla spokoju sumienia ludzi z tzw. "porządnych rodzin", zakłamuje rzeczywistość. Oczywiście, jeśli komuś przyjemnie jest wierzyć, że w domach szanowanych profesorów, poważanych biznesmenów, lubianych dziennikarzy, polityków lokalnych i "centralnych", albo - tak po prostu - w domach lepiej lub gorzej sytuowanej klasy średniej nie dochodzi do przemocy domowej (mówię tu o wieloletnim, długofalowym procesie, nie kłótni z rzucaniem talerzami) to pozostawiam go z tym tyle naiwnym co szkodliwym obrazem. 

Mocno wyrażane opinie, takie jak przedstawiona w tym felietonie, powodują nieraz u części czytelników taką oto konfuzję: czy nie dybie się tu aby na świętość rodziny? W takich przypadkach jednak myli się zasadniczo sympatyczny dla ogółu "święty spokój" z prawdziwą świętością i wartością rodziny. Bo jaki to dom i jaka rodzina, gdzie fundamentem jest czyjaś krzywda, czasem ciągnąca się aż po grób - bo nikt nie miał odwagi, sił, nadziei na to, by powiedzieć "dość", by spróbować zmiany. Bo z zewsząd słyszał głosy, że właściwie - ewentualnie - jedyną drogą wyjścia jest ucieczka. A kobieta, szczególnie kobieta z dzieckiem/dziećmi często nie ma gdzie uciec. Co czasem prowadzi do tego, że "pakuje się" w kolejne nieudane związki - nie z głupoty czy z demoralizacji - po prostu mechanizmy psychologiczne i społeczne to determinanty znacznie silniejsze, niż myślą o tym wspomniani już moraliści.

Powie ktoś, nie bez racji, że dojrzały i odpowiedzialny mężczyzna nigdy nie doprowadzi do tego, by kobieta z dzieckiem musiała uciekać z domu. Problem w tym, że w związki (w tym sakramentalne) wchodzą nie zawsze dojrzali mężczyźni i dojrzałe kobiety. Ta kwestia to także wielkie wyzwanie - również dla duszpasterzy Kościoła. To jednak trochę inne zagadnienie, które wymagałoby osobnego felietonu.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Przemoc domowa
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.