Kim jest dla mnie Jezus?

Kim jest dla mnie Jezus?
fot. unsplash.com

Św. Paweł stawia nam bardzo mocne pytanie: „Jeżeli głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania?” (1 Kor 15,12). Porusza ono ważną kwestię dotyczącą tego, czy wyznawana i praktykowana przez nas wiara ma przełożenie na życie codzienne? Nie trzeba dużo główkować, żeby udzielić następującej odpowiedzi: nie zawsze tak jest.

Wiemy to z własnego doświadczenia. Skąd bierze się w człowieku taki rozdźwięk? Można słusznie odpowiedzieć, że ze skłonności do zła będącej konsekwencją grzechu pierworodnego. Podrążmy jednak jeszcze głębiej. A może jest coś nie tak z naszą wiarą? Może brakuje w niej zaufania w słowa Ewangelii i wewnętrznego mocnego przekonania popartego dostępnymi argumentami (choć oczywiście niewyczerpującymi), że historia Jezusa z Nazaretu to nie mitologiczna opowieść, ale coś, co wydarzyło się naprawdę?

DEON.PL POLECA



Co niedzielę wypowiadamy uroczyste Credo. Strzelamy jak z karabinu, wyrzucając z siebie kolejne wyuczone na pamięć frazy. Czy zastanawiamy się jednak wtedy nad tym, jakie słowa wypowiadamy, jak wielką mają wagę i jak poważne niosą (powinny nieść) ze sobą konsekwencje dla naszego życia chrześcijańskiego? To są słowa o naprawdę wielkim znaczeniu. Opisują w telegraficznym skrócie – ale zarazem bardzo precyzyjnie – prawdy chrześcijańskiej wiary, odwołując się do momentów z historii Kościoła, kiedy toczono teologiczne (i polityczne) boje o to, żeby jak najdokładniej opisać największe zbawcze tajemnice.

Warto więc może, przynajmniej od czasu do czasu, usiąść do tekstu Credo i zmierzyć się z tym, co tam znajdujemy – zrewidować stan własnej wiedzy religijnej, a przy okazji zapytać siebie samego, czy prawdy chrześcijańskiej wiary są dla mnie czymś realnym, czy tylko mitem. Wiele twierdzeń, które zostały na przestrzeni wieków uznane za heretyckie, czyli niezgodne z prawowierną nauką, mają się dziś nad wyraz dobrze. Najwięcej problemów przysparza chyba prawda o tym, że Bóg w Jezusie Chrystusie stał się człowiekiem. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, w jak subtelny sposób niekiedy jej zaprzeczamy. Dlatego też pytanie o Credo to nie tylko kwestia prawd wiary, ale to przede wszystkim pytanie o osobę Jezusa Chrystusa: czy jest on dla mnie postacią mitologiczną czy historyczną?

„Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwociny spośród tych, co pomarli” (1 Kor 15,20). Zmartwychwstanie, centrum naszej wiary, wynika z faktu Wcielenia: nie tylko w sposób chronologiczny, ale przede wszystkim przyczynowo-skutkowy. Chrystus stając się człowiekiem, podlegał w swym ciele przemijaniu oraz cierpieniu i śmierci. Dzięki temu, że zmartwychwstał, uczynił naszą cielesność drogą do zbawienia, przezwyciężając starożytną ideę zbawienia rozumianego jako wyrwanie duszy z więzienia ciała. Odtąd nie ma już podziału na złe ciało i dobrą duszę. Odtąd też sacrum przenika się z profanum. Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich jest to takie oczywiste. Rozdwojenie w człowieku ma się dobrze. Czyżby na nic ofiara Chrystusa?

Jeśli trudno nam uwierzyć w zmartwychwstanie Jezusa, to przypomnijmy sobie przestrogę św. Pawła: „A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara (…) Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania” (1 Kor 15,17.19). Zmartwychwstanie zmienia perspektywę i dodaje mocy obietnicom wypowiedzianym przez Jezusa w błogosławieństwach, które za chwilę omówimy, gdyż nie są one już wtedy słowami rzucanymi na wiatr, nie są obietnicami bez pokrycia.

