Święte dzieci, które uczą jak przeżywać śmierć

fot. Marta Obiegłla
Ewa Liegman

Codziennie pytam siebie, czy wierzę w życie wieczne. Bo jeśli tak, to czemu tak bardzo boję się śmierci? Co mnie zniewala, trzyma kurczowo, przed czym uciekam, z czym nie chcę się mierzyć? Z wielkim szacunkiem myślę o świętości, nie mam wątpliwości, że jest niepozorna jak ziarnko gorczycy wrzucone w ziemię lub jak dziecko żyjące parę minut.

Anonimowi bohaterowie, święci niewyniesieni na ołtarze. Dzieci żegnane w białych trumienkach z innym tekstem w mszale. Zgodnie z wiarą Kościoła: żegnamy na ziemi dziecko, a całe niebo wita świętego! Życie w świecie, które trwało czasem kilka oddechów, jedno uderzenie serca albo wiele lat bez słów, kroków, w łóżku, bez żadnego złego uczynku. Z pamiątką chrztu, często skromnego, na oddziale, w małym gronie, bez uroczystości, bez obiadu z tortem, a jednak odsłaniającego największą wartość spotkania Zbawiciela i duszy, a więc ślubu na wieczność z największą Miłością, silniejszą od śmierci.

Dzień końca świata w świecie, który nie chce śmierci

W momencie postawienia ostatecznej diagnozy słyszymy, że nie da się zrobić niczego więcej. W dzisiejszych czasach świat wokół nas już nie mówi, a krzyczy: "Nie da się zrobić niczego więcej!". I ból, rozdarcie rodziców, bliskich, pewność, że nie będzie tak, jak chcieliśmy.

Tak wygląda dzień końca świata. Świata wielu osób, którym towarzyszy Hospicjum Pomorze Dzieciom i eMOCja Holistyczne Centrum Wsparcia po Stracie. Właśnie wtedy przez wąskie drzwi przeciska się Zespół do zadań specjalnych - lekarze, pielęgniarki, psychologowie, fizjoterapeuci, osoby duchowne - z pewnością, że życie nie kończy się w momencie postawienia ostatecznej diagnozy. Nie ma szans na sukces, rozumiany jako powrót do zdrowia. To fakt. Dlatego czas przygotować się na bardzo trudną drogę. Przed nami trudny odcinek, stromy. Ostatni przed szczytem. Jak w górach; im wyżej tym mniej tlenu, trudne warunki do życia na chwilę przed śmiercią. Ale widoki? Blisko nieba.

DEON.PL POLECA

W czasie umierania najtrudniejsza jest samotność

Informacja, że pozostało niewiele czasu rani serce na wylot. Nasze kochane dziecko zgaśnie, zanim pójdzie do szkoły, nie wyjdzie nawet z porodówki albo jeszcze w ciąży. I tak w osamotnieniu zostają zwykle rodzice przyszłych Świętych, z wynikiem w ręku. Wiele osób nie widzi sensu przyjścia na świat chorego dziecka, a i my chrześcijanie modlimy się o zdrowe dzieci. Czy modliłeś się kiedyś o tak pojemne serce, by przyjmowało każdego, a więc i siebie ze wszystkimi wadami, słabościami? By Jezus nauczył cię towarzyszyć drugiemu nie wtedy, kiedy jest dobrze ale właśnie wtedy, gdy jest źle? Czy pytałeś Maryję, co musiała mieć w duszy, że stała, twardo STAŁA pod krzyżem, nie uciekała, wszystko co mogła to BYĆ, trwać przy mordowanym Synu i jak bardzo kochała, że nie chciała zostawić Go samego, wytrwała. Nie słaniała się, nie rozpaczała. Stała. Wspierała. Poza sobą niemalże. Takiej modlitwy uczą mnie codziennie święte dzieci Hospicjum, bo to tak dalekie od naszej słabej natury. Trzeba wciąż stawiać czoła słabościom, stanąć na ringu naprzeciwko lęku przed śmiercią, bezradności i niemocy, rozczarować się sobą, przyjąć wstyd i poczucie winy, bo zawsze możemy zrobić coś więcej, inaczej…

