Kobieta, której nie było

(fot. sxc.hu)
Giulia Galeotti

Jest to nieobecność oszałamiająca. Tak ogromna, że na początku nawet nie zwracasz na nią uwagi. Ale kiedy sobie to uświadamiasz, dochodzi do ciebie, że ta nieobecność jest znakiem porywającej miłości, która skłania cię do zawierzenia w sposób całkowity, absolutny.

Jezus wydaje ostatnie tchnienie. Wśród nielicznych osób w pobliżu krzyża jest Jego Matka. Maryja, która pozostała pod tym drzewem kaźni, jest z Synem, przy Jego cierpiącym ciele. Patrząc w oczy Syna, Matka kolejny raz wyraża Mu swoją miłość, swoje zaufanie. Maryja patrzy w oczy umierającego Syna: czy naprawdę widzi śmierć? Ona, młoda dziewczyna z Nazaretu, Ona, krucha kobieta, może - zarazem - odchodzić od zmysłów z bólu i pałać nadzieją, bowiem Maryja, która patrzy w oczy umierającego Syna, jest tą samą Maryją, która wie. Która wierzy. Dla Maryi - tylko dla Maryi - zmartwychwstanie już jest prawdą. Tam i w tamtej chwili.

Maryja mówi niewiele. Niewiele mówi słowami, ale bardzo dużo poprzez gesty. A jednak dla nas głęboką wymowę ma myśl, że Jej najmocniejszym gestem jest brak gestu. Bowiem Maryja - ta młodziutka dziewczyna, która miała siłę przeciwstawić się rozumowi, prawu i powodom do szacunku; ta kobieta tak silna, że zdolna jest konfrontować się z wszystkimi sprawami w swoim sercu - w chwili zmartwychwstania zdaje się nieobecna.

Jest pierwszy dzień po szabacie, bardzo wcześnie rano. Jeszcze panuje mrok. Maria Magdalena (według Ewangelii Jana), pobożne niewiasty (jak opowiadają inni ewangeliści) idą pospiesznie. Są niecierpliwe, niespokojne. Nie mogą czekać, niemal biegną do grobu.

Maryi z Nazaretu jednak nie ma z nimi. I nie dlatego, żeby Matka Jezusa była pogrążona w rozpaczy, złamana bólem. Nie dlatego, że odpoczywa albo jest zajęta czymś innym. Maryja zresztą nie przybywa nawet później, z Janem i Szymonem Piotrem. Nie tworzy wiadomości, i też jej nie otrzymuje. Nie dziwi się.

Maryi z Nazaretu nie ma. Pojawi się na nowo dopiero po wniebowstąpieniu, kiedy Łukasz, na początku księgi Dziejów Apostolskich (1, 12-14), pisze, że Maryja znajdowała się w Wieczerniku w Jerozolimie razem z apostołami, innymi kobietami, które szły za Panem z Galilei, i paroma krewnymi.

U grobu Maryi nie ma, bliska jest nam myśl, że spędziła na czuwaniu czas, który był zapowiedziany, w oczekiwaniu na chwilę, w której Jezus wypełni swoją obietnicę. Maryja, Matka Jezusa, nie idzie do grobu, bo jest pewna, że nie zastanie tam swojego Syna. On powiedział, że trzeciego dnia zmartwychwstanie, i Ona Mu uwierzyła. Zmartwychwstanie jest dla tego, kto zatraca się w miłości. I kto ufa miłości.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Kobieta, której nie było
Komentarze (2)
MR
Maciej Roszkowski
21 kwietnia 2014, 10:23
Jest w jednym z filmów o Chrystusie jest scena, choć apokryficzna, to wstrząsająca. Na okrzyki gawiedzi "zejdź z krzyża uratuj się" Maria  woła "On przyszedł zbawić nas, nie siebie!".
X
xxx
21 kwietnia 2014, 09:40
Także w związku ze zmartwychwstaniem Maryja zdała wspaniale egzamin z wiary. Załamała się od śmierci Jezusa kolejno wiara wszystkich, od Piotra zaczynając. Apostołowie zamknęli się w wieczerniku z "obawy przed Żydami" (J 20, 19), a słowa niewiast o zmartwychwstaniu Pana "wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary" (Łk 24, 11). Tylko wiara Maryi przetrwała zwycięsko próbę tych dni. Do grobu więc się nie udała z innymi niewiastami, które szły, by namaścić ciało zmarłego Pana. Ona wcale nie szukała Żyjącego wśród umarłych, niezawodnie wierząc słowom Syna. Cała wiara Kościoła w centralną prawdę o zmartwychwstaniu Pana wtedy płonęła tylko w tej lampce, jaka było Jej Niepokalane Serce. Słusznie więc teraz w "czasie Kościoła" każda sobota właśnie Jej została poświęcona. -------------------------------------------------------- Jankowski Augustyn OSB "BLIŻEJ BOGARODZICY. Studia z mariologii biblijnej" WAM 2004