Do takiego księdza nie warto chodzić do spowiedzi

(fot. cathopic.com)
ks. Piotr Pawlukiewicz

Od trzydziestu lat jestem kapłanem i – uwierz mi – spowiadałem tysiące ludzi, a nie pamiętam ani jednej spowiedzi. Ani jednej!

Pamiętacie scenę, kiedy do Jezusa przyprowadzono jawnogrzesznicę? Jezus zaczął pisać palcem na piasku, wszyscy odeszli, ona jedna została. Dlaczego została? Przecież mogła uciec, Jezus by jej nie ścigał. Nie. Tamta kobieta czekała, bo chciała zostać osądzona. Chciała zostać osądzona przez Jezusa. Dostrzegła w Nim dobrego człowieka, wiedziała, że to ktoś mądry, czysty, godny zaufania. Prawdziwy. Ale zwróć uwagę, jak dziwne pytanie zadał tej kobiecie Jezus. „Nikt cię nie potępił?”

Są czasem sytuacje okropnie niezręczne, takie, że nie wiadomo, jak zacząć rozmowę. Jak zagaić… Padają wtedy odzywki typu: „Ładna pogoda dzisiaj…” „Tak, ale chyba będzie padał deszcz…”. Są takie sytuacje, w których „niekomfortowość” bierze się z niespokojnego sumienia. Czujesz, że zrobiłeś coś nie tak i nie masz pojęcia, jak zacząć, żeby wyjść z twarzą, ale wiesz, że jak ta druga osoba zacznie rozmowę, to dalej jakoś samo pójdzie.

– Nikt cię nie potępił?
– Nikt, Panie.
– I ja cię nie potępiam, idź i nie grzesz więcej.

Ta spowiedź trwała piętnaście sekund! Taka grzesznica?! Całe miasto wiedziało, jakie życie prowadzi. A Jezus podsumował jej grzeszną przeszłość jednym zdaniem. Niezwykła jest ta miłosierna dyskrecja Jezusa. A jak postępujemy my? Jak złapiemy jakiegoś swojego winowajcę, to sadzamy go na fotelu i wykorzystujemy okazję, żeby mu wszystko wygarnąć… Od początku do samiutkiego końca.

Kto z nas potrafi dać gwarancję, że od teraz już nigdy więcej nie zgrzeszy? Jeszcze dzisiaj możemy walnąć taki numer, że głowa boli!

Kiedyś jedna siostra zakonna przyszła do biskupa i mówi:
– Księże biskupie, widzę Jezusa…

Biskup myśli sobie, no… może widzi, może nie widzi. Kto wie, czy to nie schizofrenia albo jakaś inna przypadłość. Ale na wszelki wypadek mówi tak:
– Niech się siostra zapyta Jezusa, jakie wyznałem grzechy na ostatniej spowiedzi.
Siostra przychodzi za tydzień.
– No i co, widziałaś Jezusa? – pyta.
– Tak.
– I co?
– Pytałam, jakie ksiądz biskup wyznał grzechy na ostatniej spowiedzi.
– I co Jezus odpowiedział?
– Że nie pamięta.

To jest naprawdę niesamowita tajemnica Bożego miłosierdzia.

Od trzydziestu lat jestem kapłanem i – uwierz mi – spowiadałem tysiące ludzi, a nie pamiętam ani jednej spowiedzi. Ani jednej! Naturalnie potrafię powiedzieć, z czego ludzie często się spowiadają, ale żeby tak wymienić grzechy tego czy tamtego człowieka? – tego nie potrafię. I Bogu za to bardzo dziękuję. A niektórzy ludzie myślą sobie, że jak się wyspowiadają, to ksiądz o niczym innym nie będzie myślał, tylko o tych jego grzechach.

Na prymicjach jeden ze starszych księży poradził neoprezbiterowi tak: „Napisz sobie na konfesjonale zdanie: »Tu spowiada ksiądz, który niczemu się nie dziwi«”. Bo nieraz z konfesjonałów słychać: „Ile razy?”, „Ty, taka katoliczka?”… No, do takiego księdza faktycznie trudno po raz drugi wybrać się do spowiedzi. No i rzeczywiście nie trzeba do niego chodzić.

Fragment pochodzi z książki „Ty jesteś marką”.

Obejrzyj Q&A z ks. Piotrem Pawlukiewiczem:

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Do takiego księdza nie warto chodzić do spowiedzi
Komentarze (7)
RT
~Robert Tomski
25 stycznia 2022, 18:20
U spowiedzi wyznałem cizki grzech, dostałem rozgrzeszenie po czym ksiądz/proboszcz Infułat wyszedł z konfesjonału i poszedł zostawiając ludzi w kolejce stających. Nie wiem czy przyszedł do nich. Ale pytam dlaczego tak zrobił? Bóg zapłać.
TC
Tomasz Ciski
11 grudnia 2020, 09:51
A ja znam penitenta, którego spowiedź dosyć dobrze zapamiętał pewien kanonik i nawet odnosi się do niej do dziś w kazaniach, a minęło ponad 10 lat. I nie że jakiś oryginał ten penitent był albo coś, ale widocznie ta jego spowiedź z całego życia ( nawracająca na drogę sakramentalną po 15 latach życia bez sakramentów, jako rozwodnik cywilny, oczekujący na werdykt Sądu Biskupiego nt. uznania za nieważny jego sakrament ślubu sprzed 20 lat) była potrzebna również staremu kanonikowi, który nabrał kapłańskiego wiatru w żagle i znów po latach znużenia i rutyny, z pasją ruszył zbawiać świat. Jam to nie chwaląc się uczynił. I choćby tylko po to, żeby zobaczyć ten owoc u kapłana, warto mi było z drogi jonaszowej znów wrócić na twardą ścieżkę. Obaj z kanonikiem Ducha Świętego w żaglach czujemy i nic i nikt nie jest w stanie nas przekonać że sakrament pojednania to taki rytuał bez większego znaczenia. To sakrament przez wielkie S.
MW
~Marko Wenecjo
6 grudnia 2019, 08:51
Ciekawe kto i kiedy wpadł na ten fantastyczny pomysł ustawienia hierarchii społecznej, w której wierni klękają przed księżmi wyznając swoje najbardziej intymne czyny?
SB
Sylwia Bakalarska
7 grudnia 2019, 16:37
Klękam przed Jezusem, a nie przed księdzem
AW
~Aleksandra Wawrowska
10 grudnia 2020, 15:29
też nie lubię konfesjonałów
AW
~ania waliszko
10 grudnia 2020, 22:46
aby się spowiadać, trzeba być wierzącym
TC
Tomasz Ciski
11 grudnia 2020, 09:54
Chciałbyś poznać autora tego pomysłu? To pięknie. Możesz Go poznać w dowolnym momencie.