Chrzest Święty ś.p. Małgosi | fot. Hospicjum Pomorze Dzieciom

Niepozorna świętość - o cichości i pokorze serca

Codziennie pytam siebie, czy wierzę w życie wieczne. Bo jeśli tak, to czemu tak bardzo boję się śmierci? Co mnie zniewala, trzyma kurczowo, przed czym uciekam, z czym nie chcę się mierzyć? Z wielkim szacunkiem myślę o świętości, nie mam wątpliwości, że jest niepozorna jak ziarnko gorczycy wrzucone w ziemię lub jak dziecko żyjące parę minut. Jak więc ją poznać? Wokół sporo ludzi krzyczy, próbuje dyskredytować, odzierać z godności, jak pod krzyżem. Wczytując się w Biblię, żywota świętych, świętość jest zestawem cech, postaw charakteryzujących się wielką pokorą, cichością, prześladowaniami, a jednak z wielką siłą rażenia, która zmienia ludzi wokół.

Wioleta Żywicka, pielęgniarka koordynująca Hospicjum Perinatalne prowadzone przez Hospicjum Pomorze Dzieciom | fot. Hospicjum Pomorze Dzieciom

Wszystkich Świętych to dzień, w którym szczególnie wspominamy w Hospicjum i w eMOCji święte dzieci, które zmieniły życie tak wielu osobom, które przez lata przekraczały próg hospicjum albo przy różnych spotkaniach słyszały o nieprawdopodobnej tajemnicy przemijania najmniejszych. O historiach, których życiorysy kurczyły się do kilkunastu minut, przynosząc wielki ból rodzicom, rodzinie, a jednocześnie zmianę, jakby z hukiem otwierały zupełnie nową przestrzeń w sercu.

Bohaterowie Hospicjum Pomorze Dzieciom jak najwięksi święci, prorocy XXI wieku, w milczeniu swojej choroby uczą całym swoim życiem miłości, która przyjmuje drugiego takim jakim jest: niedoskonałym, z wadami. A więc Ewangelii.

Wiele osób nie widzi sensu przyjścia na świat chorego dziecka, a i my chrześcijanie modlimy się o zdrowe dzieci. Czy modliłeś się kiedyś o tak pojemne serce, by przyjmowało każdego, a więc i siebie ze wszystkimi wadami, słabościami?

Ciasna brama, dzieci lekkie jak piórko

Wszystko, co budowane na niestałym fundamencie, rozpada się w jednej chwili. Wystarczy zdanie: "Masz niewiele czasu. Umierasz. Nie udało się". A sprawy, przed którymi uciekaliśmy całe życie, zakopywaliśmy w jednej chwili, wybuchają przed nami. Zostaje wielki ból. Bo za co zabrać się w pierwszej chwili? Niedowierzanie, rozpacz, wielki strach, ciężar niezałatwionych spraw. Tak wiele czułych słów wypowiadanych na cmentarzu, często po wielu latach wspólnego życia. Mieliśmy tak wiele wspólnych chwil, a jednak nie starczyło odwagi, by wykonać telefon, przeprosić, podziękować, wyznać miłość pomimo ran i różnic. Tak wiele kłótni, słów przeszywających na wylot, odrzucenia, niespełnionych tęsknot. A śmierć jak światło odsłania zawsze całą prawdę i to, że Bóg, Dawca Życia, jest naprawdę wymagający i spyta o miłość. Bo i śmierć jak surowa egzaminatorka nie przestaje pytać o życie jak o układankę, składającą się z najdrobniejszych chwil. Jeśli naprawdę Jezus wszystkie nasze włosy ma policzone, to i oddechy, kroki, spojrzenia, gesty, słowa. Z tak wielkim wzruszeniem spotykamy się w eMOCji z uczniami, studentami, jeździmy do więźniów, firm różnych profesji z wykładami budzącymi do pełni życia jednym pytaniem: "Co być zrobił, gdybyś wiedział, że został ci jeden dzień, jak Nikoli, Małgosi, Oleńce, Marcelince, Stasiowi, Antosiowi i wielu innym cichym Świętym, którym setki osób zawdzięcza pewność, że mogą stać się - nie kiedyś tam, ale właśnie dziś - lepszą wersją siebie, choćby całe życie im nie wyszło?". W ciągu jednego dnia można przeżyć całe swoje życie... Z takim śladem miłości Bóg przysyła na zimny świat święte dzieci.