W ludziach, którzy za prawdę o Zmartwychwstaniu oddawali i wciąż oddają swoje życie, można dostrzec mocne przekonanie co do prawdziwości słów Psalmisty, że człowiek wierzący „jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie. Liście jego nie więdną, a wszystko, co czyni, jest udane” (Ps 1,3), oraz tych autorstwa św. Pawła mówiących, że „jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwociny spośród tych, co pomarli” (1 Kor 15,20). Oddali swoje ciała jak nasiona rzucone w ziemię – z wiarą, że „wyrosną” one na nowo do życia wiecznego. I tu dochodzimy do kwestii zasadniczej: czy Królestwo Niebieskie jest celem mojego życia? Twierdząca odpowiedź na to pytanie umożliwia zrozumienie i przyjęcie słów błogosławieństw.

„Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją” (Jr 17,7). Od zaufania zaczyna się wiara rozumiana jako osobowa relacja z Bogiem. Człowiek, który przyjmuje Słowo Boga i dzięki temu odczytuje Jego wolę jest „podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi; nie obawia się, gdy nadejdzie upał, bo zachowa zielone liście; także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców” (Jr 17,8).

Dopiero w kontekście słów z Księgi Jeremiasza można właściwie zrozumieć, na czym polega błogosławieństwo sytuacji, w której człowiekowi czegoś brakuje. Do tego bowiem odwołuje się Mistrz z Nazaretu, wygłaszając pełne pociechy i nadziei zdania: „Błogosławieni jesteście, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego odrzucą z pogardą wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie” (Łk 6,20-23).

Materialne ubóstwo, głód, smutek i odrzucenie ze strony ludzi są same w sobie złem doświadczanym przez człowieka – i nie czynią go błogosławionym. Są brakiem, który może jednak zostać wypełniony przez Boga Wcielonego przynoszącego obietnicę Królestwa. Doświadczane cierpienie może nabrać sensu wtedy, kiedy przyjmie się Dobrą Nowinę o zbawieniu. Przyjęcie jej oznacza pozwolenie na to, żeby Bóg stał się częścią mojego codziennego życia, żeby został przeze mnie „wplątany” w troski dnia powszedniego. Wiara „pozwalająca” Bogu na tak wiele jest możliwa tylko wówczas, gdy przyjmie się prawdę o Wcieleniu w całej jej rozciągłości i ze wszystkimi jej konsekwencjami.

„Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzewu na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście; wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną” (Jr 17,5-6). Ten urywek z prorockiej księgi tłumaczy nam natomiast sytuację człowieka, który nie jest w stanie zdobyć się na zaufanie Bogu i oddziela grubą kreską to, co w jego życiu jest duchowe, od tego, co materialne. Bóg Bogiem i Ewangelia Ewangelią, ale w życiu codziennym trzeba kierować się innymi prawami.

Zbawiciel wypowiada cztery „biada” w odpowiedzi na cztery błogosławieństwa jako przykład tego, że każdą z trudnych życiowych sytuacji możemy przyjąć w perspektywie obiecanej nam wiecznej przyszłości lub z nastawieniem, że to kolejny dzień jest jedyną przyszłością, na którą się czeka. Niech więc Jego słowa zadudnią w naszych uszach, poruszając do głębi nasze serca: „Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom” (Łk 6,24-26).

Kierownik redakcji gdańskiego oddziału "Gościa Niedzielnego". Dyrektor Wydziału Kurii Metropolitalnej Gdańskiej ds. Komunikacji Medialnej. Współtwórca kanału "Inny wymiar"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Józef Tischner, Joanna Podsadecka, Tomasz Ponikło

Trzy wielkie odsłony - Wiara ludzi wolnychMiłość w czasach niepokoju. Niepublikowane wykłady oraz Tischner. Nadzieja na miarę próby. Ostatnie słowa

Głęboka wiara i wielkie pytania ks. Józefa Tischnera

Jak wierzyć w świecie, który żongluje...

Skomentuj artykuł

Kim jest dla mnie Jezus?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.