Wystarczy wyjść na ulicę, wejść do kawiarni albo posłuchać rozmów przy sąsiednim stoliku, by zauważyć, że bierzemy udział w zbiorowej rewolucji. Rewolucji pod hasłem: "Ja". Żyjemy w czasach, w których największym trendem stało się dbanie o siebie. Z każdej strony bombardują nas hasełka o słuchaniu własnych potrzeb, chronieniu swojej energii i bezwzględnym życiu w zgodzie ze sobą. Stworzyliśmy całą pop-religię wokół własnego komfortu psychicznego.
Wystarczy wyjść na ulicę, wejść do kawiarni albo posłuchać rozmów przy sąsiednim stoliku, by zauważyć, że bierzemy udział w zbiorowej rewolucji. Rewolucji pod hasłem: "Ja". Żyjemy w czasach, w których największym trendem stało się dbanie o siebie. Z każdej strony bombardują nas hasełka o słuchaniu własnych potrzeb, chronieniu swojej energii i bezwzględnym życiu w zgodzie ze sobą. Stworzyliśmy całą pop-religię wokół własnego komfortu psychicznego.
Co jakiś czas otrzymuję wiadomości od zaniepokojonych „obrońców ortodoksji”, którzy upominają mnie, że nie głoszę tego, co ma dla chrześcijaństwa fundamentalne znaczenie – krzyża, ewangelicznego radykalizmu, cierpienia i ofiary.
Co jakiś czas otrzymuję wiadomości od zaniepokojonych „obrońców ortodoksji”, którzy upominają mnie, że nie głoszę tego, co ma dla chrześcijaństwa fundamentalne znaczenie – krzyża, ewangelicznego radykalizmu, cierpienia i ofiary.
Są sposoby na zdiagnozowanie, że to właśnie ta choroba męczy twoją duszę. Można ją poznać po określonych objawach.
Są sposoby na zdiagnozowanie, że to właśnie ta choroba męczy twoją duszę. Można ją poznać po określonych objawach.
Chcemy takiej przestrzeni, publicznej i prywatnej, w której nie ma miejsca na "gorszych ludzi", z ich brudem, dziwnymi, nienormatywnymi zachowaniami. W życiu prywatnym to oczywiście zrozumiałe. Ale ta "dyktatura komfortu" w przestrzeni publicznej zaczyna się robić coraz bardziej nieludzka.
Chcemy takiej przestrzeni, publicznej i prywatnej, w której nie ma miejsca na "gorszych ludzi", z ich brudem, dziwnymi, nienormatywnymi zachowaniami. W życiu prywatnym to oczywiście zrozumiałe. Ale ta "dyktatura komfortu" w przestrzeni publicznej zaczyna się robić coraz bardziej nieludzka.