Marcelinka | fot. Michalina Sobczak

Litania do Świętych Dzieci

Święta dziewczynko, chłopaku o oczach wielkich, zapadniętych policzkach, którym rak jak wiatr zdmuchnął wszystkie włosy. A ostatni oddech poleciał prosto do rajskiego ogrodu. Tak lekki, że przez dziurkę od klucza wleciała święta dusza, bo ludziom na ziemi przypomniała, że stracić trzeba wszystko... być nagim jak po zimie drzewo, by spotkać się z wiosną.

Módlcie się za nami!

Święta córeczko, synku z błędem genetycznym, co na świat wpadliście z hukiem na chrzest swój jak na święto. Nie było tortu, fotografa, ale za to był w tym samym czasie ślub... Duszy... z największą Miłością. To wystarczyło, by zdobyć wieczność, a ludziom na ziemi... przypomnieć, że niedoskonałość: ta na pierwszy rzut oka... może bardzo mylić. Liczy się... nie zewnętrzna powłoka, ale serce człowieka.

Módlcie się za nami!

Święta nastolatko, prawie dorosły mężczyzno, co serce Wam stanęło nagle, za szybko. Wydawać by się mogło, że czegoś Wam nie starczyło... a jednak punktualnie zabrało Was niebo. Za mała komora, niewydolność mięśnia... a na ziemi tak wielu ludziom poszerzyliście serca.

Módlcie się za nami!

Braciszku, siostrzyczko, których się trzeba było wstydzić, choć nie zrobili niczego złego... jak Chrystusa do którego i dzisiaj tak wielu z nas trudno się przyznać...

Módlcie się za nami!

Powykręcana niemowo, a z kazaniem tak głośnym, że nie dało się przejść obok. Jak najwięksi Święci przed niewierzącym tłumem... Święte dzieci w oczach wszechświata i lekcja dla wszystkich wokół: kochaj, kochaj... nic więcej. Przyjmij mnie takim, jaki jestem.

Módlcie się za nami!

Święty niewidomy od urodzenia, co pokazywałeś świat, który z perspektywy łóżka się nie zmienia, i kolory nieba, które zobaczyć można tylko sercem, a oczy, którym wydaje się, że widzą więcej... mogą przeszkadzać zajrzeć w siebie...

Módlcie się za nami!

Święte dzieci, od których ludzie odwracają wzrok. Mimo to... z pogodą ducha i uśmiechem odlatywałyście stąd. A życie się dopiero zaczynało, kurczyło do kilku lat, dni... tak Ktoś, kto ma nas wszystkich na Oku, dał mi zobaczyć, że wysyła Was na zimną ziemię po to... byście podtrzymały świat.

Módlcie się za nami!

W hołdzie Świętym których spotkało Hospicjum Pomorze Dzieciom

***

Zostań JEDNYM z 12500 Aniołów Hospicjum Pomorze Dzieciom i przekaż miesięcznie 8 złotych dla Naszych Małych Bohaterów.
Jako JEDEN z 12500 Aniołów, wpłacając 8 zł miesięcznie, dokładasz dni do życia naszych dzieci.
Tytuł przelewu: "JEDEN z 12500 Aniołów"
Nr konta: 33 1090 1098 0000 0001 2428 2268
Przelewy zagraniczne: BIC /SWIFT/ - WBKPPLPPIBAN PL33109010980000000124282268

Ewa Liegman - propagatorka ruchu hospicyjnego, prezes hospicjum dla dzieci, współtwórca eMOCji Holistycznego Centrum Wsparcia po Stracie, pisarka, podróżniczka, aktywna działaczka społeczna. Kreatorka i pomysłodawczyni licznych akcji charytatywnych. Inicjatorka projektów na rzecz osób zmagających się z ciężką chorobą, stratą i żałobą. Twórca wielu spotkań, warsztatów lokalnych i ogólnopolskich, dla zespołów firm, uczniów, studentów, personelu medycznego, więźniów pt.: "Jak przebudzić się do pełni życia?".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Święte dzieci, które uczą jak przeżywać śmierć
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.